– Jak myślicie, to przypadek? – zapytał Aaron, odcinając głowę wampira, który odważył się zbliżyć do niego jako pierwszy.

– To, że Simon był wampirem… – Blake urwała, wykonując cięcie na demonie. – Czy to, że Alyson zniknęła… – Znowu urwała, wykonując kolejne pchnięcie. – A może masz na myśli to, że tutaj nagle roi się od potworów? – Zakończyła w końcu pytanie, odwracając się i powalająca kolejną bestię. Łapiąc oddech, wyrwała katanę i spojrzała na chłopaka.

Na twarzy niebieskookiego widać było uznanie.

Schlebiało jej to.

– I to, i to. No i tamto też – odparł po chwili.

Nina, idąc za przykładem Blake, wyciągnęła swój miecz z kieszeni kurtki i powiększyła go. Pojawił się w jej dłoni w momencie, gdy natarł na nią wampir.

Szybko się z nim rozprawiła.

– Szkoda, że nie ma pełni – odparła, zerkając to na księżyc, to na białego wilka. – Ponoć to zwiększyłoby jeszcze moją siłę.

„Jeszcze tego by brakowało…”

– A jest coś, co wzmocni lisa? – zapytała Blake, unosząc do góry ręce. – Jasne, że nie!

– A chcesz być lisem? – zapytał Tony, odrzucający głowę wampira w krzaki wiązką światła.

Blake posłała w jego stronę wymowne spojrzenie.

W tym samym czasie Judy rozprawiła się z demonem plującym czarną mazią, a Darren wystrzelił bełt, który trafił prosto w wielką paszczę kolejnego stwora.

– Możliwe, że na lisa nie działałyby tak te wszystkie demoniczne trucizny. – Tony starał się być przekonujący, a jego bursztynowe oczy aż płonęły blaskiem tysiąca świec na samą myśl o tym, aby wypróbować takie zaklęcie.

– Nie, dzięki – odparła kategorycznie Blake. – Chyba jednak nie chce ogona.

Zamyślenie się nad tą wizją wystarczyło, żeby nie zauważyła nadbiegającego wampira. Odrzucił ją kawałek dalej, zanim Aaron zdążył go zmieść z powierzchni ziemi. Otrzepując się z popiołu, jednocześnie podał Blake lewą dłoń.

– Wiecie co? – zapytał, gdy dziewczyna się podniosła. – Sądzę, że musimy przenieść pole bitwy dalej od tej imprezy. – Wskazał na budynek obok nich. – Nie chcemy, żeby komuś stała się krzywda.

– Masz rację – poparł go brat. – To wychodzi na to, że musimy się rozdzielić.

– Ale rozdzielanie…

„Przecież na horrorach zawsze to się źle kończy!”

– Ja pójdę sam – oznajmił Aaron. – Jestem z was najszybszy i mogę się oddalić znacznie dalej w krótszym czasie.

– Ale…

– W takim razie Judy i Tony idą ze mną – odparł ciemnooki.

Blake lekko się skrzywiła. Było jasne, że nie wybije im tego pomysłu z głowy.

– W takim razie ja idę z wilkami – odparła kwaśno.

Aaron pokręciła głową na jej słowa, po czym pognał przed siebie.

– No, to do dzieła – ponaglił ich Darren, ruszając w przeciwną stronę.

 

~*~

 

Aaron zdał sobie sprawę, że to nie był najlepszy pomysł, kiedy został otoczony przez krwiopijców.

Był w zasadzce.

Zatrzymał się na środku polanki znajdującej się w lesie. Dookoła otaczały go jedynie drzewa i ciemność, nie licząc lichego światła rzucanego przez niepełny księżyc. Ciężko było dostrzec cokolwiek, a co dopiero przeciwnika. Na dodatek tego wszystkiego, pod jego nogami zaczęła pojawiać się mgła.

Już wiedział, z kim zaraz przyjdzie mu się zmierzyć.

