– Lynx! – powiedział Drake, rozchylając ręce w powitalnym geście. Ukłonił się. – Witam szanowną panią. – Zmierzył ją wzrokiem, oceniając. Musiał dostrzec, że nie ma nawet zadrapania, bo wyraźnie się skrzywił. Spojrzał jej w oczy. – Chciałabym ukarać wampira, który nie wykonał swojego zadania, ale domyślam się, że będzie to problemem?

– Minimalnym – odparła, zbliżając się powoli niczym kot. – Jest teraz kupką popiołu. – W swojej prawej ręce trzymała miecz, który teraz poprawiła w dłoni.

– Ładny kolorek – powiedział, wskazując na jej oczy. Widząc, jak się zbliża, prychnął pogardliwie, po czym zaczął iść powoli w jej kierunku. – Czy czerwień nie jest kolorem wampirów?

– Ciężko to stwierdzić, Drake. – Głową pokazała w jego stronę. – Każdy znany mi wampir zginął, zanim zdążyłam się przypatrzeć, jakie ma oczy.

Uśmiechnął się znacząco.

– Sugerujesz coś?

– Nie, no skąd – odparła, zatrzymując się, bo odległość między nimi zmniejszyła się już znacznie. Odważyła się spojrzeć na chwilę na swoich przyjaciół, oceniając sytuacje z położenia, w jakim się znalazła. Nikt się nie odzywał, jedynie patrzyli na nią trochę otumanionym wzrokiem.

– Zrobiłeś im coś? – zapytała, powracając do niego spojrzeniem.

– Skąd wiedziałaś, gdzie jestem? – Nie odpowiedział, a zadał własne pytanie.

Uśmiechnęła się. Nie liczyła, że jej odpowie.

– Czy to nie oczywiste? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.

– Przyśniło ci się – odparł, wzdychając teatralnie. – Wydaje mi się, że przyszłościowe wizje nie powinny być twoją specjalnością.

Alyson zmarszczyła brwi.

– Chciałeś to sprawdzić, gdy próbowałeś się mnie pozbyć? I to kilka razy?

Jego spojrzenie się zmieniło. Nie potrafiła stwierdzić, czy wyrażało złość, pogardę czy może jednak uznanie. Nie rozumiała również, dlaczego wczytała z jego twarzy akurat te emocje.

– Mówisz to tak, jakby to było teraz twoje największe zmartwienie – odpowiedział po chwili.

– A… Nie jest?

Uniósł brwi.

– Odważna czy głupia? – zapytał jakby samego siebie.

– Chyba mówisz o sobie? – zauważyła, lekko napinając mięśnie. Ciągle miała świadomość, że jej przyjaciele są unieruchomieni, a wampiry coraz bardziej się niecierpliwią i ślina dosłownie cieknie im po brodzie. – Znaczy wiesz… Serio? Cmentarz? Grobowiec? Zejście na dół? I jeszcze bardziej podziemne cele? Proszę cię. – Parsknęła. – To takie oklepane.

– Ale sprawdzone – zauważył.

– Chyba nie do końca, skoro tutaj jestem – rozłożyła lekko ręce.

Zmrużył brwi.

– Chyba zakneblowałem złą osobę. – Wskazał na Blake, która tylko furknęła na to ze złością.

– Z kim się zadajesz, takim się stajesz. – Zmierzyła go i się skrzywiła. – Współczuję twoim znajomym.

Machnął na jej słowa swoją szponiastą dłonią.

– U wampirów działa to trochę inaczej. Wiesz, krew z krwi, chęć spełnienia marzeń swojego stwórczy… – Urwał, a potem spojrzał jej prosto w oczy, uśmiechając się przez podniesienie jednego koniuszka ust do góry. Od razu to skojarzyła. – Pamiętasz jeszcze Harry’ego?

Czekała, aż jego użyje.

Jeżeli chciał ją na tym złamać, to się pomylił.

– Oczywiście – odpowiedziała bez emocji. – Ty go stworzyłeś.

Lekko się skrzywił, jednocześnie się uśmiechając i jednocześnie zastanawiając. Była to bardzo skomplikowana mina.

– Nie tyle go stworzyłem… – Szukał właściwego określenia. – Ile nim władałem – dokończył. – Był mi całkowicie posłuszny. Śledził, badał, sprawdzał różne rzeczy… – wymieniał, zginając palce, a potem jego twarzy wykrzywiła się w grymasie. – Ale mimo mojej kontroli, starał się uratować ci tyłek. – O ile to było w ogóle możliwe, skrzywił się jeszcze bardziej. – Jakie to mdlące.

– Ty nim władałeś… – powiedziała cicho, marszcząc brwi. Nagle otrząsnęła się, bo zdała sobie sprawę, że wampir chciał zmniejszyć jej czujność.

– Tak – odpowiedział, ale zdawało jej się, że widział, iż nie udaje mu się rozproszyć jej na tyle, aby łatwiej było ją pokonać.

Alyson zdała sobie sprawę, że nie jest taki głupi. Rozumiał, do czego zdolny może być człowiek, gdy ma odpowiednią motywację.

A ona ją teraz miała.

– Z własnej woli nie zrobiłby ci takiej krzywdy… Przez pewien czas – dodał zagadkowo, ale Alyson milczała, nie zadając pytania, co takiego miał na myśli. – I o ile dobrze pamiętam, twój znajomy się go pozbył.

– To była konieczność – odezwał się przygwożdżony do ziemi Darren.

– Nikt ciebie nie wini – powiedziała stanowczo jego siostra, ale gdy spojrzała na Alyson, szukając w jej wzroku potwierdzenia, brązowowłosa na nią nie spojrzała.

Nie potrafiła.

Tłumaczyła sobie tym, że nie mogła spuszczać wzroku ze swojego przeciwnika, który był od niej znacznie szybszy.

– Dalsze ofiary nie są potrzebne – powiedziała, zniżając lekko miecz.

– Ależ są – odparł z szatańskim uśmiechem. W jego oczach można było dosłownie dojrzeć żądzę krwi.

– A więc po to jest ci potrzebny Luke? – odezwała się nagle Nina, patrząc na w dalszym ciągu klęczącego chłopaka, który ledwo się trzymał. – Chcesz zranić nas, raniąc tych, których kochamy?

Alyson drgnęła.

– Nie kochałam Harry’ego – powiedziała, patrząc twardo na wampira. – Dlaczego więc wybrałeś jego?

Prychnął.

– Ty nikogo nie kochasz, bo się boisz. – Gdy tylko usłyszała te słowa, coś w jej klatce piersiowej ją zabolało. Nigdy nie uważała, że boi się kochać… że boi się obdarzyć kogoś miłością.

Owszem, bała się.

Tyle że nie miłości.

Bała się tego, jak bardzo człowiek jest wtedy podatny na zranienia. Jak niewiele wystarczy, by cierpieć przez drugą osobę. Umyślnie czy nie, gdy się kocha, odsłania się całkowicie. Nie ma żadnej tarczy, która może ochronić w czasie zadanego ciosu. I to bynajmniej nie fizycznego, bo to właśnie nie ten ból jest najgorszy. To, co łamie ci serce, i czego nie można uleczyć, jest…

Zadziwiające, jak wiele można sobie uświadomić, gdy stoi się naprzeciwko wroga, który z łatwością może cię zabić. Ile można sobie uświadomić, gdy śmierć staje się czymś realniejszym.

Głos Drake wyrwał ją z tego chwilowego zamyślenia.

– Mieliście się ku sobie. – Wzruszył ramionami. – Może to było tylko pożądanie, ale wystarczyło. Poza tym nie tylko jednego chłopaka pozbyłem się z twojego życia.

Alyson tylko przekręciła lekko głowę, myśląc o tym, że to kolejna jego sztuczka.

– Niewątpliwie – odpowiedziała obojętnym głosem i tym razem to ona wzruszyła ramionami.

Nagle wampir odwrócił się od Alyson i spojrzał prosto w piwne oczy Niny.

– A ty… – zaczął przechadzać się, na co Alyson zaczęła chodzić jak w odbiciu lustrzanym. Zaśmiał się cicho pod nosem na ten widok, a potem wrócił spojrzeniem do drugiej wojowniczki. – Myślisz, że tylko Lukiem się zająłem, hm?

Nina zmarszczyła brwi, a potem jej wzrok padł na umieszczonego w świecącej klatce Borysa. Wilkołak nie patrzył na nią, lecz na Drake, i to z ogromną pogardą.

Alyson zrozumiała. I widocznie nie tylko ona.

– Tak, brawo! – pochwalił Ninę wampir, widząc, że załapała. – Od zawsze coś ci nie grało w jego zachowaniu, prawda? Mimo tego przeczucia ty dalej się z nim spotykałaś.

Nina nic nie odpowiedziała, spojrzała jedynie w stronę Alyson, która to latała wzorkiem między nimi. Dalej przystępowała z nogi na nogę, które miała rozstawione w lekkim rozkroku. W każdej chwili była gotowa, aby skoczyć.

– Borys, powiedz mi, jak to możliwe, że przemieniasz się nie tylko w czasie pełni? – Drake zwrócił się do wilkołaka. – Pomyślimy, ach, no tak! Dostałeś mój eliksir! Powiem ci, dziwne, że nikt tego nie sprawdził.

Borys warknął. Mimo że było widać, jak bardzo jest osłabiony, jego postawa świadczyła o sile.

– To genetyczne – odpowiedział. – Niektóre rody mogą zmieniać się nie tylko w czasie pełni.

Drake odwrócił się do niego plecami. Znowu był przodem do trzymanej przez trójkę wampirów dziewczyny.

– Miał ci dać poczucie bezpieczeństwa, a potem się ciebie pozbyć, ale… Chyba ta ostatnia część mu nie wyszła. Może jednak mu zależy?

Alyson kątem oka dostrzegła, że Luke podniósł głowę. Nina też musiała to zauważyć, bo powędrowała do niego wzrokiem. Nie mógł zrobić nic więcej, jak tylko posłać byłeś dziewczynie smutne spojrzenie.

– O, jak mogłoby mi być przykro – stwierdził wampir, także przenosząc wzrok na Luke. – Serio, chciałbym cię teraz żałować.

Alyson słysząc śmiech, wręcz zwątpiła. Na chwilę oderwała spojrzenie od Drake i spojrzała w kierunku, z którego dobiegł ten odgłos.

