– Misja ratowania Dylana! – krzyknęła wojowniczo Blake. Mało brakowało, a namalowałaby sobie barwy wojenne na policzkach.

– Jesteśmy już niedaleko – odparła Alyson, poprawiając na sobie trochę za duże ubranie od Judy. – Szkoda, że nie przenieśliśmy się w samo centrum.

– Nie wiadomo, co nas czeka w tych ruinach – zauważył Darren. – Lepiej najpierw to obejrzeć z zewnątrz.

Wszyscy się z tym zgodzili.

I wszyscy milczeli, jeżeli chodziło o przepowiednie i jej ucieczkę.

Przyjęła to z ulgą. Przez chwilę zastanawiała się, gdzie odłożyli kartkę z książki, którą ona zostawiła w pokoju Judy, ale szybko porzuciła te myśli. Teraz nie mogła pozwolić, aby coś ją dekoncentrowało. Musiała skupić się na zadaniu.

Pokręciła głową do samej siebie. Od kiedy to nazywa „zadaniem” uratowanie czyjegoś życia?

Z zamyślania wyrwała ją rozmowa, która przebiegła wśród jej znajomych.

– Wydaje mi się, że nasze sprzęty wystarczą – usłyszała odpowiedź Darrena na wymyślne pomysły Tony’ego, jakimi było przemiennie wszystkich w zwierzęta.

– Co nie zmienia faktu, że lis z gwiazdą na zadku i tak był najlepszy – zauważyła Nina ze znaczącym uśmiechem.

– Już ja mu dam gwiazdę na zadku… – burknęła pod nosem Blake, poprawiając miecz w dłoni.

Alyson także poprawiła uchwyt. Zastanawiała się nad tym, czy nie powinna zabrać więcej rzeczy, ale tak na dobrą sprawę nie umiała się nimi jeszcze posługiwać.

Darren miał swoją kuszę, a za pasem mały miecz. Judy miała poupychane w różnych częściach stroju sztylety, a w ręku trzymała błyszczący miecz. Broń Aarona wykładana była szafirowymi kamieniami. On także miał poukrywane małe mieczyki w specjalnych kieszeniach: czy to w spodniach, czy w kurtce. Jedynie ona, Blake i Nina uzbrojone były wyłącznie w swoje dalej nowo nabyte przedmioty. No, jeszcze Borys ani Tony nie mieli żadnej broni, ale oni im była zbędna.

Przykucnęli za drzewami otaczającymi ruiny. Po krótkich oględzinach, ruszyli. Niedługo miał wstać świt, co równoznaczne było z coraz mniejszymi szansami na ocalenie Dylana.

 

~*~

 

– Jest ich za dużo! – krzyknęła Nina.

– Ej, trochę wiary! – odpowiedziała jej Judy. Stała odwrócona plecami do pleców Alyson, osłaniając się w ten sposób i atakując potwory, jakie nadchodziły z różnych stron.

– Co ja przed chwilą zabiłam, do cholery?! – krzyknęła Alyson, patrząc na żółtą maź skapującą z miecza.

– Tak naprawdę go nie zabiłaś – odpowiedział Tony. – Za jakiś czas się odrodzi, ale może zająć mu to wiele lat.

– To był najprawdopodobniej demon koszmarów. Paskudny stwór – powiedział Darren, strzelając z kuszy w podobne stworzenie, które po chwili rozpłynęło się w powietrzu, pozostawiając po sobie jedynie leżący w mazi bełt i nieprzyjemny zapach.

– Czy właśnie mi się wydawało, czy Borys zjadł kawałek wampira? – zapytała z niesmakiem Blake.

– Fuj! – stwierdziła Nina, krzywiąc się z obrzydzenia, jednocześnie odcinając mieczem głowę nadbiegającego krwiopijcy.

– Ej, nie jest tak źle, jakoś sobie radzicie – powiedział Tony, a ta wypowiedź była skierowana do trójki niewyszkolonych wojowników. – Pamiętajcie, ugryzienie demona, ten jego jad, bez wyleczenia może was zabić. – Mówiąc to, trafił w jednego z potworów wiązką światła prosto w serce. Lub coś sercopodobne.

– Dobra, jest nas ósemka. Chyba możemy pokonać kilka potworów? – zapytała Judy, rzucając sztyletem i trafiając w środek potwora, który wybuchnął czarną mazią kawałek od niej.

– Zabijajcie, a nie gadajcie! – krzyknął Aaron w momencie, w którym Blake krzyknęła:

– Tony, uważaj!

Czarodziej odwrócił się w momencie, gdy wampir planował na niego skoczyć. Aaron za pomocą swojej szybkości przyciągnął przyjaciela do siebie, przez co wampir spudłował. Chwile później ucięta przez Aarona głowa potwora potoczyła się po kamiennej posadce, zamieniając się w pył.

