Niebo wyglądające jak przeplatające się tęcze, po raz kolejny zaparło dech w piersi Alyson. Leżąc na łące, tej samej co zawsze, wsłuchiwała się w śpiew ptaków. Oddychając spokojnie, starała się nie myśleć o niczym konkretnym.

– Przyjemnie? – cicho zapytał Aaron, owiewając ciepłym oddechem jej szyję.

Boże, jak ona uwielbiała barwę jego głosu.

– Mhm. To sen?

– A chcesz, aby był tylko snem? – zapytał, opierając głowę na dłoni i wpatrując się w nią. Leżał tuż obok niej.

– Musiałabym się nad tym zastanowić. – Uśmiechnęła się, przekrzywiając głowę w jego stronę.

Uśmiechnął się psotnie.

– Jeśli się mocno skoncentrujesz, będziesz mogła modelować ten sen – poinformował. – Nie wierzysz? Spróbuj – zachęcał.

Teraz to ona uśmiechnęła się w taki sposób, który sugerował, że coś kombinowała.

– W takim razie zobaczymy, czy taka odsłona ci się spodoba – odparła, przenosząc wzrok na niebo, a potem zamykając oczy.

Chwilę zastanawiała się nad tym, co wybrać.

„Może wielką scenę, widownię… Teatr! Albo po prostu szkolną dużą aulę…”

Nie, odrzuciła od siebie wizję rodem z High School Musical. To musiało być coś innego.

Wtedy też przypomniała sobie pewien film, który to oglądała niezliczoną ilość razy. Uśmiechnęła się pod nosem, koncentrując się na niektórych scenach. Po chwili poczuła, że nie leży już na ziemi.

Otworzyła oczy.

Wkoło niej przelatywały sceny z filmu, ale na tym się nie kończyło. Stała w lesie, w stroju głównej bohaterki, a w jej kierunku zmierzał nie kto inny, jak Aaron, także w przebraniu. Do tego śpiewał piosenkę: „Bryan Adams — (Everything I Do) I Do It For You”.

Nie potrafiła zachować powagi. Zaczęła chichotać, a on śpiewał dalej, mijający ludzi, ich prowizoryczne chaty, ogniska i inne zbiorowiska. Śpiewał, bo ona kierowała tym snem, choć to nie do końca była prawda. Była pewna, że robił to z własnej, nieprzymuszonej woli.

Idąc, wyciągnął strzałę z kołczanu i nałożył ją na łuk. Muzyka leciała dalej, on jednak na chwilę przerwał swój śpiew. Tuż za nim, na niebie, ukazywała się scena, jak główna bohaterka przeszkadza strzelcowi wycelować. Aaron spudłował dokładnie tak samo, jak on, a potem uśmiechając się pod nosem, spojrzał na Alyson i zaczął śpiewać dalej, powoli do niej podchodząc.

Wyśpiewał całą piosenkę, okrążając Alyson coraz to mniejszym łukiem. Na samym końcu, znalazł się tuż przed nią. Muzyka jeszcze grała, gdy on skończył nucić.

– „Robin Hood: Książę złodziei” z Kevinem Costnerem? – zapytał z uśmiechem.

Był naprawdę bardzo blisko niej.

– Wiesz, myślałam też o „Upiorze z opery”… – Przekomarzała się.

Wzdrygnął się.

– Nie, to jednak się cieszę, że to był tylko Robin Hood. – Zaśmiał się. – Uważasz mnie za księcia złodziei?

Machnęła ręką.

– A gdzie tam! Chodziło mi tylko i wyłącznie o rolę Marion w tym filmie.

– Mogłaś dać coś, w czym byśmy zaśpiewali razem – zauważył. Podniósł rękę i zaczął bawić się końcówką jej włosów.

– Oh, ja to nie mam talentu wokalnego – odparła, przypominając sobie swoje śpiewy.

– To jest sen, możesz wszystko! No chodź – zachęcał ją, chwytając ją za rękę, kiedy nagle…

– Alyson, ileż ty możesz spać!

Przetarła oczy i rozejrzała się po pokoju. Na stole stały kubki po herbacie i puste pudełka po ciastkach. Gdy wraz z Aaronem obejrzała film, padła jak kawka. Zdążyła tylko zamknąć za nim okno, nim rzuciła się na łóżko i usnęłam kamiennym snem.

– Która godzina? – zapytała, zaspana.

– Dochodzi 14-sta. Co było tak męczące, że spałaś do tej pory? – Mama była zniesmaczona.

– Mamo, wiesz, że lubię spać – odparła, zerkając na kota, który spał na kołdrze w jej nogach, zwinięty w kłębek. A raczej dwie sztuki tego gatunku. – Koty nie marudzą.

– Czas wrócić do rzeczywistości. – Matka weszła do pokoju i spojrzała na córkę. – Wychodzisz dzisiaj?

Alyson zadarła głowę do góry. Były tego samego wzrostu, ale rodzicielka nigdy nie ubierała innych butów, jak szpilki, nawet w domu.

– Tak i nie wiem, czy wrócę dzisiaj, czy dopiero po jutrzejszych zajęciach – odparła. – Ciebie ktoś dziś odwiedza?

– Jeszcze nie wiem, może.

Alyson znowu spojrzała na koty.

– Wychodzę o 18-stej – poinformowała, po czym opadła na poduszki. Widząc minę mamy, sama się skrzywiła. – No co, mam jeszcze czas. Mogę poleżeć w łóżku.

– Zrobiłabyś coś pożytecznego – skomentowała matka, poprawiając krótkie, brązowe włosy. Od lat farbowała je na ten sam kolor, rzekomo podobny do jej naturalnego. – Na przykład posprzątała po kotach. Przynajmniej wyczesałabyś je w końcu.

Alyson dała sobie poduszkę na twarz.

– Nie potrzebują tego – burknęła.

Jej mama rzuciła jeszcze parę uwag, zanim wyszła zarówno z jej pokoju, jak i domu, głośno stukając szpilkami po panelach.

Alyson odrzuciła poduszkę na bok i uśmiechnęła się pod nosem, nucąc piosenkę. Jakąś część niej zastanawiała się, w jakim stopniu to był sen, a ile ich prawdziwe spotkanie.

 

~*~

 

– Ale na pewno? Wszystko jest okej?

– Nie można się załamywać przez faceta, prawda?

Nina patrzyła na swoje odbicie w lustrze stojącym w przedpokoju. Jej naturalnie kręcone włosy ułożyły się dzisiaj nad wyraz dobrze. Zupełnie niepotrzebnie.

