– Alyson, nie możesz tak późno wracać do domu! – oburzyła się matka dziewczyna, gdy ta stanęła w progu mieszkania. – I na dodatek nawet nie można się do ciebie dodzwonić!

Dziewczyna skrzywiła się. Zamknęła za sobą drzwi i zaczęła zdejmować szpilki. Jej sukienka oraz cała reszta znowu były normalne. Czar Tony’ego nie podziałał zbyt długo.

– Daj spokój, mamo. Jestem dorosła – odparła poirytowana, wchodząc do swojego pokoju.

– Co nie zmienia faktu, że się tak nie zachowujesz! – Matka wskazała na kuwetę widoczną przez otwarte drzwi w łazience. – Przynajmniej posprzątałabyś po swoich kotach! Ale nie, oczywiście, że nie! Wszystko ja muszę sama robić.

Alyson zatrzasnęła za sobą drzwi, po czym dodatkowo przekręciła klucz w zamku. Nie miała sił, aby ciągnąć tę dyskusję, która i tak powtarza się od lat, nieważne czy sprząta po kotach, czy też nie.

Wzięłam głęboki oddech i odwróciła się w stronę łóżka. Czarny kocur patrzył na nią przerażonym wzrokiem.

– I na co się gapisz? – burknęła sfrustrowana.

Kot musiał wyczuć od niej nakłady negatywnej energii, bo czym prędzej zwiał pod łóżko.

 

~*~

 

Alyson siedziała na wykładach i staranie notowała to, co wyjaśniał prowadzący. Zbyt starannie… Nie poznawała własnego pisma, które zawsze uchodziło za „lekarskie”.

Ni stąd, ni zowąd zaczęło panować zamieszanie. Ludzi ogarnęła niezrozumiała panika i w popłochu zaczęli zrywać się z siedzeń i ruszać czym prędzej do ucieczki. Alyson również się podniosła.

– Niech pani ją zostawi! – krzyknął nie kto inny, a Harry.

Alyson nie zastanawiała się nad tym, dlaczego wampir pojawił się u niej na zajęciach, bo jej uwagę przykuła kobieta przebijająca sztyletem ciało szczupłej blondynki w różowym sweterku. Jej bezwiedne ciało rzuciła na podłogę, aż gruchnęło.

Kolejnym dziwnym elementem było eleganckie lustro stojące tuż obok Alyson. Rozbiła łokciem taflę pięknego przedmiotu.

– Giń! – krzyknęła, chwytając z podłogi większy kawałek lustra i rzucając w kobietę.

Trafiła. I to za pierwszym razem.

Dalej nie potrafiła dostrzec jej twarzy. Wiedziała tylko, że ta trzyma się twardo.

– Przytrzymaj ją, a ja zajmę się resztą! – krzyknęła do Harry’ego, który kiwnął głową na znak, że się zgadza, po czym korzystając ze swojej wampirze szybkości, znalazł się tuż za nieznajomą.

Alyson równie szybko znalazła się przy nich, wbijając kolejny kawałek szkła w ciało kobiety, nie zważając na to, że rani sobie dłonie.

W momencie, gdy spojrzała w jej oczy, ogarnął ją chłód. Patrzyła bowiem na samą siebie z tą tylko różnicą, że miała czerwone tęczówki.

– Nie żyje – oświadczył Harry, rzucając ciało na podłogę.

Alyson przeniosła na niego zdezorientowane spojrzenie. Dotarło do niej tylko to, że ktoś pojawił się w sali, zabrał ciało blondynki, ale zostawił jej własne…

– Kończmy to – powiedział Harry.

Nie bardzo go zrozumiała, więc zmarszczyła brwi. Przyglądała się, jak brał do ręki coś, co wyglądało jak długa igła z tego właśnie lustra. Otworzyła szerzej oczy, gdy zdała sobie sprawę, że wampir nakłuł sobie całą dłoń tak, że wyglądała teraz identycznie, jak jej własna ręka, poraniona w czasie walki.

Brązowe oczy chłopaka podniosły się na nią.

– Nie chcesz umrzeć – zabrzmiało to jak oszczerstwo.

– Czemu tak myślisz?

Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego tak odpowiedziała.

– Żeby umrzeć, musisz otworzyć dłoń, aby czar swobodnie się rozprowadził. – Kiwnął głowę na jej dłoń. – A ty trzymasz ją zamkniętą. Musisz umrzeć, Alyson.

Otworzyła dłoń.

Tak po prostu, bez zastanowienia.

A może właśnie z rozmysłem? Może naprawdę jakaś część niej chciała umrzeć?

Na jej rękach, w miejscach, gdzie skaleczyła się taflą lustra, zaczęły pojawiać podskórne płomienie biegnące wzdłuż jej żył. Gdy stawała się coraz bardziej niewidoczna, podniosła oczy na Harry’ego. On zniknął już prawie całkowicie.

Zamknęła oczy.

W momencie, gdy je otworzyła, uświadomiła sobie, że leżała w swoim łóżku, a na krześle obok siedział Aaron. Automatycznie spojrzała na swoje dłonie, chcąc się upewnić, że jednak nie zniknęła.

– Która godzina? – zapytała, przenosząc wzrok na chłopaka, jednocześnie podnosząc się do pozycji siedzącej.

– Zbliża się 12-sta. – Uśmiechnął się lekko. – Chyba zaspałaś na zajęcia.

Alyson wzruszyła ramionami.

Jakoś mało ją to obchodziło.

– Co ci się śniło? – zapytał z ciekawością w głosie.

Alyson uciekła wzrokiem.

– Że umarłam – odparła szybko. Nie dodała, że we śnie naprawdę chciała umrzeć, czuła to. Widziała kątem oka, jak jego ciało się napina – Czego tutaj chcesz? – burknęła, podnosząc na niego wzrok. Chłopak już otworzył usta, aby odpowiedzieć, ale podniosła rękę do góry. – Nie mów, i tak sama wiem. Masz mnie pilnować. Król ci kazał.