– Dzięki, stary – powiedział Tony, odwracając się do niego plecami i rzucając snopem światła w demona, z którego wyciekła żółta posoka.

– Chyba muszę wymyślić coś innego, a nie ciągle to „uważaj” – burknęła Blake, przecinając na pół bestię, która obryzgała ją fioletową cieczą.

– Potem się nad tym zastanowisz – odparła Alyson. – Ruszajmy dalej. – Spojrzała na Ninę. – Gdzie teraz?

Przyjaciółka spojrzała na Borysa w postaci białego wilka, który chodził wokół jej nóg. Pyskiem pokazał stronę, w którą mieli się udać.

Tam też pobiegli, po schodach pokrytych zielonym mchem, aż znaleźli się w ciemnej sali. Tony pstryknął palcami, dzięki czemu pochodnie znajdujące się na tym starym zamku, zapaliły się. Choć nie, nie zapaliły – to nie do końca był ogień, a samo światło.

– Emm, dzięki – rzuciła Blake, która przestała mrużyć oczy.

– Chyba już wiem, gdzie jest – powiedziała Nina, wciągając powietrze. – Za mną!

Wybrali zachodnie skrzydło, wpadając do następnej zniszczonej komnaty.

– No nie, kolejne potwory? – Blake skrzywiła się, ale Alyson dostrzegła ten błysk w jej oczach. Ruda wręcz piekliła się do walki z nimi.

– Muszę dostać się do Dylana! – Rozejrzała się. – Mam złe przeczucie…

– Biegnij z Tonym i Aaronem, a my zajmiemy się tymi tutaj. – Blake kiwnęła głową na dziewczynę stojącą obok wilka. – Nina wskaże ci drogę, a nam potem Borys.

„Jak na kogoś nieumiejącego pracować w grupie, Blake całkiem nieźle sobie radziła… Rozporządzeniem innymi.”

– Dobry plan – zgodził się Alyson. – Chodźcie!

– Tędy! – krzyknęła Nina i pobiegła do kolejnych drzwi, a potem kolejnych…

 

~*~

 

– Oby tylko nie było za późno. – Alyson zaczęła gadać sama do siebie, zakładając grzywkę za ucho, aby ciągle nie wpadała jej do oczu.

– Może nie kracz – zaproponował Aaron.

Gdy wbiegli do kolejnego korytarza, coś się zmieniło.

Zapanowała cisza.

– Alyson… – zaczęła Nina. – Nie, to niemożliwe…

– Co się stało?

– Czuję… Nie, to nie może być prawda!

– No wyduś to z siebie! – Mówiąc to, rozejrzała się po pomieszczeniu. Na ziemi na jego końcu dojrzała pewien ciemny kształt. I choć domyślała się, co to jest… – Tony, może tak, światło?

Tony po raz kolejny pstryknął placami, a sala zrobiła się aż nad wraz jasna. Wtedy Alyson upewniła się, że wzrok jej nie zawiódł.

Brązowowłosy chłopak, ze spuszczona głową, z dłońmi przypiętymi kajdanami na krzyż do ściany, był nieprzytomny i cały pokryty zaschniętą krwią, ale musiał żyć.

Po prostu musiał.

– Dylan! – krzyknęła Alyson, zapominając o sprawdzeniu, czy po bokach nie czaił się jakiś potwór. Od razu ruszyła biegiem do chłopaka. – Dylan, Dylan, Dylan! – Rzuciła się na kolana, odrzucając miecz na obok. Chwyciła jego twarz w dłonie, unosząc ją trochę. Odgarnęła grzywkę z jego czoła, całą posklejaną przez krew. – Dylan, obudź się! To ja, Alyson. Wiem, ze mnie słyszysz. – Nie reagował. – No ocknij się, głupku!

Wtedy też, kiedy to była zaabsorbowana chłopakiem, nie dostrzegła wyłaniającego się ze ściany demona. Potwór rozwarł potężne szczęki i zanurzył kły w prawym przedramieniu Alyson.

Krzyknęła, czując przeogromny ból. Zgięła się w pół, pomimo że już siedziała na kolanach.

Chwilę potem potwora dosięgnął nóż Aarona. Wydał z siebie przerażający krzyk, a potem się rozpłynął. Tymczasem jad już zaczął krążyć w ciele Alyson. Czuła to.

Z przerażeniem odkryła, że demon miał nie żółtą, nie fioletową, a czarną krew.

– Alyson, tylko nie zasypiaj! – zawołał Aaron.

– Tony, masz przy sobie miksturę? – zapytała Nina, wskazując głową na ranną.