– Przecież wiem, że wcale tak nie myślisz. Ja sama tak nie myślę. – Alyson westchnęła. – Mamy 19 lat, my PRZEJMUJEMY się facetami.

– Nie dodawaj sobie lat. Urodziny masz dopiero za miesiąc z hakiem – odparła Nina, chcąc jakoś zmienić temat.

– I tak czuję się starzej niż w rzeczywistości – odparła przyjaciółka i zamilkła na chwilę. – To jak się czujesz?

Nina skrzywiła się, a postać w lustrze wykonała to samo.

– Nic mi nie będzie – zapewniła. – Po prostu muszę dzisiejszy dzień przesiedzieć w domu. Nie mam teraz ochoty na imprezę.

– Wiem, ale chodzi mi o to, czy nie chcesz, bym do ciebie przyszła i z tobą posiedziała? Razem raźniej. – Alyson chyba próbowała dodać sobie radosnego tonu, ale jakoś kiepsko jej to wyszło.

– Nie ma takiej potrzeby. – Nina szybko zaprzeczyła. – Idź i zapomnij o tym całym zgiełku, który zaczął nas otaczać.

Przez chwilę odpowiadała jej cisza.

– Myślisz, że podjęłaś właściwą decyzję?

– W jaki sensie?

– Miałam na myśli to, że zmieniłaś wspomnienie Luke’a.

Teraz to Nina zamilkła.

– Nina? Jesteś tam jeszcze?

– Mam przeczucie, że to dopiero początek tego wszystkiego, a ja nie chcę, aby Luke’owi coś się stało – odpowiedziała cicho. – Będzie bezpieczny.

– Nic mu nie grozi – zapewniła Alyson, choć przecież nie mogła o tym wiedzieć. – Dobra, lecę. Trzymaj się i pamiętaj: dzwoń, jakby coś się działo!

– Jasne – odparła niemrawo. – Udanej imprezy.

Rozłączyły się.

Nina udała się do łazienki i umyła twarz obfitą ilością wody. Potem spojrzała w lustro. Jej łzy zmieszały się z wodą, przez co nie dało się rozróżnić, co tak naprawdę spływało strumieniami po jej policzkach. Ochlapała się jeszcze raz, tym razem znacznie zimniejszą wodą. Następnie sięgnęła do włosów i przeniosła je na prawą stronę. Przez dłuższy czas wpatrywała się w swój nowy tatuaż w odbiciu lustra. Potem zaczęła szorować po nim energicznie ręką, chcąc się go pozbyć, ale znak ani trochę nie stracił na swojej intensywności.

Opadła na podłogę łazienki, czując bezsilność. Kiedy pochyliła głowę, łzy zaczęły skapywać z końców rzęs. Oddychała z trudem, tak wielką niemoc czuła w tym momencie.

Nienawidziła tego życia.

Nienawidziła nowej siebie.

A dopiero co zaczynała ją poznawać.

 

~*~

 

Blake poprawiała rękawy białej sportowej bluzy z czerwonym logiem klubu piłkarskiego, kiedy to przyglądała się Alyson zmierzającej w jej kierunku.

– No, nareszcie jesteś – zauważyła, a w jej głosie kryła się nagana. – Co tak długo?

– Wstałam późno… – Uśmiechnęła się przepraszająco, choć nie było takiej potrzeby. Blake dobrze znała jej słabość, jeżeli chodzi o długość w spaniu.

– Czyżbyś miała jakiś ciekawy sen? – zapytał Aaron, który cały czas stał koło Blake i obserwował Alyson, odkąd tylko pojawiła się w zasięgu jego wzroku.

– Całkiem zwyczajny – odparła Alyson, specjalne uciekając przy tym wzrokiem i uśmiechając się pod nosem. Nie musiała na niego patrzeć, aby wiedzieć, że także się uśmiechnął.

„A więc jednak…”

– Kto normalny wpada na pomysł, aby robić o tej porze roku ognisko? – odezwał się tuż obok ktoś inny. – Zimno…

– Ciebie też miło widzieć, Sam – Alyson uśmiechnęła się do niego pobłażliwie.

– Przecież to jest zamurowane. – Blake przewróciła oczami. Alyson dziwiła się, że jej przyjaciółka zapraszała Sama na różne imprezy, skoro ją irytował, przez co stawała się coraz wredniejsza. – Skoro coś ci się nie podoba, mogłeś nie przychodzić.

Szczupły chłopak o ściętych na krótko czarnych włosach, brązowych oczach, krótkiej wystylizowanej brodzie oraz okularach spojrzał na Blake.

– Oj tam, oj tam – odparł, po czym przeniósł wzrok na Alyson. – Hej, nooo – powiedział, podchodząc bliżej, aby ją przytulić.

Odwzajemniając gest, Alyson dostrzegła siedzącego niedaleko Carla.

– Jego też zaprosiłaś? – zapytała, kiedy stanęła obok przyjaciółki.

Ta w odpowiedzi wzruszyła ramionami.

– Dante i tak nie mógł przyjść, to zaprosiłam jego.

– I mnie – dodał Sam, przez co Alyson spojrzała na niego. – Ani ja, ani Carl nie kolegujemy się z Dante.

– Ooo! – Alyson uniosła jedną brew do góry. – A o co poszło?

Osobiście nie poznała Dantego. O ile jej pamięć nie myliła, Blake również nigdy go nie widziała. Rozmawiali ze sobą tylko przez Internet.

– Oszukiwał w grach – odparł Sam, na co Blake pokręciła głową.

– Jasne. To, że z nim przegraliście, nie oznacza od razu, że oszukuje.

– Nie jest możliwe, aby wygrał tyle razy z rzędu – upierał się przy swoim Sam.

– Po prostu jest lepszy od ciebie – warknęła Blake. – Przyjmij to w końcu do wiadomości.

Alyson spojrzała na Aarona w poszukiwaniach ratunku, bo właśnie zdała sobie sprawę, że znalazła się w środku grubszego incydentu.

Jednakże, z opresji uratował ją ktoś inny.

– Początek imprezy, a już kłótnie?

Spojrzenia wszystkich skierowały się w stronę nadchodzącej osoby, zadającej to pytanie.

Tony ubrany był w biały T-shirt z pomarańczowym wzorem, zwykłe spodnie i białe buty za kostkę. Jego ciemnomiodowe włosy, bo właśnie to określenie najlepiej do nich pasowało, sterczały do góry na środku głowy, ładnie wystylizowane. Na jego ustach gościł zniewalający uśmiech.