– Muszę przyznać, głupio postąpiłeś – powiedział głos za jego plecami.

Odwrócił się o 180 stopni, ale nikogo tam nie było.

– Czemu się chowasz? – zapytał, zaciskając mocniej palce na rękojeści miecza. W lewej dłoni trzymał mały błyszczący sztylet, gotów w każdej chwili wycelować i rzucić.

– Tak długo starałeś się ją chronić… I zawsze odnosiłeś porażkę. – Głos dobiegł teraz ze wszystkich stron, chcąc go zdezorientować.

Chłopak jednak nie zaczął się rozglądać za źródłem głosu. Wiedział, że to bezcelowe.

– Nie tym razem – odparł, mocniej napinając mięśnie.

– Niedługo będzie martwa. – Tutaj zapała znacząco cisza. – Ups, o ile już nie jest.

Przerażający śmiech rozbrzmiał w głowie Aarona. Chłopak poczuł, że zaczyna szybciej oddychać.

– Co masz na myśli? – zapytał, obracając mieczem w dłoni.

– Już ty dobrze wiesz, co mam na myśli. – Mimo że Aaron nie widział twarzy wroga, wiedział, że ten się uśmiecha.

– Kim jesteś?! – podniósł lekko głos, czując, że dłużej nie wytrzyma. Niepokój narastał w nim z każdą chwilą.

Przecież musiał ją obronić. Musiał.

– Twoim jednym z najgorszych koszmarów – odpowiedział przeciwnik jakby po lewej stronie. Dało się usłyszeć trzepot skrzydeł. – Zginiesz teraz, chyba że pójdziesz po rozum do głowy i przyłączysz się do mnie.

– Po moim trupie – warknął.

– Nie powiem, kuszące.

– Pokaż się – nakazał Aaron, odwracając się o 90 stopni w lewo.

Głos parsknął za jego plecami.

– Nie jesteś tego wart, ale mogę dla ciebie uczynić inną rzecz. – Głos znowu zaczął dolatywać zewsząd. – Pozdrowię od ciebie rodziców, kiedy będę odrywał im głowy.

Po tych słowach zaczęła się jatka.

Kruk odleciał, nie zaprzątając sobie nim dłużej głowy. Zostawił w tym celu swoich sługusów, którzy rzucali się na Aarona z zawrotną szybkością.

Początkowo chłopak odwracał się i przecinał bez zawahania każdego napastnika. Podskakiwał lekko, a potem lądował na nich z góry, a niekiedy też zabijał wampira tuż nad swoją głową, przez co po chwili cały był w popiele.

Tylko że było ich za dużo.

Gdy odbierał atak z przodu, inny wampir chwycił go z tyłu, po czym cisnął o drzewo. Chłopak zdążył tylko poczuć przerażający ból pleców, zanim pogrążył się w czarnej otchłani.

 

~*~

 

– Aaron nie powinien sam ryzykować – marudziła Judy, biegnąc przed siebie i jednocześnie oglądając się do tyłu. – Przecież w grupie zawsze możemy liczyć na siebie nawzajem.

– Powiedz to Darrenowi – oznajmił Tony po jej lewej. – To on go nie zatrzymał.

– My też – cicho zauważyła jasnowłosa.

– Musiał zwiększyć szansę, żeby ochronić tamtych ludzi – odparł Darren.

– Może skupmy się na demonach? – zapytał Tony, uderzając wiązką światła w potwora. Czarna maź skapnęła na jego nadgarstek, zanim się odwrócił. – Szlag!

– Nie marudź, ciebie to nie zabije – skarcił go Darren.

Czarodziej szybko wyciągnąć z kieszeni mały flakonik, który w jego dłoni zrobił się większy, następnie otworzył go i wylał jego zawartość na swoją ranę.

– Przezorny zawsze ubezpieczony.

Podniósł wzrok, kiedy nagle…

– Uważaj! – krzyknął do czarnowłosego.

