Alyson chciała przekazać nowiny dziewczynom, ale nie zamierzała tego robić przez telefon. Dlatego umówiła się z nimi na mieście.

Poprawiła niebieski top i zapięła czarną bluzę. Na ramionach miała narzuconą skórzaną kurtkę i właśnie zastanawiała się, czy i jej nie zapiąć, kiedy usłyszała:

– Dokąd tak gnasz?

Uśmiechnęła się mimowolnie.

– Jak to możliwe, że wiesz, gdzie akurat jestem? – Odwróciła się do chłopaka.

– Jestem dobrym obserwatorem.

– Śledzenie podchodzi raczej pod coś karalnego – zauważyła.

– Ja nie śledzę – odparł, próbując być poważny. – Ja strzegę.

– Do czasu, aż odbędzie się Zebranie. Wiadomo już coś?

Pokręcił lekko głową.

– Jeszcze o tym nie zdecydowano. – Wskazał głową na drogę przed nimi. – Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.

Mocniejszy podmuch wiatru rozwiał jej włosy. Poprawiła grzywkę, zanim odpowiedziała.

– Mówiłeś, że jesteś dobrym obserwatorem, wiec powinieneś to sam wiedzieć.

Posłał jej przyjazny uśmiech.

– Chciałem to usłyszeć od ciebie.

Uniosła jedną brew do góry.

– Dlaczego?

– Bo na tym polega rozmowa. Na rozmawianiu.

Przewróciła oczami.

– A jak tam wczorajsza impreza? – zapytał, a jej wydawało się, że z całych sił próbuje się nie roześmiać. – Pobalowałaś?

– Powiedzmy – odpowiedziała, uciekając wzrokiem. Trochę jeszcze ćmiła ją głowa, choć obeszło się bez kaca. Zaskakujące, biorąc pod uwagę, ile zeszłej nocy wpakowała w siebie alkoholu.

Nie piła często ani też dużo, ale wczoraj… Niektóre sprawy ją przytłoczyły, a alkohol był pod ręką. Znalazła w tym drogę ucieczki, choć tylko na parę godzin.

– Coś cię trapi? – zapytał, starając się spojrzeć w jej oczy.

Podniosła na niego wzrok.

– Wiedziałeś?

Jakaś cząstka niej czuła, że on wiedział.

– O czym?

– Że on jest wampirem.

– Mówiłem ci, że jeszcze mało wiesz o tym, co się wkoło ciebie dzieje – odparł wymijająco.

„Wiedział! I nie powiedział…”

– Dlaczego? – Przystanęła. Do tej pory cały czas szli wolnym krokiem, jakby byli na spacerze. – Dlaczego milczałeś? – zapytała, lecz nie czekała na jego odpowiedź. – Poza tym, Harry nigdy by mnie nie skrzywdził!

Spojrzał na nią zdziwiony, również się zatrzymując.

– Jesteś tego taka pewna? Bo wydaje mi się, że kiedyś przez niego…

– Nie twój interes – przerwała mu. – A ty to co? Nie miałeś żadnych młodzieńczych problemów? Tylko walka, walka i walka?

Odwróciła się od niego.

Chłopka westchnął.

– Chcę, byś kogoś poznała – oznajmił po chwili.

Zmarszczyła brwi, odwracając delikatnie głowę w jego stronę.

– Kogo?

– Mojego przyjaciela – odparł już znacznie weselej. – Powinien się tutaj zjawić lada moment.

– Blake i Nina także powinny się tutaj zaraz zmaterializować.

Teraz kiedy stała przodem do niego, mogła dostrzec lekkie rozbawienie na jego twarzy.

– O co chodzi?

– Dzwoniłaś wczoraj do Blake, jak się napiłaś — powiedział, a jego rozbawienie stawało się coraz bardziej widocznie. Nie rozumiała dlaczego. Ona nie widziała w tym nic śmiesznego.

– Hmm?

– Pilnowałem jej, więc byłem na bieżąco. Ponoć turlałaś się po polu. – Uśmiechnął się, pokazując białe zęby, dalej tłumiąc śmiech.

„Ach, więc to o to chodziło…”

– Fajnie było?

– Super – mruknęła, robiąc niezadowoloną minę, lekko skonsternowaną. Chociaż stwierdziła, że lepiej, iż tylko to słyszał, a nie widział…

Chciała coś dodać, ale w tym momencie pojawiło się magiczne światło i chwilę później ich oczom ukazał się wysoki chłopak.

Alyson nie potrafiła tak od razu stwierdzić, czy zaczesane do góry włosy stojącego przed nią młodzieńca są jasnobrązowe, czy był to jednak ciemny odcień blondu. Podobny problem miała z oczami. Nie mogła się zdecydować: piwne, orzechowe czy może raczej miodowe? Ostatecznie określiła je mianem bursztynowych.

Zerknęła na Aarona. Jego szafirowe oczy błyszczały, zupełnie jak tego chłopaka. Było w nich coś magicznego.

„Czy wszyscy na Xyn mają takie oczy? Nieprawdopodobne. Niezwykłe.”

– To ten twój przyjaciel? – Domyśliła się Alyson, wracając spojrzeniem do młodzieńca. Kiedy dostrzegła jego strój, zamrugała. – Fajna… Yyy… Eee… Peleryna?

– Dzięki – odparł z szerokim uśmiechem. – Jestem Tony Starr, czarodziej. – Lekko się pochylił niczym do ukłonu. Jego bursztynowe oczy cały czas były skierowane na dziewczynę.

Miał pociągłą twarz, smukłą i przyjazną. Nawet, nawet… Choć nie w jej guście.

– Alyson Lynx, potencjalny wojownik, miło mi. – W przeciwieństwie do niego, nie ukłoniła się, a wyciągnęła dłoń.

