Milion myśli przewijało się przez jej umysł, gdy znalazła się w wielkim wirze. Nie pamiętała tylko, jak dostała się tam za pierwszym razem. Oglądała się w poszukiwaniu wskazówek, ale nie potrafiła znaleźć żadnego punktu zaczepienia. Odkryła jednak, że zaczęło się jej robić niedobrze. Bardzo niedobrze.

I wtedy wylądowała na ziemi.

– Cholera – mruknęła pod nosem. Zdała sobie sprawę, że podczas kontaktu z twardym podłożem musiała uszkodzić kolano, na co jednoznacznie wskazywało nieprzyjemne pieczenie. Wypluła trawę, po czym dmuchnęła na grzywkę opadającą na oczy. Westchnęła, gdy to nie pomogło z przerzuceniem jej na prawą stronę.

– Może przydałaby się pani pomoc?

Zmarszczyła brwi, a potem skierowała głowę w stronę, z której padło pytanie. Gdy dostrzegła postać, jej wzrok powędrował w górę, aż w końcu zatrzymał się na twarzy osoby, która oferowała jej pomoc.

Kiedy dostrzegła jego oczy, osłupiała. Było w nich coś hipnotyzującego. Nie mogła, ba! Nawet nie chciała przestać się na niego patrzeć. A im dłużej się przyglądała, tym zaczynała odnosić wrażenie, że błękitny odcień stawał się coraz intensywniejszy, co przecież było niemożliwe.

Widząc jej reakcję, chłopak uśmiechnął się zawadiacko. Następnie wyciągnął dłoń.

Zawahała się tylko przez chwilę, a potem podała mu prawą rękę, dźwigając się jednocześnie na lewej. Gdy już go puściła, zdała sobie sprawę, że jest od niej znacznie wyższy.

Wtedy też przypomniała sobie, że zwrócił się do niej per „pani”. Zmrużyła oczy, tym razem przyglądając się mu uważniej. Co jak co, ale na pewno nie różnili się wiekiem aż tak, aby tytułować się tak oficjalnie. Postanowiła jednak zagrać w jego grę.

Uśmiechnęła się.

– Wydaje mi się, że nie znam wielmożnego Pana – powiedziała, akcentując ostatnie słowa. Na twarzy chłopaka pojawiło się rozbawienie, a w oczach blask. – Chyba że mieliśmy przyjemność spotkać się już kiedyś?

– Spotkamy się już niebawem.

Zmarszczyła brwi.

– Spotkamy się? Musiałam Pana źle zrozumieć. – Uniosła jedną brew do góry, ale po chwili ją opuściła. – Już to się stało – zauważyła.

Machnął ręką.

– Przekonasz się – zapewnił ją. – Pani.

Przewróciła oczami, a potem spojrzała na niego z pobłażliwością.

– Dlaczego najzwyczajniej w świecie mi się nie przedstawisz?

Zastanowił się.

– A przystojny nieznajomy nie wystarczy?

A więc jednak z nią flirtował. Zaśmiała się lekko.

– Jakbyś takiego zauważył, to daj mi znać. – Uniosła podbródek do góry i założyła ręce na krzyż.

– Będę rad, móc ci to zakomunikować. – Już w czasie, gdy to mówił, na jego ustach pojawił się inny, bardziej prowokujący uśmiech.

Opuściła ręce wzdłuż ciała i omiotła wzrokiem otoczenie.

– Gdzie ja jestem?

Nakreślił prawą ręką horyzont przed sobą.

– Oto kraina zwana Xyn.

Potrząsnęła głową.

– Xyn? A gdzie to niby jest? Ameryka? Europa? Az… – Urwała i zaczęła masować sobie skroń. – Wiesz co? Nie odpowiadaj. Mój mózg chyba musi zacząć się leczyć, skoro jest w stanie wymyślić coś takiego.

Chłopak zaśmiał się krótko, a ona stwierdziła, że jego śmiech jest przyjemny dla ucha.

– Xyn nie jest położone na Ziemi. To kraina, mając swoje miejsce zupełnie gdzieś indziej – oznajmił, gdy wróciła do niego wzrokiem. – Nie jest to takie trudne do ogarnięcia, jak początkowo może się wydawać.

– Załóżmy, że kraina Xynu… – zawahała się. – To się w ogóle odmienia? – Posłała w jego stronę pytające spojrzenie, ale gdy zobaczyła, że chłopak sam zaczął się nad tym zastanawiać, pokręciła głową. – Mniejsza. Załóżmy, że to, co mówisz, jest prawdą.

– Bo tak jest – zapewnił.

Puściła tę uwagę mimo uszu.

– Skoro nie jest to na Ziemi, to jak tutaj trafiłam?

„Czy ja naprawdę to rozważam? Kompletnie mi odbija…”

– Cóż. – Chłopak zaczął przechadzać się po wzgórzu, na którym oboje się znajdowali. Jego ciemnobrązowe włosy lśniły w słońcu. – Istnieje możliwość, że nieco ci w tym pomogłem.

– Eee…?

– Teraz śnisz, jednak mogę cię zapewnić, że to miejsce istnieje. – Wskazał na nią palcem. – A ty jesteś jego częścią.

– Uważaj, bo ci uwierzę. – Zaczęła stukać się po czole. – Co ty ćpasz? – mruknęła pod nosem.

Chłopak zauważalnie sposępniał.

– Jeszcze trochę czasu minie, zanim poznasz prawdę, Alyson.

Słysząc swoje imię przestała uderzać się po głowie. Była świadoma, że to sen, ale nie chciała się jeszcze z niego budzić.

– Jak ci na imię?

Jego obecny uśmiech był zaledwie cieniem poprzedniego.

– A czy ma to jakieś znaczenie, skoro tylko śnisz?

– Tak – odparła szybko, a widząc zdziwienie na jego twarzy, sama zaczęła się zastanawiać, dlaczego to było takie ważne.

Nie dodała nic więcej, bo w tej samej chwili odkryła coś zadziwiającego. Obracając się, nie mogła uwierzyć w to, co właśnie widziała.

To, że byli na wzniesieniu zauważyła wcześniej, ale dopiero teraz zdała sobie sprawę, że słońce wisiało wysoko na niebie w kolorze zmiksowanej tęczy. W pewnych miejscach było zdecydowanie więcej czerwonego, w innym niebieskiego, a jeszcze gdzie indziej przeważała barwa zielonego i fioletowego. Nigdy nie sądziła, że może wymyślić coś równie zaskakującego. Mogłaby przysiąc, że w oddali słyszała szum wodospadu.

„A co, jeżeli to istnieje naprawdę?”

Chciałaby, żeby to była prawda. Wszystko zdawało się tutaj takie idealne.

Usiadła na trawie, jednocześnie żałując, że nie może uchwycić tego widoku na zdjęciu. Kiedy chwilę później spojrzała na młodzieńca, zauważyła, że wpatrywał się w konkretny punkt przed sobą. Podążyła za nim wzrokiem i ujrzała budynek wyróżniający się swoją wielkością. Czyżby to był pałac? Rozejrzała się jeszcze raz, tym razem dokładniej. Wydawało jej się, że w oddali dostrzegła mur.

– Chyba najwyższa pora wracać. – Usłyszała spokojny głos ciemnowłosego, zanim obraz zaczął się rozmazywać.

Obudziła się ze świadomością, że powinna pamiętać coś ważnego.