Cały aż lśnił. Alyson wytrzeszczyła na niego oczy, na co Aaron szturchnął ją w bok. Z kolei Blake nie potrzebowała dodatkowego kopa, aby wziąć się w garść.

– Widzicie? – zapytała, patrząc głównie na Sama. – Jemu nie jest zimno, a wy będąc w pięciu sweterkach, marudzicie. Bierzcie z niego przykład. – Powróciła wzrokiem do czarodzieja. – Spóźniłeś się.

– A czy coś mnie ominęło?

– Tak – odparła szybko Blake, wskazując na Sama. – Właśnie wspominaliśmy moją super imprezę.

Alyson zmarszczyła brwi.

– Masz na myśli imprezę, która zbiegła się z wyjazdem twoich rodziców za granice w twoje urodziny w połowie września?

– Tak. – Blake pokazała jeszcze na siebie, a potem na Alyson. – Impreza trwała tydzień.

– Interesujące – odparł Tony, uśmiechając się promieniście. Dosłownie, promieniście. Nawet mało widząca Blake zamrugała oczami.

„Czary?”

– Działo się na niej coś ciekawego?

Alyson nawet nie zdążyła otworzyć ust, bo Blake już pruła z odpowiedzią.

– Katowałyśmy chłopków konkursami puszkowymi i koktajlowymi, gdzie na przykład musieli zjeść kocią karmę albo taką psią ze zmielonymi kośćmi. Albo wypić szejka z bobu, mleka, mleczka kokosowego z sosem karmelowym, czerwonego barszczu i czymś tam jeszcze. – Zamyśliła się. – A! Najlepsze były odpowiedzi Alyson w grze „5 sekund”, musimy kiedyś w to zagrać, to sami się przekonacie. – Spojrzała na przyjaciółkę, która uśmiechnęła się do niej zbyt przesadnie na to wspomnienie. – I jeszcze, przykładowo, o północy jechałam z Alyson do najbliższego sklepu, bo chłopcy zapomnieli kupić malinową mambę, a ona jest niezbędna, żebym pozbyła się smutku.

Tony zmarszczył brwi, tak na ułamek sekundy, zupełnie jakby chciał zapytać, z jakiego powodu tak się czuła, ale najwidoczniej zmienił zdanie. Na jego twarzy powrócił uśmiech.

– Zanotowane – odparł.

Blake się uśmiechnęła.

Alyson nie wierzyła własnym oczom.

Sam odchrząknął.

– To co? Jakieś kiełbaski? – zapytał, poprawiając okulary. Wyraźnie czuł się niezręcznie.

„I nie on jeden…”

– Czemu by nie? – odpowiedział Tony, choć większe prawdopodobieństwo było, iż to pytanie przeznaczone zostało dla rudowłosej. – Aaa, nie przedstawiłem się. Jestem Tony Starr, cza…

Aaron odchrząknął, na co czarodziej ugryzł się w język w chwili, kiedy miał powiedzieć całą formułkę, którą zwykł mówić. Widać było, że nie przywykł do kontaktu z normalnymi ludźmi.

– Czasami mam przypadłość w spóźnianiu się – powiedział, zamiast tego.

– O, nazywasz się jak ten… – zaczął Sam, ale Blake weszła mu w słowo.

– Nie, nie jak ten z Avengers. – Machnęła ręką. – Tu są dwa „r” na końcu. Poza tym żaden z niego filantrop, playboy, miliarder ani tym bardziej geniusz.

„Oto i cała Blake.”

– Tak, to prawda – zgodził się Tony. – Ale wiesz, w czym jestem lepszy od Starka?

Blake spojrzała na niego wyczekująco.

– Ja potrafię czarować. – Spojrzał na Sama i dodał wyjaśniająco: – Swoją osobą.

Wyraz twarzy Sama – bezcenny. Blake musiała uważać podobnie, jak Alyson, bo prychnęła śmiechem na ten widok.

Opanowała się i zapytała:

– A po co to komu? Stark był przystojny.

Tony chyba przyjął, że tego nie słyszał, bo nic nie odpowiedział.

– Stark jest przystojny – powtórzyła ruda, zamieniając na czas teraźniejszy.

Czarodziej zacisnął usta.

– Ta. I stary – zauważył.

– Im wino starsze… – Blake urwała znacząco.

– Zapomniałaś, że to kobiety starzeją się jak wino.

– A faceci jak? – Do rozmowy włączyła się Alyson.

– Jak mleko – odparł Aaron, gdy Tony otworzył buzię i chciał jakoś na to odpowiedzieć.

Blake ponownie machnęła ręką.

– I tak go nie przebijesz. – Swoją wypowiedź skierowała do czarodzieja.

Spojrzał na nią wymownie.

– A wiesz, że on tak naprawdę nie jest prawdziwy?

– A skąd pewności, że ty jesteś? – zapytała Blake, mrużąc oczy, po czym zaczęła dźgać go w żebra, jakby chciała sprawdzić swoją teorię.

Wyglądało to dość komicznie, ale i też dość… Krępująco dla reszty, która nie wiedziała, co teraz zrobić. W końcu Sam odchrząknął, powodując, że wszyscy spojrzeli na niego.

– A ja jestem Sam – przedstawił się okularnik. – Ten tamten, to Carl. – Pokazał na znajomego, który siedział zgarbiony w altance i pochłaniał kiełbaski.

– A gdzie reszta? – Tony rozglądał się i jednocześnie starał się odparowywać ciosy zadawane przez Blake „znienacka”.

– Ludzie zejdą się niedługo – odparła, nawet nie patrząc na pozostałych, a skupiając się na dźganiu. – Kazałam im przyjść koło 20-stej.

– A ponoć to ja się spóźniłem.

– Ty miałeś być na 19-stą.

– Im więcej, tym lepiej – skomentował szybko Aaron, który przyglądał się z rozbawieniem przyjacielowi, starającemu się wywrzeć dobre wrażenie na rudowłosej.

„A więc on też to widzi.”

– To ja idę ustawić aparat – odparła Alyson, idąc w stronę grill chaty – drewnianej altany, w której rodzina Blake urządzała ognisko, a czasem też i grilla.

Reszta ruszyła za nią.

 

~*~

 

– Wydaje mnie się, że impreza właśnie się rozkręca – powiedziała Alyson do Aarona. Odstawiła kubek z wysoko procentowym napojem na barierkę altanki, w której się znajdowali. – Ludzie piją wódkę, grają w piłkę i nie zwracają uwag na zimno. A minęły tylko dwie godziny, odkąd wszyscy się zbiegli.