Odwzajemnił ten gest, jednocześnie się prostując.

– A jak mnie poznała, to nic takiego nie powiedziała. – Aaron skrzyżował ręce na piersi i zrobił obrażoną minę.

Alyson przewróciła oczami.

– Z jakiegoś konkretnego powodu chciałeś nas ze sobą poznać? – zapytała, szukając w głowie jakieś przyczyny.

– To jeden z naszych nadwornych magików. – Klepnął Tony’ego mocno w plecy, aż ten prawie się zgiął. – Jest w tym całkiem dobry.

Alyson przekrzywiła lekko głowę.

– Racja. Zawsze dobrze mieć po swojej stronie czarodzieja.

„Czarodziej, eliksir…”

Już nawet chciała o to zapytać, ale wtedy do jej uszu dobiegł odgłos silnika. Uśmiechnęła się szerzej, patrząc w kierunku alejki.

– No, w końcu jest – powiedziała, a w myślach dodała, że ta to jednak potrafi zrobić odpowiednie wejście.

Odgłos przybierał na sile z każdą chwilą, gdy pomarańczowo-brązowy motor zbliżał się do nich, aż w końcu można było dostrzec kierowcę pojazdu. Blake ubrana była w jednoczęściowy skórzany obcisły czarny kostium, a na nogach miała ciężkie buty. Kiedy zatrzymała się przy nich i zdejmowała kask, jej włosy zawirowały wkoło głowy, jak z kadru filmu.

Słysząc westchnienie ze strony chłopaków, Alyson uśmiechnęła się pod nosem, potwierdzając swoją teorię o robieniu wrażenia.

– Al, jesteś taka mała, że prawie cię przejechałam – oznajmiła, schodząc zgrabnie z motoru i zawieszając kask na kierownicy. – Weź następnym razem ze sobą jakiś sztandar czy coś – dodała, przytulając się z Alyson na powitanie.

– A może po prostu ubierz okulary? – mruknęła Alyson, uśmiechając się pod nosem. – Ciebie również miło widzieć, Blake.

Gdy ruda się wyprostowała, spojrzała w kierunku chłopców. Na Aaronie nie zatrzymała chociażby przelotnego spojrzenia, ale za to na Tonym jej oczy lekko zabłyszczały.

No tak, skoro ktoś nie jest w typie Alyson, to oznacza, że jest w typie Blake. W tej kwestii zawsze tak było.

– To jest Tony Starr, czarodziej i przyjaciel Aarona – oznajmiła Alyson, bo chłopcom najwyraźniej zabrakło języka w gębie.

– Stark? – zapytała szybko Blake. – Tony Stark?

Chłopak westchnął, ale to Aaron odpowiedział za przyjaciela.

– Nie, Starr. Nie jak ten z filmu.

– Szkoda – stwierdziła Blake, ale po chwili wyciągnęła do niego rękę. – Blake Fox, moje poszanowanie.

Na te słowa nawet Alyson wytrzeszczyła oczy, nie wierząc. Jej przyjaciółka nie powiedziała czegoś w stylu „kolejny pomyleniec” albo „skąd wytrzasnąłeś tę zasłonę?”, tylko… Była miła! I podała mu dłoń!

„Ktoś ją podmienił?”

– To… To… – odchrząknął. – Tony Starr, miło mi.

– Zaraz, a czemu brzmisz, jakbyś odpalał motorek, gdy wymawiasz swoje nazwisko? – zapytała ruda, uśmiechając się zadziornie.

– Oho! Znam ten uśmiech – powiedziała pod nosem Alyson, na co Blake posłała w jej stronę porozumiewawcze, konspiracyjne spojrzenie z jeszcze bardziej chytrym uśmiechem.

„Biedny Tony.”

– Bo tam jest dwa „r” – odparł czarodziej.

Blake przyłożyła palec do ust i zaczęła w niego lekko stukać, zamyślając się.

– Aaron jak wymawiał swoje nazwisko, to ono też brzmiało jakoś dziwnie – odparła w końcu. – Forrester. Starr. O, chwila! Był jeszcze Darren… Co wy macie z tym „r”?

„Nie, jednak nikt jej nie podmienił.”

Śmiejąc się, Alyson obróciła głowę w bok. Wtedy rzuciły jej się w oczy włosy o ciepłym odcieniu złota.

– Nina! – zawołała. – Tutaj!

 

~*~

 

Nina omiotła grupkę wzrokiem.

– Hej wszystkim. Coś was dużo – stwierdziła. Zatrzymała wzrok na młodzieńcu w ciemnozielonej pelerynie. – A ty to…?

Chłopak szybko się przedstawił.

– O, czarodziej? – Może, ale tylko może, gdyby wczoraj nie spotkało ją to, co spotkało, to w jej głosie pojawiłoby się zainteresowanie. Może. – To wszystko wyjaśnia – odparła, jeszcze raz mierząc chłopaka wzrokiem.

Nie była świadoma tego, że nerwowo poprawiała zawiązaną przy szyi chustę, dopóki nie spojrzała na Alyson.

– Nino, coś się stało? – Przyjaciółka miała zmarszczone brwi, kiedy jej się przyglądała. Nie wiedziała skąd, ale Alyson zawsze potrafiła dojrzeć, gdy coś ją trapiło.

– Muszę wam cos powiedzieć. – Westchnęła, a ręce zaczęły jej drzeć. – Ale ty, Alyson, też chciałaś…

– Poczekam. Mów pierwsza.

Skrzywiła się, przypominając sobie wczorajsze wydarzenia.

– Wczoraj wieczorem… Coś mi się przytrafiło. – Wzięła głębszy oddech. Zwlekała. Wiedziała, że to robiła, ale jeszcze przez chwilę chciała odwlec to, co musiała im wyjawić. – Gdy po pracy szłam do dziadków… Pojawiła się mgła i…

– Iii? – ponaglała ją Blake.

