Kiedy miałam zaledwie 6 lat, z przyczyn bliżej nieznanych, biegałam radośnie po domu. Pomimo że pamiętałam o tamtym wystającym progu, potknęłam się i wylądowałam twardo na podłodze.

    Rozważałam rozpłakanie się, ale kiedy uniosłam głowę, dostrzegłam coś, przez co zupełnie zapomniałam o chęci zwrócenia na siebie uwagi. Zamiast tego podniosłam się szybko i po cichutku zbliżyłam się do szafy, gdzie pomiędzy meblem a ścianą wciśnięty był błyszczący przedmiot.

    Jak to możliwe, że wcześniej go nie widziałam?

    Wyciągnęłam pulchną, dziecięcą rączkę i wcisnęłam ją w szczelinę. W momencie, kiedy dotknęłam przedmiotu, przez całe ciało przebiegł dziwny, nieznany mi dotąd dreszcz. Zaciekawiło mnie to jeszcze bardziej, więc mocniej uczepiłam się przedmiotu i zaczęłam go wyciągać. Chwilę później trzymałam w dłoni miecz.

    Prawdziwy miecz!

Wyglądał na ciężki, ale wcale taki nie był. Z fascynacją obracałam nim i patrzyłam, jak mieni się czerwony kamyk umieszczony na mieczu. Obserwowałam też, jak lśni stal, kiedy padają na nią promienie zachodzącego słońca, dostające się przez okno.

Miałam wrażenie, że to część mnie.

Usłyszałam kroki i się odwróciłam. Nie próbowałam ukryć znaleziska. Nie miało to najmniejszego sensu, z tego względu, że mój ojciec i tak zawsze o wszystkim wiedział.

– Tak myślałem – powiedział, a ja odniosłam wrażenie, że nie mówił tego do mnie, choć w mieszkaniu poza nami nie było nikogo. Mama z siostrą wybrały się na zakupy, a nawet sam kot gdzieś się ulotnił.

Mimo że miałam tylko 6 lat, wyczułam, że tato się martwi. Dlaczego? Zrobiłam coś nie tak? Nie chciałam, żeby był smutny.

Uśmiechnął się do mnie łagodnie.

Ally, wcale mnie nie zasmuciłaś. – Jego głos był taki spokojny, kiedy to mówił. – No, chodź do mnie – dodał, wyciągając ręce.

Od razu rzuciłam się w jego ramiona, nie wypuszczając przy tym miecza – nie chciałam się z nim rozstać. Ojciec podniósł mnie z ziemi bez najmniejszego wysiłku, podczas gdy ja nie spuszczałam wzroku z przedmiotu.

Czułam, że miecz jest naprawdę prawdziwy.

– Jak się tutaj znalazł? – zapytałam zaciekawiona, spoglądającym tym razem na tatę, który znowu uśmiechnął się w ten dziwny, smutny sposób.

– Znalazł cię – odpowiedział.

Nie zrozumiałam. Jak jakiś przedmiot mógł mnie znaleźć?

Trzymając mnie na rękach, ojciec zaczął przechadzać się po domu. Zatrzymał się, kiedy dostrzegł, że zesztywniałam. Stało się to w chwili, gdy spojrzała na lustro i odkryłam, że nie rozpoznaję samej siebie.

Osoba patrząca na mnie w lustrzanym odbiciu nie była już dziewczynką. Wyglądała na znacznie starszą. Jej włosy w niczym nie przypominały moich, które były długie, aż do pasa. To był jednak tylko drobiazg w porównaniu z tym, co tak naprawdę wyróżniało się w wyglądzie postaci.

Oczy. Nie były już zielone. Były czerwone.

Ojciec spojrzał na lustro z głębokim zamyśleniem wypisanym na twarzy. Czy to możliwe, że on także dostrzegł to, co ja?

Nie zdążyłam o to zapytać.

Ally, zrozumiesz to, gdy nadejdzie odpowiedni czas.

Przestałam wpatrywać się w swoją starszą wersję i zamiast tego spojrzałam na ojca, nieco się odchylając. Tato wyciągnął z mojej dłoni miecz i odłożył na stoliku.

– Jeszcze nie ten czas – poinformował, a ja wyczułam w jego głosie żal. – Zanim to nastąpi, musisz żyć normalnie. – Po tych słowach położył rękę na moim prawym policzku i zamknął oczy.

Najpierw poczułam delikatne pulsowanie promieniujące po całej mojej głowie, a następne ocknęłam się w ramionach taty, nie bardzo wiedząc, jak się tam znalazłam.

– Tato, tato, tato! – zawołałam radośnie, momentalnie wpadając na genialny pomysł. – Zbudujesz ze mną wieżę?

– Pewnie, Alyson – odparł i postawił mnie na ziemi. – Idź przodem.

W tamtym momencie, gdy biegłam do pokoju, jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, że już nigdy nie będzie nam dane zbudować tej wieży.