Alyson w towarzystwie Niny, Blake, Aarona, Borysa, Tony’ego, Darrena oraz nieznajomej jasnowłosej dziewczyny – przechadzała się tajnymi przejściami należącymi do budynku, który przypominał jej szkołę magii Hogwart. Zatrzymali się, dopiero kiedy dotarli do ogromnej biblioteki, a wtedy każdy rozpoczął poszukiwania książki, której najbardziej potrzebował.

– Ale my się dalej przyjaźnimy… Tak? – Usłyszała w momencie, gdy Aaron przechodził obok niej.

– Możesz powtórzyć? – zapytała, nie bardzo wiedząc, do czego zmierzał.

Chłopak jednak odszedł, nie ponawiając pytania.

Alyson zamknęła oczy i potrząsnęła głową. Gdy chwilę później podniosła powieki, ze zdziwieniem stwierdziła, że nie jest już w bibliotece. Teraz znajdowała się na balkonie w mieszkaniu Niny. Co prawda był nieco inny niż go zapamiętała, bo nie prostokątny, a okrągły i gruby, jak w bajkach o księżniczkach, lecz widok z niego pozostał taki sam.

Była ciemna noc. Tuż obok Alyson stała Nina.

Oparła ręce na pokaźnej barierce i wychyliła się lekko, kierując swój wzrok na plac zabaw. Nie zdziwiło ją to, że ujrzała tam Harry’ego. Tylko jego mogła się tam spodziewać.

Chłopak siedział tyłem do nich, ale gdy chwilę później odwrócił się i skierował na nie swoją głowę, pomimo panującego mroku, Alyson zauważyła, że od raz na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

Część niej chciała, ażeby to była prawda.

Zamknęła oczy.

Gdy ponownie je otworzyła, okazało się, że teraz znajduje się przed klatką prowadzącą do mieszkania swojej przyjaciółki, a na dworze panuje środek dnia. Harry zaś stał obok bloku, w którym mieszkał jego przyjaciel. Odwrócił się do Alyson, uśmiechając się.

Świat zaczął wirować, a gdy przestał, dziewczyna odkryła, że znalazła się na ogromnej sali. Rozejrzała się. Pomieszczenie zastawione było stołami wypełnionymi po brzegi różnorodnymi potrawami oraz napojami. Cała sala była jasno oświetlona, a muzyka wybrzmiewała ze wszystkich stron.

Koło Alyson pojawiła się Nina, a tuż za nią Harry. Chłopak rzucił coś zabawnego, przez co cała trójka się roześmiała. Gdzieś mignął jej flesz od lampy umieszczanej przy aparacie.

– Zatańczysz? – usłyszała po swojej lewej.

Odwróciła głową w tamtym kierunku. Harry, kłaniając się nisko, podał jej swoją dłoń. Wtedy Alyson uświadomiła sobie dwie rzeczy: Nina się ulotniła, a ona sama ubrana była w długą czerwoną suknię.

Zachichotała lekko.

– Tylko pod warunkiem, że to ty będziesz ze mną tańczyć – odparła, kładąc swoją dłoń na jego.

Nawet nie była świadoma tego, że tańczyła walc wiedeński. Alyson widziała tylko jego. Jego czarujący uśmiech, jego hipnotyzujące spojrzenie czekoladowych tęczówek… Lawirowali między krzesłami, stołami oraz innymi parami, ale tak naprawdę otoczenie dla nich nie istniało.

Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że muzyka ucichła.

– Panno Alyson, zechce mi pani wytłumaczyć, dlaczegoż to pani śpi? Czyżby mój wykład był aż tak nużący?

Alyson bardzo szybko rozbudziła się wśród śmiechów osób zebranych na sali. Była pewna, że na prawym policzku miała odciśnięte części swojego ubioru, na którym wcześniej położyła głowę.

– Ależ nie, oczywiście, że nie! – zaprzeczyła szybko. – Przepraszam pana najmocniej.

Wykładowca pokręcił głową z rozczarowaniem.

– Obiecuję, że to się nie powtórzy – dodała.

– Również mam taką nadzieję – odparł prowadzący. – A teraz, wracając do tematu naszych zajęć, historia druku. 1492 roku…

Reszta słów wpadała i wylatywała z głowy Alyson, nie zostając w pamięci. Spojrzała na swoje notatki. Dzisiaj nie były zbyt owocne.

„Nigdy więcej imprez przed wykładami z historii mediów.”

– Co ci ostatnio? – zapytała Annabelle cicho. – Jakoś inaczej wyglądasz.

– Inaczej upięłam włosy…

– Nieprawda, coś jest na rzeczy.

Alyson skrzywiła się.

– Po prostu nie mogę się ostatnio wyspać, okej? – burknęła, zakładając ręce na krzyż i opierając się mocniej plecami o krzesło.

Miała ochotę zniknąć, ale jeszcze większą ochotę miała na sen. Utrzymanie głowy prosto do końca zajęć okazało się nie lada wyczynem.

Rozbudziła się znacznie, dopiero gdy wracała do domu. Zimne powietrze otrzeźwiło ją i sprawiło, że nawet nie usnęła w autobusie. Gdy dotarła do obrzeży miasta, zrobiło się już ciemno. Zadrżała, gdy wiatr zawiał mocniej.

„Gorąca kąpiel. Gorąca herbata. Ciepła kołdra. Spać…”

– Chcesz kurtkę? – usłyszała tuż za sobą.

Nawet się nie obejrzała.

– Skradaj się tak dalej, a następnym razem ci przywalę. Może wtedy moje tajemne moce się ujawnią.

Aaron zrównał z nią co prawda kroku, ale ona nawet nie raczyła na niego spojrzeć.

Po części po prostu nie widziała w tym sensu.

– Jesteś na mnie zła, nie dziwię ci się – powiedział w końcu. – Ja…

– Nie wiem, o czym mówisz. – Przerwała mu, przyśpieszając. Naprawdę nie miała ochoty teraz z nim rozmawiać.

– Po prostu nie wszystko jest takie proste jak…

– Daruj sobie. – Ucięła jego wypowiedź. Zatrzymała się i spojrzała na niego znacząco.

Chłopak pokiwał głową, że zrozumiał.

– Zebranie odbędzie się dzisiaj – poinformował, podnosząc na nią wzrok.

– Czemu w poniedziałek? – burknęła.

Była taka zmęczona…

– Ubierz się w sukienkę. O 20 masz być gotowa – oznajmił tylko, a potem zniknął.

– Jak zwykle – mruknęła pod nosem, wchodząc do klatki.

 

~*~

 

– Podstawowym aktem prawnym określającym ustrój państwa jest konstytucja, a jej postanowienia znajdują rozwinięcie w szeregu ustaw. Najczęściej konstytucja ma postać jednego aktu prawnego, może mieć też kształt kilku aktów tej samej rangi…

– Ej, stary, słuchasz go w ogóle? – zapytała Blake swojego jasnowłosego kolegę z ławki.

– Trzeba było spać, a nie imprezować. – Zabrzmiało to trochę zgryźliwie, może dlatego, że on nie przyjechał do Blake. No, ale przecież miał zaproszenie… – Spoko, ja też za nim nie nadążam – dodał, uśmiechając się, wydawało się, szczerze.

Blake także się uśmiechnęła.

– Od razu mi weselej, że nie jestem w tym sama – odparła szeptem.

Chwilę później usłyszała wibracje swojego telefonu, pomimo tego, że znajdował się na dnie torby. Wychyliła się i po chwili trzymała w rękach swojego iPhone. Nie sądziła, że podając Tony’emu swój numer, ten tak szybko do niej napisze.

„Czekam przy samochodzie. Nie guzdraj się.”

– A ten, co tu robi? – mruknęła pod nosem, nawet mu nie odpisując.

Kiedy w końcu wykładowca ogłosił koniec zajęć, byle jak wrzuciła zeszyt i długopis do torby i już zbierała się do wyjścia, kiedy to uśmiechnęła się pod nosem znacząco. Stwierdziła bowiem, że przecież nie będzie biec na jego zawołanie.

Wolnym krokiem ruszyła do wyjścia.

– Dłużej nie mogłaś – zauważył, gdy w końcu pojawiła się w zasięgu wzroku. – Większość osób już wyszła.

– Liczę, że masz do mnie ważną sprawę – odparła, podchodząc bliżej.

Tony uśmiechnął się.

– Miałem cię poinformować, że nadszedł czas Zebrania – oznajmił.

– Dzisiaj? – jęknęła. – Mało spałam w nocy – dodała, ale przecież on już to wiedział. Na pewno domyślał się, że obie nie poszły spać od razu po tym, jak pozostali się zmyli.

– Będzie bal. Musisz włożyć sukienkę.

Spojrzała na niego z niesmakiem.

– Co? – zapytał.

– Nic – burknęła. Lubiła czasem włożyć sukienkę, ale zdecydowanie wolała sportowy strój. Legginsy, dresy, trampki… Czasami wysokie kozaki, w zimie, ale no…

– Sukienka obowiązkowa. – Poznał Blake na tyle, że już wiedział, o co chodziło. Sama nie wiedziała, czy cieszyć się z tego powodu, czy wręcz przeciwnie. – I to w sumie nie taka zwykła, ale ubierz, co tam masz, a w razie czego… Trochę się przerobi. – Uśmiechnął się, a potem wskazał na samochód. – Mamy mało czasu, jadę z tobą do domu.

– Ukryty stylista? – zapytała, odblokowując przyciskiem na kluczach drzwi samochodu.

– Bardzo ukryty – odparł, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. – A wręcz ukryty tak głęboko, że sam jeszcze go nie odkryłem – dodał, otwierając drzwi i siadając po stronie pasażera.