Ta to do cierpliwych nie należała…

– Iii ja nie pamiętam, co zrobiłam – wyznała.

Wszyscy spojrzeli na nią ze zdziwieniem.

– Że co? – obruszyła się Blake. – Robisz napięcie, że stało się coś ważnego, a tu nagle, że nie pamiętasz? Jaja sobie robisz?

Alyson spojrzała gniewnie na Blake, a potem już łagodniej na Ninę. Wciąż miała zmarszczone brwi.

– Możesz to jakoś logicznie wyjaśnić? – zapytała łagodnie. – Może tak: skoro żyjesz, a coś się stało, to… Co pamiętasz?

– No… – Skrzywiła się ponownie. – Ręce miałam całe we krwi.

– Kogo? – odezwała się Blake, ale dalej lekko znudzona.

– No, tego no, Borysa – odpowiedziała Nina, patrząc w ziemie, która nagle wydała jej się bardzo interesująca.

– Cooo?! – krzyknęła Alyson jednocześnie z ożywioną Blake.

Wzruszyła ramionami, błądząc wzrokiem po nich wszystkich.

– To żadna niespodzianka – odparł spokojnie Aaron. Widząc ich spojrzenia, postanowił sprostować. – W sensie, że spotkała Borysa. Nie chodziło mi o krew na jej rękach. Ta część jest akurat interesująca.

Alyson wyglądała, jakby coś nagle zrozumiała.

– Nina, czy Borys jest… Ja wiem, że zabrzmi to idiotycznie… – Spojrzała na Aarona, który w odpowiedzi uśmiechnął się smutno, a wtedy Nina dostrzegła w zielonych oczach Alyson błysk. – Czy Borys jest białym wilkiem? – dokończyła, przenosząc wzrok już na nią.

Ninę zamurowało. Jakby trzymała coś w rękach, na pewno upuściłaby to, bo jej ręce całkowicie odmówimy posłuszeństwa.

– Co ty pierdolisz? – zdziwiła się Blake. – On mi się kiedyś podobał. – Po tych słowach jęknęła cicho. – Podobał mi się wilkołak?!

– Skąd wiesz? – zapytała cicho Nina, patrząc w oczy Alyson.

Ta znowu zerknęła na Aarona, ale ten milczał.

– No tego, coś z mojego snu się sprawdziło, a to było drugą częścią, no to zaryzykowałam i zapytałam. – Pokręciła głową, jakby sama nie mogła w to uwierzyć. – Mów po kolei, co pamiętasz.

Zawahała się przez chwilę, ale w końcu zaczęła mówić.

– Usłyszałam trzepot skrzydeł, krzyknęłam… Potem mam lukę w pamięci, a następne co wiem, to jak biały wilk zamienił się w Borysa, który następnie powiedział mi, że mój gen wojownika się zaktualizował.

Aaron się ożywił.

– Nareszcie!

Tony przysłuchiwał się wszystkiemu, nie zabierając głosu.

– Ta? To pokaż – nakazała Blake.

Nina nie mając nic do stracenia, uniosła ręce do góry i zaczęła rozwiązywać chustę. Potem rozchyliła jasny płaszcz, aby wszyscy mogli dokładnie zobaczyć to, co tam jest.

– Feee – odparła Blake, prostując się. – Brzydki.

Alyson trzepnęła ją w ramie.

– Ale wiesz, zawsze mogło być gorzej – szybko dodała ruda, rozmasowując sobie ramię.

– Aaron, mówiłeś, że każdy z wojowników początkowo ma jakąś broń – powiedziała Alyson, przenosząc wzrok z tatuażu Niny na chłopaka.

– Tak, ale nie powiedziałem, że to musi być typowa broń – odparł, przyglądając się w dalszym ciągu tatuażowi, jakby sam próbował stwierdzić, na co patrzy.

– To Nina ma jakiś zawijas – dodała oczywiste Blake.

– To sierp – postanowił w końcu Aaron.

– Mi to wygląda na pół księżyc – dorzuciła Alyson. – Bo zobacz, jest srebrny, ale potem pojawia się cień i… – nie udało jej się skończyć myśli.

– To niemożliwe – odparł Tony.

– Co takiego? – zapytała Nina.

Aaron spojrzał na czarodzieja.

– Zaktualizowały się jej dwa znaki jednocześnie?

– Myślisz, że ten sierp ma podwójny wydźwięk? – zaciekawiła się Blake.

– Bardzo możliwe – odparł Tony.

– Zaraz… To wilki nie wyją do pełnego księżyca? – zauważyła Blake.

– W ogóle nie wyją do księżyca – wtrąciła Nina.

– No trudno, ty jesteś dziwna, to i masz dziwny księżyc – podsumowała Blake.

Nina z powrotem zawiązała chustę i poprawiła płaszcz. Zdała sobie sprawę, że wszyscy byli pochyleni w jej stronę, a dopiero teraz się wyprostowali.

– A skąd krew Borysa na twoich rękach? – zapytała zielonooka.

– A, właśnie – dołączył się Aaron.

Nina zaczęła wyginać palce u obu rąk. Powiedzenie im tego wszystkiego było trudniejsze, niż zakładała.

– Ponoć, jak już dostałam ten swój tatuaż, to stałam się nieobliczalna i silna, ale on myślał, że trzeba mi pomóc, podszedł bliżej, odepchnęłam go i stąd krew, bo przecięłam mu skórę na klacie.

– Proszę, tylko bez tych waszych pikanterii. – Blake wystawiła język.