– W wyniku pewnych niejasności…

Nagle poczuła, jak ogarnia ją wściekłość. Najpierw nie potrafiła wyzwolić z siebie mocy, a teraz okazuje się, że nie wiadomo, czym jest? I jeszcze zamierzają się jej przyglądać?

– Wynoś się stąd – rzuciła.

Aaron zamarł.

– Ale…

– Twój zasrany obowiązek pilnowania mnie obowiązywał do czasu Zebrania, więc nic tu po tobie. – Wskazała nie na drzwi, a na okno. – Wynoś się.

Czuła, jak dziwna energia ogarnia jej ciało. Wiedziała, że patrzyła na niego czerwonymi oczami.

Aaron nagle wydawał się pełen rezygnacji.

– To… To ja przyjdę później.

– Mam nadzieje, że jednak nie – odparła, ale jego już nie było. Zimny powiew z okna spowodował, że znowu się zirytowała. Wstała, mamrocząc pod nosem: – Nauczyłby się zamykać za sobą to cholerne okno!

 

~*~

 

– Rodzinną dziesiątkę poproszę. – Było to pierwsza zamówienie, jakie usłyszała dzisiaj Nina. Ba, nawet pierwsze cokolwiek, co do niej dotarło. Wydarzenia wczorajszego dnia ciągle były w niej żywe. – Do tego dwa razy ketchup i jedną litrową pepsi. Będą trzy szklanki – oznajmił klient, ciemnowłosy mężczyzna, wyglądający na około 35 lat. Kobieta stojąca obok niego była najprawdopodobniej jego żoną, a chłopczyk w ciemnej czuprynie na głowie i bystrych oczkach, musiał być ich synkiem, mającym nie więcej niż 10 lat.

– W ciągu 25 minut powinnam przynieść państwu pizzę. Proszę zająć miejsce – powiedziała Nina, kładąc na ladzie pepsi ze szklankami.

Chwilę później siedziała na swoim krześle i z powodu braku jakiegoś konkretnego zajęcia, zaczęła przyglądać się rodzinie zajmującej miejsce na środku sali. Odpłynęła myślami do czasów, kiedy i ona mogła jeść wspólne obiady wraz z rodzicami. Miała wrażenie, jakby od tamtego czasu minęły wieki.

Zaskakujące, jak czas może wszystko zmienić i uświadomić nas, że nic już nigdy nie będzie takiego samo.

Poczuła jego perfumy, nim się jeszcze odezwał.

– Nad czym rozmyślasz?

Przeniosła wzrok swoich piwnych oczu na przyglądającemu się jej blondynowi.

– O niczym ważnym – odpowiedziała powoli, sięgając po kartony na pizzę. Zaczęła je składać tylko po to, aby zając czymś ręce.

– Wszystko, o czym myślisz, jest ważne.

Nina uniosła brwi do góry.

– Ciekawe – odparła, powracając do przerwanej czynności.

Chłopak lekko uśmiechnął się pod nosem, a potem odwrócił głowę w stronę rodziny. Następnie spojrzał na Ninę.

– Tak, myślałam o mojej rodzinie. – Wskazała na niego palcem. – Ty nigdy mi o nich nie opowiadałeś.

Usadowił się wygodnie z powrotem.

– Tak byłem wychowany – odparł, a widząc, że dziewczyna czeka na coś więcej niż te słowa, kontynuował. – W sensie, aby się nie otwierać, bo gdy to się zrobi, stajesz się podatnym na zranienie. Nie można pozwolić sobie na słabość. Ojciec zawsze oczekiwał ode mnie tego, że będę silny.

– Taa, na pewno chodziło mu też o koszykówkę, gdy bezlitośnie zabierałeś mi piłkę na lekcjach.

Uśmiechnął się lekko na wspomnienie dawnych czasów, podobnie jak ona.

– Też byłaś silna, pomimo swojej filigranowej postury – zauważył. – Natura wilka.

Nina upuściła karton.

– Dobrze wiesz, że nim nie jestem – odparła, zginając się po pudło.

Machnął lekceważąco ręką.

– Ale masz po nim gen. Niekoniecznie po bliskiej rodzinie, przez co jest bardziej zakorzeniony.

Skrzywiła się.

– Nie tylko to mam „zakorzenione” – odparła.

Naprawdę nie podobało jej się to, że jej życie wywróciło się do góry nogami, odkąd dowiedziała się tego, czym jest, tylko dlatego, że ktoś z jej przodków musiał należeć do innego świata.

Wręcz niezmiernie ją to irytowało.

– Bardzo możliwe, że kiedyś jakaś wojowniczka połączyła się z wilkołakiem… – Widząc minę Niny, odchrząknął. – No albo na odwrót. W każdym razie, teraz gdy pojawiło się jedno, drugi gen zapisany w twoim DNA powinien się zaktualizować albo przynajmniej dodać ci siły. – Przyglądał jej się przez chwilę. – Nie możesz odrzucić tego, kim jesteś.

– Pół człowiek, pół wilk? – odparła z lekką kpiną.

– No… W sumie jedna trzecia człowiek, jedna trzecia wilk i jedna trzecia wojownik.

– Rozgadany jesteś – zauważyła. – Jak nigdy. – Tak naprawdę chciała uciec od tematu „siebie” jak najdalej.

Nie zanosiło się na to.

– Czasami trzeba. Zwłaszcza gdy ktoś kurczowo trzyma się tej jednej trzeciej, która jest najmniej ważna. – Skrzywił się, jakby zjadł cytrynę. – Człowieczeństwa.