Zmrużyła oczy, patrząc na zegarek wiszący w środku altanki, ale to nie pomogło w tym, aby świat przestał wirować. Postanowiła, że lepiej będzie, kiedy usiądzie. Szybko wdrapała się na grubą barierkę i usadowiła wygodnie, a potem oparła się plecami o belkę za sobą. Nogi swobodnie zwisały jej po jednej stronie balustrady. Nie wiedząc, co zrobić z rękami, skoro nie ma już w nich napoju, delikatnie skrzyżowała je na piersiach.

Aaron trochę wypił, ale zdawał się trzymać pewnie na nogach. Po chwili oparł lewe przedramię o „drzwi” altanki, do których plecami przywarła Alyson. Można było rzec, że teraz nachylał się nad dziewczyną, uśmiechając się przy tym nonszalancko.

Słysząc śmiech, podniósł wzrok wyżej, tuż nad poziomem jej głowy, aby spojrzeć w dal. W ciągu sekund jego uśmiech przemienił się z flirtującego – w szczerze rozbawiony.

– A Tony widocznie całkiem nieźle czuje się w towarzystwie twojej przyjaciółki – zauważył, pokazując głową w kierunku wspominanej dwójki.

Alyson automatycznie obejrzała się za siebie.

Blake wraz z Tonym siedziała na tak zwanym „kamieniu zwierzeń”, który nie był jakimś zwyczajnym kamieniem, a sporych rozmiarów głazem. Został ochrzczony taką nazwą, bo to właśnie tam rudowłosa, będąc pod wpływem kilku drinków, bardzo chętnie zwierzała się wszystkim, że podkochuje się w pewnym chłopaku, z którym ona i Alyson chodziły do liceum. Od tamtej pory jest to ich stała miejscówka na zwierzenia.

Uśmiechnęła się pod nosem, widząc, jak Blake żywo dyskutuje z Tonym. Czy dobrze usłyszała, że tłumaczy mu zasady panujące w LOL-u? No tak, ona nigdy tego nie odpuści.

– Gdzie twój aparat? – zapytał Aaron, sprawiając, że wróciła do niego spojrzeniem.

– Dałam go koleżance – odparła. – Powiedziała, że też powinnam mieć jakieś zdjęcia z imprezy, a nie tylko je robić – zaczęła się rozglądać, ale tak naprawdę niewiele potrafiła dostrzec, ponieważ świat dalej jej się kręcił. – Tylko że teraz nie mam pojęcia, gdzie ona jest. – Wzruszyła ramionami, opierając się mocniej o belkę.

– Nie boisz się dawać innym ludziom tak swobodnie aparatu? To nie była tania rzecz.

Spojrzała na niego nad wyraz wymownie.

– Pozwalam tym, którym ufam. No… W miarę. Poza tym tu nie chodzi o to, czy był tani, czy drogi. – Widząc zaciekawienie na jego twarzy, ciągnęła dalej. – To jest po prostu część mnie. – Czuła, jak się nakręca. – Zdjęcie jest zamrożeniem momentu. Patrząc na nie, przeżywamy z powrotem to, co się nam przydarzyło. To taki… – szukała słowa.

„Przynajmniej nie bełkoczę, a używam całych wyrazów, starając się opisać to, co czuję!”

– To taki namacalny dowód wspomnień, które w naszej głowie mogą wyblaknąć czy też mogą zostać przykryte innymi wydarzeniami. Przeglądając je, możemy zobaczyć, jak szczęśliwi kiedyś byliśmy i możemy… – Urwała, bo kiedy spojrzała na Aarona, poczuła, że robi jej się słabo. – No co?  Dlaczego mi się tak przyglądasz?

Uśmiechnął się szerzej.

– A było tak słodko… – odpowiedział, przekrzywiając głowę z rozbawienia.

– Nabijasz się ze mnie – zauważyła kwaśno, mocniej krzyżując ręce na piersi.

Aaron się zaśmiał.

– Nie śmiałbym – odparł, gdy w końcu się uspokoił.

Skrzywiła się jeszcze bardziej.

– Może nie jesteś tak samo wredna, jak Blake… – powiedział, zerkając w stronę kamienia zwierzeń, na co Alyson też tam spojrzała. – Ale starasz się nie ukazywać swoich uczuć. – Gdy to mówił, wrócił do niej spojrzeniem, a ona po chwili także przeniosła swój wzrok na niego. – W głębi duszy jesteś niesamowicie wrażliwą osobą, dostrzegającą ogrom szczegółów i…

– Czy moja wypowiedź o zdjęciach nasunęła ci takie wnioski? – zapytała, przerywając mu, niezbyt zadowolona tym, co właśnie powiedział.

Już dawno temu zdała sobie sprawę z tego, że nie lubi, jak ktoś wytyka jej wrażliwość czy inne uczucia. Odbierała to jako obelgę, a nie komplement. Nawet jeżeli nie zawsze się z nimi kryła, wolała nie słyszeć o nich na głos. Odkryła, że to czyni człowieka słabym. Ukazuje, że mu zależy. Pokazuje, że w jakiś sposób można go zranić. A ona miała dość bycia ranioną.

– Na razie zdjęcia są jedyną rzeczą, o której mówisz z uczuciem. – Posłał jej łagodny uśmiech, ona zaś prychnęła pogardliwie, odwracając jednocześnie głowę w drugą stronę.

Aaron lekko pokręcił swoją, po czym… Zanucił.

Alyson poczuła, jak jej ramiona się napinają. Zamrugała oczami, po czym powoli odwróciła się z powrotem w jego stronę.

– Co powiedziałeś?

Wcześniej może i miała przeświadczenie, że Aaron był częścią jej ostatniego snu, zwłaszcza gdy na powitaniu o tym wtrącił, ale to…

Znowu zaśpiewał. Swoją prawą dłoń położył na jej lewym policzku, delikatnie pogładził go, po czym zanucił ostatni wers.

Przestał się opierać o belkę. Kiedy się prostował, położył drugą dłoń na jej prawym policzku. Alyson poczuła, jak czas zwalnia. Chwyciła gwałtownie powietrze w płuca, zszokowana napięciem, jakie się między nimi utworzyło. Jego ciemnobrązowe włosy, roztrzepane w artystycznym nieładzie, aż prosiły się, aby zanurzyć w niech dłonie. Kości policzkowe zgrabnie podkreślały jego rysy, dostrzegła także, że miał idealnie prosty nos. Jego niesamowicie niebieskie oczy jarzyły się blaskiem, gdy wpatrywały się w jej tęczówki.

Wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie, nawet zdjęcia i ich magia, gdy Aaron powoli zaczął zbliżać twarz w jej kierunku. Alyson zamknęła oczy, gdy ich usta się złączyły.

Pocałunek z delikatnego przeradzał się w coraz bardziej namiętny. Swoją lewą dłoń Aaron wplątał w jej włosy, ona zaś zarzuciła ręce na jego szyję, ale kiedy tylko położył prawą dłoń na jej talii, nagle się odsunął.

– Przepraszam – powiedział zakłopotany, unikając jej spojrzenia.

– Aaron! – krzyknęła, ale…

Jego już nie było. Zniknął w mgnieniu oka, korzystając ze swojego daru.

Alyson zacisnęła ręce w pięści.

– Ugh!

Zeskoczyła z barierki, uderzając tak mocno o betonową podłogę, że aż ją zabolało. Jednak nawet się tym nie przejęła. Alkohol stłamsił nieco jej zranioną dumę, ale nie zmienił faktu, że poczuła się dotknięta takim obrotem sprawy.

– Alyson, Alyson, Alyson! – krzyczała biegnącą w jej stronę jasnowłosa dziewczyna, trzymająca w rękach zawieszony na szyi aparat. – Wiesz, że…

– Nie, nie teraz. Proszę, nie teraz. Powiesz mi potem – powiedziała szybko, jednocześnie podnosząc rękę w geście „stop”, nawet nie patrząc na koleżankę, po czym westchnęła i ruszyła prosto w kierunku kamienia zwierzeń.

Gdy była już blisko, usłyszała fragment dyskusji.

– … i wtedy wybiegam przed przeciwniczkę, zabieram jej piłkę i szybko lecę w kierunku bramki… – Blake przerwała, gdy Alyson podeszła do nich. – O, Alyson! Właśnie mówiłam, jak to fotografowałaś moje świetne akcje w piłce nożnej w czasie zawodów w naszym liceum. – Spojrzała na Tony’ego. – Nie moja wina, że trener nie pozwolił mi strzelić karnego, przez co przegrałyśmy.

Alyson uśmiechnęła się pod nosem, wspominając wzburzenie Blake.

– Tak, pamiętam – potwierdziła. – Kupiłaś wtedy siedem energetyków i zapewniłaś trenera, że „to dla drużyny”, za to mnie poinformowałaś, że masz zamiar się tym upić.

– No dokładnie – odparła ruda. – Wtedy też robiłyśmy Tetris i… – Przeniosła swój wzrok na Alyson i dopiero teraz przyjrzała się jej twarzy. Musiała wyglądać na przybitą, bo Blake nie dokończyła historii. – Alyson? Czy coś się stało?

Tony milczał, odkąd do nich podeszła. Nie wyglądał, jakby teraz zamierzał zabrać głos. Czekał na wyjaśnienia.

Alyson najpierw spojrzała na czarodzieja, a potem na Blake. Nie była do końca przekonana, czy żalić się przy przyjacielu tego, którego to dotyczyło, ale…

– No dobra. – Wzniosła ręce do góry. – W końcu to kamień zwierzeń, to jemu też mogę to powiedzieć. – Usiadła obok Tony’ego na głazie. – Aaron chyba za duży wypił. Bo gdy tak siedziałam na barierce, on…

– Uważaj! – krzyknęła Blake, przerywając jej.

– … co? – zapytała Alyson, kręcą głową, jakby się przesłyszała. I tylko tyle zdążyła zrobić, bo przyjaciółka rzuciła się na nią i Tony’ego, spychając ich z kamienia i przygniatając płasko do ziemi. – Co się dzieje, do cholery?!

Sekundę później do jej uszu dobiegł trzask roztrzaskiwanego na milion kawałków kamienia zwierzeń.

Alyson instynktownie skuliła się na ziemi, aby osłonić twarz przed odłamkami, ale widziała, że Blake uśmiechnęła się przebiegle i stanęła na nogi. Za kołnierza jej bluzy było widać dochodzące stamtąd światło. Przez jej niebieskie oczy przetoczyła się fala iskier, sprawiając, że na kilka sekund zrobiły się mleczne.

Alyson opuściła ręce i się podniosła. Tony zrobił to samo, rozglądając się. Dookoła zebrała się gęsta mgła, lecz Alyson mogłaby przysiąc, że ta jest inna niż…

– Uderzasz z zaskoczenia?! – krzyknęła Blake, wodząc wzrokiem po ścianie dymu. – Lepiej się ukaż, tchórzu!

Dało się słyszeć bliżej nieokreślony odgłos, ale na pewno wyrażał jedno: wściekłość.

– Pokaże się, gdy będę miał na to ochotę – powiedział rozgniewany głos, dochodzący zewsząd.

– Ojej, czyżbym przeszkodziła ci w zabawie? – Blake była coraz bardziej nakręcona. Zaśmiała się szyderczo. – Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno. – Teraz z jej oczu dało się wyczytać jedynie złość. – Wisisz mi kamień zwierzeń, dupku.

– Licz się ze słowami – odparł głos, ale Blake tylko go wyśmiała.

Alyson rozejrzała się po ludziach, uświadamiając sobie, że milczą, jakby tego wszystkiego nie widzieli. Okazało się, że faktycznie tak było.

Wszyscy zastygli w jednym momencie. Carl przymierzał się do kopnięcia piłki, a Sam wpatrywał się w swój kubek z sokiem bezalkoholowym z dość nadętą miną. Koleżanka Alyson dalej miała zawieszony na szyi aparat, a do tego wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, patrząc w miejsce, gdzie jeszcze chwilę wcześniej siedzieli na głazie.

Reszta ludzi niknęła za mgłą.

Bez ostrzeżenia zaczęły padać kolejne niszczycielskie wiązki światła. Wtedy Tony machnął ręką, tworząc magiczne, migoczące światłem pole. Ataki odbijały się od niego.

– Umm, dzięki – mruknęła Alyson.

– A proszę – odparł Tony z lekkim uśmiechem.

Do ich uszu dobiegł odgłos trzepotu skrzydeł. Chwilę później z ciężkiej mgły wyłonił się sporych rozmiarów kruk, zmierzający prosto na czarodzieja.

Nie dotknął go, przynajmniej nie fizycznie.

Kruk zatrzymał się przed Tonym, a następnie silnym podmuchem wiatru uzyskanym przez skrzydła, cisnął młodzieńcem w dach altanki, jakby był szmacianą lalką. Chłopak osunął się po nim, a potem opadł ciężko na trawę obok basenu.