Alyson pokręciła głową na słowa rudej, na co Nina się skrzywiła. Dzisiaj znosiła komentarze Blake bez jakiekolwiek kłótni tylko dlatego, że coś innego zaprzątało jej głowę, ale doprawdy, wciąż nie potrafiła zrozumieć przyjaciółki. Dlaczego Alyson tak zależało na przyjaźni z tą nieokrzesaną dziewczyną?

– Kto był napastnikiem? – odezwał się Tony.

– Kruk. – Westchnęła, a wraz z tym westchnieniem spłynęła na nią chwilowa ulga. W końcu powiedziała już wszystko to, co powinna.

Alyson spojrzała na Aarona.

– Kruk? Serio?! Nie obroniłeś mnie przed zwykłym krukiem?! – Wyglądała na poirytowaną, ale Nina czuła, że chodziło o coś więcej. – Uważasz, że nas chronisz, a pokonał cię kruk?

Aaron zamrugał oczami, zdziwiony nagłym wybuchem Alyson. Potem zmarszczył brwi.

– Dobrze, tak! Dopiecz mu! – Kibicowała wesoło Blake.

– To nie… – zaczął, ale urwał.

To, o czym pomyślał, zostawił dla siebie, nie dzieląc się z innymi.

– Dlaczego nie pamiętam? – zapytała Nina, patrząc na czarodzieja.

– To się zdarza początkującym, zwłaszcza niewychowującym się na Xyn – odparł zamiast niego Aaron, skupiając na sobie jej uwagę. – Nie martw się, teraz już wszystko powinnaś pamiętać.

Uśmiechnęła się słabo.

– Mam nadzieję.

Gryzło ją coś jeszcze. Czuła dziwny pociąg albo coś w tym rodzaju. Nie potrafiła tego wyjaśnić. Rozumiała tylko tyle, że nie jest na właściwym miejscu. Coś ciągnęło ją zupełnie gdzieś indziej, ale nie była pewna, gdzie to inne miejsce jest. I mimo że chciała się tym podzielić, milczała.

Blake była rozdrażniona całą tą sytuacją. I nawet tego nie ukrywała.

– I czym ty się do cholery przejmujesz? – odparła, patrząc na Ninę. – Masz problem z głowy, a my to mamy jeszcze przed sobą. – Pokazała na siebie, a potem na Alyson. – Nie użalaj się nad sobą.

Nina wykrzywiła wargi w niesmaku.

– A, miałam wam coś powiedzieć – rzuciła Alyson, najwidoczniej chcąc przerwać niemą kłótnię, która właśnie toczyła pomiędzy jej przyjaciółkami. – Harry jest wampirem. – Spojrzała przy tym z wyrzutem na Aarona, jakby to była jego wina. Przewrócił oczami.

Nina przyciągnęła rękę do otwartych ust, a zdziwiona Blake spojrzała na Alyson.

– Że niby co? Że czym, przepraszam bardzo?

– No, wampir. Takie COŚ, co ma kły, nie oddycha, nie męczy się…

– I chodzi w dzień? – dociekała Blake.

Alyson uśmiechnęła się lekko.

– A wydawało mi się, że tylko ja oglądam takie rzeczy – odparła. – Chodzi w dzień. Nie błyszczy się, nie pali i nie, nie ma magicznego pierścienia – wymieniała, uprzedzając pytania. Potem spojrzała na Tony’ego ostrym wzrokiem. – Powiedział mi, że jakiś czarodziej dał mu eliksir, aby promienie słoneczne mu nie szkodziły. – Kończąc, w jej głosie dało się wyczuć oskarżenie. Przynajmniej Nina tak to odebrała.

– Jeżeli myślisz, że to ja, to lepiej od razu wyrzuć to ze swojej głowy. Nie robię eliksirów dla wampirów, a dla wojowników – odparł urażony Starr.

– Jaaasne, niech ci będzie – powiedziała Alyson, machając ręką od niechcenia.

– Kto go przemienił? – zapytała Nina. – Borys powiedział, że on ma to genetycznie. Jak się domyślam, Harry raczej nie. Zauważyłabyś to wcześniej.

Alyson wzruszyła ramionami, jakby nie miało to dla niej znaczenia, lecz Nina wyczuła, że to tylko pozory. Nie umiała tego wyjaśnić, ale od wczoraj lepiej odczytywała emocje, jakie biły od innych ludzi.

Wręcz… Potrafiła je wywąchać.

– Ponoć jego MISTRZ. – Alyson wypowiedziała to słowo z wyraźnym zniesmaczeniem. – Dał mu krew, potem skręcił kark. Łatwizna. Raz dwa i po krzyku, jest wampirem. Z nudów. – Zamyśliła się. – I ponoć nie może wbić się do mojego mózgu.

Aaron spojrzał na Alyson tak, jakby właśnie coś pojął.

– A twoje sny okazują się prawdą? – zapytał ją.

Spojrzała na niego z politowaniem.

– Jeden. Częściowo – odparła.

Uśmiechnął się.

– Co się tak szczerzysz? – zapytała, wybita.

– Twój umysł jest niedostępny dla kontroli zewnętrznej, przynajmniej nie przez świeżego wampira, a dodatkowo twoje sny się spełniają. – Dalej był wesoły, jak dziecko które dostało lizaka.

– Ej, jeden sen, częściowo – przypomniała Alyson, upierając się przy swoim.

– Bo ja wiem – burknęła Blake, która o dziwo siedziała chwilę cicho, aż Nina zapomniała o jej obecności. Była to piękna chwila ciszy. – Kiedyś mi coś tam przewidziałaś. Zwycięstwo w meczu czy coś…

– Wygrałaś, bo byłaś najlepsza, a nie, że to wyśniłam – odparła Alyson.

– Aaron ma rację – poparł przyjaciela Tony. – To coś oznacza.

– To powiedziecie w końcu, czy mam was błagać, byście uchylili rąbka tajemnicy? – rzuciła ironicznie Alyson, na co Nina prychnęła.