– Może to się zmieni. – Wzruszyła ramionami. – Teraz mało rzeczy trzyma mnie przy ludzkim życiu – dodała, choć tak naprawdę wolałaby nigdy nie poznać świata, o którym teraz już wiedziała. Wolałaby nie być jego częścią.

– Wątpię, żeby Luke był czymś, co mało cię trzyma w tym świecie. – Nawet swobodny ton, jakim to powiedział, nie był w stanie ukryć pogardy, jaką miał w swoim głosie, gdy wymawiał jego imię.

W końcu to był chłopak, który ją mu odbił.

Nina spojrzała na niego oczami wypełnionymi smutkiem. Gdyby tylko bardziej się postarał, gdy byli jeszcze ze sobą…

Kiedyś naprawdę jej na nim zależało. Tylko nigdy nie potrafiła zrozumieć jego zachowania i sposób, w jaki się do niej odnosił. Nie potrafiła też z nim być z tego względu, że dosłownie czuła, jak zamykał ją w klatce, niczym ptaka, który ma tylko ładnie wyglądać i śpiewać tak, jak i kiedy mu rozkażą.

Borys nigdy nie potrafił zrozumieć, że ona potrzebuje przestrzeń. Luke z kolei to widział. A przynajmniej tak jej się wydawało.

– Już z nim nie jestem…

– O! – Borys nagle się ożywił. W jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk. – Ciekawe!

– Ta, jak wszystko, co ma ze mną związek, co nie? – zauważyła, odnosząc się do jego wcześniejszych słów.

Borys uśmiechnął się z uznaniem.

– Dokładnie, Nino.

Odpowiedziała mu uśmiechem.

Choć chciała się za to w duchu skarcić, nie potrafiła.

 

~*~

 

Słuchając muzyki i podśpiewując pod nosem, zdecydowanie przy tym fałszując, Alyson po wyjściu z wanny zaczęła się szykować. Czarne legginsy, czerwony top, dość intensywny makijaż.

Zarzucała właśnie kurtę, kiedy w jej pokoju pojawił się Tony. Spojrzała na niego z przyganą.

– A co, jakbym była naga? – zapytała.

– Wtedy mogłoby być ciekawie – odparł, nic sobie z tego nie robiąc. – Ponoć twoje oczka płatają figle.

– Kapuś – mruknęła pod nosem, bardziej do siebie, niż do czarodzieja. – Mogłam się domyślić, że coś napomknie.

– Lepiej, że powiedział to mnie, a nie swojemu ojcu.

Alyson się zdziwiła.

– A czemu nie może powiedzieć o tym ojcu? Byłam pewna, że wszystko jemu wyśpiewa.

Tony pokręcił głową.

– Nie może mu powiedzieć, bo jest przekonany, że wtedy jego ojciec będzie chciał cię zamknąć na Xyn. Do obserwacji. – Uśmiechnął się przepraszająco. – A wiedział, że wolisz być tutaj. – Kiwnął głową na jej pokój, ale Alyson domyślił się, że miał na myśli jej świat.

– Oh… – Zmarkotniała.

Może jednak nie powinna się tak na niego wydzierać?

Miała coś powiedzieć, kiedy zadzwonił jej telefon. Szybko odebrała.

– Czekam na dole! – usłyszała Blake, próbującą przekrzyczeć muzykę. Tak naprawdę wiedziała, że ruda specjalnie włączyła właśnie tę piosenkę, bo Alyson nie tyle, co jej nie lubiła, ale potem chodziła jej po głowie, więc unikała jej niczym ognia.

– Już idę – odparła, nucąc zdanie z refrenu. – A niech cię szlag, Fox!

Kliknęła czerwoną słuchawkę, starając się zapomnieć tekst piosenki, ale na to było już za późno, piosenka odżywała w jej głowie na nowo. Dziewczyna zaklęła pod nosem.

– Dokądś się wybierasz? – zapytał Tony, powodując, że przeniosła na niego swój wzrok.

– Będę spała u Blake. – Spojrzała na niego znacząco. – Co oznacza, że dzisiaj mnie nie nawiedzacie, jasne?

Tony niechętnie, bo niechętnie, ale skinął głową, że się zgadza.

– To życzę udanego spotkania – dodał, znikając w portalu.

Była pewna, że chciał z nią o czymś pogadać. Może nawet wyjaśnić, skąd wzięły się jej czerwony oczy, ale nie dała mu na to czasu.

Alyson nie zastanawiając się dłużej, sięgnęła po torbę z aparatem oraz drugą z rzeczami na jutro. Kto wie, może jutro jednak wybierze się na zajęcia? To, że tak je opuszczała, było do niej zdecydowanie niepodobne. Zwykłe to właśnie ona pojawiała się na zajęciach, gdy inni to olewali, ale przecież nie na co dzień okazuje się, że… Że no nie wiadomo, kim jesteś.

– Hmm… Chyba coś ci tutaj odpada? – zapytała, wsiadając do auta i podnosząc coś, co wyglądało… Jak część błotnika? Nie bardzo wiedziała, czym to naprawdę mogło być.

– A, wiem. Trudno – odpowiedziała ruda, dodając gazu, tak że Alyson wgniotło w fotel. Przyjaciółka uśmiechnęła się triumfalnie.

– Zabijesz mnie kiedyś – mruknęła Alyson, zapinając czym prędzej pasy. Automatycznie zerknęła na pasy Blake, no, a raczej na ich brak. Standard.

– Dramatyzujesz – odparła luźno, zmieniając bieg. – Czym jest życie bez odrobiny szaleństwa?

– Pomyślmy… Życiem?

Blake puściła tę uwagę mimo uszu.

– Znowu las koło ciebie? – zapytała Alyson, gdy w końcu udało jej się postawić torby w nogach.

– Dokładnie tam – zgodziła się z nią Blake. – Jak rok temu.

– To już tradycja.