– Auć – syknęła, gdy poruszyła się pod kołdrą i poczuła ból. Szybkim ruchem odgarnęła narzutę. – No ładnie, podrapane. – Mówiąc to, popatrzyła z wyrzutem na dwa koty przypatrujące się jej z końca łóżka.

Wychyliła się i podniosła leżący na podłodze telefon, aby wyłączyć dzwoniący budzik. Czując ogólne zniechęcenie, zwlekła się z łóżka i udała do łazienki.

Dwie godziny później dotarła na uczelnię. Od razu skierowała się do bufetu, gdzie czekała na nią Annabelle Knight.

– Spać – mruknęła na przywitanie nowa znajoma. Alyson poznała Annabelle miesiąc temu, kiedy obie rozpoczęły studia na kierunku Dziennikarstwa. – Bardzo – dodała jeszcze.

Uśmiechnęła się.

– Zgadzam się – odparła i podeszła do kasy, aby kupić herbatę. Nie zwykła pijać kawy, ale herbatę uwielbiała. Zwłaszcza owocową.

Annabelle po chwili namysłu poszła w jej ślady, a kiedy obie trzymały w rękach kubki z parującymi napojami, udały się na zajęcia.

– Wow, jaki tłum – skomentowała Annabelle po wejściu na salę. Stanęła na palcach i zaczęła się rozglądać.

–  Chodź tam. – Tym razem to Alyson udało się wypatrzeć wolne miejsca. Wskazała na nie głową. – Pośpieszmy się, bo jeszcze ktoś nas ubiegnie.

Usiadły w momencie, kiedy do pomieszczenia wszedł wykładowca. W zamyśleniu wodził wzrokiem po sali, poprawiając przy tym białą brodę.

– Witam studentów – powiedział, dopiero kiedy zapanowała cisza. – Kto na ochotnika jako pierwszy chce przedstawić swój tekst, który zadałem tydzień temu?

Alyson bez wahania podniosła rękę.

– Jesteś nad wyraz ambitna – mruknęła Annabelle, uśmiechając się wesoło.

– Niestety, wiem.

Poza nią zgłosiło się 5 osób: jedyna dziewczyna w okularach, druga o włosach niczym płynna lawa, trzecia trochę pulchniejsza oraz dwóch chłopców siedzących na samym przodzie sali. Wykładowca chwilę zastanawiał się, kogo wybrać. Ostatecznie padło na Alyson.

Uśmiechnęła się do siebie i zaczęła czytać.

 

~*~

 

Nina Wolf opierała głowę na rękach, obserwując przy tym bambusy wiszące na suficie pizzerii. W dni powszednie, zwłaszcza o tej porze, to miejsce nie cieszyło się powodzeniem, jeżeli chodziło o natłok klientów. Z nudów zaczęła rozważać, czy aby nie spróbować pouczyć się do egzaminów, ale na sam widok książek, porzuciła ten pomysł. Nosiła je ze sobą z nadzieją, że do nich zajrzy, ale częściej przekonywała sama siebie, że jeszcze ma czas – egzaminy będą dopiero na wiosnę. W tym roku zabrakło jej dosłownie kilku punktów, aby dostać się na wymarzone studia z fizjoterapii. Postanowiła, że jeżeli nie uda jej się w przyszłym roku, dopiero wtedy będzie szukała jakieś alternatywy. Chciała spróbować jeszcze raz. Oznaczało to, że przez rok będzie musiała zająć się pracą. Nie było tak źle, ale zawsze mogło być lepiej.

Nastawiła uszu, gdy usłyszała w radiu piosenkę. Stukając rytmicznie palcem o blat lady, zamknęła oczy i zanurzyła się we wspomnieniach. Niemalże widziała cały układ taneczny, jaki stworzyła ze swoim partnerem, mimo że minęło już dobre kilka lat, odkąd miała okazję do tego zatańczyć. Prawda była taka, nie było dnia, w którym nie żałowałaby zakończonej kariery, zanim ta na dobre zdążyła się rozpocząć. Życie jednak potoczyło się tak, a nie inaczej, a uporczywy ból w kolanie przypominał, że nie miała wyboru jak tylko…

Dźwięk przychodzącego SMS wyrwał ją z zamyślenia. Otworzyła najpierw jedno oko, aby przekonać się, że wiadomość była od jej chłopaka Luke’a. Kiedy niespodziewanie ukazało się okienko z tekstem od Chrisa, przyjaciela z dawnych lat, podniosła drugą powiekę i chwyciła telefon. Uśmiechnęła się lekko pod nosem, czytając treść wiadomości, gdy w jej głowie pojawiła się czerwona lampka. Niedawno Luke otwarcie okazywał swoje niezadowolenie z tego, że rozmawiała z innymi osobnikami płci przeciwnej.

Skrzywiła się. Nie lubiła tego typu sytuacji szczególnie z tego względu, że należała do osób towarzyskich i nie potrafiła obejść się bez kontaktu z innymi ludźmi. I on to wiedział, kiedy zabiegał o jej względy. Dlaczego nagle postanowił zgrywać zazdrośnika? Nie miał ku temu żadnych powodów.

Zmarszczyła brwi, czując nagły powiew wiatru, a chwilę później do jej nozdrzy doleciał zapach perfum, charakterystycznych dla kogoś, z kim miała już nigdy się nie spotkać.

Tym kimś był Borys Carter.

Poczuła, jak serce zaczęło bić mocniej. Oczyma wyobraźni zobaczyła Borysa w fioletowym swetrze z dekoltem w serek, spodniach z niskim stanem i Rolexem na lewej ręce. Jego jasna czupryna zaczesana była do góry, a on uśmiechał się do niej tak, jakby na świecie istnieli tylko oni dwoje.

Z tego wszystkiego poczuła, że zakręciło się jej w głowie. Potrząsnęła nią, wmawiając sobie, że przecież to już przeszłość. Teraz kochała Luke’a, koniec kropka. Wątpliwości czy też nie, ostatecznie wybrała jego i gdyby znów miała zadecydować, podjęłaby taką samą decyzję.

Zabrzęczał telefon, więc ponownie przeniosła na niego wzrok. Kiedy zobaczyła, że dzwoniła Alyson, zmarszczyła brwi. Owszem, potrafiły wymieniać się sporą liczbą SMS-ów, ale dzwoniły do siebie sporadycznie. Musiało stać się coś ważnego.

Z tą myślą kliknęła zieloną słuchawkę.

– Odebrałaś!

– No tak… Wiesz, że jestem w pracy. Coś się stało? – zapytała z lekką obawą. Była niemalże pewna, że w głosie przyjaciółki usłyszała niepokój.

– Ale nie śmiej się ze mnie – poprosiła.

– Nie zamierzałam.

– Ktoś mnie śledzi – mruknęła cicho Alyson, jakby zasłaniała usta ręką. Dało się słyszeć, że przechodziła niedaleko jezdni, gdyż szum samochodów był wyraźny. – Czuję to.

– Och. – Nina lekko odetchnęła. – Na pewno jakiś chłopak zastanawia się, jak cię poderwać.

– Jasne – mruknęła Alyson. – Jakby taki faktycznie byłby mi potrzebny.

Nina zrobiła minę sugerująca, że jej nie wierzy, ale powiedziała:

– Niech ci będzie.

– Co mam robić? – zapytała już normalnym głosem. – Jak sprawdzić, czy ktoś mnie śledzi?

– Al, nie popadaj w paranoję. Za dużo filmów oglądasz.