Aż dziwne, że dopiero teraz go zauważyła.

– Tray?! – powiedziała lekko podniesionym głosem, patrząc na chłopaka, który trzymał jej rudowłosą przyjaciółkę. – Co ty tutaj robisz?

– Myślałaś, że tylko Simon jest wampirem? – odpowiedział oschle. – Przyłączyłem się do Jarretta jakiś czasem temu. Simon się przed tym bronił, ale gdy zabiłaś jego przyjaciela… – Urwał znacząco. – Umówiłem go na spotkanie z szefem zaraz po tym, jak wsiadłaś do taksówki. – Wskazał głową na Drake’a. – Miał dostać tutaj miejsce pod warunkiem, że ciebie zabije.

– To trochę mu nie wyszło – odparła.

– A teraz to ja się mszczę – dodał Tray.

Alyson pokręciła lekko głową.

Jak mogła wcześniej o tym nie pomyśleć?

Blake zaczęła potrząsać energicznie głową, a że robiła to trochę dyskretniej już od dłuższego czasu – co Alyson widziała, ale specjalnie nie patrzyła w jej stronę, aby przypadkiem nie zwrócić na nią uwagi Drake’a – udało jej się zrzucić chustę zakrywającą usta. Zdmuchnęła włosy opadające jej na twarzy.

– No w końcu – powiedziała Alyson, mrugając do Blake znacząco.

– Wiesz, bał się, że go zagadam – odpowiedziała z półuśmiechem. Tony zaśmiał się cicho pod nosem.

Drake zmrużył brwi i powędrował spojrzeniem po ich trójce.

– Blake. – Dziewczyna podniosła na niego spojrzenie swoich niebieskich tęczówek. – Już nie wiedziałem, którego u ciebie wybrać. Sam, a może Carl? – zastawiał się na głos. – Czy jednak Dante? Wiesz, naliczyłem jeszcze z siedmiu.

Blake splunęła śliną na bok.

– A idź do diabła.

W jaskini śmiech Drake’a odbił się echem.

– Oh, słońce. Ja już tam jestem od dawna. – Zmierzył ją wzrokiem, jakby chciał ją prześwietlić. – Twoja arogancja wynika z tego, że nigdy nie byłaś zakochana, czy jesteś taka, bo jest wręcz przeciwnie?

– O czym ty mówisz? – Alyson widziała, że Blake ugryzła się w język, dopiero gdy skończyła pytanie.

– No chyba nie powiesz mi, że to kolejny naiwny? – wampir uśmiechnął się bardziej, demonstrując swoje kły.

– Chyba coś ci się w tej starej łepetynie pomieszało, staruszku – odparła i było widać, że starała się wykręcić rękę, co było daremne.

– Tak? W takim razie nie będziesz miała nic przeciwko, jak… – Urwał, aby rzucić się na Tony’ego. Zrobił to jednak nie w wampiryzm tempie, przez co Alyson zdążyła podbiec do czarodzieja i zasłonić go sobą.

Drake stanął przed nią i spojrzał na nią karcąco, po czym położył swoje szponiaste dłonie na jej ramieniu i odrzucił ją w bok. Dziewczyna upadła na ziemię, okręcając się kilka razy. Miecz wypadł jej z dłoni, lecz ona szybko go podniosła, tak samo, jak szybko stanęła na nogi. Wampir za ten czas pochylił się w kierunku szyi maga, który nie dość, że był zablokowany przez kajdanki, trzymany był stanowczo przez jednego ze sprzymierzeńców Drake’a.

– Zostaw go! – krzyknęła Blake, szamocząc się. Nadepnęła Tray’owi na stopę, ale on nawet się nie poruszył.

– A widzisz – powiedział Drake z triumfalnym uśmiechem, podnosząc głowę znad szyi Tony’ego, i spoglądając na rudowłosą. – Nawet go jeszcze nie drasnąłem, a ty już dramatyzujesz.

– To wyjaśnia, czemu wziąłeś mnie, zamiast któregoś z dziesiątki ulubieńców Fox – zauważył Tony, którego głos brzmiał pewnie, ale gdy Alyson mu się przyjrzała, dostrzegła, jak nerwowo przełyka ślinę.

– O, ty też ich zauważyłeś? – zapytał wampir, wracając do niego wzrokiem.

– Grasz na czas, bawi cię cała ta sytuacja! – krzyknęła nagle Judy. – Podoba ci się to!

Wampir odsunął się trochę od czarodzieja i spojrzał na jasnowłosą.

– Zgadza się. Podoba mi się to. A wiesz, co jeszcze mi się podoba? To, że ona… – Wskazał na Alyson. – Że ona wam nie pomoże i wszyscy tutaj zginiecie. – Rozłożył ręce. – Ja wygrałem. Naprawdę myślałaś, że jesteś w stanie mnie pokonać?

„Słuszna uwaga.”

Alyson nie posiadała odpowiedniego wyszkolenia czy doświadczenia, a jedynie bardziej rozwinięty szósty zmysł i większą siłę fizyczną niż wcześniej. On za to miał wiele lat, wiele zdobytej wiedzy oraz pochłoniętej magii.

Nie wiedział tylko jednego: znała jego sekret.

– Nie on jeden gra na czas – powiedziała Alyson, a potem wyciągnęła mały sztylet, który dostała  od Aarona i zrobiła nim nacięcie na prawym nadgarstku, z którego od razu pociekła krew. Skrzywiła się lekko. – Proszę, napij się – powiedziała, podsuwając rękę w stronę Drake’a. – Śmiało. – Uśmiechnęła się. – Nie zrobisz tego, prawda?

Alyson miała dziwnie wrażenie, że kły Drake pulsują, zwiększają się i zmniejszają, tak samo, jak dudniło jej serce. Sam wampir miał wypisaną na twarzy wściekłość.

– Alyson, o co chodzi? – zapytała Nina.

– Skąd wiesz?! – zapytał wampir, ale nie zbliżył się do niej, a wręcz przeciwnej, cofnął się dwa kroki.

– Tak wiele o mnie wiesz, a nie odkryłeś, że moja mama jest bibliotekarką? Powinieneś znać moje zamiłowanie do książek! Zwłaszcza tych starszych. Z imieniem mojego przeciwnika na okładce! – Teraz to ona uśmiechnęła się triumfalnie.

– To jeszcze nie czyni cię wygraną – powiedział, w jednej chwili się opanowując. Wskazał na jej przyjaciół. – Nigdzie nie widzę twojego niebieskookiego przyjaciela.

Wszyscy spojrzeli od razu w stronę Alyson, chcąc zobaczyć jej reakcje. Jak bardzo musieli się zdziwić, gdy machnęła ręką.

– Staruszku – powiedziała, przytaczając wcześniejsze określenie, jakie użyła Blake. – Szwankuje ci wzrok na starość.

Gdy tylko skończyła to mówić, uśmiechnęła się znacząco i… Wesoło.

Chwilę później Tray został popchnięty na ścianę i osunął się na podłogę.

– Co do… – zaczął Drake, ale nie dokończył. Mógł tylko obserwować, jak jego kolejne wampiry miały odrywane głowy z zawrotną szybkością.

– Trochę zajęło ci to czasu. – Alyson skarciła Aarona, gdy ten stanął obok niej, lekko dysząc. – Kończyły mi się pomysły do rozmowy. Masz to przynajmniej?

– No raczej – odpowiedział, rzucając pod nogi każdego z przyjaciół ich broń. – Nie mogłem znaleźć tylko eliksirów.

– Bo nie jestem takim idiotą, aby zostawić wszystko w jednym miejscu! – krzyknął rozwścieczony wampir.

– Chyba go wkurzyliśmy – zauważyła Alyson, puszczając oczko do Aarona.

– Nawet nie wiesz, na co się porywasz! – odrzekł wampir.

Alyson oddała sztylet Aaronowi.

– A chcesz wyjaśnić? – zapytała, patrząc na wampira prowokująco.

Tak naprawdę chciała jedynie odwrócić jego spojrzenie od przyjaciół, którzy podnosili swoje miecze i inne bronie oraz ustawiali się za nią i Aaronem. Jedynie Borys stał dalej w klatce tak jak wcześniej i obserwował. Nina zaś szybko podbiegła do Luke i przytuliła go do siebie. Judy pomogła wstać bratu, podając mu jego kuszę. Tony dalej mając na nadgarstkach kajdanki blokujące moc, stanął obok Blake wymachującej kataną.

– Lepiej dla was, żebyście zginęli! – krzyknął wampir, a potem złapał się za skroń, jakby zabolała go głowa. Następnie spojrzał na Alyson, starając się mówić bardziej opanowanie. – Nawet nie zdajesz sobie sprawy, co cię czeka. Ja daje ci wolność! Wam wszystkim!

Alyson spojrzała na niego nieprzekonana.

– Wolność? – Blake parsknęła. – Jasne.

– Tylko śmierć może wam dać spokój! – upierał się przy swoim.

– Powiedział facet, który jest nieśmiertelny – zauważyła Alyson. – Skoro tak bardzo chcesz spokój, może pozwolisz, żebyśmy tobie pomogli? – Machnęła mieczem.

Drake wydawał dziwny dźwięk, którego Alyson nie mogła zdefiniować. Musiało to być coś w rodzaju wywoływacza, bo po chwili pomieszczenie ze wszystkich stron wypełniały demony.

– To wasz koniec – oznajmił Drake.

– Chyba twój! – krzyknęła bojowo nastawiona Blake. – Ta, co z tego, że wybiliśmy mu większość obecnych tutaj wampirów…

– Aaron wybił – zauważył Tony.

– … to on uważała, że jeszcze może wygrać – dokończyła Blake, nie zwracając uwagi na Tony’ego. – Ej, Alyson, podaj pasek!

Dziewczyna odwróciła się lekko przez swoje lewe ramię i spojrzała pytająco na przyjaciółkę. Gdy Blake wskazała na kajdanki Tony’ego, Alyson od razu pojęła zamiar rudej. Odpięła pasek z miksturami i odwracając się, rzuciła wprost ręce przyjaciółki.

– A co z tym? – Aaron pokazał na Borysa.

– Już nie wiemy po której stronie stoi – odpowiedziała Alyson, mając mieszane uczucia.

– Po waszej! Przecież to oczywiste! – odpowiedział ponuro wilkołak.