 

~*~

 

– Jejku, jak mi zimno! – poskarżyła się Alyson, chuchając w dłonie. Zaczęła tupać w swoich wysokich koturnach, jakie miała dzisiaj na nogach. – Weź, wracajmy już.

– Mi też jest zimno, ale w sumie mamy jeszcze 20 minut dnia…

– Blake, mamy ich wystarczająco dużo! – Jak nigdy to właśnie Alyson miała już dosyć zdjęć. Spowodowane to było atmosferą, jaką roztaczał las. Rudowłosa wielokrotnie wspominała, że w tych lasach znaleźli ciało bez głowy…

Wzdrygnęła się. Nie zamierzała kusić losu.

– Palce mi zmarzły! – dodała, pokazując Blake swoje czerwone dłonie.

Nienawidziła zimna.

– Widzę – odparła ruda, pokazując teraz na swoje buty. – A ty wiesz, jak trudno prowadzi się auto w szpilkach?

Blake miała na sobie czarną bluzkę z dużym dekoltem, biały żakiet oraz rajstopy z ciekawym wzrokiem. Cóż, zawsze lubiła wyzywające zdjęcia.

– W domu czeka na nas ciepła zupa – dodała ruda, wskazując głową, aby Alyson wsiadła do auta. Zielonooka uczyniła to z westchnieniem.

– A jaka? – zapytała, pocierając sobie dłonie.

– Ogórkowa.

– Tę lubię! – Alyson należała do tych nielicznych ludzi, którzy naprawdę mało co lubią jeść. No, może poza słodyczami i żółtym serem oraz płatkami kukurydzianymi. To mogła zjeść o każdej porze dnia i nocy. I była w pełni zadowolona.

– Wiem – mrugnęła do przyjaciółki, odpalając silnik.

Wchodząc do domu, przywitały się z gosposią, po czym nalały sobie po miseczce zupy i czym prędzej powędrowały do pokoju Blake.

– Ale dobra! – powiedziała Alyson, zajadając, aż jej się uszy trzęsły. Dodatkowo idealnie rozgrzewała. – Ale chyba się porzygam… – dodała, czując, że jej brzuch jest już zdecydowanie zbyt pełny.

– To przestań jeść!

– Ale kiedy ja nie mogę! Jest taka dobra… – Westchnęła. – Zgrały się zdjęcia? – zapytała, pokazując na ekran komputera.

Blake nie odpowiedziała, po prostu je włączyła. Tymczasem Alyson z żalem odstawiła na bok miskę z zupą i odwróciła się tak, aby wygodniej było jej oglądać zdjęcia.

Bo trochę ich było.

– Która przeróbka? Pierwsza czy druga? – zapytała Blake, przeskakując co kilka sekund z jednej na drugą.

– Zdecydowanie pierwsza.

– Albo dobra, inne – odparła, usuwając.

– Dlaczego?! Było super!

– Miałam tam dziwne udo. – Włączyła nieprzerobioną wersję i przyjrzała się jeszcze raz. – No i twarz  w sumie też.

– Wydziwiasz.

Blake zerknęła na miskę z zupą Alyson.

– Ej, jesz jeszcze czy mogę ją zjeść?

– Jeszcze nie masz pełnego brzucha? Podziwiam twój spust – odparła, podsuwając jej miskę z jedzeniem.

– Yeeea!

Jeszcze przez jakiś czas przeglądały zdjęcia i przerabiały je. Potem obejrzały jakiś film, a przynajmniej próbowały, bo zdecydowanie częściej go krytykowały. Alyson nie zdziwiła się, kiedy Blake włączyła LOL-a i próbowała ją namówić do zagrania. Gdy kategorycznie odmówiła, rudowłosa włączyła komunikator i zaczęła rozmawiać z Samem i Carlem, a potem tylko z tym drugim, aż dołączył do nich jakiś jego kolega.

Alyson przeniosła się na łóżko. Nie wsłuchiwała się w ich rozmowę, mimo że Blake nie przełączyła ich na słuchawki i przez cały czas byli na głośnikach.

Uciekła myślami i wyłączyła się całkowicie, przeglądając posty na głównej tablicy Facebooka.

– Blake! Wyprowadź psy – powiedziała mama rudowłosej, otwierając drzwi do pokoju. Zniknęła równie szybko, jak się pojawiła.

Alyson spojrzała na Blake.

– Twoja mama mnie czasami przeraża – wyznała.

– Nie ciebie jedną. – Skrzywiła się lekko. – Chodź ze mną.

– Tylko daj mi jakieś trampki.

Na korytarzu Blake podrzuciła Alyson jedne z butów, które jej się tam walały. Były o numer za duże, ale lepsze takie niż wysokie koturny, w których mogła się wywrócić, jeśli psy zaczną na nią skakać. A raczej: gdy.

Kiedy tylko wyszły na dwór, poczuły chłód nocy. Było już koło północy, więc taka temperatura była zrozumiała. Bez ociągania się ruszyły na tył domu.

– Wiesz, że to dwóch kumpli? – zapytała Blake. – Ja będę z Carlem, a ty z jego najlepszym kumplem. Wyrwiemy dwóch kumpli!

Alyson spojrzała na przyjaciółkę z politowaniem.

– Zdecydowanie za dużo razy użyłaś słowo „kumpel” w tej krótkiej wypowiedzi.

– Znawczyni się znalazła. – Mówiąc to, otworzyła kojec i jej dwa czarne psy szybko z niego wybiegły. Jeden z nich szczególnie upodobał sobie skakanie na Alyson. Dopiero po chwili dał jej spokój i odbiegł, a dziewczyna zaczęła się otrzepywać. – Chodź z nimi za płot – powiedziała Blake, ruszając do bramki. – Dlaczego uważasz, że to zły pomysł?