– Ale Nina! – Alyson była nieugięta. – Nasze przeczucia zawsze okazywały się prawdziwe!

– Tak, gdy chodziło o chłopaków, którzy ci się podobali. Derek, Charlie i tak dalej. – Poprawiła telefon przy uchu i zaczęła układać kufle do piwa.

Mimo że jej nie widziała, domyśliła się, że właśnie przewróciła oczami.

– Dobra, skoro nie chcesz mi pomóc, to chociaż zmieńmy temat.

Nina zamyśliła się, ale zanim zdążyła wpaść na jakiś temat, okazało się, że Alyson już nawijała jak szalona. Sęk w tym, że ona to słyszała, ale nie przyjmowała informacji do mózgu.

Poza jedną rzeczą.

– … u Borysa …

– Borysa, co? – zapytała, wyrywając się z otępienia.

– Nie słuchałaś mnie, prawda?

– Nooo, trochę odpłynęłam – przyznała się.

– Znowu ci się śnił – stwierdziła przyjaciółka. W jej głosie pobrzmiewała pewność.

– Przewidziałaś to? – mruknęła kwaśno Nina.

– Nie musiałam, znam cię.

Po odpowiedzi Alyson Nina usłyszała dźwięk klaksonu. Bardzo intensywny.

Zaniepokoiła się.

– Ej, co się tam dzieje?

– A nic.

– Al.

– Po prostu tak patrzyłam czy ktoś za mną nie idzie, że prawie wpadłam pod jadące auto – wyznała.

– Ej, uważaj tam!

– Dobra, dobra – odparła pokornie, najwidoczniej nie chcąc się o to kłócić. – A wracając do twojego snu, znowu to samo?

Nina przygryzła wargę. Czy znów śniło się jej, że była rozbita pomiędzy Borysem a Lukiem? Chyba tak, ale…

– Szczerze, to nie pamiętam.

– No nie mów! Tym razem byłaś szczęśliwa w tym śnie?

– Bardzo zabawne – burknęła Nina. – Nie wiem. Było coś innego. Myślisz, że…

Nie dokończyła, bo ktoś stojący po drugiej stronie lady, mocno odchrząknął.

– Jak długo mam jeszcze czekać aż pani skończy gadać o pierdołach i zajmie się swoją pracą? – zapytał grubym głosem mężczyzna, gdy dziewczyna odwróciła się, aby na niego spojrzeć. – Doczekam się, aż ktoś przymnie ode mnie zamówienie? Jeśli nie chce pani, abym poszedł ze skargą, radzę szybko się uwinąć.

Szybko powiedziała do telefonu:

– Muszę kończyć.

– Daj znać wieczorem, czy masz czas – rzuciła jeszcze Alyson, zanim się rozłączyły.

Odkładając telefon, Nina uśmiechnęła się do klienta, myśląc jednocześnie o tym, o ile maksymalnie może wydłużyć czas przygotowania zamówienia.

 

~*~

 

– Ultiiii! – krzyknęła przyszła pani prokurator, studentka prawa, Blake Fox.

– Ale nie musisz się tak drzeć…

– Ha, wygrana! – oznajmiła, nie zwracając uwagi na komentarz znajomego, z którym rozmawiała przez Skype’a. – Kto wygrał, kto wygrał? Ja wygrałam!

– Blake, a wiesz, że League of Legends to gra zespołowa?

Prychnęła pogardliwie.

– Lepiej zobacz na statystyki, Sam. Ewidentnie to ja prowadziłam. No, wraz z moją kochaną Ahri – dodała, głaszcząc po ekranie swoją obecnie ulubioną postać, lisicę z dziewięcioma ogonami.

– No i po co brudzisz ekran? – zapytał chłopak, widząc przez kamerkę czynność wykonywaną przez Blake.

– Twój ekran, że się czepiasz? – warknęła.

– Blake, Sam – odezwał się nowy głos. – Nie było mnie 5 minut, a wy znowu skaczecie sobie do gardła?

– Nie wtrącaj się, Carl – powiedziała ostrzegawczym głosem Blake, wycierając ekran. Chłopak od razu zamilkł, na co się uśmiechnęła. – Ej, skoro mam już wszystko ustawione, łącznie z kamerką, to co powiecie na Slendera?

Miała oczywiście na myśli to, że ona będzie w niego grać, a oni będą na to patrzeć.

– A do ilu kartek uda ci się dotrwać? – zapytał bez jakichkolwiek emocji Sam. Nie pałał do tej gry jakąś szczególną sympatią. Nie był też zachwycony faktem, że będzie w nią grała akurat Blake.

Z Samem wiązała się dodatkowa sprawa. Kiedyś jego i Blake łączyło coś więcej, ale dziewczyna szybko wróciła do traktowania go jak kolegi, a chłopak nie miał w tej kwestii nic do gadania. Początkowo zapewne miał nadzieję, że Blake zmieni swoje nastawienie, ale najwyraźniej już pozbył się tego rodzaju złudzeń.

– Wszystkie zdobędę! – odparła pewna siebie Blake. – Dobra, odpalam, łapcie linka. Widać wszystko? Grę, mnie? – zapytała, poprawiając słuchawki na uszach oraz swoje rude włosy.

– Tak samo, jak wcześniej – burknął Sam.

– Tak – odpowiedział potulniej Carl, z którym Blake nie miała aż tak burzliwej przeszłości. Cóż, jeszcze… – Możesz zaczynać.

– Chyba jednak wyłączę Skype’a, bo będziecie mnie straszyć – stwierdziła, rozglądając się jednocześnie po pokoju, który nagle zrobił się przerażająco ciemny.

– Ja będę siedział cicho – obiecał Carl.

– Spadaj – mruknęła chłodno Blake. – Idę stąd.

Wyciszyła wideo-czat i zdała sobie sprawę, że teraz została sama ze Slenderem, co wcale nie było takie fajne, jak początkowo zakładała. Po co w ogóle chciała w to grać?

Zaczęła udawać odgłosy szlochania, wiedząc, że to się nagrywa, a inni ją obserwują.

– Dlaczego ja stamtąd poszłam? – powiedziała do mikrofonu i zerknęła w kamerkę zawieszoną na monitorze, po czym zaczęła monolog, którym chciała zagłuszyć odgłosy dobiegające ze słuchawek. Po mniej więcej trzech minutach jej głos przerodził się w śpiew. – Gdzie są kartki? O nie-nie-nie-nie, ja tam nie wchodzę. O nie… Kaaartka!

Przynajmniej nie fałszowała. Zbytnio.

Czegoś jej brakowało.

Znudzona, postanowiła jednak włączyć z powrotem głos w Skype, aby móc słyszeć, co takiego mówili znajomi.

– Slender wyskakuje po dwóch kartkach?

– Mhm – odpowiedział niepewnie Carl.

– O nie, on mnie goni, on mnie goni, on mnie goni! – krzyczała raz za razem Blake.

Jeszcze raz: po co ona chciała w to grać?

Sam westchnął ciężko, co w słuchawkach Blake, dodając do tego nastrój gry, zabrzmiało złowrogo, przez co aż podskoczyła na krześle.

– Sam! – mruknęła niezadowolona. – Nie rób tak więcej – zagroziła, bo nijak się to miało do prośby. – To gdzie mam teraz iść?

Mimo że go nie widziała, bo miała włączoną grę, wiedziała, że właśnie kręcił głową, a za chwilę zacznie się wymądrzać. Był taki przewidywalny.