Alyson przeniosła wzrok z blondyna na obejmująca Luke’a przyjaciółkę.

– Niech Nina zdecyduje – postanowiła.

Ta nawet na niego nie spojrzała.

– Uwolnij go – powiedziała w końcu. Borys miał lekko zdziwioną minę, jakby nie spodziewał się takiej odpowiedzi ze strony Niny. Dziewczyna z natury urazę trzymała dość długo. Albo uznała, że jest niewinny, albo stwierdziła, że w tych okolicznościach nie ma to znaczenia, bo w walce z tym wrogiem trzeba na bok odłożyć sentyment i własną dumę.

Alyson nie zastanawiała się nad tym dłużej. Kiwnięciem głowy poleciła Aaronowi, aby otworzył klatkę. Chłopak szybko znalazł się tuż przed nią, wyjął z kieszeni butelkę z płynem neutralizującym chwilowo magię i oblał nią jedną ze ścian. Borys, pochylając się, wydostał się z więzienia, zanim magiczna ścianka się naprawiła.

Przechodząc obok ciemnowłosego, skinął lekko głowę, po czym zmienił się w białego wilka. Na jego boku dało się zauważyć rozcięcie, z którego co prawda nie sączyła się krew, ale widać było, że rana dalej jest otwarta.

W tym samym czasie korzystając z takiej samej mikstury, co Aaron, Blake uporała się z kajdankami Tony’ego. Upadły z brzdękiem na podłogę, gdzie przestały świecić. Chłopak zaczął pocierać sobie nadgarstki, a Blake wpatrywała się w dalszym ciągu w pasek z eliksirami, jakby coś rozważała.

– Blake? – zapytała Alyson, oglądając się.

Ruda spojrzała w oczy Alyson, która zrozumiała sekundę za późno, co zamierza zrobić jej przyjaciółka.

Przed Alyson pojawiły się obrazy z jej snu.

Krzyknęła, ale Blake już wyjmowała eliksiry. Wlała do gardła większość z nich: odwaga, szybkość, siła, szczęście, precyzja…

– Nie, Blake, nie! To ciebie zabije! – krzyknął Tony, ale nic nie mógł zrobić. Blake odrzuciła prawie pusty pasek Alyson, która nieporadnie go chwyciła, bo dalej biegła w stronę przyjaciółki. Dotarłszy do niej sekundę później, chwyciła ją za ramiona.

Potrząsnęła nią.

– Coś ty zrobiła?!

A potem coś innego potrząsnęło Blake, tak że wyrwała się Alyson. Oczy zaczęły płonąć jej wszystkimi kolorami tęczy, a tatuaż to gasł, to się rozświetlał, tak jakby przyjmował po kolei każdą zdolność.

– Wyrwę ci to twoje serce – powiedziała rudowłosa, gdy w końcu udało jej się wyprostować. Jakimś cudem jej ciało nie wybuchło od nadmiaru zdolności, jakie w siebie zaprogramowała. Z szybkością Aaron znalazła się przy wampirze.

Drake na chwilę przestał wydawać rozkazy swoim demonom i wampirom, które wyłoniły się z korytarzy, i spojrzał na dziewczynę.

– Wątpię, ja nie mam serca – odpowiedział kpiąco. – Demony! Zając się nią! – rozkazał.

W tym momencie gromada ciemnych stworów zaczęła napływać w kierunku Blake, a następnie zamknęła ją w ciemnościach, nim ktokolwiek zdążył na to zareagować. Tak szybko, jak demony otoczyły Blake, tak szybko otoczka, w jakiej się znalazła, została przecięta serią błyszczących ataków.

– Nie można nawet zauważyć jej katany! – stwierdziła Judy, wybałuszając oczy na to, co działo się przed jej oczami, ale miała rację. Blake tak szybko, z gracją i precyzją przecinała wrogów, że po chwili jedyne co po nich zostało, to unoszący się dym wraz z nieprzyjemnym zapachem.

Jednak nie było dane im dłużej oglądać widowiska, jakie przedstawiła Blake, bo i na nich zaczęły nacierać potwory: zarówno demony, jak i wampiry.

Drake stał trochę dalej, przyglądając się im.

– No, to do dzieła – powiedziała Judy, wbijając miecz w bok wampira.

Normalnie takie coś powinno go znacznie spowolnić, jednak przez truciznę w swoim organizmie, jej pchnięcie nie było wystarczająco mocne, aby porządnie go zranić. Potwór w odwecie podrapał ramię dziewczyny, na co jasnowłosa skrzywiła się i lekko jęknęła. Chwilę później powietrze przeciął bełt, trafiając celnie w samo serca przeciwnika, który później zamienił się w pył.

Darren szybko podbiegł do siostry i pomógł jej podnieść się z kolan, na które opadła.

– Alyson, trzeba ją powstrzymać! – krzyknął Aaron, patrząc to na Blake, to na nią. – Ona nie wytrzyma dłużej takiego połączenia!

Alyson zaczęła łapać szybciej oddechy, a przed oczami przypomniała jej się kolejna scena ze swojego snu. Przełknęła ślinę.

– Cholera – mruknęła. – Tony, nie możesz coś z tym zrobić? – zapytała, odwracając się do czarodzieja, który patrzył w stronę walczącej Blake ze smutkiem wypisanym na twarzy.

– Bardzo bym chciał – westchnął, jednocześnie jedną ręką rzucając cieniutką i wątłą wiązkę światła w demona. Dopiero po chwili zaczął się stapiać, aż końcu lekko wybuchnął, pozostawiając po sobie mokrą plamę na ziemi. Na twarzy chłopaka pojawiły się krople potu. Trucizna osłabiała także jego. Wziął głębszy oddech. – Ale nigdy nie słyszałem o zaklęciu, które zniszczy umiejętności wojownika. Nie ma czegoś takiego. Nawet te uzyskane przez mikstury… – Spojrzał na swoje ręce z wypalonymi obręczami po kajdanach. – Jestem tak słaby, że nawet nie mogę zregenerować swojego ciała.

– Chyba mamy problem – zauważyła Judy, zbliżając się do nich.

Po chwili jasne stało się, że cała ich grupka została otoczona przez monstra. W samym środku siedziała Nina, z mieczem wyciągniętym przed siebie, a drugą ręką zasłaniając półprzytomnego Luke. Biały wilk kręcił się wkoło nich.

– To już wiemy od dawna – odezwał się nagle Drake, stojący dalej w tym samym miejscu. Alyson miała go na wprost, ale niektórzy musieli odwrócić głowę, by na niego spojrzeć. – Zabawna jest ta wasza Fox. Tak bardzo chce się wykazać. – Spojrzał na jej wysiłki z litością. – Jaka szkoda, że z góry jest skazana na niepowodzenia. A przydałby mi się ktoś taki w moich szeregach. – Jego spojrzenie zatrzymało się na Ninie. – Tak, a ty dalej broń tego swojego śmiertelnika.

W chwili, gdy to powiedział, jeden wampir przedostał się do niej. Nina wstała, odrzuciła miecz, a potem gołymi rękami chwyciła przeciwnika i oderwała mu głowę.

– Zapłacisz mi za to – obiecała, patrząc na Drake’a.

– Nieźle – pokiwał z uznaniem wampir. Po czym się zaśmiał. – Mało pomocne.

W tym momencie demon wyłonił się z podłogi i już miał ugryźć Ninę, zaszczepiając w jej ciało śmiercionośną dawkę trucizny, kiedy Blake stanęła przed dziewczyną, ochraniając ją i zabijając potwora, nim ten zdążył ją nawet dostrzec.

– Wiesz, słuch zawsze miałam dobry – powiedziała zdyszana Blake. – Może i mój wzrok nie był, i nie jest doskonały, za to potrafię usłyszeć twoje puste gadanie – powiedziała, uderzając z siłą kolejnego potwora, który odleciał przez połowę pomieszczenia, zanim upadł na podłogę. Dość szybko zaczęła torować sobie drogę do wampira.

– Auć! – powiedziała nagle Alyson, wypuszczając miecz i łapiąc się obiema dłońmi w miejsce, w którym znajduje się serce.

– Co się dzieje? – zapytał zdezorientowany Aaron, który stał jakieś 15 cm od niej i rozglądał się w poszukiwani przeciwnika, który mógł ją zranić.

– On rzuca na mnie czar – powiedziała Alyson, wpatrując się w Drake’a, który zaczął szeptać coś pod nosem.

Alyson poczuła ból zębów, jakby dopiero co jej wyrastały. Przyłożyła rękę do ust i zrozumiała, że kły zrobiły się dłuższe i ostrze. A potem uczucie zniknęło.

Drake nagle się roześmiał.

– Uwielbiam takie coś – powiedział, przyglądając się, jak dziewczyna badała językiem, czy jej zęby były takie, jakie powinny być. Widać było, że chciał rzucić coś jeszcze, kiedy nagle się skrzywił. Spojrzał w lewo, a wtedy Alyson zauważyła wystającą z jego boku katanę Blake. – Zły ruch – oznajmił sucho. Dziewczyna odskoczyła w ostatnim momencie, bo pazury wampira rozdarłyby jej skórę. – Działasz mi już na nerwy – oznajmił, pstrykając palcami, a wtedy Blake tak po prostu znieruchomiała. – Na wojowników działa to sekundę, ale wystarczy – powiedział, wbijając swoje kły w szyję dziewczyny. Po dosłownie sekundzie, rzucił rudowłosą na ziemię. – Moje kły są zatrute. – Uśmiechnął się, wycierając opuszkiem palców krew Blake ze swoich ust. – Jak mi przykro – dodał, odwracając się do niej plecami.

Wszystko działo się tak szybko…

Rudowłosa leżała nieprzytomna na podłodze u stóp wampira, a z jej szyi sączyły się strużki krwi. Kawałek dalej leżała katana, umorusana krwią wampira.

– NIE! – krzyknęła równocześnie Alyson wraz z Tonym.

– Ok, zgadzam się. Miała odwagę i przebiegłość – przyznał otwarcie wampir. – Nie spodziewałem się ataku z tyłu, raczej z przodu. Co nie zmienia faktu, że nie powinna się do mnie zbliżać. Ma za swoje.

– Dla ciebie to jest pieprzona gra! – warknęła Alyson, czując, jak furia zaczyna w niej narastać.