Alyson pokręciła głową.

– Ja nawet nie wiem, jak on wygląda…

– Aaa, więc o to chodzi! – powiedziała triumfalnym głosem Blake.

Alyson wzruszyła ramionami.

– Może – odparła, choć tak naprawdę chodziło o coś innego. A raczej kogoś innego.

– Ale wiesz, Carl…

– Nie, definitywnie nie chcę o tym słuchać, bo nigdy nie… – Urwała, bo spostrzegła skupioną minę Blake. – Usłyszałaś coś? – Nie wiedziała czemu, ale zapytała o to szeptem.

Blake kiwnęła potwierdzająco.

– Gdzie psy? – zaniepokoiła się Alyson, zdając sobie sprawę, że nigdzie ich nie było.

Zaczęły je nawoływać.

– Słyszę je – powiedziała Blake, najwyraźniej korzystając ze swojego wyostrzonego słuchu.

– A ja je widzę – oznajmiła Alyson, pełna zdziwienia, iż pomimo panującego mroku naprawdę potrafiła dostrzec dwie czarne kulki biegnące w ich stronę.

– Jednak wzrok. – Blake mrugnęła do Alyson porozumiewawczo. – Szkoda, że ten smak nie wypalił.

– Pewnie – odparła Alyson, kręcąc głową.

Że też wcześniej nie zwróciła uwagi na to, że tak dobrze widziała! Przecież od zawsze jej domeną był wzrok…

– Alyson, odskocz, szybko! – krzyknęła Blake, która znajdywała się kawałek dalej.

Refleks Alyson jednak zawiódł i coś ciężkiego spadło na nią z zawrotną prędkością.

– Auć! – rzuciła, gdy tajemnicza postać zaczęła wykręcać jej ręce do tyłu. – To chyba jakiś żart! – wściekła się, a wtedy odniosła wrażenie, że w jej oczach rozpalił się płomień.

Nie wiedziała, dlaczego, ale przeciwnik odskoczył od niej. Korzystając z okazji, przewróciła się na plecy i się podniosła.

– Wampir – wycedziła, krzywiąc się ze złości, ale także z innego powodu: poczuła metaliczny smak w ustach.

Szybkim ruchem wypluła krew na ziemie.

– Nie!

Alyson przeniosła spojrzenie na przyjaciółkę, gdy tylko usłyszała, że ta się wydziera. Okazało się, że miała po prostu znowu krótką migawkę tego, co nastąpi, a mianowicie…

Wampir dopadł jedną z czarnych kulek, która nie zdążyła wystarczająco szybko uciec do krzaków, po czym cisnął nią o ziemię. Skomlenie psa podziałała na Blake jak kubeł zimnej wody.

– Bydlaku, zostaw mojego psa! – krzycząc to, w jej dłoni pojawiła się katana.

– Skąd tu wzięłaś to cholerstwo?!

Blake nie odpowiedziała Alyson, nie miała na to czasu. A może nawet nie dotarło do niej pytanie – z furią skoczyła na przeciwnika, zanim ten zamachnął się drugi raz na jej pupila.

Wampir jednak nie był tak głupi, na jakiego wyglądał. Alyson doskonale widziała, jak uśmiecha się protekcjonalnie, ruszając na rudowłosą. Chwilę później dziewczyna leżała na plecach, z kolei jej katana upadła pod stopy brązowowłosej. Alyson nie zastanawiała się długo. Kucnęła, podniosła broń, a wstając, zamachnęła się na atakującego ją wampira, przejeżdżając na skos po jego klatce piersiowej.

Potwór odskoczył kawałek, sycząc i obnażając zęby. Alyson poprawiła katanę w dłoni, ale ta nie wydawała jej się tak lekka, jak jej własny miecz, przez co miała problem z utrzymaniem broni w górze. Na szczęście wampir nie zdawał sobie z tego sprawy. Wręcz przeciwnie, rozcięcie spowodowało, że stał się zdekoncentrowany i jego jedynym celem stało się zaatakowanie tego, kto zadał mu ból, a co za tym szło: stał się nieuważny.

Alyson widziała, jak Blake podnosi się z jękiem na łokciach, sięgając jednocześnie po wielki kamień. Leżąc, zamachnęła się i rzuciła z mocą w plecy potwora.

Wampir odwrócił głowę w stronę rudej, sycząc. Alyson postanowiła nie zmarnować szansy, jaką właśnie otrzymała.

Zrobiła szybko jeden krok do przodu, bo tylko tyle potrzebowała i ciachnęła kataną, trzymając ją oburącz. Chwilę później głowa wampira potoczyła się po ziemi, zamieniając się w krótkim czasie w popiół, tak samo, jak jego ciało.

Odcięta głowa lub wyrwane serce, ewentualne zatopienie w jego sercu magicznej broni. Tylko tak można pokonać wampira. Poza oczywistym, spalaniem go.

– Alyson… – powiedziała powoli Blake, patrząc na przyjaciółkę z lekkim przestrachem.

Brązowowłosa oparła katanę na ziemi, a jej czerwone oczy świeciły tak jasno, że rozjaśniały mrok dookoła. Sama nie była zbyt pewna tego, jak doszło do tego, że na swojej twarzy i rękach miała krople krew, ale widocznie ubrudziła się, pozbawiając wampira jego drugiego życia.

– Alyson! – Blake znowu krzyknęła, tym razem podnosząc się i rzucając się w stronę czarnej skomlącej kulki.

Potrząsnęła głową, wybudzając się z dziwnego amoku, który nią zawładną. Zniknęły także jej czerwone oczy.

– Oh, nie… – powiedziała, podchodząc szybko do klęczącej przyjaciółki.

– Pomóż mi to otworzyć! – W dłoni Blake pojawiła się buteleczka z płynem. – Szybko!