Z ziemi wyłonił się demon i dosłownie połknął Darrena, zanim ten zdążył się zorientować, co się stało. A potem zniknął.

– Nie! – krzyknęła Judy, rozglądając się dookoła nieostrożnie. – Darren!

– Judy, za tob… – zapewne nie usłyszała więcej słów czarodzieja, bo wyłonił się kolejny potwór i połknął ją tak samo, jak chwilę wcześniej jej brata.

Tony poczuł, jak ogarnia go wściekłość. I strach.

Spotęgował swoją moc i rozłożył ręce, przez co poraził wszystkie stworzenia znajdujące się dookoła. Demony zaczęły się palić, a potem się dematerializowały. Tylko że ten najważniejszy, z Judy środku, zdążył już zniknąć.

Czarodziej poczuł, że to zaklęcie wyssało z niego moc. Gdy pojawił się połykacz, nawet nie stawiał oporu.

 

~*~

 

– Obudź się, obudź się!

Aaron powoli zaczął rozchylać powieki.

– Co…

– Wypij to – usłyszał po swojej prawej stronie. – No już!

Nawet nie zdążył wyciągnąć ręki, bo zniecierpliwiona osoba wlała mu miksturę do gardła. Zakrztusił się lekko, ale odzyskał władzę w rękach, a także zdolności widzenia.

– Ja śnię – odparł, patrząc na Alyson, która przyglądała mu się z przekrzywiona głową. Po jego słowach na jej twarzy pojawiła się ulga.

I to ogromna.

– Tak, a teraz masz się obudzić – powiedziała twardo, patrząc na niego stanowczo. – Obudź się i…

– Jak to zrobiłaś?

Widział zniecierpliwienie na jej twarzy.

– Zeszłym tygodniu poprosiłam Tony’ego o parę eliksirów, w tym kilka umożliwiających to, co Ty kiedyś zrobiłeś. – Wskazała głową gdzieś w bok. – A teraz obudź się i przyjdź do mnie.

– Ale… – Mimo że odzyskał władzę w swoim ciele i mógł się ruszać, czuł coś innego. – Chyba nie dam rady. Nie tym razem.

Alyson strzeliła mu twarz.

– Budź się, ale to już! – podniosła głos. – Mnie się nie odmawia!

Sekundę później Aaron otworzył oczy i tylko dzięki swojej szybkości uniknął śmiertelnego ciosu ze strony przeciwników.

Przeturlał się kawałek, stukając w pierścień.

– To jeszcze nie koniec – powiedział, stając na nogi, jednocześnie podnosząc swój miecz.

Odciął głowę jednego z wampirów, a potem odwracając się, przebił serce drugiemu i wpadł do magicznej tafli wody.

Chwilę później znalazł się na łóżku Alyson.

– No w końcu! – oznajmiał, zakładając skórzaną kurtkę. Nie miała na sobie już różowego żakietu. – Przynajmniej jesteśmy kwita.

Powoli wstał i zmarszczył brwi, masując jednocześnie swój policzek.

– Skąd wiedziałaś?

– Sen – mruknęła, wskazując swoją głowę. Utkwiła wzrok w jego pierścieniu. – Musimy przenieść się do tajnej biblioteki. We śnie rozmawiałam z pewną kobietą i, jak sobie przypomniałam, nie był to pierwszy raz, ale to teraz nieistotne. Chodzi mi o to, że wiem, jak nazywa się nasz wróg. – Oczy jej aż lśniły z podekscytowania. – Widziałam książkę z jego imieniem, więc tam na pewno będzie, jak go pokonać.

Nie przestał marszczyć brwi. Dostrzegała to, a jakżeby inaczej. Ona widziała wszystko.

– Co jest?

– Tak się zastanawiam… – Zmierzył ją wzrokiem. – Spotkałem naszego wroga i on twierdził, że pewnie już nie żyjesz.

Alyson uśmiechnęła się. Był to piękny, drapieżny uśmiech.