Czarodziej wyciągnął mikro buteleczkę już w trakcie pytania dziewczyny, po czym rzucił ją Aaronowi. Wojownik stuknął w nią trzy razy, aby ją powiększyć. A potem w mgnieniu oka znalazł się obok Alyson i wręczył jej eliksir.

Coś jej nie pasowało. Z tego, co jej mówili, nie powinna trzymać się… tak dobrze.

Spojrzała na buteleczkę w swojej dłoni, a potem na Aarona.

Wiedziała, że nie mogła tego wypić.

Nim zdążył zareagować, wlała lekarstwo do gardła Dylana.

– Alyson! Co ty robisz?! Jeśli się szybko nie uleczysz, zaraz umrzesz! – krzyczał na nią Aaron. – Jad tego demona, i to w takiej ilości, jest dla wojowników śmiertelny!

Alyson odrzuciła buteleczkę na bok.

– Nie czuję się aż tak źle – odparła, patrząc na niego twardo.

Chłopak wyglądał na zdziwionego, ale nie tak do końca. Musiał wiedzieć coś, czego jej nie powiedział…

– Alyson? – Głos Dylana był tak słaby, że Alyson ledwo go rozpoznała.

Odwróciła twarz w jego stronę, a jej spojrzenie z twardego zmieniło się w pełne współczucia.

– Co się dzie…? – Nie skończył pytania, bo zaczął kaszleć.

– Hej, hej, już okej. Już jesteś bezpieczny – powiedziała, głaszcząc go po głowie. – Nina, pomóż! – krzyknęła, odchylając głowę w stronę przyjaciółki.

Nina zjawiła się tuż obok i swoją nową siłą wyszarpała kajdanki ze ściany, a potem uwolniła z nich nadgarstki chłopaka. Gdy całkiem opadał na ziemię, Alyson przytuliła go do siebie.

Widziała, że Aaron otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale wtedy jakaś siła pchnęła go na ścianę. To samo przytrafiło się czarodziejowi, który wylądował na zniszczonej kolumnie, nieszczęśliwie obrywając w głowę. Osunął się i ciężko opadł na ziemię.

– Co… – zaczęła Nina, ale wtedy i ją coś odrzuciło w przeciwległy kąt. Słysząc syk bólu, Alyson omiotła ją wzrokiem. Wystarczyło szybkie spojrzenie na jej nogę, aby zorientować się, że nie jest dobrze. I że teraz na pewno nie uda jej się wstać.

Wszystko działo się tak szybko…

Aaron, który nie oberwał tak porządnie, jak pozostali, rzucił się do walki. Zarówno wojownik, jak i jego przeciwnik odznaczali się umiejętnością operowania szybkością, co oznaczać mogło tylko jedno.

Wtedy Alyson coś sobie przypomniała.

– Nina! Co poczułaś, jak tutaj weszłyśmy?! – krzyknęła Alyson, jednocześnie starając się ochronić Dylana swoim ciałem.

– Co? Aaa… – Głos Niny nie wyrażał już tylko bólu z powodu złamanej nogi. Wyrażał smutek. – Kogoś.

Nie musiała mówić kogo.

Alyson już to wiedziała.

Aaron turlał się właśnie z przeciwnikiem po ziemi, ale byli tak szybcy, że nie można było dostrzec, który z nich wygrywa, dopóki…

Dopóki do uszu Alyson nie dobiegł dźwięk rozłupywanej czaszki o posadzkę. Sekundę później Aaron został ciśnięty na ziemię kawałek dalej, jeszcze raz uderzając ostro głową o kamienie. Potem wylądował na ścianie po przeciwnej stronie, aż w końcu opadł z niej bezwładnie.

Alyson poczuła, jak coś się w niej złamało.

– Nie, nie, nie! Aaron!

„Tylko nie to…”

Nie wiedziała, co powinna zrobić. Nie mogła zostawić Dylana, który ledwo się trzymał, więc nie mogła pobiec ani do Aarona, ani do Niny, aby móc ich ubezpieczać.

A najbardziej przerażające było to, że nie mogła zabić tego, który ich atakował.

– Witaj, skarbie – powiedział wampir, stając tuż przed nią.

Podniosła na niego wzrok. Jego brązowe oczy wyglądały na rozbawione.

Wskazał palcem na Dylana.

– No nie wierzę, ty dalej jego bronisz! A byłem jednak pewien, że rzucisz się za tamtym. – Kiwnął głową na poranionego Aarona. – Ale że tak… Zwykłego człowieka? – Prychnął pogardliwie. – Możesz go uratować, ale wtedy skarzesz na śmierć swoich przyjaciół.

Coś zaczęło się w niej gotować.

I nawet wiedziała, co.

To była wściekłość. Istna wściekłość.