Alyson mimo szoku, jaki właśnie doznała, pomogła jej otworzyć butelkę.

– Skąd go masz? – zapytała, gdy rudowłosa wlewała połowę mikstury do pyska psiny, a resztę substancją polewała po ciętej ranie na karku.

– Tony dał mi na wszelki wypadek – odparła, a potem odetchnęła z ulgą. – Goi się.

– To się domyślałam, że od Tony’ego, ale skąd to wzięłaś TERAZ? – zapytała, kładąc nacisk na ostatnie słowo. – I broń?

Blake głaskała swojego psa, ale głowę podniosła do góry i spojrzała na Alyson ze zdziwieniem.

– Nie pamiętasz?

– Czego nie pamiętam?

– Zaraz po tym, jak dostałyśmy nasze rzeczy, wyjaśnili nam, że nie w każdej chwili możemy nosić ze sobą wszystko prawdziwych rozmiarów – wyjaśniała Blake, nie przestając głaskać czarnej kulki, która podniosła się i teraz wtulała w nią swój pyszczek. – Więc są zaczarowane. Wystarczy trzy razy stuknąć, żeby mikstury i broń powiększyć lub zmniejszyć.

– Ja… Ja… – Nie wiedziała, co miała powiedzieć.

Nie pamiętała tego.

– Hej. – Blake wyprostowała się. – Nic cię nie ominęło, poza tym jednym, drobnym szczegółem. Naprawdę, gadali same nudne rzeczy. Masz szczęście, że nie pamiętasz – zapewniła ją, klepiąc ją po ramieniu.

– Ta, pewnie masz rację – odparł mało przekonująco Alyson. – Masz – dodała, oddając jej ciężką katanę. Blake podniosła ją z lekkością, co wcale nie zdziwiło Alyson. – A byłam pewna, że niczego nie zapomniałam – mruknęła. Prawda była taka, że faktycznie miała małą lukę w pamięci od chwili, gdy oglądała w lustrze swój zaokulizowany tatuaż, do momentu pojawienia się w progu mieszkania.

Zerknęła w bok, dostrzegając ruch. Drugi pies biegł w ich stronę, machając przy tym wesoło ogonem.

– Lepiej już je zaprowadźmy – zaproponowała.

Nie miała już najmniejszego ochoty, aby przebywać na dworze.

 

~*~

 

– Nie wierzę, że dałam ci się na to namówić – powiedziała Nina, chuchając w dłonie. – Jest zimno!

– Wcale nie jest – zaprotestował Borys. – Poza tym wiem, że kochasz jeździć na rolkach. – Uśmiechnął się. – Zaraz zobaczysz plusy wynikające z genu wilkołaka!

Po tych słowach rozpędził się i wykonał niesamowity obrót w powietrzu, aby po chwili miękko wylądować.

Nina aż otworzyła buzię z wrażenia.

– Nie sądziłam, że to potrafisz! – wyznała po chwili, gdy odzyskała głos.

– Spróbuj, uda ci się – zachęcał ją.

Spojrzała na niego, jakby zwariował.

– Jakim cudem może mi się to udać?

– Masz zaktualizowany gen wojownika. Oni są nieźle wysportowani – odparł, trochę się przy tym krzywiąc. – No i oczywiście gen…

– Okej, okej! – przerwała mu, nie chcąc znowu słyszeć tej drugiej części.

– Asekuruję cię – dodał, mrugając do niej. Nina dała się złapać na tym, że przygląda się jego ramionom, i temu, jak jego fioletowy sweterek nienagannie na nim leży. – To jak? – zapytał, tym samym wyrywając ją z zamyślenia.

– Dalej nie jestem pewna… – Westchnęła. – A jeśli mi się nie uda? – zapytała, wygładzając jednocześnie ciemnobeżową cienką kurtkę.

– Nigdy się nie dowiesz, jeśli nie spróbujesz.

Dziewczyna uśmiechnęła się. Miał rację.

Postanowiła spróbować, nim się rozmyśli. Zaczęła się rozpędzać, kiedy naraz poczuła dziwny zapach. Odwróciła głowę w kierunku, z którego dolatywał ten dziwny odór i wytrzeszczyła oczy na widok tego, co tam ujrzała.

Wielka człekokształtna kula sunęła w jej stronę, unosząc się nad ziemią. Udało jej się odskoczyć tylko dlatego, że już wystarczająco się rozpędziła, ale potwór dalej zmierzał w jej kierunku.

Wtedy do akcji kroczył Borys, zamieniając się w locie w postać białego wilka i rzucając się na monstrum. Ninie w końcu udało się zatrzymać i teraz patrzyła z niedowierzaniem, jak Borys swoimi wilczymi zębami odgryza głowę, o ile to w ogóle była głowa, dziwnego przeciwnika, z którego buchnęła obrzydliwa żółta maź.

Chwilę później pokraka wyparowała.

– Co… Co to było?! – krzyknęła, jednocześnie rozglądając się, aby upewnić się, czy w pobliżu nikogo nie było. Mieli szczęście, że wybrali mało uczęszczaną alejkę.

– Demon – odparł Borys, będący już w swojej postaci i ocierający usta z resztki mazi. – Jego jad mógł ci porządnie zaszkodzić, jeśli na czas nie dostałabyś odtrutki. – Wytarł rękę w chusteczkę wyciągniętą ze spodni.

Był iście spokojny jak na kogoś, kto właśnie rozszarpał coś dziwnego.

– Ale co w takim razie z tobą? Skoro mnie to mogło zranić…

– Na mnie tak to nie działa – odparł, podjeżdżając na rolkach do kosza i wyrzucając chusteczkę. – Wilkołaki inaczej się regenerują. Jad tego demona mógłby mnie co najwyżej osłabić, ale nie zabić. – Wskazał na Ninę. – Ten demon przyszedł tutaj po ciebie.