– Dalej się nie nauczył – odparła, pokazując w stronę okna. – Wysłał jednego wampira, gdy spałam. – Aaron dostrzegł kupkę popiołu, w którą czarny kot wkładał łapkę, chcąc wybadać, co to takiego. – Nie wiem tylko, jak dostał się przez okno – przyznała. – Ale grunt, że zlikwidowany.

– Zadziwiasz mnie – przyznał Aaron, wracając do niej wzrokiem.

Dziewczyna przewróciła oczami, ale pod jej nosem krył się uśmiech.

– Ty się teraz nie zachwycaj, bo nie ma na to czasu. – Sięgnęła do jego ręki i trzy razy stuknęła w sygnet. – Czas nas goni.

Aaron opuścił wzrok na dłoń Alyson, dalej leżącą na jego ręce. Chwycił ją mocno, a potem spojrzał w jej oczy.

– To ruszajmy – rzucił, wbiegając w portal i trzymając Alyson za rękę.

 

~*~

 

– Uciekliśmy im? – zapytała Blake, przystając i oglądając się dookoła.

– Na to wychodzi – odparła Nina. – Kurde, mieliśmy odciągnąć ich od ludzi…

– A tymczasem, powiedźmy to sobie wprost, spierdoliliśmy sprawę – powiedziała Blake, na której twarzy pojawiła się pogarda. Chociaż nie, ona zawsze tak wyglądała. – Nawet ten uroczy wilczek nam nie pomógł.

Borys warknął.

– No co? – obruszyła się ruda. – Wolisz, bym uważała, że jesteś obślizgły? Do śluzu ci daleko.

– Blake – upomniała ją krótko Nina.

Dziewczyna wzniosła ręce do góry, w tym jedną, w której trzymała katanę.

– Wiem, że wzajemnie za sobą nie przepadamy, ale nie broń go, to facet, sam może o siebie zadbać.

Nina skrzywiła się, za to Borys okrążył ją i usiadł u jej boku.

– Dwoje przeciwko jednej – mruknęła pod nosem Blake, grzebiąc kataną w ziemi. – Zapamiętać, nigdy więcej nie iść nigdzie ze sforą…

Nina miała już serdecznie dość jej biadolenia.

– Fox, siada ci na mózgu?

Borys pokręcił wilczym łbem i machnął ogonem. W tym też momencie coś huknęła obok.

– Oho! – Blake od razu się ożywiła i poprawiła uchwyt katany, trzymając ją znowu oburącz. – Chyba jednak nasze towarzystwo do nas wróciło.

– Nie cieszyłabym się tak na twoim miejscu… – zaczęła Nina, ale urwała, bo Borys przewrócił ją, osłaniając przed demonem. Chwilę później biały wilk zniknął w paszczy potwora. – Borys! – krzyknęła, podnosząc się z ziemi i rozglądając dookoła.

– Ja… Ja tego nie przewidziałam – wyznała zdziwiona Blake, wytrzeszczając oczy.

W następnej chwili coś pchnęła i ją w czarną otchłań.

– Blake! – krzyknęła Nina, a następnie odskoczyła w ostatniej chwili przed człekokształtną postacią. – Wynoś się stąd! – zamachnęła się mieczem, przecinając stwora.

A potem upadła na ziemie, czując, jak grunt osuwa jej się spod nóg. Zaczynało docierać do niej to, że została sama.

Kiedy wampir zbliżał się do niej, nawet nie zareagowała. Popchnął ją tak, jak wcześniej popchnął Blake – do paszczy kolejnego demona.

 

~*~

 

– Prędko, musimy zdążyć!

Alyson zaczęła rozglądać się po półkach w bibliotece. Z racji tego, że tą drugą chroniła magia, nie mogli się przenieść bezpośrednio do niej.

– Gdzie było to tajne przejście?