Nie poruszał się.

Alyson krzyknęła jego imię. Zmuszając nogi do posłuszeństwa, pobiegła do niego. Upadła na kolana i zaczęła sprawdzać jego puls. Nie była tylko pewna, czy dobrze go wyczuwała, bo sama aż się trzęsła z adrenaliny.

– Ani mi się waż! – krzyknęła Blake i rzuciła się na kruka, który właśnie wykonał okrążenie i ruszył w kierunku brązowowłosej.

Alyson podniosła się, ale naraz poczuła, że stoi sparaliżowana, gdy tak czarna kulka piór sunie prosto na jej głowę.

Miała wrażenie, że kiedyś już to przerabiała.

Blake okazała się szybsza. Dorwała kruka, zanim on dotarł do jej przyjaciółki i cisnęła nim o ziemię.

Alyson potem jeszcze długo się zastanawiała, jak to możliwe, że podmuch wiatru porwał ją do góry, a ona poszybowała wprost w sam środek basenu. Kruk i owszem podniósł się i pofrunął, ale ona sama już wpadała do wody.

I był jeden, tyci problem.

Ona nie potrafiła pływać.

Lodowate macki wody zdawały się zaciskać wkoło jej szyi, a kilka sekund później zaczęły też wpływać do jej płuc, powodując straszliwy ból w klatce piersiowej. Mimo że byłaby w stanie odbić się od dna basenu, coś ją blokowało. Z chwili na chwilę przestawała logicznie myśleć, a świat przed oczami stawał się ciemniejszy.

 

~*~

 

Kruk potrząsnął parę razy głową, po czym wlepił swoje ślipia w bezbronnego Sama, w dalszym ciągu wpatrującego się w kubek. Dało się słyszeć chichot, nim ptak zanurkował w powietrzu w kierunku młodzieńca.

– Nie! – krzyknęła Blake.

Sam czy Alyson?

Pamiętała, że jej przyjaciółka panicznie bała się wody, gdy ta chciała nauczyć ją pływać. Z kolei Sam niczym nie zawinił… Była jednak przekonana, że jej 7,5 sekundy na 60 metrów nie pomoże jej, aby uratować ich oboje.

Okazało się, że nie musiała wybierać. Gdy tylko przeczuła, że czarnego ptaka dosięgnie bełt z kuszy, ruszyła w przeciwnym kierunku, aby po chwilę dać nura do wody.

Alyson opadła na dno, a z jej ust wydobywały się ostatnie bąbelki powietrza, kiedy ruda podpłynęła do niej. Chwyciła ją za kurtkę, po czym zaczęła się wynurzać.

Gdy zaczerpnęła tchu, ujrzała jeszcze moment, w którym skrzydło czarnego ptaka zostaje przebite. Zwierzę wydało wtedy przerażający skrzek, a potem rozpłynęło się w powietrzu, a bełt z jego skrzydła upadł na ziemię, tuż pod nogi nic nieświadomego Sama.

Czyjeś silne ręce chwyciły bezwładną Alyson i położyły ją płasko na trawie. Opierając się na dłoniach, Blake wydostała się z basenu i usiadła obok przyjaciółki. Chciała zacząć ją reanimować, ale dla pewność najpierw uderzyła ją w policzek. To wystarczyło, aby Alyson otworzyła oczy i zaczęła wypluwać wodę, kaszląc przy tym niemiłosiernie.

Zgrzytając zębami, spojrzała na Blake.

– Dz-dz-dz-dzięki – wydukała.

Spostrzegając eleganckie spodnie, podniosła głowę wyżej, aż w końcu napotkała wzrok Darrena. Chłopak opierał się o swoją kuszę, przyglądając się dziewczynie.

Alyson powędrowała za wzrokiem przyjaciółki.

– Spóźnieni goście też są mile widziani – oznajmiła gospodyni, a potem zmarszczyła brwi. W jej głowie świtały poszczególne obrazy, ale niczego nie była pewna, poza faktem, że musiała wydostać Alyson z basenu.

– To… Co się stało? – zapytała, rozglądając się. Wtedy dostrzegła nieprzytomnego czarodzieja. – O Boże, Tony! – Wstała czym prędzej i podbiegła do niego. Odwracając go na plecy, mruknęła: – A co mi tam. – Uniosła ramiona, biorąc zamach.

Na niego także zadziałał policzek. Ocknął się momentalnie. Starał się unormować oddech, leżąc spokojnie. Blake nie próbowała już uderzać go z drugiej strony, bo widziała, że jest świadomy.

– Chyba muszą to zapisać w sposobach ocucania – powiedziała, podnosząc głowę i spoglądając na Alyson.

Dziewczyna uśmiechnęła się słabo, dalej zgrzytając zębami i wypluwając zalegającą w płucach wodę. Następnie przeniosła spojrzenie na Darrena, na co Blake poszła w jej ślady.

– Celność, ha? – mruknęła. – Dokładność. – Alyson spojrzała w przeciwną stronę, na bełt leżący na ziemi, a potem znowu na Darrena. – Twój symbol to strzała, tak?

Uśmiechnął się lekko i odgiął lewą stronę kołnierza koszuli i garnituru, aby ukazując swój tatuaż.

– Blisko, Alyson – odparł. – Kiedyś moim znakiem była kusza, ale z czasem zmieniła się w zakręcony w spiralę bełt.

Blake wstała i podeszła, aby lepiej się przyjrzeć. Wspominanemu elementowi dodatkowo towarzyszyły jasnofioletowe plamy akwarelowej farby.

– Nawet, nawet.

– Macie szczęście, że na czas zastąpiłem Aarona – odparł, poważniejąc. – Jeszcze kilka sekund i byłoby po was.

Blake chciała powiedzieć, że bez niego radzili sobie całkiem dobrze, ale… Nie była tego pewna.

Odwróciła się i podeszła do wciąż unieruchomionego Sama.

– Rozumiem, że minęła mnie najlepsza część? – zapytał Tony, gdy w końcu udało mu się usiąść. Alyson i Darren spojrzeli na niego, Blake tylko zerknęła, machając ręką przed oczami swojego przyjaciela.

– Dlaczego wciąż się nie ruszają? – zapytała Alyson, podnosząc się powoli i zrzucając z siebie mokrą skórzaną kurtkę.

– Widocznie czar jeszcze trwa – odparł Tony, podchodząc do Blake. – Nic ci się nie stało?

– Ja… – Przełknęła ślinę. Przyznać się czy nie? – Ja nie pamiętam – odparła zgodnie z prawdą.