Poczuła, jak po plecach przeszedł ją dreszcz.

– Zapowiada się coraz lepiej…

 

~*~

 

Alyson widząc swoje odbicie w lustrze zawieszonym w przedpokoju, zatrzymała się. Nie tylko krew miała na twarzy, ale także rozsmarowane błoto na lewym policzku. Była to pamiątka po jej nikłym refleksie w porównaniu z szybkością wampira.

– To… Ja idę do łazienki – powiedziała, udając się szybkim krokiem w tamtym kierunku, byleby tylko nie napotkać rodziców Blake po drodze. Trudno byłoby wytłumaczyć, dlaczego tak właśnie wyglądała.

Wbiegła do tego pomieszczenia i zamknęła za sobą drzwi. Nachyliła się nad zlewem i spojrzała na swoje dłonie. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że się trzęsła.

Naprawdę się trzęsła!

– Boże – sapnęła. – Zabiłam wampira! – Chwyciła się głowę. – Nie, nie, nie…

Nagły błysk z lewej strony sprawił, że zmrużyła oczy. Gdy się wyprostowała i spojrzała w tamto miejsce, okazało się, że patrzą na nie dwie pary zdezorientowanych oczu.

– A… Alyson? Wszystko w porządku? – zapytał Aaron, mierząc ją wzrokiem od stóp do głów.

– Oh, serio? Nawet w łazience?! – Alyson chciała krzyczeć, ale powstrzymała się przed tym, bardziej przerażona perspektywą wyjaśniania mamie i tacie Blake, skąd się wzięła tutaj ta dwójka.

Odwróciła się od nich i odkręciła kran. Włożyła ręce pod ciepły strumień wody i poczuła pieczenie. Okazało się, że zraniła sobie dłoń. Znieruchomiała.

Czuła, jak jej oddech przyśpiesza.

Dokładnie tak samo zraniła się w swoim śnie. Było wręcz identycznie!

Tym razem zapytał Tony.

– Co się stało?

Podniosła na niego wzrok, wracając jednocześnie do przerwanej czynności czyszczenia rąk. Ciemnowłosy dał mu znak, aby ten poszedł do Blake, a on sam zajmie się Alyson. Czarodziej bez słowa wyszedł z łazienki.

Aaron zbliżył się do dziewczyny, namoczył leżący obok ręcznik i delikatnie zaczął zmywać błoto z jej twarzy. Alyson przez chwilę wodziła wzrokiem za ruchem jego dłoni, a potem spojrzała mu w oczy.

– Zabiłam wampira – wyznała, opuszczając wzrok. Jej dłonie już dawno temu zaczęły zaciskać się mocno na obrzeżach umywalki w mosiężnym meblu, pozostawiając tam krwawe smugi z ran.

Zatrzymał rękę, którą czyścił jej twarz. Chwycił ją za brodę i uniósł do góry. Gdy spojrzała mu w oczy, dostrzegła błysk strachu, ale to nie dlatego, że Alyson zabiła cokolwiek. Martwił się, że coś mogło się jej stać.

Dalej trzymając ręcznik, przyciągnął dziewczynę do siebie i mocno przytulił. Mimo że bardzo pragnęła się opanować, Alyson przylgnęła do niego z całych sił. Zbyt wiele rzeczy nałożyło się naraz i chociaż nie płakała, ciepło ciała Aarona było dla niej swego rodzaju ukojeniem.

Odkąd tylko dowiedziała się, że w jej żyłach płynie coś więcej, niż zwykła krew człowieka, starała się być opanowana. Bo przecież nie należała do typu ludzi, którzy wpadają w panikę, gdy nie wiedzą, co mają zrobić. Starała się z tym pogodzić, wręcz cieszyć, ale teraz, gdy praktycznie trzeci raz jej życie naprawdę wisiało na włosku, nie potrafiła już zgrywać tak twardej, za jaką starała się uchodzić.

Coś ewidentnie starało się jej pozbyć. A to nie była miła perspektywa.

– Już dobrze. – Aaron mówił cicho i spokojnie, wlewając w nią ciepłe słowa wprost do ucha, tym samym ją uspokajając. Z każdą kolejną minutą, jego łagodzący dotyk na jej plecach powodował, że przestawała się trząść.

Wtedy też uświadomiła sobie, że Aaron był pierwszym chłopakiem, który potrafił wyciszyć ten jej dziwny gniew, pojawiający się w nagłych chwilach pełnych stresu.

Odniosła wrażenie, że wpuszczając go w tę część siebie, popełnia kolosalny błąd.

– Już nic ci nie grozi – wyszeptał, jakby składał obietnicę.

A ona bardzo mocno chciała mu uwierzyć.

Czuła, że Aaron nie powiedział tego, co zamierzał, kiedy się tutaj zjawił. Uznała, że jeżeli było to coś ważnego, zrobi to potem. Teraz i tak nie miała do tego głowy.

Gdy jakiś czas później wrócił portalem na Xyn, Alyson weszła do pokoju Blake. Ruda siedziała przy stole, ślęcząc nad kartką papieru i staranie coś na niej notując. Po chwili najwidoczniej zmieniła zdanie, bo zaczęła wszystko kreślić, aż w końcu pogięła papier i z furią rzuciła go w kąt.

– Wow, spokojnie – powiedziała Alyson. Następnie udała się do kąta, podniosła pogniecione kartki i wyrzuciła je do kosza na śmieci. Nie lubiła bałaganu. Rozejrzała się. – Gdzie nasza gwiazda?

Blake machnęła ręką.

– Streściłam mu, co się stało, i wygoniłam. – Wzruszyła ramionami. – Mam większy problem.

Alyson wskazała na kubeł.

– Masz na myśli to?

Rudowłosa pokiwała głową.