– Skoro ta gra tak na ciebie wpływa, to po co w nią grasz? – zaczął.

– O to właśnie w niej chodzi – odburknęła, dalej uciekając po lesie.

Usłyszała instrukcję, jak powinna się poruszać. Nie mogąc go dłużej słuchać, przerwała mu pierwszą lepszą rzeczą, jaka przyszła jej do głowy.

– Zawsze lubiłam wysokich facetów, ale to jest przesada – powiedziała, a potem na powrót zaczęła śpiewać, już nie po to, aby zagłuszyć dźwięki dochodzące z gry lub aby robić to pod publikę, a po to, żeby nie słyszeć tego, co odpowiedział Sam. Jego głos zaczął ją bardzo irytować.

Przestała się jednak nad tym zastanawiać, kiedy chwilę później wyskoczył Slender, a ona skupiła się, aby głośno krzyczeć, a potem uciekać, gdy…

– Yyy, ej, ale tego nie było wcześniej – oznajmiła, mówiąc to spokojnym głosem, niepodobnym do tego „przerażonego”.

– O czym mówisz? – odezwał się Carl, tym samym łamiąc obietnice.

– No nie widziałeś tego cienia, tam w drzewach? Nikt nie widział? Coś takiego jak… Ptak?

– Wydawało ci się.

– Ta, wszechwiedzący Sam – burknęła pod nosem, a kiedy tylko to powiedziała, usłyszała własne imię wypowiedziane przez głos, którego nie rozpoznała.

Krzyknęła krótko, tym razem naprawdę, po czym wyłączyła grę.

– Hej, Blake, co jest? – zdziwił się Carl. – Przecież akurat nic tam nie było.

– Nie słyszeliście tego?!

– Wiedziałem, że się poddasz – skomentował jej zachowanie Sam, na co Blake posłała w stronę kamerki zniesmaczone spojrzenie.

– Po prostu się zamknij, okej? – mruknęła po chwili, a wtedy znowu usłyszała swoje imię, tylko że tym razem ten głos… Należał do Alyson.

Blake poderwała się z krzesła, zrzucają jednocześnie słuchawki z uszu na biurko, i czym prędzej przeszła przez pokój, aby chwycić za ładujący się telefon. Jak zwykle, miała zerowe saldo na koncie, wpisała więc numer przyjaciółki i wysłała powiadanie z prośbą o kontakt. Odpowiedziała jej cisza.

Zaklęła pod nosem, a potem z rozdrażnienia zacisnęła usta. Po chwili rozluźniła ramiona, przypominając sobie, że przecież dziwne przekazy myślowe nie istnieją w prawdziwym życiu. Nie było innej opcji, musiało jej się coś przesłyszeć.

Tylko że była tego pewna w takim samym stopniu, jak tego, że Sam zaraz zwróci jej uwagę i…

– No, Blake jak zawsze odchodzi i zostawia nas bez słowa pożegnania – usłyszała jego głos dochodzący ze słuchawek na biurku.

 

~*~

 

Alyson stała w kuchni i robiła herbatę. Na jej twarzy malowało się zarazem rozdrażnienie, jak i swego rodzaju żal. Chwilę wcześniej kazała spadać chłopakowi, który siedział w jej pokoju, i to w dość wulgarny sposób.

– Ej, a to za co? – zapytał z czystym zdziwieniem, a pewność, jaką wcześniej miał, momentalnie zniknęła.

Nie odpowiedziała. Patrzyła teraz w okno i bardzo mocno chciała, żeby już sobie poszedł. Chociaż nie, tak naprawdę to chciała czegoś innego.

– Żyjesz, hm? – zapytał z jej pokoju, a w jego głosie pojawiło się coś nowego. Czyżby to był smutek? – Ej no, skarbie.

Prychnęła, słysząc to określenie.

– Wolę na ciebie nie patrzeć. – Starała się, aby zabrzmiało to chłodno, ale chyba nie do końca tak wyszło.

Spojrzała na drzwi w chwili, gdy stanął w progu. Na jego ustach gościł uwodzicielski uśmiech, przez co była zmuszona do odwrócenia wzroku. Wiedział, że to może ją złamać. Nie, nie może, lecz na pewno ją złamie. Odwrócenie jednak niewiele dało, bo kątem oka zobaczyła, jak wyciągał ręce.

– Miałaś mnie przytulić, pamiętasz? – zapytał ciepło, wpatrując się w nią tymi czekoladowymi tęczówkami. – Taka była umowa, a więc czekam.

Posłała mu krzywy uśmiech, po czym zrobiła to, o czym mówił, ale delikatnie. On zaś ścisnął ją bardzo mocno, mówiąc, że wcześniej żartował. Był od niej wyższy o jakieś 25 cm, więc teraz musiał się mocno pochylać. Jego głowa spoczęła na jej prawym ramieniu, a dłonie, którymi obejmował ją w talii, zsunęły się niżej, na pośladki. Prychnęła na ten gest, ale nie strąciła jego rąk. Zapach, który roztaczał, działał na nią odurzająco, przez co nie potrafiła się sprzeciwić.

Poczuła jego usta na prawym policzku, więc to tam skierowała wzrok. Dostrzegła, jak uroczo przy tym wyglądał. Chociaż, tak po prawdzie, dla niej wszystko, co było z nim związane, było w jakiś sposób urocze.

– Już przeszło? – wyszeptał pytanie wprost do ucha Alyson, co wywołało u niej gęsią skórę.

Zagryzła wargę.

– Hmm – udawała, że się zastanawiała. – Nie.

Dał jej kolejnego buziaka i kolejnego, a potem jeszcze jednego, a ona poczuła coś w rodzaju… Satysfakcji.

Wyprostował się, a jego ręce powróciły na talię. Spojrzał jej głęboko w oczy, uśmiechając się po swojemu.

– Już?

Chciała powiedzieć, że tak, ale wtedy…

– Rety, ale ja muszę się garbić. Zapomniałem, że ty taka wysoka jesteś.

Momentalnie się skrzywiła.

– Jak ja się obrażam, to już na dobre.

Chłopak zamrugał oczami.

– No ale przecież żartowałem o tym wzroście… Jak to na dobre?

– Tak to.

Przytulił ją po raz kolejny. Nawet nie zorientowała się, kiedy oparła się o parapet. Chłopak wyjrzał na zewnątrz, nie przestając jej obejmować.

– Ale wielką tam masz kałużę – rzucił po prostu, a potem rozejrzał się po kuchni. – Nie masz tu żarówki? Wiesz, trzeba skądś wykręcić, a tutaj wkręcić…

Wybuchła śmiechem, bo cała ta sytuacja zaczęła ją bawić, zwłaszcza kiedy chłopak mówił bez sensu.

Uśmiechnął się znacząco, a potem pochylił się i dał jej jeszcze jednego buziaka w policzek.

– Już dobrze?

– A nie – odpowiedziała, choć wcale tak nie myślała. Tak naprawdę już dawno przestała się gniewać, lecz wizja kolejnego buziaka w policzek była zbyt kusząca.

– Nie no, ja się poddaję! – odparł zrezygnowany, odchodząc.

Poczuła chłód, kiedy jego ciało przestało ją ogrzewać, lecz powstrzymała chęć objęcia się za ramiona. Nie chciała pokazać mu, że w jakikolwiek stopniu odczuła jego brak.