Wampir w okamgnieniu znalazł się tuż przy niej, jednocześnie odpychając Aarona tak, że zatoczył się spory kawałek do tyłu. Tony był już przy Blake, badając jej puls.

Drake zbliżył się do jej szyi, a ona czuła, że stoi jak sparaliżowana, ale to nie ze względu na to, że użył na niej czaru, który opanował dzięki wypijaniu krwi magów. Choć czuła, że rzucił zaklęcie, była sparaliżowana z innego powodu.

Przed oczami stanęła jej scena, gdy Harry wbił w nią swoje kły i wypił jej krew wraz z trucizną demona. To ta scena ją unieruchamiała. Nie zaklęcie.

Czy Drake był tego świadomy? Świadomy, że nie zadziałała na nią jego magia?

Dlaczego nie zadziałało? Potrafił wpłynąć na jej serce, ale nie potrafił jej zamrozić?

„Ciekawe…”

Zaczerpnął głębokiego wdechu, a potem powoli wypuścił powietrze, choć przecież nie oddychał.

– Mmm, czuję zapach twojej krwi. Wyborna. – Wyglądał, jakby chciał przejechać palcem po żyle na jej szyi, ale zatrzymał dłoń w powietrzu. – Szkoda, że nie mogę. Marnować takie dobre jedzenie, ale cóż… Co poradzić, gdy jest skażone.

Oddalił się, a ona nie wiedziała, czy dlatego, że wyczuł, iż wcale nie została unieruchomiona, czy z powodu, iż jego czar już powinien przestać działać.

Dla pewności nie ruszyła się jeszcze przez kilka sekund. Jeśli to da jej przewagę…

Przyglądała się, jak wampir uniknął ciosu zadanego przez Aarona – wojownik został zatrzymany na niewidzialnej ścianie, która nagle zaczęła otaczać Drake’a, nie pozwalając nikomu się do niego zbliżyć.

Świat jakby zwolnił.

Alyson spojrzała w stronę Tony’ego, który klęczał przy ciele Blake, szepcząc jakieś zaklęcie. Po chwili ostatkiem sił zamienił rudowłosą w lisa, a Alyson zrozumiała, że w ten sposób próbuje zniwelować moce wojowników, jakimi obdarzyła się Blake, a także zmniejszyć przepływ trucizny w jej ciele. Zrozumiała także, że zaczął tracić siły. Oparł się mocniej na dłoniach tuż obok lisa, aby nie upaść wprost na podłogę. Wiedziała, że Tony nie będzie w stanie jej odczarować.

Zerknęła na lisa z gwiazdą na zadku. Wyglądał identycznie jak ten z jej snu.

Odwróciła się lekko w kierunku Niny. Tym razem w jej dłoni dojrzała miecz. Przyjaciółka nie odrywała już głów wampirów gołymi rękoma, ale równie dobrze wykorzystywanie miecza mogło być spowodowane napływem demonów, z których paszczy kapała czarna maź. Nie zmieniło to jednak faktu, że dalej zaciekłe chroniła ukochanego Luke, który leżał bezbronnie na posadzce. Nawet Borys w postaci wilka, mimo rany, która musiała go niemiłosiernie boleć, starał się chronić Ninę.

Potem jej spojrzenie padło na Judy i Darrena opierających się wzajemnie na swoich plecach, ochraniając się dzięki temu i sprawnie likwidując wrogów. Ich ruchy były jednak zwolnione, a ciała coraz słabsze. Tak samo, jak w przypadku Tony’ego czy Niny, trucizna, którą musiał podać im Drake, zaczęła w końcu działać.

Na końcu Alyson natrafiła na niebieskie oczy Aarona, wpatrujące się z nią z… Nadzieją?

A może obawą.

A może i jednym, i drugim.

Wiedziała, że tylko ona mogła pokonać Drake’a.

Oboje wiedzieli.

– Musimy się pośpieszyć. – Stanęła na palcach, a Aaron automatycznie lekko się pochylił. – Wybacz mi – szepnęła mu do ucha, a potem dała całusa w policzek.

Chłopak zmarszczył czoło, a potem chwycił Alyson za ramię, odwracając z powrotem do siebie, bo dziewczyna zdążyła się już oddalać.

– O czym ty mówisz?! – zapytał, a w jego oczach dojrzała strach. – Co mam ci wybaczyć?

– Ja…

Nie, nie mogła mu powiedzieć tego, co widziała w swoim śnie: ani o nazwisku na nagrobku, ani o ciele u swych stóp. Ani tym bardziej o tym, co się dowiedziała.

Wiedziała, co musiała zrobić.

Uśmiechnęła się lekko.

– Wszystko. Pomożesz mi czy nie?

– Powiedź przynajmniej o co…

– Nie ma czasu – przerwał mu. – Znasz plan.

Zmarszczył brwi.

– Dlaczego patrzysz na mnie tak, jakbyś… – Urwał, jakby słowa nie chciały wyjść z jego ust.

– Jak? – zapytała, zanim się powstrzymała.

– Jakbyś się ze mną żegnała.

– To nie pożegnanie – zapewniła go. – Coś ty sobie ubzdurał. – Lekko go szturchnęła. Kątem oka zauważyła, jak Darren stara się strzelić w Drake, ale wszystkie bełty zmieniają kierunek tuż przed nim.

– Nie chcesz zrobić niczego głupiego, prawda? – zapytał. – To, co przeczytaliśmy w księdze… Wystarczy tylko twoja krew, nic więcej.

Alyson w tym momencie cieszyła się, że Aaron nie jest taki jak Darren. Gdyby był do niego nieco bardziej podobny, przeczytałby linijkę więcej, niż to, co mu wskazała.

– Pewnie – odparła. Widziała, jak jej przyjaciele zaczynają odnosić rany. Nie mogła zwlekać ani chwili dłużej. – Skoro nie chcesz mi pomóc, sama to zrobię – odrzekła, podnosząc z ziemi swój miecz i ruszając odważnie w kierunku wroga.

– Pomogę – zapewnił, przebijając serce wampira mieczem, a następnie przecinając w pół demona nadlatującego z jego prawej. – Tylko uważaj na siebie.

Skinęła mu głową i sięgnęła po ostatni eliksir z paska.

– Szybkość – wypowiedziała szeptem, zanim wypiła zawartość buteleczki.

Nie mogła tego widzieć, ale zawsze czuła tego rodzaju zmiany, jakie w niej zachodziły. Znamię zapłonęło, a oczy na chwilę przybrały barwę oczu Aarona, nie miała co do tego wątpliwości. Kiedy poczuła w sobie jego moc, wiedziała, że powróciły jej czerwone tęczówki.

Odrzuciła flakonik oraz pasek i ruszyła przed siebie. Musiała niezauważalnie podejść do jeszcze jednej osoby – co, na szczęście, umożliwi jej szybkość. Nikt nie mógł się połapać, że to zrobiła, a zwłaszcza Aaron. Wtedy chciałby się dowiedzieć, co powiedziała. A on nie mógł tego wiedzieć. Nie mogła go prosić, aby to zrobił. Nie zasłużył na to.

Podbiegła i szybko wyszeptała słowa wprost do osoby, na którą spadł ciężar odpowiedzialności za to, czy wszystko się uda.

A potem ruszyła ku niemu.

Ku swojemu przeznaczeniu.

 

~*~

 

– Drake, nie zapominałeś o czymś? – zapytała Alyson, zbliżając się do niego. Przecięła mieczem miejsce na wewnętrznej stronie nadgarstka, ale nie po nacięciu, którego wykonała wcześniej, lecz dokładając przeciwległe, tworząc krzyżyk. Krew natychmiast zaczęła sączyć się z rany. – Mam dla ciebie prezent.

– Chyba jednak podziękuję – powiedział, robiąc odpychający gest ręką. Użył czaru, ale on na nią nie zadziałał, bo Alyson dalej szła. Skrzywił się, ale nie wyglądał na zdziwionego. – A jednak to prawda.

– Jaka prawda?

– Jesteś w połowie magiem. – W parszywych ustach Drake zabrzmiała to jak najszczersza i najgorsza z obelg, a przecież sam też czarował.

Przystanęła i zamrugała oczami.

„Jestem?”

– Naprawdę nie domyślałaś się, że czerwone oczy pochodzą od twojego czarodziejskiego genu?

– Co…

Była magiem?

To dlatego oczy świeciły jej się na czerwono?

– Dziwię się, że nikt ci nie powiedział, że tak to właśnie działa, gdy magowie czarują. – Wampir przyjrzał jej się uważnie. – I że sama się tego nie domyśliłaś.

Nie musiał wskazywać na Tony’ego, bo ona już na niego spojrzała. Jak mogła to przeoczyć? Jego oczy… Jego bursztynowe oczy zawsze błyszczały jaśniej, gdy czarował. Nie rzucało się to tak mocno, ponieważ kolor jego magii był podobny do barwy jego oczu, z kolei Diana… Gdy tak o tym teraz pomyślała, to ona miała szare oczy przez cały czas, ale błyszczały bardziej, gdy przywoływała moc.

Co zaś tyczyło się Alyson…

Jej kolorem był czerwony.

– Przecież ja nie czaruję – zauważyła, wskazując na swoje oczy.

– Twoja magia ujawnia się teraz inaczej. – Znowu omiótł ją wzrokiem. – Nie zorientowałaś się, że gdy patrzysz czerwonym oczami, dostrzegasz to, co nie jest widoczne gołym okiem?

On… miał rację.

Przed oczami stanęła jej wizja drinka, który postawił jej Simon. Wyglądał inaczej, gdy spojrzała na niego swoimi magicznymi tęczówkami. Czy jakby spojrzała nimi na samego Simona, dostrzegłaby, że był wampirem?

Drake’a zacmokał.

– Jaka szkoda, że dowiadujesz się takich nowinek tuż przed śmiercią.

Zignorowała jego zaczepkę.

– Dlaczego potrafiłeś zaatakować moje serce?

Machnął na nią ręką, tak jak wcześniej, ale ona nie pofrunęła na ścianę, nawet nie drgnęła.

– Masz na myśli to?

Nie sądziła, że odpowie.

Zaczął się przechadzać pomiędzy demonami, które robiły za jego dodatkową tarczę.

– Mogę na ciebie wpływać tylko wtedy, kiedy ty mi na to pozwalasz. To samo tyczy się innych wampirów.