– Jeszcze się nie domyślasz? – Aaron spojrzał na nią wymownie. – W snach możesz zobaczyć ważne wizje lub jakieś jej cząstki. Możliwe, że to jeden z twoich darów.

Alyson spojrzała na niego jak na idiotę, a potem się roześmiała.

Chłopakowi trochę zeszła mina.

– Możesz mi nie wierzyć, ale w końcu sama się o tym przekonasz – oznajmił.

– Ale istnieje też inna możliwość – zauważył Tony. – Pewna grupa charakteryzuje się tym, że jest odporna na kontrolę zewnętrzną i …

Nie udało mu się dokończyć, bo wtedy wtrąciła się Blake.

– Ej, skoro były Niny jest wilkołakiem, były Alyson jest wampirem, to któryś z moich byłych też czymś jest?

Alyson pokręciła głową.

– To nawet nie jest mój były – burknęła pod nosem, a potem uśmiechnęła się i głośniej dodała: – Kiedy zaczynamy poszukiwania? Trochę to może potrwać.

Nina mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem.

Blake posłała w stronę Alyson znaczące spojrzenie.

– Zabawne, Al – odparła ruda, krzyżując ramiona na piersi. – Bardzo zabawne.

Jej uśmiech zszedł równie szybko, co się pojawił. Nina przystąpiła z nogi na nogę w swoich wysokich botkach.

– Wiecie, ja już muszę iść – wyznała. – Umówiłam się z Lukiem.

Alyson spoważniała.

– Zamierzasz mu powiedzieć?

– A mam wybór? – Załamała ręce. – To mój chłopak. Nie potrafię przed nim niczego ukrywać zbyt długo.

– Ale… – zaczął Aaron, ale nie dała mu skończyć.

– Nie, nawet nie próbujcie mnie powstrzymać – zakazała. – Nie obchodzą mnie wasze prawa, czy to można mówić innym, czy też nie. Luke zrozumie i wszystko będzie dobrze – powiedziawszy to, odwróciła się i odeszła.

 

~*~

 

Dziewczyna nerwowo zaplatała palce rąk, czekając na przystanku na swojego chłopaka. W momencie, gdy podjechał autobus, zaczęła stresować się jeszcze bardziej, a w chwili, gdy dostrzegła jego granatową rozpiętą kurtkę, pod którą była widać charakterystyczną dla niego koszulę w kratkę w kolorach białych i granatowych, odniosła wrażenie, że serce wyskoczy z jej piersi.

– Cześć, kochanie – powiedział z uśmiechem Luke, dając jej buziaka w usta. Miał ciemne włosy, a jego jasnoniebieskie oczy patrzyły na Ninę z czułością. Odkryła, że smakował inaczej. I pachniał. Już nie perfumami, a… miętowymi cukierkami. Zawsze jej się z nimi kojarzył, ale nigdy nie przypisała do niego tego zapachu. Nie tak jak teraz.

Gdy nic nie odpowiedziała, odsunął ją na szerokość ramion i przyjrzał się jej uważnie.

– Coś się stało?

– Muszę ci coś powiedzieć – powiedziała, próbując nadać głosu w miarę normalny ton, ale zabrzmiał smutniej, niż się spodziewała. – Chodź, przejdziemy się. Niedaleko jest ławka.

– Nina, stój. – Zatrzymał ją. – O co chodzi? – Zaniepokoił się. – Chodzi…. O nas?

– Nie! Znaczy… – Wzięła głęboki wdech, kolejny już raz. – W sumie trochę tak. Nie, nie trochę. Bardzo o nas chodzi.

– Okeeej – rzucił niepewnie. – Dobra, jednak nie rozumiem.

– Chodź, już niedaleko. Zaraz wyjaśnię.

Luke ściągnął do siebie brwi.

Widziała w jego oczach, jak starał się ją rozszyfrować, jak próbował dostrzec, co się zmieniło.

Widziała również, jak ponosi porażkę. Nie mógł tego dojrzeć, bo zmiana nie była widziana gołym okiem. Zmiana zaszła w niej samej.

– Chodźmy zatem – postanowił w końcu.

Gdy usiedli na ławce, Nina zdała sobie sprawę, że siedzenie wcale jej niczego nie ułatwiało, ale teraz już nie mogła się wycofać. Ponownie nabrała większego wdechu w płuca i wypuściła go powoli.

– Po pierwsze, musisz wiedzieć, że dalej ciebie kocham, to się nie zmieniło. Sprawa nie ma bezpośredniej sprawy z nami, ale dotyczy mnie, więc musisz to wiedzieć. Chcę, byś wiedział.

Ramiona chłopaka się rozluźniły.

– Też ciebie kocham – powiedział z czułością, kładące rękę na jej złożony dłoniach, które trzymała na swoich kolanach. – A więc, Nino, słucham. Co się stało?

Nina zaczęła opowiadać.

 

~*~

 

– To wyjaśnia, dlaczego nic dziwnego się wczoraj tobie nie stało – powiedział Aaron, patrząc na Blake. – Nina widocznie nieźle go zraniła.

– A ja musiałam siedzieć cały dzień z tobą, bez powodu. – Załamała ręce. – Naprawdę, bardzo pocieszające. Już chyba wolałaby, żeby coś się działo – stwierdziła, po czym machnęła ręką. – Przynajmniej już znasz zasady w LOL-u.

Blake mogła nie okazywać tego publicznie, ale polubiła chłopaka. Znaczy, jakby ktoś zapytałby ją o to, definitywnie zaprzeczyłaby.

No bo po co komuś to wiedzieć?

Aaron uśmiechnął się.

– Coś tam już potrafię z tego zrozumieć – zgodził się z nią.

– O nie – Alyson pokręciła głową. Robiła to nad wyraz często. – Ciebie też z tym dopadła?