Mocniej przytuliła do siebie Dylana.

– Do niedawna sam byłeś zwykłym człowiekiem!

Machnął ręką.

– Nawet mi nie przypominaj tak strasznych czasów. – Alyson nie potrafiła zrozumieć, dlaczego w takim momencie uśmiechał się uwodzicielsko. Po chwili jednak zmrużył oczy, a potem wskazał na jej tęczówki. – Ładny kolorek, rzadko spotkany u wojowników, jak mniemam? A raczej nigdy…

– Mniemam? A ty co? Słownik połknąłeś?

Nigdy nie wyrażał się w taki sposób.

– To ja już nie mam prawa się edukować? – zapytał, uśmiechając się i odsłaniając przy tym kły.

– EDUKOWAĆ? Harry, ty taki nie jesteś!

I tego obawiała się najbardziej.

Stał się kimś, kogo nie potrafiła rozpoznać.

Wampir wskazał na ciemnowłosego.

– Widzę, że gust dalej masz ten sam, ale nie martw się, ten też raczej nie pożyje zbyt długo.

– Jak ty tak możesz?! – krzyknęła. – Co się stało?!

Zaczęła naprawdę obawiać się o życie nie tylko Dylana, ale Aarona, który jęknął przeciągle przy ścianie. Tony był zaledwie nieprzytomny, a Nina co prawda nie odzywała się, ale Alyson dostrzegła, że w jakiś sposób starała się zawołać do siebie Borysa.

Tylko… Alyson nie potrafiła dostrzec wyjścia z tej sytuacji. W sytuacji, w której Harry, jej Harry, jest atakującym. Tym, który robił im krzywdę.

– Mój Mistrz kazał mi się tobą zająć – odparł, lekko wzruszając przy tym ramionami. – Wiedziałem, że będziesz na tyle głupia, że jednak tutaj za nim przyleziesz. – Spojrzał na Dylana jak na coś parszywego. – I tak nigdy go nie lubiłem, więc taka ofiara poboczna mi nie przeszkadza.

– Ale…

– ALE? – krzyknął Harry, trący nagle złudny spokój i uśmiech na twarzy.

Jednym ruchem znalazł się tuż przy dziewczynie, a drugim podniósł ją do góry, unosząc lekko w powietrzu. Dylan, nie mając oparcia w dziewczynie, osunął się na posadzkę. Alyson mogła jedynie patrzeć w rozszerzone źrenice Harry’ego, przez które jego oczy stały się całkowicie czarne. Mimowolnie przełknęła ślinę.

– Czego twój Mistrz ode mnie chce? – zapytała, nie przestając patrzeć mu w oczy.

Miała tylko nadzieje, że nie wyczyta z nich bólu. Bólu, bo świadomość, że Harry chce ją skrzywdzić, rozrywała jej serce, a z drugiej strony bólu, bo jad demona zaczął się rozprowadzać po jej ciele, powodując, że na skórze pojawiły się krople potu, a ona sama czuła, jak słabnie z każdą chwilą. Obraz powoli się zamazywał.

– Jak to czego chce? – Harry zaśmiał się mrocznie. – Twojej śmierci – oznajmił. – Myślisz, że po co poszedłem na bal? Musiałem się dowiedzieć, co takiego ukrywacie. – Wskazała na swoje uszy. – Wiem wszystko. Albo prawie, ale mój Mistrz poskładał to w całość. Wybrał mnie, bo wiedział, jakie relacje nas łączyły, więc byłem idealnym kandydatem. – Trzepnął ją w policzek, kiedy zauważył, że zaczęła zasypiać. – W sumie to nie taka zła praca. Nawet przyjemna – ciągnął dalej. – Jestem taki szybki, silny…

– Stałeś się monstrum! – krzyknęła ostatkiem sił, jaki udało jej się w sobie zebrać. Harry natomiast spojrzał na nią, dokładnie lustrując jej twarz.

– Pamiętasz, jak mówiłem, że nigdy bym ciebie nie skrzywdził? – Spojrzał głęboko w jej przyćmione oczy, a potem nachylił się i oznajmił: – Kłamałem.

– Nie! – krzyknął Aaron, który widocznie jakiś cudem zdołał podnieść obolałą głowę, ale było już za późno. Harry wbił kły z prawej strony szyi Alyson, po czym zaczął pić.

 

~*~

 

– Judy, za tobą! – krzyknęła Blake.

Blondynka od razu wykonała obrót, dokonując jednocześnie precyzyjnego odcięcia głowy wampira, który chciał zaatakować ją od tyłu.

– Dzięki. Twój dar jest naprawdę przydatny! – zauważyła Judy.