– Chyba gdzieś tutaj – odparł, zbliżając się do ściany pełnej książek. Chwycił za jedną z nich i odłożył na bok, a następnie postukał w ścianę regału. Robił to do czasu, aż trafił na ukryty przycisk. Nadusił go, a wtedy ściana zaczęła się odsuwać, formując drzwi.

Spojrzał na Alyson i się ukłonił.

– Panie przodem.

Nie zwracając na niego uwagi, otworzyła drzwi i wbiega do środka, a on tuż za nią.

– Gdzie to było… – mamrotała pod nosem, odrzucając za siebie kolejną książkę z tajemniczego archiwum. – Pamiętam, że tutaj była!

– Jak on się nazywa? – zapytał Aaron, kierując się do stosu innych książek.

– Drake Jarrett. Wydaje mi się właśnie, że przez dwa „r” i „t”, bo ona tak dziwnie to wymówiła…

– No to chyba znalazłem – oznajmił, odwracając się do niej i podając jej zakurzoną książkę. Cofnął jednak rękę, wytarł kusz i dopiero podał ją dziewczynie.

Alyson szybko zaczęła przekartkowywać strony.

– Śmieci, śmieci, bezużyteczne, śmieci, bezuży… – Urwała, zatrzymując się. – Mam! – krzyknęła triumfalnie. – Auć – dodała, czytając kolejne zdanie.

Im dalej czytała, tym mniej jej się podobało.

– Co jest?

– Sam zobacz – powiedziała, podając mu książkę i wskazując na konkretny fragment.

Aaron wytrzeszczył lekko oczy.

– Auć – skomentował.

 

~*~

 

Najpierw poczuła na ramionach czyjeś ręce. Dopiero po chwili zorientowała się, że ktoś nią energicznie potrząsał.

– Blake, Blake! – Czy to był Tony? – Lisie ty jeden, obudź się!

– Gdzie… Gdzie ja jestem? – zapytała, starając się otworzyć oczy.

– W celi – poinformował ją Darren. Gdy wzrok w końcu jej się wyostrzył na tyle, co mógł, zauważyła go stojącego przy kratach. – Przynajmniej żyjesz.

– On i jego komentarze – burknęła pod nosem, a potem zaczęła się rozglądać.

Nina siedziała przy Borysie, który był już w postaci człowieka. Z jego lewego boku sączyła się krew, a on sam wyglądał dość blado.

– Już więcej nic nie zdziałam – powiedział Tony, patrząc teraz na rannego chłopaka. – Zabrali nam wszystkie mikstury, a bez tego mogłem jedynie zatamować chwilowo krwawienie.

– Musimy się jakoś stąd wydostać i go uleczyć – powiedziała Nina.

Judy siedziała oparta o ścianę z podciągniętymi nogami i rękoma położonymi na kolanach. Westchnęła.

– Stąd nie ma wyjścia.

Blake rozejrzała się dokładniej. Kogoś jej brakowało.

– Gdzie Aaron? – zapytała, przenosząc wzrok na klęczącego obok niej Tony’ego.

Judy spojrzała na Darren w tym samym czasie, co brat na nią.

– Nie jesteśmy pewni… – zaczęła Judy, patrząc teraz na Blake, która także na nią spojrzała. – Bardzo możliwe, że skoro go nie ma, to… – Urwała i pokręciła głową, a potem oparła czoło na swoich zgiętych i podciągniętych kolanach.

Blake wykrzywiła się.

– Musimy pomyśleć, jak się stąd wydostać, może jak… – zaczął Tony, ale wtedy ktoś pojawił się po drugiej stronie krat.

– Już chcecie się stąd wydostać? Aż tak wam tutaj źle? – Osoba, która to mówiła, kryła lekki uśmiech pod nosem.

Wszyscy na niego spojrzeli.

– Kim jesteś? – zapytał Darren, mierząc go wzrokiem.

Chłopak spojrzał na niego, a potem przeniósł wzrok dalej.

– Mój Szef was wzywa, więc nie musicie już główkować, jak stąd wyjść. – Teraz już się nie krył, a uśmiechnął się szeroko. Dało się dostrzec jego kły.