Blake pokręciła głową, a potem również wsiadła do pojazdu i odpaliła silnik.

– Jak mus to mus.

 

~*~

 

Nina czuła, jak na twarzy ciąży gruba warstwa podkładu. Nigdy nie malowała się wybitnie mocno, raczej stawiała na naturalność, ale dzisiaj chciała ukryć sińce pod oczami i swój opłakany stan.

– Proszę dużą 6-stkę, z podwójnym serem… Aha, i jeszcze sos czosnkowy do tego. – Złożył swoje zamówienie klient. – Ile będę czekać?

– Tak do 30 minut – odparła. – Czy coś do picia?

– A, tak. Poproszę litrową pepsi – powiedział, wskazując na butelkę. Nina sięgnęła po napój, a następnie położyła ją wraz ze szklanką na ladę przed mężczyzną.

– Oto paragon – oznajmiła, kładąc obok szklanki jeszcze świstek papieru, który wydrukowała. – Proszę zająć miejsce, gdy pizza będzie gotowa, przyniosę ją.

– Dziękuję – odparł klient, płacąc od razu, a potem zajmując miejsce przy oknie.

Nina w tym czasie zapisała zamówienie na kartkę i zaniosła je do kuchni. Następnie, gdy wróciła, zaczęła myć szklanki stojące w zlewie.

– A ile kosztuje chwila pani uwagi?

Podniosła spojrzenie nad ladę.

– Hej, Chris – odpowiedziała, uśmiechając się lekko. – Siadaj, mam chwilę, póki myję kufle. Co cię tu sprowadza?

– Ostatnio mnie unikałaś – zauważył, siadając na wysokim krześle. Chris był niskiego wzrostu i zawsze zabawnie wskakiwał na tego rodzaju meble. Gdy się usadowił, jego zielone oczy badawczo zmierzyły twarz Niny. Mimo że było widać, iż wyczytał z niej, że coś było nie w porządku, nie naciskał.

– Nie unikałam, po prostu byłam zajęta – odparła, patrząc na szklankę. – Opowiadaj jak tam praca?

Wygładził swoją dziesięciocentymetrową brodę, nie przestając się przyglądać dziewczynie. Kiedy to zrobił, jeden z jego licznych rzemyków noszonych na rękach nieco opadł.

– Nie najgorzej – odparł, odpowiadając na jej pytanie, po czym opowiedział o tym, jak minął mu weekend, jak przegrali w sobotnim meczu oraz o różnych innych przyziemnych sprawach.

Nina roznosiła pizzę, myła szklanki oraz słuchała o normalnym życiu, jakim wiedzie jej przyjaciel. Co więcej, jak to Chris miał w zwyczaju, opowiadał żarty, sprawiając w ten sposób, że jej humor poprawiał się, przynajmniej na chwilę.

Gdy już przestali się śmiać z ostatniego kawału, Chris oparł stopy na dolnych belkach przy nogach krzesła, podniósł się, po czym zeskoczył na ziemię.

– Dobra, zabrałem ci dwie godziny z życia. W sumie to sprawiłem, że były szczęśliwe… – powiedział zadziornym tonem, patrząc na Ninę znacząco. Dziewczyna uderzyła go lekko szmatką w ramię, uśmiechając się przy tym. – Dobra, dobra. Nic już nie mówię. – Mówiąc to, zrobił ruch, jakby chciał ją uszczypnąć, ale dziewczyna szybko odskoczyła. – Ej, no dobra, chodź tu słońce. Przytulam cię i znikam.

Poklepał Ninę przyjacielsko po plecach, gdy ta w końcu go przytuliła, a potem oddalił się do wyjścia swoim luzackim chodem.

– W końcu poszedł – usłyszała Nina, gdy wróciła do układania szklanek za ladę. Odwróciła się i podniosła wzrok na czarnowłosego. – Nie chciałem być niegrzeczny i wchodzić w waszą konwersację. – Darren uśmiechnął się lekko. – Swoją drogą, Nino, on cię podrywa.

Westchnęła.

– Darren, on zawsze taki był.

Chłopak rozejrzał się po lokalu.

– A więc to tutaj pracujesz i spędzasz dużo czasu? – zapytał, wracając do niej spojrzeniem. Nie poszedł za przykładem Chrisa i nie usiadł na krześle.

– Coś się stało? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. Nie znała go za dobrze, ale czuła, że bez powodu by się tutaj nie zjawił.

– I tak, i nie – odpowiedział, a potem zrobił minę, jakby się nad czymś zastanawiał.

Nina ponagliła go gestem rąk, aby kontynuował.

– Dzisiaj jest bal oraz Zebranie – oznajmił. – Powinnaś przyjść… A raczej nie masz wyboru. – Odwrócił się, ale zatrzymał się i zawrócił. – A i oczywiście, sukienka. Ktoś po ciebie przyjdzie.

Już chciał się odwrócić, ale zobaczył skrzywienie na twarzy Niny.

– Nie mogę, pracuję – odparła.

Machnął ręką.

– To nie będzie problem. Szef nie miał obiekcji, zastąpi cię ta druga kelnerka do końca zmiany.

Nina zamrugała oczami ze zdziwienia.

– Jak to zrobiłeś?

– Mam kilka asów w rękawie. – Wskazał głową na drzwi. – Wracaj do domu. Masz tylko godzinę na wyszykowanie się.

Wyszedł z lokalu, a Nina zajęło jeszcze kilka minut, zanim zrozumiała, co się tutaj stało.

 

~*~

 

– Gotowa? – zapytał Tony, wchodząc do pokoju Blake. Bardzo szybko znaleźli się w domu, a dziewczyna (jak nigdy!) wyszykowała się w ekspresowym tempie.

– W sumie tak – odparła, poprawiając sukienkę. Dobrze się złożyło, że chociaż miała umytą głowę. Oszczędziła dzięki temu trochę czasu. – To gdzie teraz?

– Po Ninę – poinformował, pstrykając placami i otwierając w ten sposób portal. – Chwyć mnie za rękę i wejdź w portal, myśląc o jej mieszkaniu.

Wskazała na jego dłoń i wystawiła język.

– To z ręką… To konieczne? – zapytała z udawanym niesmakiem.

– Tak, bo ja nie wiem, jak wygląda jej mieszkania, więc możemy wylądować w ścianie. Wiem tylko, gdzie mieszka Alyson…

– To możemy najpierw pójść po nią.

– Najpierw Nina – oznajmił. – Nie marudź.

Blake przewróciła oczami. Następnie chwyciła jego dłoń i pociągając go za sobą, zanurzyła się w magicznej tafli wody. Tylko „przypadkiem” wbiła mu paznokcie w skórę, zostawiając pamiątkę.

 

~*~

 

Nina marudziła pod nosem, przymierzając kolczyki, kiedy do jej uszu dobiegł odgłos, jakby ktoś w coś uderzył.

Wyszła pośpiesznie na przedpokój.

– No ładnie. – Chwyciła się pod boki. – Macie szczęście, że mojej mamy nie ma, mój brat siedzi u kolegi, a mój pies jest głuchy.

Blake burknęła coś pod nosem, najwyraźniej na temat tego psa.

– Zapomniałam, że masz taki wąski korytarz – powiedziała już głośniej, podnosząc się.

Tony bez zbędnego komentarza wygrzebał się ze stosu butów, które rozwalił.

– Gotowa? – zapytał, otrzepując się.

– Tak. – Skrzywiła się, patrząc na porozwalane buty. – Tylko najpierw muszę posprzątać to, co nabałaganiliście. Nie zamierzam potem przechodzić przez piekło, gdy moja matka to zobaczy. – Westchnęła ledwie zauważalnie.

– To nie będzie problemem – odparł Tony. Machnął ręką, mamrocząc coś pod nosem, a chwilę później korytarz wyglądał tak, jak powinien.

– Przydatne te czary – zauważyła Blake. – Chyba zacznę cię lubić.

Spojrzał na nią znacząco.

– Nie będę po tobie sprzątał – odparł szybko. – A przydałoby się. Twój pokój wygląda jakby przeszło przez nie tornado. Współczuję twojej gosposi.

Blake wzruszyła ramionami na znak, że nic jej to nie obchodzi.

Tony pstryknął palcami.

– To teraz po Alyson. – Kiwnął głową na portal obok siebie. – Wskakujcie.

 

~*~

 

– I ostatnie pociągnięcie… Gotowe! – powiedziała Alyson do kotów, gdy skończyła malować paznokcie.

Uwielbiała mieć je zadbane i długie.

Oraz czerwone.

Wtedy też na jej łóżku wylądowały trzy postacie. Koty uderzając pazurami o panele, uciekły w popłochu do innego pokoju.

– Na przyszłość może zapukacie do drzwi? – zapytała Alyson, okręcając się do nich na krześle przy biurku i machając dłońmi. Mimo że był to szybko schnący lakier, zaczęła dmuchać na paznokcie, mając nadzieje, że to w czymś pomoże.

– Dobrze pamiętałam, że tutaj masz łóżko – odparła zadowolona Blake, wyciągając się wygodnie, i kompletnie nie zważając na to, że pod nią leżał Tony.

– Łóżko to i tak lepsza opcja niż szafa – zauważyła Nina, wstając i patrząc przy tym znacząco na Blake.

Alyson machnęła ręką w geście, aby dały sobie spokój.

– Zbierajmy się – poradziła. – Moja mama może w każdej chwili wrócić z ćwiczeń.

Tony wygrzebał się jakoś spod Blake. Po jego minie było widać, że… Zrobił to bardzo niechętnie.

– Jeszcze jeden szczegół – powiedział, wodząc wzrokiem po dziewczynach, kiedy już stanęły przed nim na przedpokoju.