Simon… On… On na nią wpłynął. On nie wyglądał identycznie jak Harry. Ona chciała, żeby tak było, więc pozwoliła mu, ale jej umysł się bronił. To dlatego coś jej nie pasowało, gdy całowała Simona. Nie chciała tego robić. Jej serce pragnęło kogoś innego.

Z kolei Harry’emu nie pozwoliła wedrzeć się do swojej głowy, dlatego nie mógł tego zrobić.

Przecięła demona, który wyłonił się tuż przed nią. A potem ruszyła w stronę wampira.

– Dlaczego?

Przewrócił teatralnie wzrokiem.

– Bo jesteś w połowie magiem. Potrafisz się bronić przed takimi rzeczami, o ile wcześniej je wyczujesz. – Wskazał na Tony’ego. – On też potrafi.

“Na imprezie był zbyt zdekoncentrowany, dlatego ten tak łatwo rzucił nim o altankę.”

– Pewnie zastanawiasz się, dlaczego ty.

Zniszczyła kolejnego demona, aby zbliżyć się do wampira.

– Co ja?

– Dlaczego akurat to musiałaś być ty. – Machnął na nią ręką, ale nie w sposób, jakby czarował, lecz tylko nią wskazywał. – Dlaczego twoja krew.

– Mam pewną teorię – rzuciła. – Zapewne nie zechcesz się podzielić swoją?

Skrzywił się.

– Tak naprawdę to żadna tajemnica.

Posłała mu pytające spojrzenie.

– To moja klątwa. Rzucona przez kogoś z twojego rodu. Nie zagłębiałaś się jeszcze w historię, prawda? Nie wiesz, kim naprawdę jesteś.

„Kim naprawdę jestem?”

Nie. Ne da mu się zmanipulować.

Drake spojrzał na Alyson zupełnie w inny sposób, niż patrzył na nią wcześniej. Dziewczyna miała wrażenie, że wszystkie walki zostały przerwane, a każdy przyglądał się ich wymianie zdań.

– Twój ojciec mógłby więcej ci o tym powiedzieć. O, zapomniałem! – Uśmiechnął się krzywo. – Przecież się go pozbyłem.

Wiedziała, że to była zaledwie kolejna zagrywka, ale tym razem dała się na to złapać. Bo przecież… Bo przecież jej ojciec zmarł z przyczyn naturalnych… Operacja…

Przystanęła, tym samym pozwalając mu ponownie się od niej oddalić.

– Alyson, nie słuchaj go! – zaczęły docierać do niej nawoływania Aarona. To jego głos spowodował, że zaczęła wracać do rzeczywistości. – On próbuje zamieszać ci w głowie!

I całkiem dobrze mu szło.

Jednocześnie utwierdziło Alyson w tym, że wampir się jej obawiał. Zamachała mieczem, obnażając nieco zęby.

Drake zaśmiał się.

– Nie zabijesz mnie tym.

Wtedy to Aaron podbiegł do niego od tyłu i popchnął go. A raczej próbował. Odbił się tak, jak wcześniej, a Drake ruszył się zaledwie o centymetr.

To wystarczyło, bo wampir odwrócił się lekko, aby spojrzeć na chłopaka z pogardą, gdy ten podnosił się z kolan. Ta chwila nieuwagi pozwoliła zbliżyć się Alyson do niego, nim ten zdążył zareagować. Tak jak przypuszczała, była w stanie przebić się przez jego barierę. Najprawdopodobniej było to spowodowane jego klątwa.

Gdy wampir obrócił się o 180 stopni, dziewczyna przyłożyła ociekający krwią nadgarstek do jego ust. Odepchnął ją, plując krwią na wszystkie strony, ale było już za późno.

Dziewczyna odtoczyła się, podniosła się i rzuciła do przodu po… katanę Blake. Pełen krwi Drake’a.

– Ale tym już tak – powiedziała, ściągając palcem już nieco zaschniętą substancję. Krzywiąc się, zlizała ją.

– Głupia! – krzyknął wampir.

Alyson cofnęła się o parę kroków i upadła na ziemię. Pomieszczenie wypełnił przerażający dźwięk, który z siebie wydała, zwijając się z bólu na podłodze. Dziwnego bólu. Dziejącego się w jej głowie.

 

~*~

 

Aaron w ciągu chwili znalazł się przy niej.

– Coś ty narobiła? – zapytał cicho, jednocześnie starając się złapać Alyson za ręce.

Dziewczyna znieruchomiała. Powoli zdjęła ręce z głowy i spojrzała na Drake’a, który patrzył na nią z zaciekawieniem. W chwili, gdy jej wzrok przeniósł się na Aarona, zaczęła się szyderczo śmiać.

Poczuł, jak krew w jego żyłach zamienia się w lód. Nie mógł wyzbyć się uczucia, że właśnie coś stracił.

– No cóż, może jednak nie aż tak głupia – powiedziała Alyson, głosem niepodobnym do swojego. Przeniosła wzrok na Drake’a i uśmiechnęła się konspiracyjnie.

Odwzajemnił to.

– Chyba muszę się z tobą zgodzić – puścił do niej oczko.

Aaron odskoczył w chwili, gdy Alyson stanęła na nogi i się wyprostowała. Spojrzała na niego lodowatym wzrokiem.

– Witaj, skarbie. – Uśmiechnęła się, a on mógł przysiąc, że jej zęby wyglądały na ostrzejsze. Odrzuciła ostrze Blake i schyliła się po własne. – Żegnaj, skarbie. – Gdy tylko to zakomunikowała, rzuciła się na niego.

Był świadom tego, że Drake śmieje się, obserwując, jak stara się zrobić wszystko, aby jej nie zranić, a jednocześnie obronić się przed ciosami, jakie mu posyłała. Ich miecze raz po raz zgrzytały, gdy natrafiały na siebie. Przez to, że Alyson wciąż miała w sobie dar szybkości, ich potyczka stała się zbyt szybka dla ludzkiego oka, ale nie dla wampira.

– Alyson! Opamiętaj się, przecież to ja! – krzyczał Aaron, ale poza chwilowym złagodnieniem na twarzy dziewczyny, nic więcej się nie zdarzyło. Wręcz przeciwnie, zaczynała nacierać na niego z coraz to większą furią.

Drasnęła jego lewe ramię, na co on odskoczył z sykiem. Widział, jak już kolejny cios mknie ku niemu, kiedy w lewę ramię dziewczyny przebił bełt wystrzelony z tak dobrze mu znanej kuszy.

Alyson krzyknęła krótko, opuszczając miecz i nie trafiając w Aarona. Następnie wyrwała z siebie kawałek drewna i odrzuciła go w stronę Darrena. Wojownik uchyl się w ostatniej chwili.

Nie spodobało jej się to. Warknęła na niego, ale ten już wystrzelił kolejny raz, tym samym zmuszając dziewczynę do odskoczenia.

– Co ty robisz?! – Aaron poczuł niepokój, kiedy tak obserwował swojego brata. – Chyba nie chcesz jej zabić?!

– Pamiętasz cokolwiek z tamtej przepowiedni?! – odkrzyknął Darren, poprawiając kuszę. Wykonał to z wyraźnym trudem.

– W której części tej przepowiedni było, że stanie się taka?! – zapytał, pokazując na nią palcem, ale dalej patrząc na brata. – No w której?!

– „Zmieni się lub…”, „Przejdzie na złą stronę lub”… – Darren pokręcił głową. – Aaron, przecież to nawet nie trzeba czytać między wierszami.

– LUB! Jest tam powiedziane „LUB”!

Darren spojrzał na brata z wyraźnym współczuciem.

– Tutaj nie ma mowy o żadnym „lub”. – Przeniósł wzrok na Alyson, na co Aaron też to zrobił. Okazało się, ze znalazła sobie nowy cel. – Ona już podjęła decyzje.

 

~*~

 

Judy odepchnęła Alyson od słabnącego Tony’ego i leżącego lisa, zanim ta zdążyła się z nimi rozprawić. W odwecie rozzłoszczona dziewczyna zamachnęła się na nią mieczem, ale Judy udało się sparować jej cios, choć przyszło jej to z trudem. Z chwili na chwilę czuła się coraz słabiej.

Obok nich pojawił się Drake’a.

– Chyba straciłaś przyjaciółkę – stwierdził, patrząc na Ninę. Judy miała ochotę wyrwać mu te ślepia, ale w obecnej chwili musiała poradzić sobie z Alyson. Odepchnęła ją na tyle, aby móc spojrzeć za siebie.

Tymczasem Nina odeszła kawałek od leżącego Luke’a i zagroziła wampirowi mieczem.

– Jesteś potworem. – Ruszyła w jego stronę zdecydowanym krokiem, ale wtedy drogę zagrodził jej biały wilk, uniemożliwiając jej rzucenie się na przeciwnika.

– Borys, jak możesz… – powiedziała Nina, patrząc na wilka z niedowierzaniem.

Wilkołak jedynie zawarczał w odpowiedzi.

– I chyba nie tylko przyjaciółkę – dodał Drake, odwracając się do nich plecami, po czym nieśpiesznym krokiem minął Judy i ruszył w stronę Alyson.

 

~*~

 

Darren wycelował, ale nie oddał strzału.

– Nie możesz jej zabić! – krzyknął po raz kolejny Aaron, zagradzając mu drogę.

– Racja, nie możesz – zgodził się z nim Drake. – Nie zabija się moich sojuszników. – Stanął u jej boku, powodując, że wyprostowała się i przestała zwracać uwagę na Judy, a zaczęła na niego.

– Przykro mi, że pragnę zburzyć twoje plany wybicia wszystkich wojowników – odpowiedział mu Darren, krzywiąc się.

Alyson zerknęła w jego stronę, ale nic nie powiedziała.

– Moja słodka Alyson, mówiłem już, jak się cieszę, że żyjesz? – zapytał wampir, kładąc dłoń na jej brodzie i skierowując jej spojrzenie na swoje oczy.

Aaron wyglądał tak, jakby ostatkiem sił powstrzymał chęć rzucenia się na wampira.

– Nie dotykaj jej!

– Kochanie, ten młodzieniec nam przeszkadza – powiedział wampir ociekającym słodyczą głosem. – Zabij go. Bardzo mnie to ucieszy.