Borys warknął pod nosem, jakby niezadowolony z tego, co właśnie planował zrobić: skoczył na Blake, powalają ją na ziemie, tym samym ratując ją przed ugryzieniem demona, którego chwilę później unicestwił Darren.

– Chyba że się zdekoncentrujesz – zauważył starszy Forrester.

– Złaź ze mnie kupo futra…

Borys zawył lekko, jakby się śmiał, ale po chwili znieruchomiał. Tak samo, jak Blake.

– Co to za hałas? – zapytała ruda, patrząc na drzwi prowadzące w stronę, w która udała się poprzednia grupka. Potem przeniosła wzrok na Borysa. – Też to słyszysz?

Wilk skinął głową.

– Ja nic nie słyszę – odparła Judy, zabijając ostatniego demona, jaki znajdował się obok niej.

– Bo nie masz wyostrzonego słuchu. – Blake wytrzeszczyła oczy. – To mi zabrzmiało jak łamanie kości…

– Chyba czas na nas – zakomunikował Darren, dając znać Borysowi, aby ich poprawił.

Biały wilk ruszył w kierunku schodów, a reszta podążyła za nim.

 

~*~

 

– Puszczaj ją! – krzyknął Aaron, starając się podnieść, ale okazało się, że jego prawa ręka jest uszkodzona w nadgarstku, więc jedyne co mógł, to syknąć z bólu.

Harry oderwał się od szyi dziewczyny, obtarł usta lewą dłonią i zlizał krew także ze swoich palców, smakując. Potem przeniósł wzrok na chłopaka o ciemnych brązowych włosach.

– Mówiłeś coś?

– Zostaw ją! – Tym razem krzyknęła Nina, starając się doczołgać do Tony’ego, który zdawał się odzyskiwać przytomność.

– Harry… – powiedziała cicho Alyson. – Dlaczego? – Nie umiała powstrzymać łez. – Co się z tobą stało? – Jej głos nie był słaby, mimo że wampir wysiorbał z niej sporo krwi. Nie czuła się także tak osłabiona, jak wcześniej, co równie było paradoksalne.

– Może kiedyś coś między nami było – powiedział, patrząc jej w oczy. Alyson na chwilę dostrzegła tego chłopca, na którego widok zapierało jej dech w piersiach przez kilka lat. – Ale potem zbyt wiele się wydarzyło i…

Alyson nie było dane usłyszeć tego wyznania do końca. Pomieszczenie przeciął dźwięk frunącego bełtu. Chwilę później wbił się gładko w napotkane ciało niczym nóż w masło.

Dziewczynie zabrakło tchu, mimo że to nie ona została zraniona. Krzyknęła z rozpaczą w głosie, kiedy Harry spojrzał na swoją lewą pierś, z której wystaw grot przebijający jego serce.

Alyson ledwo zakodowała to, że poczuła grunt pod nogami, kiedy Harry ją odstawił. Szeroko otwartymi oczami patrzyła, jak zbliżał usta do jej policzka, po czym lekko ją tam całuje.

– Wyleczyłem cię – szepnął, zanim runął na ziemie, tuż pod jej nogi.

– Nie, nie, nie! – krzyknęła, klękając przy jego ciele. – To nie dzieje się naprawdę! Nie może…

Po jej twarzy ciurkiem płynęły ciężkie łzy, a po szyi strużki krwi.

 

~*~

 

Pierwsze, co zobaczyła po wbiegnięciu do komnaty, był to Tony leżący pod kolumną. Podbiegła do niego.

– No nie, koleś. Nie mów mi, że znowu to samo? – zapytała, przypominając sobie imprezę.

– Nie, wszystko gra – odparł, wstając dzięki pomocnej dłoni Blake. – Tak mi się przynajmniej wydaje…

Urwał nagle.

Blake powędrowała za jego wzrokiem, a wtedy ujrzała zalaną łzami Alyson. Nie znalazła odpowiednich słów, aby to skomentować. Podobnie jak Tony.

 

~*~

 

– Trzymaj – powiedziała Judy, klękając przed leżącym na brzuchu bracie i opierającym się na jednej z rąk. – Wypij to. – Podsunęła mu pod nos flakonik z lekarstwem.

Aaron ją zignorowałam, nie do końca umyślnie. Jedyne co widział to Alyson, która rozpaczała nad ciałem tego, który chciał ich wszystkich zabić.

Starał się ją zrozumieć, ale to powodowało, że jeszcze bardziej odpływał.

Siostra trzepnęła go lekko, przywołując na ziemię.

– No pij to cholerstwo, bo wleje ci je do gardła. – Lecz on tylko przeniósł wzrok na buteleczkę. – Ok, sam tego chciałeś – ostrzegła, chwytając go za szczękę i wlewając zawartość flakoniku. – Nie umrzesz mi tutaj na wstrząśnienie mózgu – dodała.