Gdy był już przy drzwiach, odwrócił się i z takim samym uśmiechem, jaki miał, gdy chwilę wcześniej się tu pojawił, powiedział:

– Moim zdaniem na godzinę to powinno wystarczyć.

Uśmiechnęła się. Tego już nie potrafiła ukryć.

Zabrała herbatę i poszła za nim do swojego pokoju. Chłopak usiadł na fotelu przed komputerem, ona zaś zajęła miejsce na łóżku, trzymając kubek z gorącym napojem. Obserwowała, jak po kolei pokonywał wszystkich przeciwników w ulubionej grze i czuła, że teraz nie potrzebowała niczego więcej, by być szczęśliwą.

Alyson obudziła się, otwierając szeroko oczy. Sen zderzył się z rzeczywistość, wyrywając z gardła przeciągłe westchnienie. Powoli odwróciła się, aby spojrzeć na fotel. Omiotła to miejsce wzrokiem, wracając do tego, co przed chwilą ujrzała.

Już dawno nie miała tak długiego snu, który by zapamiętała, ale najprawdopodobniej była to zasługa tego, że to nie był wymysł wyobraźni. To było wspomnienie. Dokładnie półtora roku temu to naprawdę się wydarzyło, a osobą, która jej wtedy towarzyszyła, był Harry Morgan.

Harry był już przeszłością i to od bardzo dawna. Nie widziała powodu, dla którego przyśnił się jej akurat teraz. Zwłaszcza że nawet o nim nie myślała. Poczuła wręcz coś w rodzaju wyrzutów sumienia. Wydawało jej się to nieodpowiednie z uwagi na fakt, że teraz spotykała się z kimś innym. Bez większych zobowiązań, ale mimo wszystko…

Dylan Browne, bo o nim mowa, to chłopak, o którego poznanie Alyson się nawet nie prosiła. Pierwszy raz spotkali się rok temu na imprezie, na którą poszła z Harry’m. Niedługi czas później jej kontakt z Morganem zaczął się psuć, z kolei Dylan… Dylan był obok. I tak zostało.

– Głupi sen – mruknęła pod nosem.

Przestała zastanawiać się nad przeszłością, jak i teraźniejszością, i sięgnęła po telefon. Mimowolnie skrzywiła się, widząc godzinę. Dochodziła 20:00.

– Tak długo spałam? A miałam się tylko zdrzemnąć…

Zauważyła kilka powiadomień od Blake, a potem dostrzegła SMS-a od Dylana z zapytaniem, kiedy może odebrać zadanie, w którym miała mu pomóc. Odpisała, że za pół godziny może po nie przyjść, a potem pośpiesznie wybrała numer do przyjaciółki, która odebrała wręcz natychmiast.

– Boooże, w końcu się obudziłaś!

Alyson, dalej leżąc na łóżku, ziewnęła.

– Co się dzieje? Spać nie dasz…

– Przecież wiem, że jak śpisz, telefon nie jest w stanie cię obudzić, czego dowodem są liczne wiadomości ode mnie.

– Dobra, dobra – zgodziła się Alyson. – No to mów, co się dzieje.

– Ja wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale grałam w Slendera i …

– O, to faktycznie jest dziwne – wcięła się. – Nie grasz w niego codziennie, nie?

– Ej, daj mi dokończyć! – obruszyła się Blake. – Grałam w Slendera i zobaczyłam tam w grze coś, czego nigdy nie było, a potem usłyszałam, jak ktoś wymawia moje imię, aż mnie ciarki przeszły.

Alyson wygramoliła się z łóżka i poszła zapalić światło w pokoju. Nagle poczuła, że nie chce siedzieć w ciemnościach.

– I jesteś pewna, że Sam nie zrobił ci kawału?

– No właśnie jestem pewna, że to nie on. Poza tym nie powiedziałam ci najdziwniejszego.

– O, mów. – Naprawdę się zaciekawiła.

– Hmm, otóż usłyszałam w głowie moje imię, ale wypowiedziane twoim głosem – oznajmiła. Alyson zmarszczyła brwi. – Szaleństwo, co nie?

Dziewczyna jednak nie odpowiedziała, tylko zaczęła wpatrywać się w kota. Kocur patrzył na nią z niezadowoleniem, bo wychodząc z łóżka, obudziła też i jego.

– Lynx? Żyjesz?

– Yyy, taaak – odparła po chwili, przytomniejąc. –Nie mówiłam ci jeszcze, ale ja z kolei mam przeczucie, że ktoś mnie śledzi. – Mówiąc to, udała się do kuchni i przy zgaszonym świetle wyjrzała przez okno. Jednak było tam tak ciemno, że nie potrafiła dojrzeć niczego podejrzanego. Westchnęła, widząc godzinę na zegarku w kuchni. – Blake, muszę już kończyć, Dylan zaraz będzie po swoje zadanie.

– I ty dalej pozwalasz się tak wykorzystywać? – Przyjaciółka nie kryła się ze swoją niechęcią i otwarcie pokazywała, że nie przepadała za tym chłopakiem.

– To nie jest wykorzystywanie, a tylko przyjacielska przysługa – zaprotestowała Alyson.

– Ta, jasne. A ja jestem wróżką.

– Wiesz, może jesteś? Wróżka chyba potrafi słyszeć czyjś głos w głowie – odparła, wracając do pokoju.

– Alyson, nie bądź śmieszna.

– I kto to mówi? – mruknęła, zaścielając jedną ręką łóżko, ku kolejnemu niezadowoleniu kota, który musiał z niego zeskoczyć. – Jak chcesz, to przyjedź do mnie.

– W sumie, czemu nie? – Alyson usłyszała, jak przyjaciółka w coś stukała. Założyła, że była to klawiatura. – Ale najpierw muszę skończyć rundę w LOL’a. Wiesz, gram właśnie Dianą, muszę zobaczyć, jak sobie poradzę. – Urwała na chwilę. – Chyba że Sam znowu powie coś, co mnie wytrąci z równowagi, to wtedy zakończę grę wcześniej.

– Kto się czubi, ten się lubi…

– No to idę! – powiedziała Blake, przerywając insynuacje Alyson. – Tak czy siak, będę późno.

– Domyśliłam się – powiedziała Alyson, kończąc jednocześnie ścielenie łóżka. – To powodzenia!

Dziewczyna odłożyła telefon i poszła się szybko odświeżyć. Gdy była już gotowa, do drzwi zapukał Dylan. Na powitanie dali sobie buziaka w usta.

– Cześć – powiedziała Alyson, wręczając chłopakowi kartkę z zadaniem.

– Heeej – odpowiedział ze szczerym uśmiechem, zabierając pracę domową. Przeleciał po niej wzrokiem, po czym złożył na cztery część i włożył do kieszeni kurtki. – Zamierzasz spędzić wieczór w domu?

– Nie wiem, może. – Uniosła jedną brew do góry. – Ty rozumiem, że nie?

– Wziąłem psa ze sobą. Chcesz iść na spacer? – Uśmiechnął się zachęcająco, a jego szare oczy zabłyszczały. – Chociaż tak ci się odwdzięczę za pomoc.

– No cóż, skoro i tak nie miałam nic lepszego do roboty… – Zastanowiła się. Do przyjazdu Blake, o ile ta zdecyduje się w ogóle przyjechać, bo to różnie z nią bywało, miała jeszcze dużo czasu. Z kolei Nina nie odezwała się od czasu ich rozmowy. – Wezmę tylko kurtkę, idź już na dół.