– Próbuję spisać wszystkie rzeczy, które chce się nauczyć. – Gdy Alyson posłała jej nic nierozumiejące spojrzenie, ta skinęła głową najpierw na nią, a potem ręką wskazała też na siebie. – W sensie jako wojowniczka.

Alyson mimowolnie zerknęła do kosza, ale nie sięgnęła po papier. Zamiast tego rzuciła się na łóżko i skuliła przy ścianie.

– Nie wiem jak ty, Blake, ale ja idę spać – mruknęła, odwracając się do niej plecami. – Mam dość.

Usłyszała chrobotanie długopisem o papier, a potem szuranie krzesłem o podłogę.

– To idź spać, a ja jeszcze trochę pokłócę się z Carlem.

Alyson obróciła głowę, aby posłać przyjaciółce zdziwione spojrzenie.

– Czemu?

– No bo ja coś źle zrobiłam… Zwyzywałam go i tak dalej, w sumie bez powodu. I to ja powinnam przeprosić, ale właśnie zrobiłam to tak, że to on ma przeprosić mnie.

Alyson uniosła jedną brew do góry. Po części ze zdziwienia, a po części z podziwu.

– Ooo?

– Tak się postępuje z facetami, Alyson.

– Przeprasza ten, któremu bardziej zależy – odpowiedziała, odwracając głowę. – Życzę miłej kłótni, dobranoc.

 

~*~

 

Wstały późno i w rezultacie obie nie poszły na zajęcia. Nie miały na to ani mocy, ani chęci.

Alyson wróciła do domu dopiero pod wieczór, kiedy w końcu udało jej się ubłagać Blake, aby ta ją podwiozła.

Pierwsze co zrobiła, po powrocie do domu, to napuściła wannę wody i siedziałam w niej tak długo, aż woda nie ostygła, a jej palce się nie pomarszczyły.

Wysuszyła głowę i weszła do pokoju. Było jeszcze w miarę wcześnie, choć na dworze panował mrok.

Sięgnęła po telefon i przejrzała ostatnie wiadomości. Zorientowała się, że nie miała żadnych informacji od Niny przez cały dzień, a przecież przyjaciółka obiecała odzywać się i upewniać ją, że wszystko było z nią w porządku.

Napisała wiadomość. Czekając na odpowiedź, rozsiadła się wygodnie przed laptopem i uruchomiła go. Następnie włączyła przeglądarkę, potem pocztę. Pobrała notatki od Annabelle i zaczęła je przeglądać, jednocześnie przekąszając płatki kukurydziane.

Zerknęła na telefon. Nina wciąż jej nie odpisała.

Słysząc krzątaninę w kuchni, krzyknęła:

– Mamooo! Możesz wstawić wodę?

– Już wstawiłam – odpowiedziała głośniej mama dziewczyny.

– Dzięki!

Gdy chwilę później usłyszała, że czajnik pstryknął, powędrowała do kuchni. Nucąc piosenkę, którą dzień wcześniej przypomniała jej Blake, zalała herbatę o smaku owoców leśnych i ruszyła z powrotem do pokoju.

– Co, kicia? Chcesz na rączki? – zapytała swoją biało-burą kotkę, która ocierała się o jej nogi, znacząco przy tym miaucząc. – No dobra, chodź – powiedziała Alyson, schylając się po kotkę, która już wyciągnęła do niej przednie łapki, niczym małe dziecko. Po chwili usadowiła się wygodnie na lewej ręce dziewczyny i zaczęła mruczeć jej do ucha.

Czystym fartem Alyson nie rozlała przy tym herbaty.

Wchodząc do pokoju, od razu zauważyła ciemnowłosego młodzieńca siedzącego na krześle, bawiącego się jedną z jej poduszek-piłek.

Pokój Alyson był w kolorach fioletowych i niebieskich. Wymiary tego pomieszczenia wynosiły 3 na 4 metry, ale pomimo że nie był wielki, mieścił wszystko idealnie. Na półkach stało dużo równiutko poukładanych książek, a łóżko było rozłożone, ale zaścielone – Alyson nigdy go nie składała. Przez to, że łóżko przechodziło przez środek pokoju, każdy kto chciał dotrzeć do okna, musiał przez nie przejść lub trzymać się blisko ściany.

Alyson z kotem na jednej ręce, a herbatą w drugiej, zamknęła nogą drzwi za sobą. Swojego czworonoga odstawiła na oparciu łózko-kanapy, a herbatę postawiła dopiero na biurku, przechodząc obok legowiska. Stanęła pod ścianą, a dokładniej pod tablicą ze zdjęciami, i spojrzała znacząco na Aarona.

– O co chodzi? – Mówiąc to, zmierzyła wzrokiem jego fryzurę. Włosy jak nigdy opadały mu na czoło i uszy w pokręcony sposób, co świadczyło o tym, że nawet ich nie układał. Zupełnie jakby się śpieszył.

„Albo jakby ktoś mu je potargał.”

Szybko odsunęła od siebie tę wizję.

Aaron spojrzał na nią jakoś tak… Dziwnie.

– W tym samym czasie, co wy miałyście spotkanie z wampirem, Nina została zaatakowana przez demona – wyrzucił z siebie. Musiał dostrzec przestrach w jej oczach, gdy ta szybko chwyciła za telefon, bo pośpiesznie dodał: – Nic jej nie jest. Był przy niej Borys i jej pomógł.

Alyson usiadła na brzegu łóżka, ściągając w dłoniach komórkę.

– Musimy zacząć was trenować – oznajmił.

A więc po to wczoraj przybył. Ciekawe, że zwlekał z tym aż cały dzień. Może chciał jej podarować jeszcze chwilę dawnego życia? Żeby ochłonęła?

Nie miała nic do dodania. Przecież wiedziała, że prędzej czy później to nastąpi.

Trzeba było zacząć działać.