Chłopak poczuł, jak lekarstwo zaczyna działać, rozwiewając mroczki przed jego oczami, ale sam nie był pewien, czy chciał, aby one zniknęły.

Miał wrażenie, że widok Alyson w takim stanie zaraz zmiażdży mu serce.

Usiadł powoli, odwracając głowę w stronę siostry, która patrzyła na niego ze współczuciem. Kto jak kto, ale Judy zawsze wiedziała, co kołatało się po jego głowie. Oraz w sercu.

Podała mu dłoń, zachęcając go w ten sposób, aby wstał. Przyjął jej pomoc.

 

~*~

 

– Nino! – krzyknął Borys, podbiegając do niej już w swojej ludzkiej. – Co ci się stało?

Po twarzy Niny płynęły łzy, ale to nie względu na swój stan. Patrzyła na swoją przyjaciółkę, której przyszło pożegnać się z kimś, kogo nie potrafiła opuścić. Bijące od niej emocje osiadały na sercu Niny, a ona nic nie potrafiła na to zaradzić.

Niedawno sama przeżywa coś podobnego.

– Och! – wyksztusiła z siebie, przytulając się do Borysa.

Przez nagły przypływ potrzeby bliskości, przestała opierać się pragnieniu, jakie się w niej kłębiło. Gdy Borys zbliżył swoje wargi, aby ją pocałować, nie mogłam się powstrzymać. Pozwoliła mu, a potem odwzajemniła to.

Mózg jednak potrafi zaskakiwać, bo wtedy przed jej oczami pojawił się Luke. Jego obraz wystarczył, żeby odepchnęła od siebie blondyna. Była pewna, że nie udało jej się ukryć poczuci winy na twarzy.

– Wybacz, nie mogę – oznajmiła, wycierając dłońmi policzki z łez.

Wilkołak uśmiechnął się smutno pod nosem.

– Luke nie zniknie tak szybko z twojego życia, co?

Odwróciła wzrok. Syknęła z bólu, bo poruszyła w tym momencie też nogą.

– Potrzebujesz tego, masz – powiedział, podjąć jej buteleczkę.

Wzięła ją, nie patrząc mu w oczy.

 

~*~

 

– Nie miałem wyjścia – powiedział Darren, kucając obok Alyson.

Żal przysłonił jej jakiekolwiek pole racjonalnego myślenia.

– Harry, nie! – szepnęła, po czym zaczęła szarpać za jego koszulę, ale on się nie poruszał.

– Al, on chciał cię zabić – powiedziała Blake, podchodząc bliżej z Tonym zawieszonym na jej ramionach.

Alyson podniosła lekko głowę i spojrzała na nieruchomą twarz Harry’ego – twarz wampira, który nie zamienił się w proch. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego on nie zniknął. Nie wiedziała też, czy czuje się przez to lepiej, czy gorzej. Patrząc na jego pozbawioną wyrazu twarz, brakowało jej słów. Widząc jego czekoladowe oczy, tak niezwykłe, że nawet gdy zniknął w nich blask, dalej potrafiły wywierać silne wrażenie na jej sercu, nie potrafiła pogodzić się z tym, że już nigdy nie miały na nikogo spojrzeć.

Po chwili odważyła się i uniosła dłoń, aby delikatnie zamknąć jego powieki już na zawsze. Czuła przy tym, jak w jej głowie szumiały słowa, które wcześniej starszy z Forresterów przeczytał z kartki wyciągniętej z księgi. W kółko i w kółko odtwarzała to w myślach jak przy zaciętej płycie.

– Nie pokonałam zła – powiedziała cicho. – A już poniosłam stratę.

– Myślisz, że przepowiednia zaczęła się spełniać? – zapytał Aaron, ale nie Alyson, a Darrena.

Coś wezbrało w jej piersi, ale nie był to szloch.

To było złość.

Osiadła na sercu i ścisnęła je, na co Alyson wciągnęła gwałtownie powietrze. Zrozumiała, że przez jakiś czas to uczucie jej nie opuści.

Być może nigdy tego nie zrobi.

– Musimy się stąd zbierać, i to szybko! – odezwała się nagle Blake, przystępując z nogi za nogę i oglądając się za siebie. – Zaraz będziemy mieć tutaj towarzystwo.

Darren od razu stuknął w pierścień na palcu, tworząc portal. Jego spojrzenie padło na chłopaka leżącego na ziemi.

– Wszyscy myślą o boisku niedaleko domu Dylana, o którym wcześniej mówiła wam Alyson – zakomunikował. – Szybko! Judy, ty pierwsza.

Blondynka wskoczyła.

– Ale ciało… – zaczęła Alyson.