Alyson pośpiesznie zdjęła skórzaną czarną kurtkę z wieszaka, zabrała telefon i inne niezbędne rzeczy, a na koniec chwyciła torbę z aparatem fotograficznym. Wyszła z domu, zamykając drzwi na klucz.

Gdy tylko pojawiła się na klatce, piesek zaczął radośnie skakać na jej widok. Pochyliła się, aby pogłaskać go wolną ręką.

– Może pójdziemy nad staw? – zapytał Dylan, patrząc na to, co Alyson zabrała ze sobą. – Widzę, że wzięłaś aparat, więc może uda się zrobić jakieś zdjęcie, jak będę wrzucał psiaka do wody.

Uśmiechnął się szeroko, pokazując zęby. Poprawił czapkę z daszkiem, a wtedy jasnobrązowe włosy opadły na czoło oraz częściowo zakryły uszy.

– Przy takim świetle… – Pokazała na czarne niebo. – Nie wiem, czy wyjdzie coś fajnego, ale mam też lampę. – Również się uśmiechnęła. – Idziemy?

– Prowadź.

– Dziękuję, łaskawy Panie – odparła, kłaniając się dla śmiechu.

Szli obok siebie, z psem biegającym między ich nogami, ale nie rozmawiali za wiele, głównie z winy Alyson. Była zbyt zajęta własnymi myślami, dlatego dopiero po chwili zrozumiała, że towarzysz się zatrzymał.

– Patrz kogo mu tu mamy.

Podniosła wzrok, a wtedy ujrzała powód, dla którego usłyszała w głosie Dylana zniesmaczenie.

– Hej – powiedział Morgan w momencie, gdy odległość między nimi się zmniejszyła.

Kiedy tak wpatrywał się w nią tymi oczami barwy ciemnej czekolady, Alyson uświadomiła sobie, że nie widziała go od paru miesięcy. Dokładając do tego dzisiejszy sen przywołujący wspomnienia… Naraz poczuła się niezręcznie. Jej serce musiało uważać podobnie, bo momentalnie przyśpieszyło.

„Czy moje ręce naprawdę się tak trzęsą?”

A Harry niczego nie ułatwiał. Patrzył takim wzrokiem, jakby chciał jej zasmakować, a jego uśmiech był uwodzicielski w sposób, jaki zawsze na nią działał, powodując, że i tym razem nogi stały się cięższe.

Musiała uciec wzrokiem, więc skupiła uwagę na czymś innym. Mimo że było chłodno, Harry miał rozpiętą kurtkę. Dzięki temu dostrzegła srebrny łańcuszek na jego szyi. Błyszczał jak zawsze.

– Hej – odparła w końcu. – Dawno cię nie widziałam.

– A ja w sumie niedawno – odezwał się Dylan. Zerknęła na niego i wtedy upewniła się w swoich przypuszczeniach. Na twarzy chłopaka wypisana była jawna niechęć. – Co tam, Harry? Jak układa ci się z twoją nową dziewczyną? – zapytał, kładąc naciski na trzy ostatnie słowa.

– Jest tak, jak powinno być, więcej informacji nie jest ci potrzebne do szczęścia. – Po tych słowach Harry skierował wzrok na dziewczynę. – A co do ciebie, Alyson, nie sądziłem, że będziesz się z nim dalej spotykać.

– Wiesz, w sumie tak na dobrą sprawę, nic ci do tego – odrzekła sucho, choć dalej próbowała wyjść z szoku, jakim była wiadomość, że Harry miał dziewczynę. Jak to możliwe, że wcześniej nic o tym nie słyszała?

„Zresztą, co by to zmieniło?”

– Racja, mała. Choć kiedyś był fajnie. – Uśmiechnął się i zmierzył wzrokiem jej włosy. – Nowa fryzura? Muszę przyznać, że zaskakujesz.

Zrobiła grzywkę jakieś pół roku temu… Niedawno ją podcięła, ale już od dawna nie uważała swojej fryzury jako nowej.

Kątem oka dostrzegła, że Dylan napiął ramiona.

– Raczej nie musi wiedzieć, czy ci się podoba, czy nie – zauważył.

– Nie powiedziałem, że mi się podoba, tylko że zaskakuje. To różnica, Browne – warknął Harry, obnażając lekko zęby.

Alyson stwierdziła, że czas zakończyć rozmowę.

– No cóż, na nas już pora.

– Nie będę was zatrzymywał. – Rozłożył ręce. – Mam nadzieje, że jeszcze się spotkamy, Alyson.

– To się okaże. Trzymaj się, Harry.

– Żegnam – dopowiedział Dylan.

Wiedziała, że Morgan nie mógłby sobie darować tego, aby przechodząc obok niej, nie otrzeć się o jej ramię. Gdy po kilku krokach oboje odwrócili się w tym samym czasie, żadne z nich nie wyglądało na zaskoczone. W przeszłości często im się to zdarzało. Praktycznie, zawsze.

Harry uśmiechnął się z satysfakcją pod nosem, po czym pomachał do Alyson i zniknął za rogiem.

Dylan obserwował to z zaciśniętymi ustami.

– Wiesz, przeszła mi ochota na zdjęcia.

– Ale jak to? – Alyson spojrzała na niego wprost. – Przecież sam zaproponowałeś, żebyśmy poszli nad staw.

– Pójść, pójdziemy – odparł. – Ale zdjęć nie chcę.

– Nie to nie, łaski bez – powiedziała lekko, ale poczuła się urażona. – Zrobię sobie zdjęcia do portfolio z kimś innym.

– Oj, nie obrażaj się od razu – mruknął, klepiąc pieska po plecach. – Obiecuję, że jeszcze pójdziemy na zdjęcia.

– To się okaże – mruknęła, nie licząc, że to usłyszy.

Szybko podniósł na nią wzrok.

– Nie odpowiadaj mi jak do Harry’ego.

– Na Boga! – Wniosła ręce do góry w geście poddania się. – Darowałbyś już, naprawdę. Nie wiem nawet, o co tak właściwie się wściekasz, przecież nie jesteśmy razem.

– Racja. Nieważne.

Resztę drogi nad wodę pokonali w ciszy.

Gdy w końcu dotarli w wyznaczone przez siebie miejsce, pies Dylana znalazł sobie kompana do towarzystwa i razem zaczęli biegać po plaży.

Alyson przeniosła wzrok na taflę wody. Odbijały się w niej światła latarni i jasno oświetlony przybrzeżny bar umiejscowiony na drugim końcu stawu. Panowała przyjemna cisza, gdyby nie liczyć wesołego poszczekiwania czworonogów.

Kiedy tak przyglądała się otoczeniu, od tyłu podszedł do niej Dylan, położył ręce na jej brzuchu i przytulił ją, kładąc głowę na jej lewym ramieniu. Westchnął ciężko, a potem dał jej buziaka w policzek, szepcząc przy tym coś przepraszającego.

Przez chwilę Alyson czuła, że jest dobrze, chociaż jego buziak nie był nawet w połowie tak uroczy, jak ten ze snu.

Kiedy o tym pomyślała, uświadomiła sobie, że tak naprawdę chodziło o coś innego. Może i w tej sekundzie czuła się dobrze, ale wiedziała, że to nie z Dylanem miała pisaną swoją przyszłość. Trudno to było wyjaśnić, ale po prostu czuła to w kościach. A może… A może chodziło o to, że spotykała się z nim z czystego przyzwyczajenia?