Blake podniosła wzrok i zatrzymała go dopiero na resztkach, jakie zostały z kamienia zwierzeń. Skrzywiła się na ten widok, ale też i jeszcze z jednego powodu. Nie zwracała uwagi na to, że cała ocieka wodą, bo coś innego doskwierało jej bardziej.

Odeszła kawałek, aby mieć więcej miejsca, po czym rozpięła bluzę i z plaskiem rzuciła ją na beton. Potem zdjęła także koszulę, przez co została w samym staniku z narysowaną piłką do nogi, ale nie wyglądała na szczególnie przejętą tym faktem.

Okazało się, że jej nowy tatuaż jeszcze się iskrzy.

– No? – zapytała, patrząc na każdego po kolei. – Co tam mam? Błagam, niech to będzie coś ciekawego! I niech będzie fajniejszy od tego Niny…

– Hmm… – Alyson zastanawiała się przez chwilę. – Wydaje mi się, że to takie coś, co nosili przy sobie ninja.

– Shuriken – podsunął Darren.

– Że co?! Czy ja ci wyglądam na japonkę?!

– Nie wyglądasz mi na japonkę – odparła szybko Alyson.

– No właśnie! – Blake podniosła głos, po czym zaczęła przechadzać się nerwowo po altance w poszukiwaniu telefonu.

– Pewnie lisy są japońskie – rzuciła Alyson, przyglądając się Blake, ale i spoglądając na stół. Blake nie wiedziała, dlaczego akurat tam patrzyła.

– Lisy żyją wszędzie! – odparła. – To może Nina powinna mieć topór wikingów?

– Wilki są wikingów? A rysie kogo?

– Europejskie – burknęła Blake, dalej szukając telefonu.

– Strzelałbym, że bardziej azjatyckie, ale… – Tony urwał, gdy posłała mu rozzłoszczone spojrzenie.

Alyson pokręciła głową, po czym podeszła do stołu i coś z niego wzięła.

– Tu jest – odparła, podając jej… telefon.

Rudowłosa zabrała go i włączyła przedni aparat, wyciągając rękę z telefonem przed siebie. Mrużąc oczy, przyglądała się mieniającej się artystycznej czteroramiennej gwieździe z nieco bardziej powykręcanymi ramionami, niż jak to bywa w przypadku shuriken.

Wtedy dostrzegła coś, co jej nie pasowało.

– Co to, kurwa, za jakiś obłok?

– To chmura – zauważył Tony.

– I co niby chmura ma oznaczać?! – warknęła w jego stronę Blake.

– Że jesteś ponura? – podsunęła Alyson, po czym machnęła ręką. – To już każdy z nas wie…

Blake chciała warknąć też i na Alyson, ale wtedy dostrzegła, że jej tatuaż się zmienia. Po chwili chmura zniknęła, pozostawiając srebrną gwiazdę samą sobie, z lekkim cieniem. Tak samo, jak w przypadku Niny, nie dostała żadnego konkretnego koloru.

– Co…

– To oznacza tylko tyle, że swój drugi dar będziesz musiała dopracować, odkryć – wyjaśnił Darren, nim Blake zdążyła o to zapytać.

Blake opuściła telefon.

– A powie mi ktoś wreszcie, jakie mam moce? Bo tak jakby, hmm… Nie pamiętam? – burknęła.

Tony bardzo mocno starał się patrzeć w jej oczy, a nie niżej. Była tego świadoma.

– No tego… – Odchrząknął. – Twoją umiejętnością jest przewidzenie ruchów przeciwnika, zdaje się także, że przebiegłość oraz zręczność. – Blake prowokacyjnie stanęła przed nim, zakładając ręce na biodra. – No tego… Chwilę wcześniej wiesz, co się wydarzy, gdzie uderzy… I tego…

– Ale co mają wspólnego shurkien do tego, że potrafię chwilę wcześniej przewidzieć ruch przeciwnika? – zapytała, patrząc tym razem na Darrena.

– Używali ich ninja – zauważyła Alyson. – Może oni też to potrafili?

Blake przewróciła oczami.

– Na pewno, Al. Mhm.

– Może i potrafisz przewidzieć ruch przeciwnika, ale z powodu braku wyszkolenia, początkowo nie jesteś w stanie odeprzeć każdego ataku – oznajmił Darren, który z kolei w ogóle nie zwracał uwagi na to, czy Blake stoi rozebrana, czy też nie.

Blake wzruszyła ramionami. Sięgnęła po mokrą bluzkę i ubrała ją, ale od razu żałowała swojej decyzji – w mokrej bluzce było jej jeszcze zimniej.

– To dlatego tak dobrze grałaś w nogę – powiedział Tony, mogąc się w końcu skoncentrować. – A możesz mi wyjaśnić, na czym polegał Tetris?

Blake na chwilę znieruchomiała, a potem się roześmiała.

– Byłam pewna, że nie słuchałeś – odparła.

– Ja? Czemu? – zdziwił się. – To wydawało się całkiem ciekawe.

Blake uśmiechnęła się porozumiewawczo z Alyson, która właśnie wkręcała kurtkę nad trawą.

– Gdy Alyson schylała się, aby zawiązać sznurówkę, bez wcześniejszego kucnięcia, a tylko tak się na pół złożyła, ja położyłam się na niej. Wtedy chłopcy zapytali nas, co my takiego robimy. – Blake uśmiechnęła się szerzej. – Tetris!

Nawet Darren musiał się uśmiechnąć, gdy zobaczył zdezorientowany wyraz twarzy Tony’ego.

– Alyson! – krzyknęła koleżanka, trzymając aparat dziewczyny. Brązowowłosa od razu spojrzała na nią. – Nauczyłam się jak… Dlaczego jesteś mokra? – przerwała to, co chciała powiedzieć, bo dostrzegła rozmazany makijaż brązowowłosej.

To w odpowiedzi machnęła ręką.

Wszyscy zaczęli się ożywiać i kontynuować swoje przerwane czynności. Nagle na powrót zrobiło się tutaj bardzo głośno.

A może tylko Blake słyszała wszystko lepiej?

– Potknęłam się i wpadłam do basenu – odparła Alyson.

– Aaa, okej. – Jasnowłosa koleżanka szybko przyjęła to do wiadomości. – No, to jak mówiłam, nauczyłam się nagrywać film i właśnie zaczęłam was filmować na kamieniu i chciałam was zawołać, byście pomachali… – Spojrzała w kierunku, w którym powinien stać kamień i zawahała się, marszcząc brwi. – Dziwne… Chyba jestem zbyt pijana, bo tutaj nie ma żadnego kamienia. – Zaśmiała się, a potem spojrzała na aparat. – O, jakiś film się nagrał.