Dziewczyna na chwilę zmrużyła oczy, a potem spojrzała bez wyrazu na Aarona. Następnie wróciła wzrokiem do Drake i uśmiechnęła się szeroko.

– Nie słuchaj go!

Aaron spojrzał na Darrena.

– Co z nią się stało?!

– Połączyli się. Co ją skrzywdzi, to i jego – odparł, patrząc na lewe ramię Drake. Mimo że spod płaszcza nie dało się dostrzec krwi, w momencie, w którym Alyson oberwała, on także dostał. Darren wiedział to dlatego, że go oberwał, chcąc się upewnić. – Jego chęć władzy i mrok okazały się silniejsze niż jej osobowość. – Chciał położyć rękę na ramieniu Aarona, ale się powstrzymał. Nie znał sposobu, w jaki mógł przekazać prawdę młodszemu bratu, bez skrzywdzenia go. – Aaron, jej już tam nie ma.

Jakby na potwierdzenie tych słów, Alyson zwróciła się do wampira:

– Czego tylko zapragniesz.

– Alyson, nie! Nie zamierzam z tobą walczyć! – oznajmił Aaron, odrzucając miecz.

Dziewczyna przeniosła wzrok na leżącą na podłodze broń, a potem na chłopaka.

– To umrzesz szybciej – odparła, wzruszając ramionami.

Następnie rzuciła się na niego. Aaronowi udało się wyrwać jej broń i odrzucić kawałek dalej, ale nie zdążył odskoczyć na czas, przez co dziewczyna powaliła go na ziemię. Tam zaczęli się ze sobą szamotać, ona – chcąc go zabić, on – chcąc ją powstrzymać, bez zrobienia jej krzywdy.

– Jak mi przykro, że nie możesz jej teraz zabić – zakpił Drake, spoglądając na Darrena. – Jest ryzyka, że trafisz swojego brata.

– Zapomniałeś o jednym. – Darren skupił wzrok na walce, a potem wycelował. – Ja nigdy nie pudłuję.

 

~*~

 

Wystrzelił.

– NIE! – krzyknął przerażony Drake, rzucając się w stronę lecącego bełtu, chcąc go zatrzymać.

Spóźnił się zaledwie o ułamek sekundy. Bełt przeleciał przez jego dłoń i sunął dalej, aż się zatrzymał.

Złapał się za lewą stronę swojej klatki piersiowej, a po chwili na jego dłoni pojawiła się krew. Mimo że sam nie dostał, połączenie z tą wojowniczką spowodowało, że nie było to potrzebne. Żadna tarcza nie mogła go przed tym ochronić.

Jego ostatnią myślą było to, iż nie sądził, że będą w stanie poświecić ją, aby zabić jego.

Nie docenił ich.

Nie docenił jej.

 

~*~

 

Pomieszczenie wypełnił krzyk wampira, który zaczął się kruszyć, płonąc jednocześnie. Nie pozostało po nim nic więcej jak popiół oraz zniszczony płaszcz.

Darren miał rację: nigdy nie pudłował.

Trafił w sam środek serca Alyson.

Mocno trzymając ją w ramionach, Aaron położył jej głowę na swoich kolanach. Mimo że wyrwał bełt tkwiącą w jej piersi, krew nie zaczęła pryskać na wszystkie strony, a jedynie lekko się sączyła. Dłonią umazaną w posoce, która zdumiewająco szybko zaschła, odgarnął jej włosy z czoła. Patrzył, jak blask dogasa w najpierw czerwonych, a po chwili już zielonych tęczówkach.

– Ally… – Głos mu się załamał, więc dodał szeptem: – Miałaś uważać i nie robić głupot…

Dziewczyna przeniosła spojrzenie na niego, a on wiedziała, że znowu jest sobą.

– Dlaczego?

Z jej oczu potoczyła się pojedyncza łza. Delikatnie uniosła końcówkę ust w słabym uśmiechu, nim oddech w jej piersi ustał, a ona odeszła.

Aaron opuścił głowę i zamknął oczy.

 

~*~

 

Tony poczuł potężną falę mocy. Słyszał, że umierający magowie mogą coś takiego zrobić, ale nigdy nie widział tego na własne oczy, nie przeżył tego na własnej skórze.

Aż do dzisiaj.

Moc Alyson dotknęła każdego z nich, widział to po ich zachowaniu – stali się silniejszy, sam też taki się stał. Nie usunęła co prawda trucizny z ich organizmu, ale osłabiła ją na tyle, że mieli szansę. Spowodowała także coś jeszcze.

Przyglądał się, jak Blake wracała do swojej ludzkiej postaci.

– Tony? – Uniosła się lekko na ramionach, rozglądając się. Dostrzegając go, kucającego obok niej, rzuciła się mu w ramiona.

Zatopił palce w jej włosach i przytulił ją do siebie.

– Jestem tutaj – powiedział cicho. – Już wszystko dobrze.

Blake podniosła głowę, a on wyczuł napięcie w jej ramionach, gdy pomimo słabego wzroku spostrzega Aarona trzymającego ciało jej przyjaciółki na swoich kolanach.

Jej oczy się zaszkliły.

– Nic nie jest dobrze – szepnęła.

Zaczął głaskać ją po głowie, potem pocałował ją w czoło, po czym znowu przytulił. Nic więcej nie mógł zrobić, jak tylko być przy niej.

Dalej tuląc ją do siebie, spojrzał w bok. Okazało się, że Judy szła do swoich braci, a z piwnych oczu Niny popłynęły łzy.

– Nino – odezwał się Luke, siadając. Dziewczyna odwróciła się i pobiegła do niego, a następnie wtuliła się w jego pierś, ukrywając tam swoją twarz.

Tymczasem Borys wrócił do ludzkiej postaci i zerknął na ranę na boku. Kiedy znieruchomiał, a potem rozejrzał się dookoła, Tony zrobił to samo.

Wszystkie potwory zniknęły.

Jego wzrok zatrzymał się na Aaronie. Mimo że wygrali, nikt nie wyglądał na szczęśliwego.

 

~*~

 

Judy zerknęła na stojącego obok Darren, a potem usiadła na ziemi przy drugim bracie.

– Aaron… – zaczęła i urwała, zastanawiając się, czy to aby na pewno dobry moment, żeby o to zapytać. W końcu jednak postanowiła to zrobić. – Czy Alyson powiedziała ci, co zamierzała zrobić?

Aaron dopiero po dłuższej chwili podniósł spuszczoną głowę, lecz nie spojrzał na nią, a tylko w pozbawione blasku tęczówki Alyson.

Zaśmiał się sucho.

– Nie do końca – odparł.

– Ponoć wyczytała coś w książce – przypomniała sobie Judy. – Co tam było napisane?

Aaron lekko potrząsnął głową.

– Przeczytałem tylko kawałek. – Prychnął. – Mogłem się domyślić, że tam dalej było jakieś „ale”…

– A co było w tym kawałku? – zapytała, kładąc mu dłoń na ramieniu.

Chłopak przeniósł na nią wzrok.

– To brzmiało mniej więcej tak: „By pokonać potężnego wampira Jarretta, potomek rodu Lynx musi podzielić się z nim swoją krwią.” – Westchnął, wracając wzrokiem do Alyson i kładąc swoją dłoń na jej dłoni. – A co było potem…

– Ja wiem, co było potem – przerwał mu Darren.

Aaron poderwał głowę.

– Co?

Darren sięgnął do kieszeni i coś z niej wyciągnął, po czym wysunął rękę w stronę brata.

– Dała mi to na krótko przed połączeniem.

Dopiero gdy Aaron zabrał przekazaną przez Darrena rzecz, Judy dostrzegła, że była to złożona, pożółkła kartka.

Aaron pośpiesznie rozłożył ją.

– To z księgi Drake’a – mruknął, przelatując wzrokiem po tekście. Zaczął czytać na głos. – „… potomek rodu Lynx musi podzielić się z nim swoją krwią. Gdy wampir zakosztuje jej smaku, potomek musi uczynić to samo z krwią przeciwnika, aby się z nim połączyć. Sama połączenie będzie krótkotrwałe. Potomek łączący się z wrogiem ma dwie opcje. Albo zamieni się z nim ciałami, albo w jego sercu zapanuje mrok, a on sam będzie pod kontrolą przeciwnika. By zabić wroga, należy zabić jedną z połączonych osób.”

Opuścił dłoń i spojrzał na Darrena.

– Ona…

– Wszystko działo się bardzo szybko – odparł brat, siadając na podłodze po przeciwnej stronie ciała Alyson. Nie patrząc ani na brata, ani na siostrę, wyznał: – Poprosiła mnie, abym to zrobił.

– Ale… – Aaron zamrugał oczami. – Dlaczego powiedziała to tobie, a nie mnie?

Darren spojrzał na brata znacząco.

– A jak myślisz?

Judy przestała patrzeć na Darrena, za to spuściła wzrok na Alyson. Zamykając jej oczy, westchnęła.

– Aaron, ona wiedziała, że ty nie potrafiłbyś tego uczynić – powiedziała, przenoszą swoją dłoń na jego. – Nigdy byś się z tym nie pogodził, gdybyś musiał to zrobić.

Oczy Aarona pociemniały.

– Wiedziała, że zginie – powiedział cicho. – Od samego początku, wiedziała.

 

~*~

 

Poczuła zapach ziemi i porannej rosy, a potem pod jej nogami pojawił się pierścień Darrena oraz paski z miksturami.

– Były przy jego tronie – oznajmił Borys, gdy podniosła na niego wzrok.

Naraz coś się w niej zagotowało. Przestała wtulać się w Luke’a i podniosła się prędko, a następnie podeszła do blondyna i dwoma rękoma uderzyła go w jego szeroką klatkę piersiową. Wilkołak najwyraźniej nie spodziewał się tego, bo zakołysał się do tyłu.

– Dlaczego zagrodziłeś mi drogę do Drake’a?! – pytała, dalej go popychając.

– Nino, uspokój się – warknął, po czym złapał jej ręce w nadgarstkach, przytrzymując mocno. W następnej chwili odwrócił ją tak, że opierała się o jego tors swoimi plecami, a ręce przed sobą miała skrzyżowana i zamknięte w uścisku.

– Puszczaj mnie! – powiedziała ze złością, próbując się wyrwać. Mimo że miała taką siłę, nie potrafiła tego zrobić.

– Dopiero jak się uspokoisz.