Chłopak zaśmiał się, a na ustach Alyson pojawił się szeroki uśmiech. Blake przyglądała im się przez chwilę, aż odchrząknęła.

– A tak w ogóle, z racji tego, że moi rodzice wyjechali na kilka dni, jutro robię imprezę – poinformowała. – Wpadacie? – Mówiąc to, spojrzała na blondyna.

Blake starannie ignorowała go przez dłuższy czas, a zwracając się teraz do niego, bądź co bądź w formie mnogiej, osiągnęła taki efekt, jaki zamierzała.

– Czemu by nie? – odpowiedział z uśmiechem.

– Tylko… – Zawahała się na moment. – Nie ubieraj tego… Zielonego materiału. – Ubrała to w ładniejsze słowa, niż początkowo chciała, co było nie lada poświęceniem z jej strony. – Będzie tam trochę znajomych, więc tak jakbyś się nie wyróżniał, byłoby dobrze.

– Skoro to takie ważne – odparł, aczkolwiek w dalszym ciągu na jego twarzy gościł uśmiech.

– Blake, a zaprosiłaś już Dylana i Denny’ego? – zapytała Alyson. Ona od dawna wiedziała o tej imprezie. Była zaproszona jako pierwsza.

– To twój przyjaciel, nie mój.

– Może i do mnie pisze Dylan, ale do ciebie zdecydowanie Denny – odparła Alyson.

– Jak chcesz, to go sobie weź ze sobą.

– A nie, nie trzeba.

– Hmm? – Blake się zaciekawiła. – To po co pytasz, czy go zaprosiłam, skoro go nie chcesz?

– Aaa, bo… – Spojrzała kontrolnie na chłopaków. – Po wczorajszej imprezie…

– I dużej ilości alkoholu – wtrąciła.

– Tak, właśnie. – Alyson uśmiechnęła się blado, trochę skrępowana. – Pokłóciliśmy się. Chyba przez jakiś czas się z nimi nie zobaczę.

– Czy to może się zamienić w permanentny stan?

Alyson wzruszyła ramionami.

– Możliwe.

Blake poklepała przyjaciółkę po ramieniu.

– Nareszcie zmądrzałaś.

W odpowiedzi Alyson pokazała jej język.

– Jeszcze jeden taki komentarz, a nie wezmę aparatu! – zagroziła, a potem spojrzała na Aarona. – A ty będziesz? Czy może jesteś zbyt zajęty treningami, żeby nauczyć się prześcigać zwierzęta?

– Jak będziecie w jednym miejscu, tym lepiej dla mnie – odrzekł.

Blake powstrzymała się i nie parsknęła.

– W takim razie jutro o 19 – oznajmiła.

Alyson skinęła głową. Godzinę ustalały przecież razem.

– Tylko wypadałoby, żebym wróciła o w miarę przyzwoitej porze do domu. – Skrzywiła się. – Na drugi dzień będę mieć zajęcia.

– Zawsze możesz spać u mnie.

Uśmiechnęła się do przyjaciółki.

– Na wszelki wypadek się spakuje.

– Skoro jesteśmy umówieni, to ja się zmywam – odparła, wsiadając na motor. Nałożyła kask na głowę i zapięła go. – Trzymajcie się. Do jutra, Tony.

Czarodziej wyglądał, jakby zaraz miał pofrunąć ze szczęścia. Ledwo go poznała, a już wiedziała, że ten człowiek nie potrafił ukrywać swoich emocji.

Zanim ruszyła, zerknęła na Alyson. Po jej wymownym spojrzeniu wiedziała, że przyjaciółka ujrzała jej chytry uśmiech pomimo kasku.

Zapowiadało się ciekawie.

 

~*~

 

Gdy Nina skończyła opowiadać, Luke patrzył na ludzi przechodzących po drugiej stronie ulicy.

– Luke, powiedź coś. – O ile to było w ogóle możliwe, Nina zaczęła się denerwować jeszcze bardziej niż wcześniej. Jej głos minimalnie zadrżał. – Dlaczego nic nie mówisz?

Pokręcił chwilę głową, pochylając ją. Następnie lekko prychnął. Cisza przeciągała się niemiłosiernie.

– Ty wojowniczką? – zapytał, unikając jej wzroku. – To nie może być prawda.

To nawet nie o to mu chodziło. Gryzło go coś innego. A raczej: ktoś. Czuła to wyraźnie, mimo że nic takiego nie powiedział.

– Ja sobie tego nie wybrałam.

– Borysa też sobie nie wybierałaś? – rzucił oschle, co było do niego tak bardzo niepodobne. – W to jakoś trudno mi uwierzyć.

Nina poczuła, jak gotuje się od wewnątrz. Wstała z ławki i spojrzała na niego z góry.

– Dlaczego musisz być taki zazdrosny? – wybuchła, ale na tyle cicho, żeby ludzie nie zwracali na nich większej uwagi. – Zdradziłam cię?! Zrobiłam coś, że nadużyłam twoje zaufanie?

Naprawdę nie potrafiła pojąć, dlaczego on się tak wściekał.

– Zaufanie… – powiedział powoli, znowu patrząc na ludzi w oddali. – Łatwo je stracić.

Prawie zachłysnęła się powietrzem, tak gwałtownie je nabrała.

– Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że właśnie je straciłam, nie robiąc nic złego?

– Nic złego? – Pokręcił głową, jakby nie mógł uwierzyć, że ona nie dostrzegała tego, co dla niego było oczywiste. – Śnisz o Borysie. Naprawdę myślisz, że to takie przyjemne? – Teraz to i on wstał. Jego twarz nie była już tak łagodna, jak zawsze. – A jakbyś ty zareagowała, gdybym powiedział ci, że widzę jakąś swoją byłą i tak dalej?