Pstryknął palcami, ale nie otworzył portalu. Stało się coś innego: ubrania dziewczyn zaczęły się zmieniać. To samo tyczyło się ich fryzur.

Wszystkie trzy spojrzały na duże lustro.

Alyson miała czerwoną, długą do ziemi suknię, mocno podkreślającą jej biust i talię, dzięki różnym wcięciom, upięciom i tym podobnym. Od pasa rozchodziła się szeroko z dodatkami złotej koronki na wierzchu. Grzywka, która miała w zwyczaju zasłaniać jej prawe oko, przylegała teraz delikatnie do czoła, a ta część, która zwykle opadała na powiekę i policzek, była przypięta z boku głowy. Z drugiej strony kawałek włosów także był zebrany do tyłu i przypięty, po to, aby tworzyć swego rodzaju symetrię. Reszta włosów była puszczona luźno, zakręcona w loki w połowie ich długości. Część z nich zebrana była na prawą stronę, a reszta opadały gładko na plecy. Tylko jeden niesforny lok został przy lewym uchu, dodając tym samym fryzurze uroku.

Z kolei sukienka Blake odznaczała się kolorem butelkowej zieleni. Podobnie, jak w przypadku Alyson, była długa aż do samej ziemi, lecz na tym podobieństwo się kończyło. Sukienka Blake miała na górze dekoltu w kształcie łódki. Jej ramiona były odsłonięte, ale na wysokości biustu, na jej przedramionach, tworzyły się opuszczone grube ramiączka z samych tylko złotych różyczek. Gorsetowa część, poza satyną, składała się też z cienkiej koronki, nałożonej jako górna warstwa. Po lewej stronie, na jej biodrze, znajdowała się większa róża, a od niej w dwóch kierunkach rozchodziły się coraz mniejsze kwiaty, tworząc kąt, w którym materiał sukni nie był już z satyny, a wyłącznie z kilku warstw koronki. Rude włosy Blake były wyprostowane, a z lewej strony zostały upięte drobnymi złotymi różyczkami.

Ciemnofioletowa sukienka Niny także sięgała ziemi. Od dekoltu w kształcie serca aż do zakończenia części gorsetowej pokryta była srebrnymi naszyciami tworzącymi zawiłe wzory z linii. Od bioder sukienka była rozkloszowana, sam materiał był pomarszczony i co pewien czas zachodził na siebie warstwami. Burza loków, którą Nina zwykle miała na głowie, została zastąpiona eleganckim kokiem. Grzywka lekko przylegała do czoła po jej lewej stronie, a reszta została doczepiona do góry. Po obu strona, tuż przed uchem, zostało tylko po jednym krótkim loku dla ozdoby.

Tony pstryknął palcami jeszcze raz.

Tym razem makijaż każdej z dziewczyn został upiększony przez dodanie w kącikach ich oczu cienia, odpowiadającego kolorem sukni, jaki dana z nich miała na sobie.

Na szyi Fox pojawił się złoty łańcuszek z gwiazdą. W jej uszach wpięte zostały kolczyki w kształcie małych lisów, a na rękach miała satynowe rękawiczki w kolorze butelkowej zieleni, sięgające do łokci. Na obu jej nadgarstkach brzęczały grube złote bransoletki.

Nina dotknęła srebrnego naszyjnika w kształcie półksiężyca ręką w ciemnofioletowej rękawiczce wychodzącej tylko trochę poza nadgarstek. W jej uszach pojawiły się kolczyki przypominające serca.

Gdy Alyson ruszyła głową, kolczyki w kształcie dużych cienkich kółek załaskotały jej szyję. Na szyi miała wisiorek z małym, złotym rysiem obnażającym kły. Na jej dłoniach pojawiły się czerwone rękawiczki, ale różniły się one od tych, które dostały przyjaciółki – jej zaczynały się od złotego pierścionka na środkowym palcu, a materiał zakrywał tylko wierzch dłoni, od spodu zaczynał się dopiero od nadgarstka. Ciągnęły się tak aż za łokcie.

Bez zmian pozostały jedynie ich szpilki, których i tak nie było widać pod długimi sukniami.

– Ktoś tu mówił, że nie jest stylistą – zauważyła Blake, krzywiąc się lekko. Specjalnie, rzecz jasna.

– Cóż, chyba jednak jestem. – Tony uśmiechnął się szeroko. – Nie mogłem się powstrzymać, aby tego wszystkiego bardziej nie podkolorować. W końcu musicie się ładnie zaprezentować. – Jego wzrok zatrzymał się na Alyson. Wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Wyciągnął rękę w kierunku Blake. – Mogę prosić?

Dziewczyna uśmiechnęła się chytrze i złożyła delikatny ukłon, po czym włożyła rękę pod lewe ramie czarodzieja. Odwróciła się do dziewczyn i mrugnęła do nich. Pozostała dwójka wymieniła się porozumiewawczymi spojrzeniami.

A następnie wszyscy zniknęli w portalu na Xyn.

 

~*~

 

Trójka dziewczyn podziwiała wielką budowlę, którą miała przed sobą. To był pierwszy widok, jaki ujrzały, po wylądowaniu na miejscu.

– Oto jesteśmy – powiedział Tony. – Mam zaszczyt przedstawić wam pałac należący do rodziny Forrester. – Wskazał na budek przed nimi.

Alyson miała wrażenie, że się przesłyszała, z kolei Nina i Blake jak na komendę spojrzały na nią.

– Moment – powiedziała Alyson. – Chcesz powiedzieć, że oni są…

Urwała.

„Nie. To nie może być prawda.”

Tony posłał w jej stronę smutne spojrzenie.

– Król, królowa, książęta, księżniczki – oznajmił. – Tak, właśnie taka hierarchia panuje tutaj, na Xyn.

Nagle, przez jedną okrutną chwilę, Alyson zapragnęła stąd uciec. Poczuła, że nie podoła… Że nie uda jej się tam wejść, spojrzeć na Aarona i…

– Ten pałac ma ze 100 pokoi – powiedziała Nina, chcąc powiedzieć cokolwiek, aby przerwać to, co czuło się w powietrzu.

– Chyba 107, o ile mnie pamięć nie myli – oznajmił Tony, przenosząc wzrok na Ninę. – Nie licząc łazienek, kuchni, holów…

Ten pałac naprawdę robił wrażenie. Ze wzgórza, z którego zapamiętała go Alyson, wydawał się mniejszy, lecz teraz, stojąc tuż przed nim, nie można było nie dostrzec jego ogromnych rozmiarów, licznych kolumn, wieży, pięter…

– Dobra, jest ogromny, to widzimy. Wchodzimy? – zapytała. Czuła bowiem, że jeżeli teraz nie wejdzie, to ucieknie. Co z tego, że sama nie umie się teleportować. Byleby uciec.

Tony spojrzał na nią.

– Najpierw odbędzie się ten cały bal, potem król i królowa będą chcieli z wami rozmawiać na osobności – wyjaśnił, zanim otworzył mosiężne drzwi.

Będąc w środku, ich oczom ukazał się jasno oświetlony przestrzenny hol z dużą liczbą kandelabrów. Przed nimi rozpościerały się potężne schody, zaokrąglone po bokach. Tony, który był już w jakiś sposób w garniturze z przyczepioną złotą różą, zaczął wspinać się po stopniach z Blake pod ręką. Alyson i Nina poszły ich śladem.

Przeszli długie korytarze, zakręcając kilka razy, aż w końcu znaleźli się w sali balowej, wchodząc przez pokaźnych rozmiarów drzwi. Zresztą, wszystko w tym pałacu takie było.

Schody prowadzące na dół różniły się tym, że nie można było po nich zejść na wprost, a trzeba było wybrać lewe lub prawe rozgałęzienie. Zdecydowali się na te drugie.

Schodząc, dziewczyny mogły podziwiać to, w jaki sposób sala została udekorowana. Stoły z przeróżnym jedzeniem rozlokowane były w poszczególnych miejscach, a cudowny zapach z kwiatów w wazonach powodował wręcz zawroty głowy. Muzyka klasyczna dobiegła ze wszystkim stron.

Największym zaskoczeniem okazali się ludzie. A może… Właśnie nie ludzie. Było widać wyraźnie, że są czymś więcej.

Tony przeprosił je na moment, a w chwili kiedy się oddalał, Alyson dopiero zauważyła specjalne miejsca gospodarzy na końcu sali.

Siedzieli niczym król i królowa…

Nie, chwila. Nie „niczym”, ale naprawdę. Na ich głowach były umieszczone korony, przez co nie dało się ich pomylić z nikim innym.

Władcy zajmowali miejsca pośrodku długiego stołu. Alyson od razu rzuciły się w oczy trzy puste krzesła: jedno po lewej stronie królowej i dwa po prawej króla. Trony, na których zasiadali władcy, były większe, ale te również wyróżniały się zdobieniami.

Królowa ubrana była w złotą, wytworną suknię – Alyson nie wdziała całości przez stół, ale nie miała co do tego wątpliwości. Władczyni była blondynką o niebieskich oczach, ale widać było, że to Darren odziedziczył po niej urodę, jak i zapewne temperament. Była poważna i wyglądała na nieugiętą. Alyson nie zapałała do niej sympatią.

Z kolei król wyglądał zupełnie inaczej. Czarne włosy, brązowe oczy, przyjazna twarz. Postawny mężczyzna w wytwornym garniturze, nic przesadnego. Biła od niego władza, majestat, ale także dobro, którego Alyson nie potrafiła dostrzec u królowej. Jego polubiła od razu, choć nawet z nim nie rozmawiała.

Wróciła spojrzeniem do przyjaciółek i aż zmarszczyła brwi, zatrzymując się na twarzy rudej.

– Blake, wszystko okej?

Rudowłosa spojrzała na nią. Westchnęła.