– Nie mamy na to czasu – oznajmił Darren, biorą dziewczynę na ręce i  się podnosząc. – Wybacz, Alyson. – Skinął na Aarona, aby ten wziął Dylana. W tym czasie Borys pomógł Ninie wbiec do portalu, a tuż za nimi zniknęła Blake z Tonym.

– Nie! – krzyknęła rozpaczliwie Alyson, próbując się wyrwać z mocnego uchwytu Darrena. Wyciągnęła rękę w kierunku martwego wampira i to była ostatnia rzecz, jaką widziała przed zniknięciem w tafli wody.

 

~*~

 

– Wszyscy? – zapytał Darren, sprawdzając, czy każdy dotarł we wskazane miejsce. – To dobrze.

Posadził Alyson na ławce. Wpatrywała się przez chwilę pustym wzrokiem przed siebie bez jakiegokolwiek celu. Dylan, który już odzyskał przytomność, siedział obok niej i najwidoczniej starał się połączyć w całość to, co zdawało mu się widzieć.

Blake pomachała jej dłonią przed oczami.

– Alyson, czy uważasz, że…

– Tony – przerwała jej, podnosząc się nagle. Po jadzie demona nie został nawet ślad, była całkowicie przytomna. Miała też nad wyraz trzeźwy umysł, klarowne myśli. – Dasz radę wykonać jedno zaklęcie? – zapytała, patrząc tylko na niego.

„Czy powinnam to zrobić?”

Zadając sobie to pytanie, Alyson wiedziała, że już podjęła decyzję. Kochała rozumem, a nie sercem. A rozum podpowiadał jej, że nie warto ciągnąć tego dalej, biorąc pod uwagę zagrożenia, jakie się z tym wiążą. Decyzja wynikała z czystej kalkulacji, gdzie w rozrachunku plusy nie przeważały nad minusami.

Tony zmarszczył brwi, ale szybko pojął, o co będzie proszony.

– Alyson, jesteś pewna? – zapytał Aaron, który także się domyślał.

– Tony, dasz radę, czy nie? – ponowiła pytanie, nie spuszczając z niego wzroku.

– Powinno się udać – odpowiedział, masując sobie skroń. – Co ma…

– Dylan ma zapomnieć o wszystkich wydarzeniach, jakich dzisiaj był świadkiem. – Zagryzła dolną wargę, wahając się, ale po chwili jej twarz na powrót stała się poważna. Przecież podjęła już decyzję. – Ma również zapomnieć o mnie. – Zerknęła na swojego przyjaciela. – Tak będzie najlepiej.

Wiedziała, że już dawno Harry chciał zerwać jej kontakt z Dylanem. Skoro on tego chciał, jego Mistrz też mógł tego chcieć. Harry może nie żyć, ale zagrożenie życia Dylana wciąż jest czymś realnym, jeżeli zostanie przy utrzymywaniu z nim kontaktu.

Nie mogła tak ryzykować. Nie warto.

Ona nie była tego warta.

– Alyson… – zaczął Dylan, ale dziewczyna uciszyła go gestem otwartej dłoni.

– Ma pamiętać tylko tyle, że przyszłam do niego i szczerze porozmawialiśmy – kontynuowała. – Jego jedynym wspomnieniem z dzisiejszego wieczoru ma być to, że postanowiliśmy się przestać spotykać, bo nic do siebie nie czujemy.

„Poza przywiązaniem.”

Tylko że tego już nie powiedziała.

Dylan tym razem się nie odezwał. On także musiał wiedzieć, że kiedyś ich znajomość się skończy. Równie dobrze mogła się skończyć teraz, choć pewnie nie rozumiał, co się wokół niego działo.

Tony skinął głowę na znak, że da radę to załatwić. Siedząc na ławce, zaczął mruczeć pod nosem, a potem z jego rąk popłynęło parę złotych iskier, które skierował na dom Dylana.

– Gdy tylko przekroczy próg mieszkania, będzie pamiętał tylko to, co przed chwilą powiedziałaś – oznajmił czarodziej. – Jego pokój będzie czysty, nikt się nie zorientuje, że doszło tam do bójki. – Wskazał na chłopaka. – Możesz się z nim pożegnać, masz chwilę.

To było i tak dużo.

Z Harrym nie miała takiej możliwości.

Naprawdę chciała nie czuć żalu do Darrena, że to zrobił, ale nawet teraz nie potrafiła na niego spojrzeć. Część niej wiedziała, że nie było innego wyjścia. Gdyby Darren nie postąpił tak, jak uważał za właściwe, możliwe, że zginąłby ktoś inny.

Tylko że ta druga część niej czuła jedynie pustkę.