– To coś innego! – odparła gniewnie Nina.

– Coś innego niż co? Że on jest czymś mistycznym, co istnieje tylko w filmach, to masz na myśli? – Machnął ręką. – Daj spokój.

– Do czego zmierzasz? – zapytała, nagle tracąc pewność siebie.

Zapadła cisza. Kolejny raz.

– Obawiam się… – Nie skończy myśli, urwał. Był rozdarty. Nie chciał tego powiedzieć, ale…

Nina wyraźnie odczuwała wszystkie emocje, jakie od niego biły. Było ich tak dużo, że nie potrafiła sobie z tym poradzić. Gubiła się w tym, co czuła ona, a co było już jego emocją.

Przez myśl jej przeszło, czy swoją nową zdolność powinna traktować jako dar, czy przekleństwo.

W obecnej chwili skłaniała się ku drugiej opcji.

Luke usiadł na ławce, ale po chwili wstał. Wręcz czuła jego myśli: lepiej powiedzieć to na siedząco, czy stojąco? Jest w ogóle coś takiego, co mówi, jak lepiej… Wyznać coś takiego?

– Obawiam się, że to dla mnie za dużo – oznajmił w końcu, stając przed nią.

– Chcesz powiedzieć, że… – Zaschło jej w ustach i nie mogła dalej mówić. Głos jej się urwał.

– Chcę powiedzieć, że ta cała magia, znaki, wilkołaki… To wszystko nie jest dla mnie. – Spojrzał na nią smutno. – Ja chciałem żyć normalnie, skończyć medycynę, leczyć ludzi…

Wtedy wyczuła coś jeszcze. Coś, co wcześniej jej umknęło, może przez to, że sama też to czuła, lecz teraz przebiło się przez smutek, żal, stratę oraz wszelkie inne emocje.

– Boisz się. Boisz się mnie. MNIE!

Okryła, że gdy człowiek się boi, pachnie w inny, bardziej specyficzny sposób. Trochę kwaśny.

Luke spojrzał na nią spode łba.

– Kocham cię.

Nina skrzywiła się, jakby to była obelga, bo nie brzmiało to tak, jak chwilę wcześniej.

– Dlaczego słyszę tam „ale”?

Spojrzał smutno. Chwyciła go za ramię, ale on odsunął się gwałtownie. Odebrała ten gest jak wymierzony w siebie policzek.

– Dokończ zdanie – poprosiła, walcząc jednocześnie ze łzami, które zaczęły napływać jej do oczu.

Luke westchnął.

– Ale nie wydaje mnie się, że nam się uda – powiedział, a słowo się rzekło. Gdzieś na skraju świadomości Nina rozumiała, że to te słowa były niczym gwóźdź wbijany do trumny ich związku. – Tak mi przykro.

Może i powiedział to szczerze, a nawet ze smutkiem, ale ona mu nie wierzyła. Nie potrafiła. Jak on mógł przestać ją kochać w tak krótkim czasie? I to z takiego powodu?

– Tak długo o nas walczyłeś – wyrzuciła z siebie słowa, a każde paliło ją w gardle. – Dlaczego teraz chcesz się poddać?

– Bo właśnie zrozumiałem, że tę walkę przegrałem już na starcie. – Spojrzał w jej oczy, a jej przyszło do głowy, że być może robił to ostatni raz. – Naprawdę mi przykro, ale nie mogę tak dalej.

Nina już nie widziała, jak odwrócił się i odszedł. Z jej oczu płynęły łzy, zamazując całkowicie jakikolwiek obraz. Usiadła na ławce i ukryła twarz w dłoniach.

Czuła, że serce pękło jej na pół.

– Przekleństwo – sapnęła, połykając łzy.

Wszystko czuła trzy razy bardziej. Wciąż żyły w niej emocje Luke’a, kiedy jakiś czas później sięgnęła po telefon i wybrała numer.

 

~*~

 

Alyson zamrugała oczami.

– Ejejej, Nina, zwolnij trochę, bo ciebie nie rozumiem – poprosiła, a wojownik i czarodziej przyglądali się temu z zaciekawieniem.

– Gdzie jesteś? – W głosie Niny było słychać stłumiony płacz. – To ci opowiem.

– Pod moim domem, wraz ze świtą. Chodź do nas.

– Za chwilę będę – rozłączyła się.

Aaron nie pytał.

Aaron wiedział.

Tony zapytał.

– Coś się stało?

Alyson od razu domyśliła się, co się stało. Przejechała ręką po twarzy, zanim odpowiedziała.

– Widocznie Luke źle przyjął to, że Nina miała na karku przeznaczenie inne niż praca w pizzerii. – Westchnęła, bo naprawdę lubiła Luke. Jak on mógł tego nie zrozumieć? Przecież to wciąż była Nina! – O, o wilku mowa. – Skarciła się w duchu za to określenie i postanowiła więcej nie mówić tego w obecności przyjaciółki. Ta jednak chyba niczego nie słyszała. – Nina?

Wyciągnęła do niej ręce, na co Nina szybko wtuliła się w nią.

– Luke oświadczył, że nam się nie uda – wyznała, właściwie mówiąc jej to w szyję.

– Nie uda nam się ocalić świata przed złem? Też mam wątpliwości. – Starała się zażartować, ale nic to nie dało.

– Jemu i mnie… się nie uda…

– No cóż, to też jakiś świat – powiedziała ostrożnie Alyson. – Nonono, tylko mi tutaj nie płacz – poprosiła łagodnie, ale ta najwidoczniej nie mogła się już pohamować.

Chłopcy zaczęli przebierać nogami, czując się niekomfortowo. Ani to się wtrącić, ani to odejść bez pożegnania. Mogli się tylko przyglądać.

Alyson się nad nimi zlitowała.