– Tak, tylko wyostrzył mi się słuch. I teraz docierają do mnie strzępki różnych rozmów. Mam wrażenie, że zaraz pęknie mi głowa! – Mówiąc to, jej wzrok padł na Ninę. – A ty wyglądasz, jakbyś miała zwymiotować.

Rzeczywiście, Nina miała niewyraźną minę.

– Ja mam wyostrzony węch – mruknęła niemrawo. – Wyobraź sobie zapach wszystkich możliwych perfum i jedzenia połączony razem…

– Ej, to ja też będę miała coś wyostrzone? – Alyson patrzyła to na jedną to na drugą. – Co zostało? – zaczęła wyliczać na palcach. – Słuch, węch, wzrok…

– Smak – dodała Blake.

– Dotyk – uzupełniła Nina.

– Szósty zmysł! – dodała wesoło Alyson.

Dziewczyny spojrzały na nią sceptycznie.

– Bez przesady – powiedziała Blake. – Na bank masz smak.

– Ale ja nie chcę smaku! – skrzywiła się Alyson. – Ja nawet nie lubię jeść!

– Może zaczniesz – dodała Nina.

– Super – burknęła Alyson, zakładając ręce na krzyż.

– Gdy jest się wojownikiem, a twoje znamię się aktywuje, przechodzisz jakby… Przemianę – usłyszały obok siebie Tony’ego, który pojawił się dosłownie znikąd. – Twoje ciało jest trochę odporniejsze na ból i inne takie. Masz wyczulony zmysł intuicji w czasie walki, dzięki czemu można sobie radzić nawet bez początkowego treningu. Po prostu masz to we krwi.

– I tu jest ten twój szósty zmysł – mruknęła Blake pod nosem. – Jednak każdy go ma dodatkowo.

Alyson pokazała jej język.

– To, co zdarzyło się wam, ten słuch i węch, nie jest częstym zjawiskiem – zauważył czarodziej, a po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech. – No, ale dość już o tym. – Pochylił się ku Blake. – Zechce pani podarować mi ten taniec?

– Ale tylko ten jeden raz – uprzedziła Blake, kierując się z nim na parkiet. Mogła zgrywać niedostępną, ale w jej oczach było widać, jak bardzo jej się to podobało.

– Cóż, fioletowa, to zostałyśmy same. – Alyson westchnęła.

Nina wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, ale wzięła głębszy oddech, a jej źrenice się rozszerzyły.

– Pięknie wyglądasz, Nino – usłyszały za sobą.

Odwróciły się równocześnie. Choć nie, nie równocześnie. Nina była szybsza.

– Borys? Co ty tutaj robisz?

– To bal dla wszystkich – odparł blondyn. – Może nie wiesz, ale na Xyn mieszkają różne istoty, nie tylko wojownicy. I od czasu do czasu urządzane są takie bale jak ten, aby pokazać, że wszyscy żyjemy w zgodzie. – Mówiąc to, jego niebieskie oczy ani na chwilę nie przestały analizować dziewczyny, tak jakby chciały zapamiętać każdy szczegół w jej stroju. On sam ubrany był w białą koszulę, jasnoniebieski żakiet i spodnie, oraz ciemnoniebieski krawat. Nie było widać po nim żadnej z cech, jakimi powinien wyróżniać się wilkołak. Jedynie jego rysy twarzy mogły wskazywać na takie predyspozycje, ale nie posiadał nawet zarostu. – Zawsze chciałem z tobą zatańczyć. – Uśmiechnął się. – Uczynisz mi ten zaszczyt?

Ukłonił się w kierunku Niny, którą Alyson dyskretnie popchnęła w kierunku jasnowłosego, tak na wszelki wypadek, jakby nogi przyjaciółki odmówiły posłuszeństwa. Dziewczyna niepewnie chwyciła dłoń Borysa i oddaliła się z nim w kierunku środka sali i tańczących.

Alyson przez chwilę przypatrywała się im ze znaczącym uśmiechem pod nosem. Potem jednak jej uśmiech zniknął, a zastąpił go smutek.

– To zostałam sama.

– Czyżbyś mówiła, że pragniesz zatańczyć? – Wyprostowała się na dźwięk tego głosu, a jej serce zaczęło mocniej bić. I sama nie wiedziała, czy to dlatego, że ten głos należał do niego, czy dlatego, że zaczęła się jego obawiać, odkąd poznała jego sekret. – Ooo, nie sądziłem, że aż takie robię na tobie wrażenie. – Nie musiała się odwracać, by wiedzieć, że postać za nią się uśmiecha. Gdy jednak to zrobiła, ujrzała przed sobą Harry’ego.

– Skąd…?

– Jako wampir, mam doskonały słuch – odparł, szczerząc się po swojemu. – I dzięki temu wiem, że jak tylko mnie usłyszałaś, twoje serce zaczęło płatać ci figla. – Wskazał placem na miejsce, gdzie znajduje się narząd pompujący krew.

Odchrząknęła, aby nadać swojemu głosu pewności.

– Chciałam zapytać, skąd się tutaj wziąłeś – wyjaśniła.

– To raczej już wiesz – odparł, a potem omiótł spojrzeniem jej strój. – Włożyłaś sukienkę. Zawsze lubiłem cię w sukienkach. – Znowu spojrzał jej w oczy.

Cieszyła się, że makijaż zakryje jej rumieńce. Zwykle się nie rumieniła, ale teraz tak jakoś…

– Wyglądasz jak na studniówce – zauważyła, mierząc jego strój. – Masz ten sam garnitur i krawat w czarno-czerwone pochyłe paski.

– Musiałem pasować do ciebie. Widzę, że dobór kolorów się u ciebie nie zmienił, więc chyba mam szczęście. – Ukłonił się lekko. – Zatańczymy?

– Ty chcesz tańczyć? – zdziwiła się. – Nie cierpisz tego. Ostatnim razem musiałam cię błagać, byś wyszedł na parkiet.

– To lepiej cieszmy się z tego, że to się zmieniło, nie? Chyba że dalej wolisz stać tutaj całkiem sama?

Alyson skrzywiła się lekko, ale zaraz ujęła jego dłoń. Wtedy on gwałtownie przyciągnął ją do siebie, po czym pochylił się w kierunku jej odsłoniętej z lewej strony szyi. Dziewczyna wytrzeszczyła oczy, a jej serce przyśpieszyło jeszcze bardziej niż chwilę wcześniej, podczas gdy Harry wciągnął powietrze tuż nad jej zgięciem w szyi.

– Piękne perfumy. – Wyprostował się. Z jego spojrzenia wywnioskowała, że usłyszał jej serce, co było powodem dodatkowej satysfakcji na jego twarzy. Pewnie właśnie to chciał osiągnąć. – Chodźmy – dodał i pociągnął ją w stronę tłumu.

 

~*~

 

Gdy ich taniec zaczął się rozkręcać, Alyson postanowiła się odezwać.

– Więc jesteś tutaj, by pokazać, że jesteś przyjacielem wojowników? – Była świadoma tego, że skoro ona sama usłyszała w swoim głosie nadzieje, to on tym bardziej.

– Tak, ale głównie chodziło mi o ciebie – odparł, uśmiechając się zalotnie, co chyba weszło mu w krew… Znaczy, w zwyczaj. Ciągle flirtował.

Cofnął się o krok, po czym stanowczo okręcił Alyson wkoło jej własnej osi, aby po chwili znowu przyciągnąć ją do siebie i położyć rękę na jej talii.

– Aaa… Czy twój Mistrz też tutaj jest? – Tym razem dało się usłyszeć gorycz, nie umiała tego pohamować.

– Nie mógł przyjść, miał coś do załatwienia – odpowiedział szybko. Za szybko. Alyson czuła instynktownie, że kłamie. Nie potrafiła tylko zrozumieć, dlaczego.

Zmarszczyła brwi, a Harry, widząc, że mu nie wierzy, postarał się ją zdekoncentrować, przenosząc wzrok z jej oczu na szyję.

Co jak widać, zawsze skutkowało, bo jej serce znowu zaczęło szybciej pompować krew.

Powrócił spojrzeniem do jej tęczówek.

– A czemu pytasz?

– Nie zahipnotyzujesz mnie, jeżeli teraz próbujesz to osiągnąć – odpowiedziała, widząc, że wpatruje się w jej oczy jakoś nad wyraz intensywnie.

– To muszę mieć powód, żeby patrzeć w twoje piękne, zielone oczy?

Alyson tylko nimi przewróciła. Zbiegło się to z ponownym okręceniem dziewczyny na parkiecie. Nie skończyło się to jednak przyciągnięciem jej z powrotem. Co prawda, złapał ją mocno, ale pochylił do ziemi tak, że jej loki praktycznie dotykały podłogi. Alyson chcąc zapewnić sobie mocniejszą pozycję, zarzuciła ręce za szyję Harry’ego, mocno go obejmując i w ten sposób przyciągając bliżej.

Wampir zatrzymał swoją twarz tuż nad jej, a ich usta dzieliła zaledwie niewielka odległość.

Kiedy Alyson nie myślała o niczym innym, jak tylko o tej krótkiej chwili, ktoś obok nich mocno odchrząknął. Harry zgrabnym ruchem wyprostował się wraz z nią.

– Odbijany – powiedział Aaron z dość wymuszonym uśmiechem, patrząc na wampira.

Harry lekko zacisnął szczękę, co było jedyną oznaką jego gniewu. Spojrzał na Alyson, która ukłoniła mu się.

Następnie chwyciła za wystawioną dłoń ciemnowłosego i wraz z nim oddaliła się od Harry’ego.

– Mówił ci już ktoś, że wyglądasz jak księżniczka? – zapytał, gdy chwilę później zaczęli tańczyć.

W jakiś sposób odczuła to jako policzek.