Chwyciła Dylana za rękę i pomogła wstać z ławki. Potem udali się pod dom chłopaka, zostawiając wszystkich za sobą. Stojąc przy drzwiach, podbiegła psina Dylana, która zaczęła radośnie skakać między nimi.

Alyson spojrzała w szare oczy chłopaka, wiedząc, że patrzy w nie po raz ostatni.

– No to… Żegnaj, Dylan – powiedziała, czując pod powiekami nadbiegające łzy. Nie wiedziała tylko, dlaczego. Może sprawił to fakt, że właśnie traciła przyjaciela? A może sprawiły to emocje, które w dalszym ciągu buzowały w jej ciele?

– Alyson, wiesz, że nie musisz mi tego wymazywać, prawda? – Wskazał na swoją głowę. – Nie chcę cię zapomnieć.

– Dylan, nie możesz tego pamiętać – odparła, kładąc dłoń na jego klatce piersiowej. – Już dawno powinniśmy to skończyć, wiesz o tym. Ten moment jest równie dobry, jak każdy inny. Czym się różni od dnia np. za tydzień?

Chłopak pokiwał lekko głową. Wyglądało na to, że rozumiał, iż działo się coś, czego nie powinien być częścią.

Pochylił się i pocałował Alyson w lewy policzek, przeciwny niż ten, na którym złożył pocałunek Harry.

– Żegnaj, Alyson. – Wyprostował się i spojrzał na nią smutno. Potem położył dłoń na jej policzku i pogładził go delikatnie kciukiem. – W obecnej chwili tęsknie za tobą.

Odsunęła się. Dłoń Dylana zsunęła się z jej policzka, zatrzymując się dopiero przy jego boku.

– Wydaje ci się, że tęsknisz – powiedziała, chwytając jego dłoń i wkładając tam coś, co wcześniej zabrała. Chłopak otworzył rękę i zobaczył swój breloczek. – Idź już – ponaglała go.

Stojąc w progu, odwrócił się i zatrzymał na niej dłuższe spojrzenie. Potem zamknął za sobą drzwi, co było równoznaczne z zamknięciem za sobą tego rozdział w swoim życiu. Nawet Alyson poczuła moc zaklęcia.

Wiedziała, że podziałało.

Wiedziała, że Dylan nie czuje już tęsknoty.

Wiedziała, że teraz będzie bezpieczny.

– Bywaj – powiedziała, patrząc na dom. Spojrzała na biegającego wesoło czworonoga. – Ty też moja kochana psinko – powiedziała, całując psiaka w czubek głowy. – Opiekuj się nim – dodała, kiedy zamykała za sobą furtkę.

Spojrzała na dom.

Spojrzała na niebo pełne gwiazd.

Wróciła do przyjaciół. Napotkała spojrzenie Niny i poczuła, że teraz rozumie cząstkę tego, czego czuła jej przyjaciółka, gdy musiała pozwolić odejść Luke’owi. Była tylko jedna zasadnicza różnica: Nina naprawdę go kochała, a Luke nie był w stanie jej zrozumieć, zaakceptować.

Dylan był skory ją rozumieć, ale z kolei ona nie chciała go już w tej części swojego życia. Mimo że rozstanie było dla niej trudne, skończyła coś, na co kiedyś nie miała tyle odwagi i wciąż ciągnęła, bojąc się stracić swoją rutynę, coś znanego.

Wtedy też uświadomiła sobie jeszcze jedną rzecz.

– Hmm, Tony… Masz jeszcze siły?

Zebrani spojrzeli na nią pytająco.

– Harry – wyjaśniła.

– Jaki chcesz czar? – zapytał czarodziej.

– Chodzi o to, żebyś zaczarował rodziców i znajomych Harry’ego. Niech myślą, że gdzieś wyjechał. – Westchnęła.

Tony nie wyglądał na przekonanego.

– Mają nigdy nie dowiedzieć się prawdy, co stało się z ich synem? – zapytał Darren.

Alyson spojrzała na niego, zaciskając usta w wąską kreskę. Co jak co, ale on akurat nie powinien się teraz wypowiadać.

– Tak będzie lepiej – poparła ją Niną.

– Na razie – dodała Judy. – Może kiedyś coś się zmieni, wtedy się im powie.

Alyson nie widziała żadnej możliwości, jaka mogła się wywiązać w najbliżej przyszłości odnośnie do Harry’ego, więc nie wypowiedziała się na ten temat.

– Nie ma ciała, nie ma sprawy – zauważył Aaron.

Borys nie skomentował tego. Był dziwnie cichy przez cały czas, ale akurat to mało ją teraz obchodziło.

Tony w końcu zgodził się na czar.

Alyson postanowiła jedno dzisiejszego dnia: od dziś będzie silniejsza. Jej oczy wyschły jak za dotknięciem magicznej różdżki.

Już nie płakała.