Dostrzegła, że Luke’a podniósł się z ziemi i przyglądał się tej scenie, ale gdy na niego spojrzała, nie patrzył na nią, a na osobę stojącą za nią. Była przekonana, że i Borys wpatrywał się w niego.

– Nie mogłem pozwolić ci się do niego zbliżyć.

– Dlaczego? – burknęła, wykręcając głowę w jego stronę.

– Zabiłby cię, gdybyś tylko do niego podeszła – powiedział, patrząc pod ukosem w jej oczy. – Nie widziałaś, że tak naprawdę tylko Alyson mogła się do niego zbliżyć, bo otaczał się magiczną tarczą?

– I co z tego?! TERAZ ONA NIE ŻYJE! – jej krzyk pod koniec lekko się załamał.

– To było jej przeznaczenie, nie twoje – oznajmił spokojnie blondyn.

Przestała się szarpać, bo wszelka siła ją opuściła.

Borys najwyraźniej to poczuł, bo poluzował uścisk na jej nadgarstkach, przytulił ją delikatnie, po czym wypuścił ze swoich objęć.

– Nino.

Odwróciła się do niego przodem, bo zaciekawił ją ton jego głosu.

Borys przez chwile grzebał w kieszeni marynarki, aż w końcu wyciągnął z niej malutką buteleczkę. Naprawdę malutką. Musiała zostać pomniejszona.

– Co do tego eliksiru, o którym wspomniał Drake… – Potrząsnął buteleczką, trzymając ją między swoim kciukiem, a palcem wskazującym. – Ja nigdy go nie wypiłem. Udawałem jego sprzymierzeńca tylko po to, aby móc cię chronić. – Położył buteleczkę na środku otwartej dłoni i po chwili zacisnął ją w pięść. – Chciałem tylko żebyś wiedziała.

Nina nic mu na to nie odpowiedziała.

 

~*~

 

Alyson otworzyła oczy z wielkim trudem. A tak po prawdzie, nawet gdy je otworzyła, nie była pewna, czy już to zrobiła. Patrząc przed siebie, widziała jedynie czarną przestrzeń.

Usiadła. Wtedy zdała sobie sprawę, że nie widziała, na czym siedziała. Wszędzie było czarno. Jedynie jej ciało było widoczne tak, jakby było jasno oświetlone. Poza nią, dokoła nie było nic więcej.

– Więc… To tak wygląda śmierć? – powiedziała pod nosem z lekką kpiną, kręcąc przy tym głową.

– A dodając do tego mnie, to chyba byłby całkiem niezły pakiet, nie sądzisz? – odpowiedział jej głos za nią. Znieruchomiała, ale naraz szybko podniosła się i odwróciła o 180 stopni.

– Co… Co ty tutaj robisz? – zapytała ze zdziwieniem.

Harry uśmiechnął się po swojemu.

– Pamiętasz moment, w którym to ja… – Pomasował miejsce w okolicach serca. – No tak, umarłem. Pamiętasz, nie? – Posłał jej spojrzenie spod przymrużonych powiek. – Nie zabrałaś mojego ciała.

– I co? Będziesz mnie teraz za to prześladować? – zapytała, przyglądając mu się. Było ciemno, ale ich dwójka była pokazana jak na dłoni. Po chwili przestała się nad tym zastanawiać, za to uniosła jedną brew do góry. – Poza tym, już dawno byłeś martwy.

Teraz to on wyglądał na zdziwionego.

– Kwestia sporna. Przecież dalej funkcjonowałem.

„I weź tu takiemu wytłumacz…”

– Dlaczego jesteśmy tutaj we dwoje? – zapytała, unosząc rękę i zaczynając kręcić nią obok swojej głowy, nakreślając w ten sposób miejsce, w którym się znajdują.

– Pamiętasz, że zanim zabił mnie twój znajomy, wypiłem z twojego ciała truciznę demona? – zapytał, jakby nie zwracał uwagi, że ona pytała o coś innego.

Przewróciła oczami.

– Tak, pamiętam, ale co to ma wspólnego z…

– I również twoją krew – przerwał jej. – A wiesz, że ona ma… Specyficzne właściwości.

– Specyficzne właściwości? – powtórzyła za nim. – Masz na myśli klątwę Drake’a?

– Przez klątwę byłaś jego słabym punktem, ale dla tych, którzy zostali zrodzeni z jego krwi… – Urwał i uśmiechnął się szerzej. – Jednych zabija, ale na drugich działa trochę inaczej.

Zmarszczyła brwi.

– Chcesz powiedzieć, że nie jesteś już wampirem i jesteśmy tutaj skazani na siebie na wieczność? – zapytała.

Zaśmiał się.

– Nie, skarbie, wtedy to byłby właśnie luksus. – Uśmiechnął się łobuzersko. Ten uśmiech lekko mu zszedł, gdy do ich uszu dobiegł odgłos bijących dzwonów.

„Skąd tu się one w ogóle wzięły?”

– Cóż, mój czas się skończył, ale nie martw się. W końcu wszystko się wyjaśni – powiedział, posyłając jej jeszcze raz swój uśmiech. Następnie puścił w jej stronę oczko, aby w kolejnej sekundzie rozpłynąć się w powietrzu.

Ona zaś zaczęła spadać.

Gdy wylądowała twardo na ziemi, zorientowała się, że nie otacza ją już ciemność.

Podniosła się i rozejrzała dookoła.

– Świetnie – mruknęła. – To teraz mam straszyć na cmentarzu?

– A chciałabyś? – Barwa głosu osoby, która wypowiedziała te słowa, spowodowała, że serce Alyson zaczęło mocniej bić w jej piersi.

Była bowiem pewna, że nigdy już jej nie usłysz. Była także pewna, że po tylu latach nie ma prawa jej rozpoznać.

A jednak ją rozpoznała. Od razu.

Po raz kolejny musiała się odwrócić, a wtedy przed jej oczami ukazała się postać, której już nigdy więcej nie miała zobaczyć.

– Wow! – Cofnęła się o dwa kroki, prawie przewracając się o ławkę przy nagrobku, który tak dobrze znała. Przecząco machnęła ręką. – Tato! Jak to możliwe, że ty masz skrzydła?!

Ojciec uśmiechnął się.

– Ciebie również miło wiedzieć, Ally.

Dziewczyna poczuła, jak pod jej powiekami zaczynają napływać łzy.

Stojąca postać miała niebieskie oczy, które wyglądały jakby coś w nich ciągle żyło, mieniło się blaskiem, a jego ciemne, brązowe włosy miały gdzieniegdzie pasemka siwego koloru. Takie same, jakie zapamiętała.

– Mama by mnie za to skrzyczała, prawda? – zapytał ojciec, pokazując na swoje bose stopy.

Ubrany był w białe luźne spodnie i białą koszulę rozpiętą lekko przy szyi, a jego biało-szare skrzydła były dumnie rozłożone na szerokość kilku metrów.

– Niewątpliwie! – odpowiedziała Alyson, uśmiechając się przez łzy. Nie zastanawiając się już dłużej, podbiegła do postaci ze skrzydłami i uścisnęła ją mocno.

– No, i to jest moja mała Ally – powiedział ojciec, przytulając córkę.

Dopiero po chwili Alyson była zdolna coś powiedzieć.

– Ja umarłam, prawda?

W jej głosie nie krył się smutek.

To była nadzieja.

Ojciec odciągnął ją na szerokość swoich ramion, a potem wytarł łzę płynącą po jej policzku.

– Znajdujesz się w czymś, co jest pomiędzy życiem a śmiercią – wyjaśniał. – Musisz wrócić do swojego ciała. Dlatego nie mamy za wiele czasu.

Alyson zasmuciła się. I to z więcej niż jednego powodu.

– Czyli jednak mi się nie udało. – Westchnęła.

– Myślisz, że wybrałaś trzecią opcję z dwóch możliwych? – Ojciec pokręcił lekko głową. – Że miałaś do wyboru śmierć przyjaciół albo śmierć wroga, a wybrałaś tę opcję, w której giniesz ty?

– Tylko nie mów, że wszystko się nie udało. – Załamała ręce, cofając się o krok, uwalniając się przez to z jego ramion. – Nie mów, że Drake żyje.

– O to się nie martw – uspokoił ją. – Definitywnie nie żyje. – Położył jej dłoń na ramieniu. – Ale nie jest też tak, że i ty nie żyjesz.

Nie mogła tego zrozumieć.

– Przecież strzała przebiła moja serce… Nie mogę żyć! – burknęła.

– A może nie chcesz?

Skrzywiła się.

– Kto normalny chce umierać? – zapytała, przenosząc wzrok na grób.

– Ten, kto wie, że jego przeznaczenie może okazać się zgubą dla tych, których kocha.

Alyson znowu popatrzyła na swojego ojca. Z jego oczu potrafiła wyczytać, iż wiedział, kogo śmierci obawiała się najbardziej.

– Czyli jednak nie udało mi się wykiwać przeznaczenia – odparła ze słabym uśmiechem, wracając spojrzeniem na grób.

– Nawet nie byłaś blisko. – Odwrócił córkę w swoją stronę, aby znów na niego spojrzała. – Pamiętasz tamtą przepowiednię? „W zamian narodzi się na nowo”.

– Co ja, zmartwychwstać mam teraz? – Założyła ręce na krzyż.

– Każdy z nas dokonuje wyborów na swojej drodze – powiedział, a ona miała wrażenie, że już to gdzieś słyszała. – To, co wybierzesz, kształtuje ją.

– Chcesz powiedzieć, że mogłam… – Zmarszczyła brwi. – Nie umierać na chwilę? Czy gdybym tego nie zrobiła, coś by się zmieniło?

Ojciec zmarkotniał.

– Wiele rzeczy byłoby wtedy inne, Ally, ale wybrałaś tę ścieżkę.

– Dlaczego widzę, że coś cię niepokoi?

– Jestem twoim ojcem – odparł wymijająco. – Po prostu się martwię. Nie chcę, byś cierpiała.

Uśmiechnęła się smutno pod nosem, a potem odeszła od niego kawałek. Zatrzymała się dopiero tuż przed pomnikiem.

– Tęskniłam za tobą, tato – powiedział, patrząc przed siebie. – Dalej tęsknię.

Słyszała, że ojciec złożył swoje skrzydła i podszedł do niej. Kątem oka dostrzegła, że i on spojrzał na grób z wyrytą datą swojej śmierci i się skrzywił.