– Cóż, w takim razie szkoda, że nią nie jestem – odparła, patrząc mu w oczy. Zauważyła w nich coś, czego jednak nie potrafiła rozszyfrować.

Zerknęła na jego strój.

Miał na sobie białą koszulę z czarnymi guzikami, czarny krawat nie do końca przysunięty do szyi, ciemną kamizelkę oraz czarno-białe trampki.

– Ty z kolei mało wyglądasz na króla – podsumowała.

– Księcia. – Uśmiechnął się tak jakoś smutno. – Czyli już wszystko wiesz.

Pokręciła głową.

– Wystarczająco. Zrozumiałam, że wtedy uciekłeś, bo po prostu nie jestem z twojej ligi.

Czuła, że ramiona chłopaka się napinają. Była pewna, że gdyby nie otaczające ich pary, zatrzymałby się. Musiał jednak wpasować się w rytm, co zajęło mu chwilę.

– To nie o to chodzi – odparł w końcu.

– Tak? A więc o co? – Chciała, aby zabrzmiało to wrednie, niemiło i oschle, ale w momencie, gdy spojrzał w jej oczy, wiedziała, że nie udało jej się go oszukać. Jedyne, co można było z nich wyczytać, to był smutek. A smutek to już uczucie.

Aaron spochmurniał. Widząc taką reakcję, zrozumiała, że to, co czuła przy nim, on najwyraźniej musiał odczuwać to samo przy niej. Coś ich do siebie przyciągało, ale też i coś im przeszkadzało. I to było zdecydowanie bardziej zorganizowane.

– Moi rodzice zakładają z góry małżeństwa – oznajmił. – Mam przydzieloną już księżniczkę. Nic nie mogę na to zaradzić.

W jednej chwili poczuła, jakby ktoś wylał na nią wiadro lodowatej wody.

„Byłam głupia, że chociażby przeszło mi przez myśl, że taki chłopak jak on nie ma jeszcze dziewczyny.”

Znowu poczuła to uczucie, że chciałaby uciec i że nie ma ochoty tutaj być. Temu wszystkiemu towarzyszył zawód w jej sercu.

„Narzeczona. To oznacza, że ślub już blisko.”

Uścisk Aarona był zbyt silny, aby mogła się wyrwać, zwłaszcza że nawet nie miała żadnych zdolności, by się mu przeciwstawić. Postanowiła więc zachować dobrą minę do złej gry. Nie musiał wiedzieć, jak bardzo było jej przykro w tym momencie.

– Darren też kogoś ma? – zapytała, patrząc na tłum.

– Tak, ma. – Z tonu, jakim to powiedział, wywnioskowała, że Darren się z tym pogodził. Nic w tym sumie zaskakującego, to w końcu Darren. Od razu było widać, że postępuje zgodnie z zasadami.

Alyson już tego nie skomentowała.

Tańcząc, nie patrzyła na Aarona. Obserwowała to, co działo się dookoła. Widziała, jak Nina zatraca się w tańcu z Borysem, i jak Blake, stojąc przy stołach, rozmawia z Tonym, trzymając w ręku kubek z jakimś napojem. Cóż, widocznie faktycznie podarowała mu tylko jeden taniec.

Aaron powędrował za jej spojrzeniem, lekko odwracając głowę.

– Chyba dobrze się dogadują – zauważył.

Tak, to chyba faktycznie była rzadkość w wydaniu Blake. A wszystko przez to, że kiedyś spotkała i zaufała nieodpowiedniej osobie. Od tamtej pory postanowiła, że już nikt jej nie zrani. I tak oto kolejny rok trwała w tym postanowieniu, nie dopuszczając do siebie nikogo. Chyba że na chwilę. Alyson przeszło przez myśl, czy z Tonym będzie podobnie.

– Aaron, tutaj jesteś! – Przez tłum tańczących przebijała się dziewczyna średniego wzrostu. – Rodzice ciebie szukają, idź do nich – ponagliła go, gdy dotarła do tańczącej pary.

Aaron spojrzał na Alyson, zatrzymując się.

– Alyson, to moja siostra, Judy – powiedział, wskazując na blondynkę. – Judy, to Alyson Lynx – dodał, patrząc na siostrę. – A teraz przepraszam was na moment. – Szybko się oddalił i zniknął w tłumie.

– Miło mi ciebie w końcu poznać – powiedziała Judy, uśmiechając się sympatycznie, po czym skinęła głową, aby ruszyły w kierunku stołów z jedzeniem.

Alyson idąc obok niej, przyglądnęła się jej. Praktycznie od razu zorientowała się, że to ta jasnowłosa nieznajoma z jej dzisiejszego snu, co nieco zbiło ją z pantałyku.

Judy miała ciemne brązowe oczy, takie same jak Darren. Wyglądała także na wysportowaną, ale to było do przewidzenia. Miała na sobie chabrową suknię do ziemi, ale w porównaniu z jej strojem, była znacznie prostsza w kroju. Na piersiach materiał był prasowany, układając się w ten sposób w pionowe paski. Talię podkreślała bardzo szeroka wstążka sięgająca od biustu aż do bioder, dodatkowo wyścielana srebrną nitką i kamyczkami. Od zakończenia wstążki suknia rozchodziła się gładko i prosto aż do ziemi.

Na jej prawym ręku błyszczała gruba srebrna bransoletka, a jej uszy zdobiły, równie srebrne, kolczyki w kształcie koniczynki.

„Jaka moc może być związana z koniczynką?”

Judy widzą jej spojrzenie, zaśmiała się lekko. Następnie odsunęła na bok włosy, aby pokazać jej swoje znamię. Był to krótki sztylet z kilkoma koniczynkami przy rękojeści. Koniczynki były wypełnione jasnozieloną akwarelową farbką, która artystycznie plamiła jeszcze kilka miejsc dookoła.

– Mam niewiarygodne szczęście w bitwach – wyjaśniła. – I dobrze rzucam sztyletami do celów.

No tak, koniczynka – szczęście.

Alyson poczuła, że już lubi tę dziewczynę.

– Ciebie też miło poznać – odparła, uśmiechając się.

Chwilę później Alyson postanowiła nalać sobie tego czegoś, co wszyscy tutaj pili. Gdy sięgnęła w tym kierunku, Judy położyła jej dłoń na ręku.

– Nie radzę – uśmiechnęła się przepraszająco. – Skoro nie zaktualizował się jeszcze twój gen, ten napój może wpłynąć na ciebie trochę… Inaczej.

Alyson westchnęła, opuszczając dłoń. Nawet nie chciała wiedzieć, co mogło to spowodować.

– Dzięki – odparła niemrawo. Po chwili stwierdziła, że skoro lepiej będzie, jak nic nie będzie próbować, może wykorzystać ten czas na… Zdobycie wiedzy. – To może powiesz mi, przed czym się tak w ogóle bronimy? Mam na myśli to, że po coś przecież wojownicy istnieją.

Judy pokiwała głową.

– Tak, to prawda. Gotowa na lekcję historii? – uśmiechnęła się. – Nie jestem w tym taka dobra jak Darren, to istny mól książkowy, ale postaram się to jakoś wyjaśnić. – Oparła się lekko o stół, będąc teraz bokiem do Alyson. – Tak dokładnie to…

– To z kim walczycie? – wtrąciła się.

– W obecnej chwili? Mamy pokój.

Alyson zamrugała.

– To po co się szkolicie? Po co istniejecie?

Judy posłała w jej stronę łagodny uśmiech.

– Zawsze istnieje jakiś wróg. Zawsze ktoś komuś zagraża. – Wskazała na Alyson, a potem na siebie. – My, wojownicy, jesteśmy po to, aby wszelkiego rodzaju zagrożenia eliminować. – Uniosła rękę, chcąc coś jeszcze dodać. – Wiem, co sobie myślisz: „i w międzyczasie żyć sobie jak królowie”, mam rację?

Alyson nie chciała się do tego przyznać, ale faktycznie pomyślała o nich w ten sposób, przez co teraz było jej niezmiernie głupio. Nie znała ich na tyle, żeby tak o nich myśleć.

– U nas także istnieje coś takiego jak praca – ciągnęła Judy, kiedy Alyson milczała. – Tylko inna niż u was na Ziemi. Kiedyś, na samym początku tego wszystkiego, wojownicy walczyli z wampirami oraz wilkołakami, a nawet czarodziejami. Teraz mamy rozejm. – Powędrowała spojrzeniem po sali, a potem wróciła do Alyson. – Ale zdarzają się pojedyncze osobniki, przeważnie bardzo stare, którym się to nie podoba…

– A jak to jest z magami?

– Magicy zawsze byli przy nas, wojownikach. Bez nich mogłoby być naprawdę kiepsko. Wiadomo, są wyjątki, ale jakoś do tej pory odbyło się bez większych problemów.

– Więc… – Alyson próbowała jakoś poukładać to sobie w głowie. – Skoro czarodzieje są w sumie dobrzy, to zostają nam wilkołaki i wampiry. One chyba nie mają za wiele mocy, aby jakoś nam zagrażać? Poza, zapewne, liczebnością.

– To jest tak, że jeżeli wampir, a nawet wilkołak, pożywi się krwią czarnego maga, bo i tacy niestety istnieją, zyskują dodatkowe moce. Chcąc zniszczyć inne wymiary, jak nasz Xyn, czy twoją Ziemię, potrafią wzywać potwory…

– Potwory?

– Demony – wyjaśniła Judy, wyprostowując się i odwracając się przodem do Alyson. – Czy moi bracia naprawdę nic wam nie mówili? – Pokręciła głową z niedowierzania. – Demony stanowią obecnie nasz największy problem. Dzielimy je na trzy kategorie: takie, przy których masz przechlapane, takie co spoko, dasz radę załatwić, i takie, które są praktycznie nieszkodliwe, ale też je załatwiasz, bo po co ma się takie coś pałętać wśród bezbronnych ludzi.