Mimowolnie z gardła Blake wydobyło się warknięcie.

– Pewnie zastanawiacie się, dlaczego nie zginęliście wcześniej. – Zaśmiał się krótko. – Warto najpierw zabawić się tym, co chce się zjeść. – Zauważalnie się oblizał. – Krew smakuje wtedy lepiej.

– O, cieszymy się bardzo. – Blake podniosła się. – Bardzo to cenna informacja…

– Już rozumiem, czemu kazał mi zakneblować rudowłosej buzię – powiedział chłopak, patrząc na Blake jednocześnie z zaciekawieniem, jak i niechęcią.

Nie powstrzymała się i posłała mu zdziwione spojrzenie.

– Od razu mówię wam, że mnie i moich pomocników nie jesteście w stanie pokonać – poinformował mimochodem, ale widać było, jak się tym napawa. – Nie macie swoich broni… – Wyciągnął rękę i wskazał na nich wszystkich, zakreślając koło. – A w waszych ciałach jest pewna substancja, która zabiera wam siłę. – Mówiąc to, otworzył zamek w drzwiach. Następnie wparował do środka i założył Tony’emu magiczne kajdanki na ręce. – Nie potrzebujemy tutaj czarów – dodał z kpiącym uśmiechem.

Tony spojrzał w dół i się skrzywił. Wampir skinął na swoich towarzyszów.

– Wiecie, co macie robić.

– Ty świ… – Blake nie dokończyła, bo wampir zostawił Tony’ego i doskoczył do niej, zawiązują chustę na jej ustach, a potem także związując jej ręce z tyłu, na plecach, i popchnął w stronę drzwi, tak że o mało się nie wywaliła.

– Ty, wilczku, radzę ci tego nie dotykać – powiedział kierujący ich grupą, gdy Borys stał ledwo, trzymając się na nogach w dziwnym wąskim migoczącym prostokącie. – Dotknij, a się spalisz.

Blake próbowała coś powiedzieć, ale chusta skutecznie jej to uniemożliwiła. Niezmiernie ją tą poirytowało, przez co wydała z siebie coś na wzór głuchego warknięcia.

– Co mówisz? – zapytał wampir, pochylając się do niej. – Aaa, że nie byłoby jego szkoda? – Wyprostował się z szerokim uśmiechem na twarzy. – Twoja znajoma ma inne zdanie – powiedział, wskazując na Ninę, która wyglądała tak, jakby miała ochotę zabić wyjątkowo nie Blake, a kogoś innego.

 

~*~

 

Tony próbował użyć jakiegoś czaru, ale bezskutecznie. Mógł tylko mieć nadzieję, że Aaronowi udało się uciec i że dotrze do nich na czas.

Z każdym kolejnym krokiem ta nadzieja nikła.

Darren rzucił jakiś komentarz, którego Tony nie usłyszał, ale usłyszeli to sługusy tego, który ich prowadził. Jeden z nich uderzył go tak mocno, że wojownik przeleciał przez pół holu. Judy bez powodzenia starała się ruszyć w jego stronę.

Następne kilka minut szli w ciszy, aż trafili do miejsca, które musiało być czymś w rodzaju głównego pomieszczenia. Pomieszczenia, a nie sali, bo wyglądało jakby… Było pod ziemią. Wokół znajdywała się jedynie skała. Byli w jaskini.

– Witajcie w moim pałacu – odezwał się głos, ten sam, który zaatakował ich na imprezie Blake. I nie tylko – widząc minę Niny, Tony domyślił się, że i ona zapamiętała barwę tego głosu ze swojej potyczki.

Jak jeden mąż spojrzeli w górę. Mimo że całe pomieszczenie było ciemne i dodatkowo dookoła panował przeraźliwy chłód, nie sposób było nie dostrzec częściowo ukrytej postaci siedzącej na pojedynczym wysokim tronie.

