Obserwował ją, kiedy czytała książkę. Marszczyła brwi coraz bardziej, co oznaczało, że nie podobało jej się to, co działo się w historii, czegoś w niej nie rozumiała. Wiedział, że nie lubiła takiego obrotu sprawy.

Wyczuła, że na nią patrzył, bo spojrzała w jego kierunku. Kąciki jej ust delikatnie się podniosły. Podobał mu się ten uśmiech, ponieważ obdarzała nim tylko jego.

– Coś się stało? – zapytała. Zawsze musiała wiedzieć, czy wszystko gra, a jeżeli tak nie było, musiała to naprawić. Najlepiej jak potrafiła, nawet za cenę poświęcenia samej siebie.

Wiedział to zbyt dobrze.

– Chciałbym móc cofnąć czas – wyszeptał tak cicho, że sam nie był pewien, czy wypowiedział te słowa.

Dziewczyna oparła głowę o oparcie fotele i zamrugała. Po jej lewym policzku potoczyła się ciepła łza. Zawsze roniła takie ciepłe łzy, pomyślał. Zebrał ich przecież tak wiele, że nigdy nie zapomni ich ciepła. Tak samo, jak tego, że kiedy łza skapywała z policzka, była już zimna.

Tak samo, jak jej serce.

– Ja też – odpowiedziała równie cicho.

Wyciągnął rękę i kiedy już miał jej dotknąć, rozpłynęła się. Ona, książka i łza.

Zacisnął dłoń w pięść. Widmo dziewczyny nawiedzało go już coraz rzadziej, ale za każdym razem bolało tak samo, gdy znikało.