Alyson czuła, jak po jej plecach przebiegł dreszcz.

– Nie sądziłam, że demony istnieją – wyznała.

– Oj, Alyson, wiele rzeczy tutaj jest prawdziwe, a o których nawet istnienia byś nie podejrzewała. Krążą nawet legendy, że w lasach za granicami państw, dokładniej w górach, mieszkają gryfy, a w jeziorach kelpie, te wielkie włochate konie morskie. – Widząc zdezorientowanie na twarzy nowej znajomej, dodała szybko: – Spokojnie, jeśli istnieją, to się nie wychylają, bo jeszcze nie miałam okazji ich spotkać. Tak samo jeszcze nie udało mi się zweryfikować, czy syreny istnieją, czy tylko bracia się ze mnie nabijali…

– W jakiś sposób je rozróżniacie? Znaczy się, demony – doprecyzowała po chwili Alyson. Jakoś to właśnie one najbardziej ją przerażały w tej chwili.

Judy skrzywiła się. Dziwnie to wyglądało, ale nawet z taką miną była ładna, delikatna.

– Z tym czasami jest problem. Głównie chodzi o maź, z jakiej są zrobieni. Możesz to nazywać krwią, jeśli tak wolisz, ale to cholerstwo jest gęstsze. Jeżeli ma kolor czarny, to bardzo źle. Żółta jest trująca, ale jakoś to ujdzie, z kolei fioletowa jest właściwie nieszkodliwa, może tylko otumaniać.

– To może zrobić wojownikowi krzywdę? Maź?

– Jad. Chodzi o jad. I jeżeli w przypadku tych z najgorszych, szybko się nie wyleczysz, to… No kiepsko, bardzo kiepsko.

– Jak leczycie rany? – dopytywała się Alyson.

– To proste. – Na twarzy blondynki znowu zawitał uśmiech. – Mamy eliksiry. Tworzą je magowie, nasi sojusznicy. Nosimy je ze sobą w specjalnych, nietłukących się butelkach, ale leczenie to nie wszystko. Bo widzisz, w ten sposób można osiągnąć coś jeszcze, a mianowicie dar innego wojownika. – Pokazała na siebie. – Ja poza szczęściem, posiadam może nie tyle gracje, ile sprężystość, dzięki której mogę unikać ciosów. Za sprawą eliksiru mogę otrzymać inną zdolność. Nie na długo, ale jednak. – Spojrzała na Alyson z ostrzeżeniem w oczach. – Lepiej tego nie nadużywać. Ciało wojownika jest silne, ale nie aż tak.

Alyson pokiwała głową, zastanawiając się teraz nad czymś innym.

– Mówiłaś coś o wymiarach… – przypomniała sobie. – Czym właściwie jest Xyn?

Judy otworzyła usta, aby odpowiedzieć na to pytanie, ale wtedy wtrącił się ktoś inny.

– No nie wierzę. – Darren wyglądał, jakby miał dobry humor. – Judy zdająca relacje?

Siostra uśmiechnęła się przyjaźnie do brata.

– Skoro sam nie kwapiłeś się, aby im to wyjaśnić, to ja muszę odwalać za ciebie całą brudną robotę. – Mrugnęła do niego.

Darren ubrany był w bardzo elegancki czarny garnitur, a całą swoją postawą aż świecił przykładem. Nawet włosy miał idealnie ułożone, nie to, co Aaron. Od razu widać, że jest skrupulatniejszy od brata oraz bardziej poukładany. Jego gęsta broda i wąsy także były w świetnym stanie.

Idealny kandydat na przyszłego króla.

– Wydawało mi się, że nie mają ochoty o tym słuchać – odparł, przenosząc wzrok na Alyson. Widząc jednak jej minę, odchrząknął. – Czym jest Xyn? To bardzo złożone…

– Śmiało, mów – odparła. – Raczej to ogarnę.

Judy uśmiechnęła się pod nosem.

– Dobrze więc – odparł Darren. – Xyn to zarówno nazwa wymiaru, w którym żyjemy, jak i stolicy, w której obecnie się znajdujemy. A wkoło otaczają nas jeszcze cztery inne państwa.

– W każdym z tych czterech państw żyją przedstawiciele innej rasy – wtrąciła się Judy. – A ci, którzy są wśród nich najważniejsi, mają tam swój pałac, zamek, rezydencje, norę, cokolwiek, i rządzą swoimi poddanymi, ale są mniej ważni niż moi rodzice, którzy zarządzają w stolicy.

– Moment. – Alyson zastanowiła się. – Więc Xyn to wymiar, składający się wyłącznie z 5 państw? I o takiej samej nazwie jak wymiar, jest stolica, która położona jest w centrum, i mieszkają w niej król i królowa rządzący resztą tego świata.?

– Tak, dokładnie – potwierdziła jasnowłosa.

Alyson uniosła jedną brew do góry.

– Małe to jak na wymiar…

– Tereny tych państw są bardzo rozległe – odparł krótko Darren. – Może lepiej rozjaśni ci się głowie, gdy będziemy mówić dalej.

Alyson kiwnęła głową na znak, że się zgadza, więc kontynuował.

– Na północ leży państwo zwane Changra. Zamieszkują je wilkołaki, a ich przedstawicielami jest ród Shaggy.

– Na zachód od nas mieści się państwo Apris, tam mieszkają czarodzieje – wyjaśniła Judy. – Przy władzy jest rodzina Charm.

Darren skinął głową na znak, że potwierdza to, co powiedziała jego siostra.

– Z kolei na wschodzie jest państwo Katon, żyją tam wojownicy. Najważniejsza jest rodzina Shield.

– Zostało jeszcze państwo na południu – odparła Alyson. Domyślała się już, kto tam jest.

– To jest Race – wyjaśnił Darren. – Wampiry. Tam rządzi klan Pride, ale dużym poparciem cieszą się również wojownicy z rodziny Viper.

Alyson zakrztusiła się, mimo że nic nie piła w danym momencie. Gdy już się opanowała, zaczęła się śmiać.

– Viper? – zapytała rozbawiona. – To dopiero nazwisko. Współczuje temu, kto…

Urwała, bo obok miejsca, w którym stali, przeszła osoba o srebrnym włosach.

– A któż to był? – zapytała, szokowana. Postać była młoda, mogła mieć niewiele ponad 20 lat. A tu już siwe włosy…

– A, to było medium – odparła Judy. – Potomek czarodzieja i człowieka.

Alyson poczuła, że głowa jej zaraz eksploduje od tych zawiłych informacji.

– To… Oni mogą się łączyć?

Judy zaśmiała się.

– Oczywiście. Odkąd jest rozejm, nie jest już zabronione, aby łączyć się z innymi gatunkami. Wychodzą wtedy co prawda takie cudaki, ale no cóż… Miłość nie wybiera.

Alyson potrząsnęła głową.

– To coś… Ten ktoś był potomkiem czarodzieja, tak? Czyli potrafi czarować?

– Osoba, która ma za rodziców maga i człowieka, odznacza się tym, że ma srebrne włosy i posiada lepszy szósty zmysł, przez co nazywana jest medium. Jako takich zdolności magicznych jednakże nie posiadają.

– Ale czekaj, to… To ludzie też tutaj żyją?

– Czasami – odparła Judy. – Ale trzeba ich porządnie pilnować. Wiesz… – Ściszyła głos. – Czasami taki człowiek zabłądzi, trafi do Race… I ślad po nim ginie.

Widząc minę Alyson, nie mogła powstrzymać śmiechu.

– Alyson, ja tylko żartuję – wyjaśniła.

Raczej nie wyglądała na przekonaną, ale Judy już więcej nic nie dodała w tej kwestii.

– A wampiry też się rozmnażają?

Darren podrapał się po brodzie.

– To trochę skomplikowane – zauważył. – Wampiry się jakoś tam rozróżniają, na takie co są z przemiany i na takie, które są naturalnie. Kiedyś były tylko te drugie, ale potem odkryto, że jak da się komuś swoją krew przed jego zabiciem, też staje się wampirem, a że akurat mieli jakiś straty, trochę przybyło tych z przemian.

– Ale jak mogą się rozmnażać, skoro… Nie żyją? – Alyson była naprawdę tym zaintrygowana. – Może ciąża trwa krócej? A dziecko jak rośnie? Przecież oni są nieśmiertelni!

Judy zaśmiała się.

– Alyson, to magia. Zachodzą w ciążę, dziecko rozwija się do pewnego momentu, a potem przestaje i na zawsze zostaje takie.

– A mnie się wydawało, że dziecko przestaje rosnąć dopiero wtedy, gdy pierwszy raz się je zabije – zauważył Darren.

Judy machnęła ręką.

– Możliwe. Mówiłam, ty jesteś w tym lepszy ode mnie.

– Aaa… A co wyjdzie z wampira i wilkołaka? – zapytała Alyson, wracając do tego, że z czarodzieja i człowieka powstaje medium.

Judy się zamyśliła.

– Oni się nie cierpią – odparła. – Nic nie wyjdzie. Nigdy nie słyszałam o takim połączeniu.

– I tak to byłby tylko wampir – stwierdził Dean. – Wampir i wojownik? To wampir bardziej wysportowany, ale wampir i wilkołak? To niewychowany wampir.

– One mają na siebie uczulenie – stwierdziła Judy. – Nie wyszłoby im, nawet jakby chcieli, ale ciekawe jest to, co wychodzi z czarodzieja i wampira.

Alyson od razu nastawiła uszów.

– Coś więcej poza srebrnymi włosami?