– Miło mi, że w końcu mogę się wam przedstawić – Wstał ze swojego miejsca i ruszył kilka stopni w dół. – Jestem Drake Jarrett. – Rozłożył ręce na boki, nie przestając iść.

Blake warknęła coś, co chyba miało znaczyć:

– „Znowu rr?”

– Wątpię, żeście o mnie kiedykolwiek słyszeli, albowiem wojownicy, szczególnie Forresterowie, uważali mnie za zmarłego. – Dalej nie było widać jego twarzy, ale dłońmi wskazał na siebie. Można było dostrzec jedynie trzeszczącą się od śmiechu klatkę piersiową. – Bardziej nie mogli się pomylić! A teraz jeden z ich synów nie żyje, a resztę czeka jeszcze straszniejsza śmierć…

Po tych słowach Darren próbował wyrwać się z uścisku wampira, który go przytrzymywał. Zabrakło mu jednak siły i w jednej chwili przeciwnik powalił go na ziemię, i tam już zatrzymał.

Blake znowu próbowała coś powiedzieć, coraz bardziej wkurzona tym, że chusta zagłusza jej słowa, z kolei Nina starała się wyrwać nie jednemu, ale trzem wampirom, które ją przetrzymywały. Bez efektu.

Judy wyglądała, jakby nie wierzyła temu, co właśnie usłyszała. Nawet nie próbowała się wyrywać, jakby rozumiała, że to nie ma sensu. Podobnie zachował się Borys, który mimo rany stał z założonymi rękami w swoim wąskim więzieniu i patrzył przed siebie z niesmakiem.

Tony zamarł, był też pewien, że zrobił się blady. Jak teraz się wydostaną? Nie zorientował się, że używał magii, dopóki nie poczuł bólu. Spojrzał w dół, a wtedy okazało się, że magiczne bransoletki na jego nadgarstka zaczęły wypalać mu skórę. Opamiętał swoją moc, a bransoletki się uspokoiły, ale rany nie przestały boleć. Zacisnął mocniej szczękę i wrócił wzrokiem do postaci stojącej na schodach tronu.

– A, właśnie. Mówiłem coś o Alyson? – zapytał Drake. – O, prawda. Zapomniałem. – Podrapał się po brodzie. – No więc…

Blake burknęła przez chustę coś, co przypomniało:

– „Od – no więc – nie zaczyna się zdania, dupku.”

– Ona także nie żyje – oznajmił w końcu Drake, po czym się zaśmiał. Następnie pstryknął palcami i zamienił się w kruka. Wylądował tuż przed swoimi niewolnikami, u stóp tronu, zmieniając się z powrotem w swoją pierwotną postać.

Jego tęczówki miały kolor toksycznej zieleni połączonej z żółtym odcieniem, a do tego jego białka oczu były czerwone. Miał jasnobrązowe włosy, ulizane do tyłu, a z ust wystawały mu kły aż na dolną wargę. Swoją drogą dziwne, że przez to nie seplenił.

Ubrany był w czarny zniszczony płaszcz, ciągnący się do ziemi. Pod spodem widniała czarno-czerwona koszula. Czarne spodnie miejscami wyglądały na poplamione krwią, a takiego samego koloru ciężkie buty pokryte były błotem. Jego palce odznaczały się nadzwyczajną długością i ostrymi pazurami.

Tony czuł, że Blake jakby mogła, wystawiłaby język, aby pokazać, jak bardzo jest obrzydzona jego widokiem. Czuł, bo sam miał ochotę to zrobić.

Wampir westchnął zadowolony.