Idealna sekunda minęła szybko, jak to bywa z takimi sekundami, a dziewczyna zaczęła się zastanawiać, kiedy, i przede wszystkim, w jaki sposób to wszystko z Dylanem się skończy. Będzie dramatycznie? Czy może spotkają się po raz ostatni, nie wiedząc nawet o tym, że już nigdy się ze sobą nie umówią? Czy ich znajomość będzie maleć stopniowo, czy odetną się od siebie raz na dobre?

Nie potrafiła na to odpowiedzieć, ale wpływ na całą sytuację mogło mieć pewne zjawisko. Poczuła, że jej ciało się napina, kiedy to po raz kolejny tego dnia odniosła wrażenie, że jest obserwowana. Co więcej, z boku przemknął jakiś cień, przez co dostała gęsiej skórki i się wzdrygnęła.

– Zimno ci? – zapytał z troską niespodziewaną dla siebie Dylan.

– Nie… To znaczy tak, zimno mi, wracajmy. – Obróciła się tak, aby na niego spojrzeć. – Zamierzasz jeszcze wpaść do mnie na chwilę?

– Nieee, wiesz. – Wtulił się w jej szyję. – Odprowadzę cię i będę wracał do domu.

– W porządku. Gdzie jest psina? – Mówiąc to, zaczęła się rozglądać.

– Dobre pytanie. – Wyprostował się. – Zaczekaj tutaj, zaraz wracam.

W odpowiedzi skinęła głową. Patrzyła, jak chłopak oddalał się, aż zniknął we mgle, której wcześniej nie zauważyła.

– Alyson Lynx, mmm. – Rozległ się głos gdzieś niedaleko niej.

Dziewczyna podskoczyła.

– Kto to powiedział?!

– Niedługo się spotkamy, kochana – oznajmił tajemniczy głos, tym razem znacznie bliżej. Odwróciła głowę, ale nie potrafiła dostrzec niczego poza mgłą.

– Dylan! – krzyknęła. – Gdzie ty do cholery jesteś?!

– No już idę, co się stało? – powiedział, wyłoniwszy się z dymu razem z wesoło podskakującym przy nodze psem.

– Nic. Po prostu chcę już wracać – powiedziała, naciągając rękawy kurtki na dłonie. Poprawiła kołnierz przy szyi, nie przestając się rozglądać. Była niemalże pewna, że mgła w mgnieniu oka opadła.

– No dobrze, przecież już jestem – odparł Dylan, przygarniając dziewczynę do siebie. – Chodźmy.

 

~*~

 

Przez całą drogę do domu Alyson starała się wypatrzeć coś nietypowego, ale nie natrafiła na nic takiego.

W chwili, gdy dotarli pod klatkę, pożegnała się z Dylanem szybkim buziakiem w usta i czym prędzej wbiegła do mieszkania. Zamknęła za sobą drzwi, oparła się o nie plecami i powoli opuściła się na podłogę. Nawet nie była w stanie stwierdzić, jak długo tak siedziała, gdy dostała SMS’a od Niny.

„Spotkamy się? Muszę Ci coś powiedzieć.”

„I nie tylko Ty. Za ile kończysz pracę?” odpisała.

„Już w sumie skończyłam, dzisiaj szef pozwolił mi wyjść wyjątkowo szybciej.”

„Zaraz będę po Ciebie.”

„Mhm. Czekam.”

Nie zwlekała. Wyszła z mieszkania, zamknęła je i zbiegła po schodach. Nie chciała być zbyt długo sama, tak więc rozglądając się co chwilę na boki, pobiegła do pizzerii.

– Oh, jesteś. Szybko – zauważyła Nina, przyglądając się przyjaciółce.

– Biegłam, uff. – Alyson sapała ciężko. Położyła obie dłonie na kolanach i zgięła się w pół, mocniej łapiąc oddech. – Bieganie, sport… To nie jest moja mocna strona – dodała, zanosząc się kaszlem.

– Wiem – odparła Nina, wyciągając z torebki buteleczkę z sokiem. – Masz, napij się. Bez jabłek, nie musisz sprawdzać.

– Dzięki – powiedziała z ulgą, prostując się i upijając spory łyk soku.

Po chwili oddała butelkę Ninie.

– Coś cię wystraszyło, że tak biegłaś? – zapytała przyjaciółka, a jej piwne oczy zaczęły baczniej obserwować otoczenie.

– Zaraz ci opowiem, daj mi chwilę. – Alyson starała się unormować oddech. – Pójdziemy gdzieś?

– Co powiesz na huśtawki na placu zabaw obok mojego bloku? – zaproponowała Nina. – Dzisiaj śpię u siebie, nie u dziadków.

Alyson zaśmiała się cicho pod nosem.

– Akurat dzisiaj te huśtawki – mruknęła. – Pogodzona z mamą?

– Powiedzmy. – Nina zmrużyła oczy. – Coś nie tak z huśtawkami? Zawsze je uwielbiałaś.

– Z kim mi się kojarzą, możesz przypomnieć? – zapytała, patrząc przy tym w dal, w kierunku placu zabaw.

– Z Harry’m Morganem. Coś w tym złego?

– Jak ci opowiem, co się stało, to może i złego – mruknęła, nie spuszczając wzroku z miejsca, do którego zmierzały.

 

~*~

 

– To widzę, że nieźle się wkopałaś – podsumowała Nina, kiedy Alyson skończyła opowiadać o tym, co się stało, gdy poszła na spacer z Dylanem.

Siedziały na dwóch huśtawkach, odpychając się delikatnie stopami. Nie zwracały szczególnej uwagi na chłód panujący na dworze o tej porze.

– No co ty, nie zauważyłam – odparła kwaśno Alyson.

– Podsumujmy – zaproponowała Nina.

Alyson wyciągnęła rękę.

– Morgan zachowuje się dziwnie, patrzy na mnie w taki sposób, że aż słabo mi się robi, a przecież ma dziewczynę. – Wyliczała na palcach. – Dylan zgrywa zazdrosnego, a dobrze wiem, że do mnie nic nie czuje. – Przełknęła ślinę. – Jakiś mroczny głos mówi mi, że się niebawem spotkamy i brzmi to, jak groźba. Mówię ci, to ten, co mnie dzisiaj śledził! – Spojrzała na Ninę, a potem coś sobie przypomniała. – Jeszcze Harry mi się śni i to jedyny sen, jaki w ostatnim czasie pamiętam, a potem go spotykam!

– Wiesz, a może dlatego ci się śnił? – podsunęła Nina. – Żebyś miała go spotkać? A tak w ogóle on dalej trenuje te swoje sztuki walki?

– Nie mam pojęcia, ale w dalszym ciągu wygląda na wysportowanego. – Zmarszczyła brwi. – Wydawało mi się nawet, że nie kulał już tak jak wcześniej, gdy miał problemy z kostką. – Skinęła głową na przyjaciółkę. – Dobra, a teraz ty gadaj, co się dzieje.

Nina machnęła ręką.

– W porównaniu z twoimi wydarzeniami, moje to pikuś. – Spuściła wzrok na piasek i zaczęła w nim rysować kółka beżowymi balerinkami. – Ale ostatnio bardzo intensywnie czuję zapach Borysa. Wiesz, te jego perfumy i … – Urwała, a Alyson odniosła wrażenie, że Nina zawahała się i nie powiedziała tego, co początkowo zamierzała. – Jestem z Lukiem! Nie mogę czuć swojego byłego!