– W przypadku czarodzieja jego magiczna natura się nie zmienia, wygląd ani nic, ale różni się jedną rzeczą. Staje się nieśmiertelny. – Wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu. – Fajnie, co nie? Nigdy się nie zestarzeć… A do tego nie trzeba umierać tak jak w przypadku wampira…

– Ktoś tu się rozmarzył – zauważyła Alyson, uśmiechając się lekko.

Judy wzruszyła ramionami, ale dalej miała to spojrzenie.

– Jeszcze jedno – przypomniała sobie. – Działa to tylko przez jedno pokolenie.

– Jak to? – Alyson zdziwiła się. – Jedno?

– Tylko potomek czarodzieja i czegoś może odziedziczyć po nim jakieś jego cechy, ale potomek potomka takiego, jeżeli jest z czymś innym, dziedziczy inne cechy – wyjaśniał Darren. – Przykładowo: medium i człowiek, wyjdzie człowiek. Potomek wampira i czarodzieja, który łączy się z czarodziejem, będzie tylko czarodziejem, bez swojej nieśmiertelności. Dzięki temu nie może powstać coś, co okazałoby się niezniszczalne z połączenia wszystkich możliwych genów.

Alyson nagle już miała dość tych wszystkich połączeń międzygatunkowych, więc przestała pytać o resztę możliwości.

– W Xyn, w stolicy, żyją tylko wojownicy? – zapytała, chcąc zmienić już temat.

– Nie, nie. Tu żyją wszyscy – oznajmił Darren. – Każdy, kto tylko chce. Kiedyś było tak, że tylko wojownicy mogli tutaj mieszkać, ale odkąd jest rozejm, zamieszkiwanie Xyn przez innych stało się czymś oczywistym.

– Dodatkowo, u nas niebo wygląda jak tęcza – zauważyła Judy. – Świadczy to o połączeniu wszystkich. W innych państwach dominuje jeden kolor w dzień. Noc jest po prostu ciemniejsza niż niebo za dnia, ale o tym samym kolorze, choć… Wilkołaki mają chyba trzy księżyce. A z kolei u wampirów dzień i noc są prawie identyczne.

– Dlaczego? Chodzi mi o wampiry.

– Wampiry, które są tak zwane czystej krwi, czyli z urodzenia, nie potrzebują eliksirów, aby być odpornym na światło. Te z przemiany już tak, a gdy już go zażyją, są wręcz identyczne z tymi „naturalnymi”. Ich moce w dzień nie są tak silne, jak w nocy czy w pochmurny dzień, dlatego niebo w ich części wymiaru jest ciemne przez cały czas. Ogólnie Xyn powoduje, że nie są w ogóle osłabione, nawet jeżeli przebywają w stolicy i to w dzień, ale zdecydowanie lepiej czują się u siebie.

– Mhm. A tak w ogóle, to widzę, że niezły był ten rozejm – odparła Alyson, powracając do wcześniejszego tematu. – Jeszcze tylko jedno… Co jest poza granicami tych czterech państw? – przypomniała sobie słowa Judy o gryfach.

– Cmentarz. Lasy. A potem wody – odparł Darren. – Tak naprawdę one są zamieszkiwane przez jeszcze inne istoty, niektóre mieszkające na powierzchni, inne w podziemiach, ale nawet nam nie są wszystkie znane.

Alyson pokiwała głową, która nagle stała się bardzo ciężka.

– Wiecie, chyba już mam dość historii na rok – odparła ze śmiechem, kładąc prawą rękę na głowie.

Darren i Judy uśmiechnęli się wręcz identycznie.

– Jeszcze to, co powinnaś dodatkowo wiedzieć, skoro już o tym rozmawiamy, to jest to, iż w okolicy tego pałacu, są jeszcze dwa mniejsze – dodał Darren. – Oni są jakby prawą ręką króla i królowej. Jeden z nich należy do rodziny Raven, a drugi do Hawk. Wojownicy.

– Trochę pierzaści – stwierdziła Alyson.

– Darren jest zaręczony z domem tych pierwszych – uzupełniła Judy. – To w końcu książęta i księżniczki.

Alyson zmarszczyła brwi.

– A z tym drugim związany jest…?

– Oh, nikt – odparła szybko. – Stary Hawk nie ma potomków, a jego żona zmarła jakiś czas temu. Już od dawna chodzą plotki, kto zajmie jego miejsce przy królu.

– W takim razie skoro Hawk odpada, a z Raven pobierze się Darren… – wskazała na czarnowłosego. – To z kim ty jesteś zaręczona? – zapytała po chwili wahania.

– Z nikim – odparła jasnowłosa. – Jako najmłodsza z trójki rodzeństwa nie muszę być do nikogo przydzielana. Sama mogę sobie kogoś wybrać. – Wzruszyła ramionami. – Ale jeszcze nikt ciekawy się nie napatoczył.

– Aaa – odparła Alyson, zamyślając się.

„To z kim w takim razie zaręczony jest Aaron?”

Odepchnęła od siebie te myśli.

– Dlaczego tatuaże aktualizują się akurat na szyi? – zapytała, zdając sobie sprawę z tego, że to dość nurtująca przypadłość. – Dlaczego nie na plecach? Nadgarstku? Ramieniu?

– Wojownicy są próżni – odparła Judy. – Lubią odnosić się ze swoim statusem.

– Nic dziwnego, że wybuchło powstanie – mruknęła Alyson. Wtedy jej wzrok przykuło coś innego. Pokazała na sygnet na dłoni Darrena. – To dzięki temu otwieracie portale, prawda?

Darren podniósł rękę i dotknął swojego pierścienia.

– Tak – odparł. – Należy stuknąć w niego trzy razy. Każda ma swój, indywidualny, z innym znakiem.

Alyson spojrzała na Judy.

– A ty czemu jeszcze nie masz? – zapytała, widząc jego brak.

– Dopiero w 20-ste urodziny możemy go dostać – odpowiedziała. – Albo, jeśli wcześniej się na niego zasłuży.

Alyson uświadomiła sobie, że jeszcze czegoś o nich nie wie.

– To ile wy macie w ogóle lat?

– Ja mam 19 – odparła Judy.

– A ja jestem najstarszy z naszej trójki, mam 23 – uzupełnił Darren. – Aaron ma 21.

Alyson uchwyciła wzorkiem Blake, która dalej rozmawiała w najlepsze z czarodziejem.

– Tony tez wygląda na młodego.

– On ma 22 lata – odpowiedział ktoś z boku. Alyson szybko spojrzała w tamto miejscu, ale i tak wiedziała, kto to powiedział. – Mam nadzieje, że za bardzo jej nie zanudziliście. To jest bal – dodał z uśmiechem.

– Sama chciała wiedzieć, braciszku – odparła Judy, uśmiechając się do Aarona.

Chłopak pokręcił lekko głową, ale bardziej z rozbawieniem, niż z jakiegoś innego powodu. Spojrzał na Alyson, jakby chciał coś powiedzieć, ale wtedy wtrąciła się inna osoba.

– Aaron! – słodki głosik sprawił, że Alyson aż się skrzywiła, jeszcze zanim ujrzała jego właścicielkę. – Tutaj jesteś! – Wysoka i szczupła blondynka z diademem na głowie i złotymi dodatkami w wytwornej malinowej sukni, obcisłej gdzie tylko się dało, a długiej aż do ziemi, podbiegła do zgromadzonych. Pocałowała niebieskookiego w policzek i szepnęła mu coś na ucho.

Chłopak odpowiedział jej uśmiechem, ale po wyrazie jego twarzy Alyson dostrzegła, jak bardzo jest zakłopotany.

Spojrzał na nią, widocznie czując jej zdziwione spojrzenie.

– Alyson, to jest Blair Viper, moja narzeczona – przedstawił blondynkę. – Blair, to Alyson Lynx. – Przyniósł wzrok na przyklejoną do swojego ramienia dziewczynę.

– A tak, spoko. Fajnie ciebie poznać – odpowiedziała blondynka, nawet nie zaszczycając dziewczyny wzrokiem. – To jak? – Dalej wpatrywała się tylko w chłopaka.

Aaron znowu uśmiechnął się w ten dziwny, zakłopotany sposób. Blair najwidoczniej nawet nie zdawała sobie z tego sprawy.

– Zatańczysz ze mną, księżniczko? – zapytał.

– Ach, w końcu! – Ucieszyła się niemiłosiernie. – Pewnie, mój książę! – odparła, chwytając go za brodę i przyciągając do siebie, znowu dając mu całusa w policzek.

Następnie pociągnęła go w sam środek tańczących par, nie zważając na to, że po drodze popchnęła kilka osób, które Aaron na szybko przepraszać.

Alyson spojrzała na Judy i Darrena.

A więc Viper.

– Ich pałac mieści się na granicy Xyn i Race – powiedział Darren. – Wpływy mają w obu państwach, ale że przyjęte zostały zasady, gdzie król i królowa mogą mieć tylko po dwóch doradców: wojownika i czarodzieja, a tak się składa, że wszystkie miejsca są obsadzone, to nie mów się o tym głośno.

– To nie widziałaś najgorszego – wtrąciła cicho Judy. Nagle cała jej wesołość gdzieś się ulotniła. – Blair ma u nas w pałacu swój własny pokój, czasami w nim śpi. Wtedy to dopiero cyrki odstawia…

Alyson zostawiła to bez komentarza. Była w takim szoku, że nawet nie potrafiła znaleźć słów, aby to opisać. I była pewna, że zdecydowanie nie chciała widzieć teraz swojej miny.

 

~*~

 

– Miło mi was poznać, drogie panie. Nazywam się Balian Forrester i jestem władcą tej krainy.