– Ta sztuczka nigdy mi się nie znudzi – wyznał, przyglądając się więźniom. Zatrzymał wzrok na wojowniczce. – Ach tak, Nino. Jak tam twój chłopak? A, no tak… Rozstaliście się. – Pokiwał głową, jakby się nad czymś zastanawiał. Spojrzał w ziemię, zamyślony, a potem spojrzał w rozszerzone źrenice Niny. – A utrzymujecie jakiś kontakt? – W jego głosie brzmiała taka dziwna troska, że aż można byłoby pomyśleć, że mówił to ktoś inny. – Nie, oczywiście, że nie… – Nagle jego wyraz twarzy się zmienił. Wyprostował się. – Cóż, chyba czas najwyższy rozgrzać atmosferę. – Gdy to powiedział, podniósł lekko dłonie, a potem zakląskał w nie trzy razy, zachowując przy tym, jakby na to nie patrzeć, jakąś grację. – Niespodzianka! – dodał, przenosząc wzrok na drzwi po swojej prawej stronie.

Blake powiedziała coś, co zabrzmiało jak przekleństwo, ale nawet ona znieruchomiała. Tony przełknął ślinę.

– Co… – zaczęła Nina, ale głos uwiązł jej w gardle. Wytrzeszczyła oczy na widok swojego byłego prowadzonego przez jednego z wampirów. Nie wyglądał za dobrze. – Coś ty mu zrobił?! – krzyknęła, przenosząc wzrok na Drake’a, i mocując się jeszcze mocniej z tymi, co ją przytrzymywali. – DLACZEGO?!

– Dla zabawy – odparł Drake, a potem podniósł rękę do góry z wysuniętym palcem wskazującym. Zmrużył lekko oczy. – I za to, jak mnie potraktowałaś. Zraniłaś mnie, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. – Spojrzał na Luke. – To moja zemsta.

– Nino… – powiedział cicho Luke, podnosząc z widocznym wysiłkiem głowę, którą cały czas trzymał spuszczoną. Trzymający go wampir uderzył go w tył kolan, tak że ten upadł na nie i teraz klęczał na obu tuż przed Drakiem.

– A, wspominałem, że przywróciłem mu pamięć? – Drake uśmiechnął się obleśnie. Tony miał ochotę splunąć mu w tę przebrzydłą twarz. – Teraz pamięta, kim jesteś. I chyba… – Zamyślił się. – Chyba któryś dzień go tutaj trzymam. Straciłem rachubę.

Podszedł do Niny i przejechał jej swoim szponem po policzku, lekko go rozrywając. Borys w klatce warknął jak wilk, mimo że dalej był człowiekiem. Drake nic sobie z tego nie zrobił, tylko zlizał krew ze swojego palca.

– Mmm – odparł, a potem znowu spojrzał na Ninę, którą miała obrzydzenie wypisane na twarzy.

– Mam nadzieje, że się nie gniewasz. Chciałem, żeby było zabawniej – oznajmił wampir, a potem złożył ręce i zaczął je energicznie i entuzjastycznie pocierać. – A teraz czas na finał! – Odwrócił się do Luke. – Jakby to wam wyjaśnić… Teraz zamienię go w wampira.

– Nie! – wrzasnęła Nina, spoglądając na Luke’a z przestrachem. – Nie możesz tego zrobić!

– …. a kiedy ty, Nino, już będziesz wilkołakiem… – kontynuował, jakby nigdy nic. – To są dwa różne światy, których nie da się złączyć. – Przelotnie spojrzał na Borysa, ale nad nim jakoś nie miał ochoty się znęcać. Zatrzymał spojrzenie na Ninie, odwracając się lekko. – Wasze drogi rozejdą się na zawsze – powiedział, a potem się zastanowił. – Oczywiście, jeżeli jakąkolwiek drogę będziecie jeszcze mieli, ale obiec…

– Dobra, nie mogę już dłużej tego słuchać. – Nagle odezwał się głos z końca pomieszczenia, przez co wszyscy spojrzeli w tamtą stronę. – Skoro twój finał ma być tak żałosny, pozwól, że nieco go skoryguję – dodała Alyson, skacząc z góry i zatrzymując się na zgiętych nogach niedaleko wampira.

Wyprostowała się szybko i przekrzywiła głową.

– Jak na nieżywą, czuję się pełna życia.