– Czy to prawda… Że Drake cię zabił? – zapytała, zerkając na niego ukradkiem.

Ojciec spojrzał na nią, a potem westchnął.

– Uwierz mi, Alyson, że gdybym mógł zostać dłużej z tobą, twoją siostrą i matką, to zostałbym. – Brzmiał tak szczerze, że Alyson nie miała prawa mu nie wierzyć. – Ale i mnie było przeznaczone coś, na co nie miałem wpływu.

Nagle Alyson poczuła, jaką moc mają jego słowa. Jakie drugie dno się w nich kryje.

– Moje przeznaczenie jeszcze się nie skończyło – powiedziała.

Ojciec pokiwał głową.

– Tak, to jeszcze nie koniec – przyznał.

– Ale w przepowiedni…

– Przepowiednia nie dotyczyła całego twojego życia, a jedynie jego kawałka.

Naraz poczuła, jaka słaba była. Jej ramiona zaczęły się zapadać, czując na swoich barkach ciężar tego wszystkiego.

– Nie dam rady – wyznała. – Nie poradzę sobie, jeśli… – Urwała i spojrzała na ojca. – Tato, może i ja miałam odwagę, tak samo, jak Blake swoją przebiegłość, a Nina swoją siłę, ale… Ja nie jestem już odważna. Boję się tego, co może nadejść. Jak ja nawet dobrze umrzeć nie potrafię.

– Alyson, odwaga nie polega na tym, że nic nie czujesz i rzucasz się na niebezpieczeństwa, nie patrząc na konsekwencje. To jest głupota, a nie odwaga. Twoja siła polega na tym, że mimo iż się boisz, stawiasz czoła wyzwaniu. I to właśnie jest odwaga. Gdy wiesz, że coś jest silniejsze i ważniejsze niż strach. I walczysz z tym. Pamiętaj: zawsze bądź odważna, Alyson. Umrzeć jest łatwo, ale to żeby żyć trzeba być…

– Odważnym – dokończyła za ojca.

Uśmiechnął się.

– Tak. I silnym.

– Ja…

– Jesteś silna, Alyson.

Dziewczyna spuściła wzrok. Ojciec źle zrozumiał jej postawę. Ona nie bała się żyć. Ona chciała życia. Tylko nie chciała widzieć konsekwencji, jakie miały się pojawić, jeśli zostanie żywa.

Dlatego tak chętnie skorzystała z okazją, jaką miała, jaką dał jej Drake. Nie zawahała się. Od zawsze widziała siebie jako tą, która będzie musiała poświęcić coś dla innych. Nie wiedziała tylko, że to będzie jej życie.

Uśmiechnęła się smutno.

– Tato, a znasz powiedzenie, że odważni nie żyją długo? – zapytała.

– Tak, ale ostrożni nie żyją wcale. – Położył dłonie na ramionach córki. – Alyson, potrafisz sobie poradzić. – Jedną ręką poczochrał jej włosy.

Wtedy też coś przykuło jego uwagę, bo podniósł wzrok i spojrzał w dal. Jego oczy niebezpiecznie zabłysnęły. Alyson odwróciła się, ale nie była pewna, co dostrzegła. Był to zaledwie cień. Czuła jednak, że ktoś ich obserwuje.

– Chodź, nie masz już czasu. – Słowa ojca sprawiły, że znowu skierowała na niego swój wzrok. – Musisz wrócić do swojego ciała. – Objął córkę, a następnie rozłożył skrzydła i uniósł się nad ziemią.

Przelecieli przez połowę cmentarza, aż trafili do grobowca Drake. Zanurkowali w jego głąb i kluczyli między korytarzami, dopóki nie znaleźli się niedaleko jej ciała.

– Nie widzą nas – oznajmił, gdy tylko postawił Alyson na ziemi. Spojrzała najpierw na niego, a potem odwróciła się do swoich przyjaciół. – Ten grobowiec zaraz się zawali – informował dalej ojciec. – Stworzył go Drake, a skoro poległ, to przepadnie tak samo, jak i on. – Wskazał na chłopca o czarnych włosach zakładającego swój pierścień na palec. – Nie uda się wam wydostać przy pomocy pierścienia. Magia, która tutaj panuje, zablokuje go.

Już chciała się zgodzić ze wszystkim, kiedy nagle zdała sobie sprawę, że coś jej tutaj nie pasuje.

Ogarnęła ją nagła panika, bo zrozumiała, dlaczego miała wrócić.

„Miałam w organizmie krew wampira, gdy umarłam! A to oznacza, że ja…”

Odwróciła się do ojca z przestrachem.

– Tato, ale ja…

– Nie bój się, usunę krew Drake z twojego organizmu. Nie staniesz się wampirem.

Wypuściła powietrze z płuc i dopiero teraz zdała sobie sprawę, że je wstrzymała. Tak jakby się bała, że nigdy więcej nie będzie mogła zaczerpnąć oddechu.

– Możesz to zrobić?

– Jesteś moją córką, dla ciebie zrobię wszystko – odpowiedział, a ona zrozumiała, że postępował teraz wbrew jakiejś zasadzie.

– Nie chcę, żebyś miał przeze mnie kłopoty.

Uśmiechnął się, przekrzywiając lekko głowę.

– O mnie się nie martw.

– Ale…

Wskazał na nią, już się nie uśmiechając.

– Musisz uważać na siebie, Ally. Dla mnie nie jest problemem usunięcie krwi Drake’a, żebyś nie musiała stać się wampirem. Posmakowałaś jednak smaku zła, a to nie wróży nic dobrego.

– Chcesz powiedzieć, że każdy, kto zamienia się w wampira, staje się zły?

– Nawet najczystsze serca – potwierdził.

– Ja się nim jeszcze nie stałam.

– Za to połączyłaś się Drake i doświadczyła jego emocji, co jest nawet… – Urwał, nie kończąc myśli.

– Gorsze – dokończyła za niego.

Skinął lekko głową.

– „… w jego sercu zapanuje mrok, a on sam będzie pod kontrolą przeciwnika …” – wyrecytowała z pamięci zdanie z księgi o wampirze. – Ale teraz, skoro on nie żyje…

– Nie będziesz pod jego kontrolą.

– Nie byłam już, zanim umarłam. Wyczułam to.

Tylko że mrok pozostał.

Nie powiedziała tego na głos. Nie wiedziała, czy  to była prawda, czy tylko jej się wydawało.

Ojciec pokiwał głową w zamyśleniu.

– Zrobię pewne zabezpieczenie, które powinno stłumić twój mrok.

Była pewna, że to także wykraczało poza jego obowiązki jako anioła, ale skinęła głową. Potem spojrzała na swoje ciało i znowu na ojca.

– Jak mam wrócić do swojego ciała?

Skrzydlata postać zbliżała się, a następnie kucnęła i dotknęła rozcięcia na prawym nadgarstku dziewczyny, której głowa spoczywała na kolanach ciemnowłosego młodzieńca.

– Chwyć mnie za rękę – instruował, wyciągając w stronę córki drugą dłoń. Alyson szybko wykonała polecenie ojca. Poczuła mrowienie w całym ciele, a wtedy także pomieszczenie zaczęło wypełniać światło, bijące od skrzydlatej postaci. – Postaram się utrzymać to miejsce na tyle długo, aby udało się wam wydostać… – Słowa ojca stawały się coraz cichsze, a ona miała wrażenie, jakby zanurzała się w wodzie.

– Kocham cię, tato! – krzyknęła.

A choć nie słyszała już odpowiedzi, wiedziała, co powiedział.

„Zawsze bądź odważna, Alyson.”

„Postaram się.”

„Kocham cię.”

 

~*~

 

Zaczerpnęła powietrza, unosząc się gwałtownie do pozycji siedzącej. Otworzyła oczy w momencie, jak Blake rzuciła się jej na szyję.

– Ojej, taka czułość z twojej strony? – zapytała Alyson, ledwo mogąc zaczerpnąć powietrza z powodu tak mocnego uścisku rudowłosej. – Chyba działam cuda! – zakrztusiła się lekko, przez co ruda zwolniła uścisku i odsunęła się na szerokość ramion.

– Uratowałaś mi życie, cwaniaro! – powiedziała, a widząc, że Alyson znowu zaczerpnęła tchu, przytuliła ją raz jeszcze.

Reszta jej przyjaciół była w większym szoku. Alyson zdała sobie sprawę, że Blake zareagowała jako pierwsza, bo także jako pierwsza wiedziała, że to nastąpi. Zobaczyła to.

Po chwili do przytulającej ją Blake dołączył jeszcze Luke, a tuż za nim Nina ocierająca łzy.

Alyson po chwili syknęła z bólu, a wtedy wszyscy się cofnęli. Podniosła swoją prawą rękę, bo to właśnie w niej poczuła nieprzyjemne uczucie.

Wtedy jej oczom ukazało się coś, co musiało być zabezpieczeniem od jej ojca. Nie miała już rozcięcia w kształcie iksa na swoim nadgarstku. Teraz w jego miejscu widnia tatuaż łapki rysia.

To także coś jej przypomniało.

– Stałaś się… Wampirem? – Usłyszała ciche pytanie za swoimi plecami.

Odwróciła się i spojrzała prosto w niebieskie oczy Aarona dalej siedzącego w tej samej pozycji, co go widziała.

– Nie, nie jestem wampirem – odpowiedziała, uśmiechając się lekko. Widziała zdziwienie na jego twarzy, gdy usłyszał taką pewność z jej ust, ale nie zdążył nawet o nic zapytać, bo Alyson spojrzała na Darrena. Starszy Forrester skinął głową, na co ona odpowiedziała mu tym samym. – Mamy mało czasu – poinformowała ich i zaczęła się podnosić. Blake szybko chwyciła ją, aby jej pomóc, ale samej ledwie udało się ustać na nogach. Alyson pokręciła przecząco ręka i stanęła o własnych siłach. – Zaraz wszystko się zawali. – Widząc, że Darren chce otworzyć portal, pokręciła głową. – Nie zadziała.

Kawałek od nich spadła pierwsza skała.

– Tędy! – wskazała drzwi, którymi wcześniej dostała się tutaj z Aaronem, a później z ojcem. – Uważajcie na skały! – ostrzegła, zanim ruszyli za nią.