– Do zobaczenia później, idźcie już.

Tony odchrząknął, zerkając na Ninę.

– Mogę rzucić zaklęcie – wyjaśnił. – Jeśli chcesz, oczywiście. Mogę spowodować, że zapomni to wydarzenie i dalej będziecie mogli być razem.

Nina znieruchomiała i oderwała się od ramienia Alyson. Spojrzała na Tony’ego, przecierając oczy.

– Mógłbyś to dla mnie zrobić? – zapytała, łykając łzy.

Kiwnął na znak, że tak.

– Magia nie ma swojej ceny? – zapytała nieufnie Alyson.

Tony machnął ręką.

– Nie w takim przypadku – odpowiedział. – To jak?

Nina zagryzła dolną wargę, która już zaczęła jej drżeć. Alyson widziała nadzieję w jej oczach, która to szybko zgasła.

– Nie – postanowiła twardo, mimo że to musiało być dla niej trudne. – Nie mogę tego zrobić. Nie po tym, gdy już wiem, że nie kochałby mnie takiej, jaka jestem.

– To może w takim razie wymażę mu z pamięci to, co mu powiedziałaś o wojownikach i tak dalej, a powód rozstania dam jakiś inny – podsunął Starr.

Alyson spojrzała na Aaron. Jego twarzy była całkowicie pozbawiona emocji. Żadnego zdziwienia, czegokolwiek. To tylko potwierdziło ją w domyśle, że to on powiedział mu, aby ten to zaproponował.

„Pewnie i tak by to zrobili.”

– Tak chyba będzie najlepiej. – Nina westchnęła. – Nie mogę zabrać mu tego normalnego świata. Mimo wszystko nie zasłużył na to.

Alyson włączyła komórkę i odnalazła w kontaktach zdjęcie Luke. Pokazała Tony’emu.

– To na co czekasz? – zapytała, chowając telefon. – Idź i zaradź coś temu. No już, zmiatajcie – nakazała, poganiając ich ręką, a wyglądało to tak, jakby chciała ich od siebie odgonić.

– Chwila, co ma być powodem? – zapytał czarodziej.

Nina zastanowiła się przez chwilę.

– Niech pamięta z dzisiejszego spotkania tylko to, że nie mamy dla siebie zbyt dużo czasu i oddaliśmy się przez to – powiedziawszy to, łzy zaczęły spływać po policzkach, bijąc się w kolejce o pierwszeństwo do wylewania z jej oczu.

– Słyszeliście ją, zmiatać. – Alyson, biorąc Ninę pod ramię, powiedziałam im tylko adres, pod którym mieszka Luke, po czym skierowała się z przyjaciółką do swojego mieszkania.

 

~*~

 

Alyson z mokrą głową, ubrana w piżamę, przeglądała Facebook’a w laptopie stojącym na biurku. Zmarszczyła brwi, gdy usłyszała dziwny dźwięk. Gdy się powtórzył, zorientowała się, że ktoś rzuca w jej szybę małymi kamyczkami.

Podniosła się z fotela i wyjrzała przez okno, po czym przewróciła oczami. No tak, mogła się tego domyślić. Po chwili namysłu otworzyła okno, a sekundę później w jej pokoju znalazł się Aaron.

Pośpiesznie zamknęła za nim „wejście”.

– Na pewno masz jakieś usprawiedliwienie na to, aby mnie nachodzić. – Mówiąc to, ustawiła głośniej muzykę, po to, aby jej mama nie usłyszała, że w jej pokoju pojawił się nieproszony gość.

– Chciałem powiedzieć, że zaklęcie Tony’ego zadziałało – powiedział, zajmując miejsce na krześle przy oknie. Mimochodem zerkną na ekran laptopa. – A jak tam trzyma się Nina? – zapytał, przenosząc wzrok na Alyson, stojącej w dalszym ciągu przy oknie obok niego.

– Beznadzieje, ale się trzyma. Wyjdzie z tego. – Bardziej przekonywała siebie niż jego. – Jutro do Blake nie zawita.

– Nie dziwię się jej.

Alyson nie odchodząc od okna, zapatrzyła się w przestrzeń po drugiej stronie.

– Nad czym tak dumasz? – zapytał Aaron, który jej się przyglądał.

Przeniosła na niego wzrok.

– Zastanawiałam się, czy i na mnie można byłoby rzucić takie zaklęcie. Wiesz. Skoro mój umysł jest zamknięty przed przymusem kogoś innego, to może na to też jestem odporna.

– Bardzo możliwe – potwierdził, ale naraz się zmartwił. – A dlaczego się nam tym zastanawiasz?

Aaron pogłaskał czarnego kota, który jak nigdy nie zachowywał się tak do obcych, tak do niego zaczął się przymilać.

– Tak po prostu – odparła.

Na kolana Aaron wskoczyła biało-bura kotka, po czym zwinęła się kłębek i najzwyczajniej w świecie zasnęła. Alyson przyglądała się tej scenie z uśmiechem na twarzy.

– Macie tam u siebie telewizję, jak pojęłam wcześniej z sytuacji ze „Starkiem” – powiedziała po chwili namysłu.

– Działającą na magię, ale tak, owszem, jest u nas telewizja – odpowiedział. – Posiadamy nawet komórki z zasięgiem takim, jaki jest u was. A co?

– Bo wiesz, skoro moje koty już ciebie zaakceptowały i nie pozwolą ci wyjść przez najbliższy czas, to równie dobrze możemy obejrzeć film.

Uśmiech sięgnął wyżej niż jego usta.

– Masz coś dobrego do filmu?

– Wydaje mi się, że herbata i ciastka powinny wystarczyć.

– Wystarczą – zapewnił.

Alyson uśmiechnęła się, po czym powędrowała do kuchni po wymienione rzeczy.