Chyba cała ich czwórka spojrzała na aparat z przerażeniem. Alyson rzuciła kurtkę na trawę, po czym szybko zabrała sprzęt od dziewczyny.

– Jestem z ciebie bardzo dumna, ale skoro widzisz już jakiś magiczny kamień… – Uśmiechnęła się przepraszająco. – To chyba lepiej będzie, jak teraz ja będę robić zdjęcia.

– Pewnie. – Koleżanka uśmiechnęła się wesoło. – Masz nawet sporo swoich zdjęć. – Mrugnęła do niej, po czym w podskokach oddaliła się do swoich znajomych, którzy kończyli kolejną flaszkę.

Alyson westchnęła. Gdy zawiał zimny wiatr, zadrżała, ale Blake odniosła wrażenie, że to nie z powodu tego podmuchu.

– Dla mnie chyba koniec imprezy – odparła, odwracając się i idąc w kierunku domu Blake.

– Ej, Alyson, zaczekaj! – zawołała za nią. – To tylko woda. Przebierz się i wracaj. – Jej samej nie zależy na tym, aby się przebrać, bo mokre ubranie wcale już jej nie przeszkadzało.

Przyglądała się, jak Alyson zatrzymuje się, aby podnieść rzuconą przed chwilą kurtkę, już trochę wyciśniętą z wody. Kiedy spojrzała na nią, starała się robić zachęcającą minę, aby ta dalej imprezowała. Gdy Alyson przeniosła wzrok na czarodzieja, Blake też to zrobiła. Widząc wypisane na jego twarzy współczucie, trzepnęła go w tył głowy. Darrenowi nic nie zrobiła, bo u niego było widać jedynie obojętność. No, i pewnego rodzaju zaintrygowanie, ale bardziej obojętność.

– Nie wydaje wam się to… Dziwne?

Blake zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc.

– Co masz na myśli?

Alyson lekko się skrzywiła.

– Ogień? Woda? Tylko dla mnie to wygląda jak próba czterech żywiołów? – Urwała, patrząc na basen. – Co następne? – Spojrzała na Darrena. – Trzęsienie ziemi czy trąba powietrzna? – Powoli pokręciła głową, jakby chciała zaprzeczyć własnym słowom. – Dlaczego tylko ja mam te „próby”? – Mówiąc to, spojrzała na Tony’ego, po czym przeniosła wzrok na Blake. – Zarówno ty, jak i Nina, w obliczu niebezpieczeństwa, dostałyście swoje moce. – Pokazała palcem na siebie. – A ja? Już drugi raz mnie to dotyka, a ja dalej jestem bezbronna. – Ponownie pokręciła głową. – Nie mam już ochoty na imprezę.

Kiedy się oddaliła, Blake nie próbowała jej zatrzymać. Spojrzała na nowych znajomych, ale oni milczeli. Nikt nie był w stanie odpowiedzieć Alyson na pytanie, dlaczego… Zawiodła.

– Cholera – mruknęła, patrząc za przyjaciółką. – Niedobrze…

 

~*~

 

Alyson po wzięciu długiego prysznica, aby porządnie się rozgrzać, powiesiła ubrania na grzejniku, żeby mogły wyschnąć do rana. Ubrać ich nie ubierze, ale nie chce wozić się z mokrymi rzeczami w torbie. Kiedy w końcu wysuszyła włosy, sięgnęła po telefon. Wiedziała, że Nina jeszcze nie śpi, bo chwilę wcześniej odpisała jej na SMS-a, tak więc wystukała na ekranie jej numer telefonu i zadzwoniła. Streściła jej całą akcję, jak i zapewniła, że nie jest sama z tym niezapamiętywaniem. Czuła, że Nina odetchnęła z ulgą.

O swoich spostrzeżeniach już nie mówiła.

Koło 2 w nocy ludzie rozeszli się do domów. Alyson w dalszym ciągu nie spała, przeglądając zdjęcia na telefonie i starając się przy tym nie myśleć.

– Co się stało z twoim wygolonym bokiem? – zapytała, kiedy Blake weszła do pokoju. Trafiła bowiem na zdjęcie, gdzie rudowłosa miała taką fryzurę.

– Teraz już żaden bok nie jest wygolony, przecież czeszę przedziałek na środku i zasłaniam tamtą stronę – odparła, siadając na kanapie obok niej i patrząc na zdjęcie. – Poza tym, nieźle już odrósł.

– Gdzie Tony i Darren? – zapytała Alyson po chwili, dalej przeglądając zdjęcia.

– Wrócili do domu. A co?

Nie przerywała swojej czynności, gdy wzruszała ramionami.

– Tak tylko pytam. – Podniosła swój wzrok na rudą, której włosy zwinęły się w strąki przez wodę z basenu. – A ty… Jak się czujesz?

Blake się zastanowiła.

– Tak samo, ale inaczej. Mam wrażenie, że istotnie jestem zręczniejsza, ale jednocześnie czuje się taka, jaka byłam… – Machnęła ręką, poddając się. – Eh, nie umiem tego opisać.

Alyson kiwnęła głową.

– W porządku.

Blake uśmiechnęła się słabo.

– Ej, nie przejmuj się. – Nawet takie słowa to rzadkość u rudowłosej, dlatego też słysząc je, Alyson uniosła jedną brew do góry. – Pomyśl o tym w ten sposób: na pewno będziesz mieć ładniejszy tatuaż od Niny.

Tym razem posłała jej rozbawione spojrzenie.

– A od ciebie?

– Mój będzie najładniejszy, gdy tylko dostanę jakiś kolor – odparła, gładząc szyje w miejscu, gdzie pojawił się jej nowy nabytek.

– Taaa…

Blake wstała z kanapy.

– To co? Corn Flakes? – zapytała.

Alyson uśmiechnęła się.

– Mój sposób na smutek. Masz?

– Na pewnie! – Blake podała rękę Alyson, aby pomóc jej wstać. – Malinową mambę też!

Chwilę później były już w wielkiej kuchni Blake, siedząc na kafelkach, zajadając mambę i płatki kukurydziane. Potem, jeszcze przed pójściem spać, odtańczyły dwa tańce na Dance Central, a Blake instruowała Alyson, w jaki sposób należy kręcić biodrami.

Nawet nie zauważyły, kiedy zasnęły, a już trzeba było wstać.