Alyson zrobiła współczującą minę.

– To…

Zadzwonił telefon, a ona podskoczyła jak oparzona, a dokładniej to zeskoczyła z huśtawki, która teraz zaczęła się mocniej kołysać. Wzdychając, wyciągnęła telefon. Widząc powiadomienie z prośbą o kontakt, Alyson wybrała numer.

– No, przynajmniej nie śpisz – skomentowała na wstępie Blake. – Gdzie jesteś? Jestem już niedaleko.

– Siedzę z Niną na placu zabaw obok jej bloku – poinformowała. – Dawaj tutaj. Musimy coś w trójkę obgadać.

– Będę za 5 minut – oznajmiła, zanim się rozłączyła, a Alyson była niemalże pewna, że w głosie przyjaciółki usłyszała niechęć. Podobne odczucia wyczytała z twarzy Niny. Uśmiechnęła się smętnie z tego powodu.

„Dlaczego one tak za sobą nie przepadają?”

Korzystając z chwili ciszy, zaczęła się rozglądać, przywołując wspomnienia. Zdała sobie sprawę, że czas naprawdę wszystko zmieniał. Sam Harry jak się zmienił. Może i nie rozmawiała z nim już od jakiegoś czasu, ale dopiero teraz dotarło do niej, jak obcy się stał. Miała wrażenie, że to, co było, umarło bezpowrotnie i w pewnym sensie tak było, choć czasami jeszcze chciałaby wrócić do spraw, które skończyły się tak jakoś bez wyjaśnienia.

Nina chyba rozumiała emocje, jakie nią targają, bo uśmiechnęła się lekko pod nosem, spoglądając na przyjaciółkę.

 

~*~

 

Blake przyjechała około 23:00.

– Nie lubię tego, że każda z nas jest gdzie indziej – powiedziała Alyson, gdy Blake otworzyła furtkę odgradzającą plac zabaw od reszty otoczenia i weszła do środka.

– Dorosłość – stwierdziła Blake, ściskając Alyson na powitanie. Do Niny nie podeszła, a tylko skinęła głową, po czym usiadła na karuzeli. – Nie przegrałam dzisiaj żadnej rundy w LOL-u.

„To tyle w kwestii dorosłości” pomyślała Alyson.

– Godne pochwały – skomentowała Nina, ale…

– Bez tej ironii, poproszę – warknęła Blake.

– Przecież to ty jesteś w tym mistrzynią, jakże mogłabym ci w tym przeszkadzać?

Alyson stanęła pomiędzy huśtawką a karuzelą.

– Ej, nie kłóćcie się.

– Racja i tak wygram.

– Blake! – rzuciła gniewnie Alyson.

– Żebyś się nie zdziwiła.

– Nina!

Wspomniana uniosła ręce do góry w geście kapitulacji.

– Czy możemy wrócić do spraw, które nas tutaj w trójkę sprowadziły? – zapytała po chwili Alyson. Jej obie przyjaciółki kiwnęły głową na znak, że się zgadzają. Bez większego entuzjazmu.

Alyson szybko streściła swoją historię jeszcze raz, potem przyszła kolej na Ninę, a na koniec Blake opowiedziała, co takiego zdarzyło się u niej.

– To wszystko jest jakieś dziwne – skomentowała Nina.

Blake potarła energicznie dłonie. Robiło się coraz zimniej.

– A tak poza tym, czemu siedzimy na dworze?

– Tak wyszło. – Alyson wzruszyła ramionami. – A co? Chyba się nie boisz?

– Nie chcę nic mówić, ale to ty, Al, wyskoczyłaś z huśtawki, gdy zadzwonił telefon – skwitowała Nina.

– Dzięki za wsparcie.

– Zawsze do usług – powiedziała Nina, a jej twarz rozjaśniła się w szerokim uśmiechu, ale zaraz zmarszczyła brwi. – Może powinnyśmy zadzwonić na policję?

Zarówno Alyson, jak i Blake wpatrywały się w nią, mrugając oczami.

– PO CO?

Blake oprzytomniała.

– No wiesz, niby jawnie jakiś głos niejednokrotnie ci groził – stwierdziła całkiem poważnie. Zapewne w tej chwili była zła, że sama nie wysunęła takiego pomysłu.

– Dajcie spokój! – Alyson wniosła ręce do nieba. – Jestem pewna, że to nic takiego – zapewniła, choć przecież przed chwilą pokazywała swoim zachowaniem zupełnie coś innego. – Poza tym, nie wiem, jak wygląda, nie wiem, czego ode mnie chce, ani… Ani właściwie, o co chodzi. Co ja powiem policji?

– No, żeby dali ci ochronę – stwierdziła Nina.

Alyson wybuchła krótkim śmiechem.

– Nie potrzebna mi ochrona – odparła, gdy się uspokoiła.

Blake spojrzała na nią znacząco.

– A co? Umiesz szybko biegać i zwiejesz?

Alyson posłała jej swoje złowieszcze spojrzenie, choć nie była pewna, czy Blake z takiej odległość to dostrzeże. Nie było tajemnicą, że jej przyjaciółka miała kiepski wzrok, a że ciągle gubiła okulary…

– Zabawne – mruknęła, a potem spojrzała na godzinę w telefonie. – Dobra, jest już bardzo późno, a jutro muszę wstać o 6. – Przejechała ręką po twarzy. – To będzie trudne – mruknęła do siebie, naciągając rękawy kurtki na dłonie.

– Alyson, ty lepiej nie włócz się sama po zmroku – stwierdziła Blake. – Może faktycznie ktoś cię śledzi. – Pokazała na kluczki do auta, które trzymała w ręku. – Chodź, podrzucę cię. Ja też muszę już wracać.

– Dzięki, Blake. – Uśmiechnęła się lekko, po czym podeszła do Niny, która właśnie wstała z huśtawki, i przytuliła ją na pożegnanie.

– Dajcie mi znać, jak będziecie w domach – poprosiła, kierując się do drugiego wyjścia z placu zabaw, gdzie miała bliżej do mieszkania.

– Jasna sprawa – odparła Alyson. Wątpiła, żeby Blake to zrobiła, skoro zawsze zapominała, aby napisać to jej, a co dopiero Ninie. Może ze względu na obecną sytuację, Blake jednak je poinformuje?

Pomachała jeszcze do Niny, gdy ta weszła do klatki, po czym odwróciła się i udała w stronę zaparkowanej niedaleko Tigry.

– Robi się ciekawie – stwierdziła Blake, otwierając drzwi samochodu.

– Ta, a wy wyskakujecie z ochroną. – Alyson rozejrzała się dookoła, nim wsiadła do pojazdu. – Chyba jednak zaczyna mnie to przerażać.

– To idź na policję.

– Nie ma potrzeby. Wiem, że ty…

– Tak, kiedyś będę ścigać przestępców – oznajmiła, a Alyson dobrze wiedziała, że nie miała tu na myśli siedzenia na sali rozpraw. Zaraz po studiach, Blake planowała dostać się do policji.

Alyson westchnęła i zapięła pasy, kiedy Blake włożyła kluczyk do stacyjki i włączyła silnik.

– Spójrz na to z innej strony – zaproponowała, wycofując pojazd. – Wampiry, wilkołaki i inne dziwne stwory nie istnieją. To tylko ludzie, a ludziom damy radę się przeciwstawić.

– Oby, Blake. Oby.