Alyson, Blake i Nina znajdowało się w gabinecie mieszczącym się niedaleko sali balowej. Dodatkowo pozwolono uczestniczyć w spotkaniu Aaronowi, Darrenowi, Judy oraz Tony’emu. Dokładając do tego jeszcze władców i cztery towarzyszące im osoby, pokój wydawał się mały.

Czarnowłosy mężczyzna wskazał na kobietę o surowej twarzy.

– A to jest moje żona i jednocześnie królowa Xyn, Amelia Forrester.

Władczyni jakby wyczuwała niechęć Alyson, bo kiedy na nią patrzyła, uniosła z wyniosłością głowę.

Dziewczyny pokornie się ukłoniły.

– Spotkaliśmy się tutaj, ponieważ geny niektórych z was zostały zaktualizowane, mimo że według naszego prawa miałyście jeszcze rok. Przed tym czasem nie powinnyście dowiedzieć się o swoich darach, a nawet o istnieniu tego wymiaru – kontynuował Balian. – Okoliczności jednak zmieniły się w chwili, gdy zostałyście zaatakowane, a my musieliśmy przyśpieszyć pewne procedury.

Alyson miała ochotę przewrócić oczami, ale tego nie zrobiła. Zamiast tego zastanowiła się, czy to właśnie wiek był przeszkodą tego, że jej gen się nie ujawnił. Nina miała swoje 19-ste urodziny w sierpniu, Blake we wrześniu. Teraz był listopad, także do urodzin Alyson zostało jeszcze trochę czasu, z racji tego, że urodziła się pod koniec grudnia.

– Pewnie zastanawiacie się, skąd wiedzieliśmy, że to w was ukryty jest wojownik. – Balian uśmiechnął się przyjaźnie. – Istnieje pewna grupa magów, którzy widzą aurę i to na jej podstawie potrafi stwierdzić, kiedy ktoś jest magiczny – wyjaśniał. Potem spojrzał na stojącą w kącie grupkę osób. – Moje dzieci oraz ich przyjaciel zaoferowali się, że pomogą wam w odpowiednim szkoleniu, ale jak pewnie zauważyłyście i bez tego wasze ciało już stało się silniejsze, a wasz szósty zmysł potrafił pomóc wam w czasie pierwszych pojedynków.

Alyson spuściła wzrok.

Czuła się niepasująca do tego miejsca.

– A teraz czas, abyście dostały swoją prawowitą broń – oznajmił król i wykonał ręką gest, aby dziewczyny podeszły bliżej.

Starszy mężczyzna, z widocznym brzuszkiem pod koszulą i garniturem, z małą koroną na głowie, wystąpił z szeregu stojących osób przy ścianie i wysunął się na przód. Alyson domyśliła się, że to musiał być książę Hawk, prawa ręka króla. Miał iście szpakowaty, ptasi nos. To samo uczyniła kobieta o pięknych, czarnych włosach spiętych w kucyk i ustach wymalowanych czerwoną szminką. Alyson strzelała, że to właśnie była prawa ręka królowej, księżniczka Raven.

Obydwoje podeszli do stołu mieszczącego się po prawej stronie gabinetu. Stanęli po jego przeciwnych stronach, następnie chwycili za czarną narzutę i w tym samym czasie podnieśli ją.

Na stole poukładane były różnego rodzaju bronie. Kusze, topory, maczugi, miecze…

Alyson opadła szczęka, którą zaraz szybko zasłoniła ręką.

– Blake Fox – odezwał się Balian. Ruda wystąpiła krok naprzód. – W imieniu Rady mianuję cię wojowniczką. Czy przysięgasz bronić bezbronnych przed potworami i demonami?

Rudowłosa wyglądała na lekko zdziwioną, słysząc takiego słowa. Nina zresztą też. Alyson pewnie miałaby taki sam, niepewny wyraz twarzy, gdyby to wcześniej nie dowiedziała się wszystkiego od rodzeństwa Forrester.

Blake spojrzała lekko w stronę Tony’ego, który zachęcił ją kiwnięciem głową.

– Hmm, tak – odpowiedziała, patrząc już na władcę.

Król wskazał na stół.

– Podejdź do niego i pozwól poprowadzić się swojemu instynktowi. On będzie wiedział, co powinien wybrać.

Alyson przyglądała się, jak Blake niemal natychmiast sięga po katanę.

Kiedy rudowłosa dotknęła broni, Alyson była niemalże pewna, że ujrzała przeskakująca iskrę pomiędzy Blake a przedmiotem.

Dziewczyna przez chwilę ważyła katanę w dłoni.

– Od teraz ten miecz jest częścią ciebie – oznajmił Balian.

– Dziękuję – odpowiedziała Blake, cofając się.

Król lekko skinął jej głową, a potem przeniósł swój wzrok na dziewczynę o włosach koloru złota.

– Nino Wolf – powiedział, a dziewczyna wystąpiła o krok do przodu.

Cała procedura powtórzyła się identycznie. Mianowanie, przysięga, wybór broni. W przypadku Niny to również okazał się miecz, ale ten swoim wyglądem przypominał sierp. O ile Alyson dobrze pamiętała nazwę, określa się go jako chepesz.

Gdy przyszła kolej na nią, przełknęła nerwowo ślinę.

„A co, jeżeli przez to, że gen się nie zaktualizował, żadna broń nie będzie do mnie pasować?”

– Alyson Lynx.

Przełknęła ślinę raz jeszcze i dopiero wtedy wystąpiła o krok do przodu.

Po raz kolejny zapragnęła uciec.

– Wiem, że obawiasz się, że to nie zadziała – powiedział Balian, uśmiechając się do niej przyjaźnie. – Nie martw, się to nie ma prawa się nie udać.

Posłała królowi pełen wdzięczności uśmiech, choć tyle zaprzeczeń w jednym zdaniu nie wróżyło nic dobrego.

– Alyson Lynx, w imieniu Rady mianuję cię wojowniczką. Czy przysięgasz bronić bezbronnych przed potworami i demonami?

– Tak, przysięgam – odpowiedziała pewnie.

– W takim razie wybierz swoją broń.

Przyjrzała się im uważnie. Niektóre były bardziej ozdobne, inne mniej. Miały różne kształty, jak i rozmiary. I choć szczerze chciała się na coś zdecydować, ostatecznie tylko muskała opuszkiem palca ich fakturę i szła dalej, aż… Dotarła na koniec stoły.

Ze strachem spojrzała na ławce, a potem zerknęła za siebie, na Aarona. Wyglądał na równie zaskoczone, co reszta.

– Ja… – Alyson wróciła wzrokiem do króla. – Nie wydaje mi się, żeby któraś z tych broni do mnie pasowała.

Król zmrużył oczy, przyglądając się jej. Następnie w zamyśleniu położył rękę na brodzie i pogładził ją parę razy.

– Force, Charm – powiedział, odwracając się w stronę brązowowłosej kobiety ubranej w fioletową pelerynę oraz blondyna w błękitnym płaszczu. – Przynieście ze skarbca ten miecz z gabloty.

– Balian – syknęła królowa. – Ten miecz jest tam nie bez powodu!

– Kurzy się już wystarczająco długo – odparł Balian, zerkając na żonę. – Spróbujmy.

Amelia nie wyglądała na zadowoloną, ale ostatecznie odwróciła się do magów i skinęła im głową, aby wykonali polecenie. Czarodzieje zniknęli we mgle, a gdy chwilę później wrócili, blondyn trzymał na czerwonej poduszce wspomnianą broń.

Alyson znieruchomiała. Przez kilka dobrych sekund mogła jedynie patrzeć na miecz, który to sobie zawsze wyobrażała, gdy czytała o legendarnym Excaliburze. Był zupełnie prosty w porównaniu do tych mieczy, które otrzymały jej przyjaciółki. Głowice broni zdobił czerwony rubin, nic więcej.

„Wspaniały! Idealny…”

Miała wrażenie, że już kiedyś widziała ten miecz.

Potrząsnęła głową i wzięła go do ręki. W momencie, gdy to zrobiła, poczuła dziwnie znajomy prąd, a może bardziej pewien rodzaj ciepła, który przebiegł od jej dłoni, aż w końcu rozprowadził się po całym ciele. Po chwili miecz rozbłysnął jasnym blaskiem, a Alyson została otoczona magiczną poświatą. Jej włosy zafalowały niczym wystawione na działanie wiatru, ale to nie wiatr czuła. Była przekonana, że wzdłuż stali przebiegł płomień.

Mimo że tego nie widziała, wiedział, że jej oczy nie są już zielone. Wtedy też lewy bok jej szyi rozbłysnął czerwonym światłem. Nawet nie drgnęła, gdy magiczny tatuaż zaczął formować się na jej skórze.

Najbardziej oprzytomniały okazał się Aaron, który rzucił się do przodu. Stanął tuż obok Alyson i delikatnie odgarnął jej włosy, aby odsłonić znamię.

Spoglądając na chłopaka, dostrzegła, że w pokoju znajdowało się lustro. Podeszła do niego i spojrzała na swoją szyję.

Podobnie jak u Aarona, jej tatuażem okazał się miecz, ale wyglądał inaczej. Jego rękojeść wyglądał tak, jakby została zrobiona ze skrzydeł maleńkiego smoka, który się tam owinął – nawet dostrzegła tam pyszczek oraz ogon zawinięty na rączce. Alyson miała wrażenie, że coś jeszcze się tam formuje, ale zgasło równie szybko, jak się pojawiło. Pozostał tylko srebrny miecz wraz z jego cieniem.

„A więc jeszcze nie ten czas.”

Uniosła wzrok wyżej i spojrzała na swoje czerwone oczy.

– Czym ja jestem? – szepnęła zrezygnowana, czując, jak dziwna energia z niej ulatuje, a jej tęczówki powoli wracają do pierwotnego koloru.