– … mhm, tak – odparła znużona Alyson, przytrzymując telefon ramieniem, jednocześnie otwierając kluczami drzwi od mieszkania.

– Ale na pewno? – zapytała po raz kolejny Annabelle po drugiej stronie telefonu.

– No przecież mówię, że tak, Annabelle. Ty mnie słuchasz? – burknęła lekko, naciskając na klamkę i władowując się do domu. – Wyślę ci materiały najpóźniej jutro.

– Oj – odparła Annabelle. – Po prostu wydawałaś się jakaś taka odległa, jak to mówiłaś. A ja się stresuje, że nie zdążę tego zrobić…

– Spokojnie, Anna. – Ton głosu Alyson zrobił się łagodniejszy. Ona także zaczęła się bardziej przejmować się tym, co działo się na uczelni oraz musiała nadgonić terminy w wysyłaniu różnych prac do wykładowców, dlatego dobrze rozumiała, co w tej chwili czuła jej znajoma. – Damy radę – zapewniła dziewczynę.

– Mówisz?

– Mówię.

– No dobra, skoro tak.

Alyson przekręciła zamek we frontowych drzwiach i udała się do swojego pokoju. Pożegnała się szybko z Annabelle i rzuciła się na łóżko, westchnęła i zamknęła oczy. Gdy chwilę później czarny kocur zaczął ją podgryzać, machnęła ręką zniecierpliwiona.

– No dooobra, już – burknęła do kota, wstając i idąc do kuchni. – Głodny?

Kot w odpowiedzi zaczął intensywnie miauczeć. Alyson szybko napełniła miski kocim jedzeniem i wróciła do pokoju. Przebrała się w domowe ciuchy, a potem zanurkowała pod pościel. Przeleciała wzrokiem pokój, a wtedy natrafiła na piórko wetknięte do nieużywanego kałamarza stojącego na półce nad biurkiem. Do tej pory nie odkryła, do kogo mogło ono należeć. Skrzywiła się na tę myśl.

Przeniosła wzrok na tablicę korkową wiszącą naprzeciwko jej łóżka. Widniały tam różne zdjęcia, od ulubionych aktorów po imprezowe selfie. Tym razem na jej twarzy pojawił się smutny uśmiech. Nie miała tutaj zdjęć swoich nowych znajomych, schowała je do albumu. A szczególnie te zdjęcia z konkretną osobą. Choć nie miała ich wyciągniętych na publiczny widok, odtwarzała je w kółko w swojej głowie. Pierwsze zdjęcie było, gdy stał koło niej i opierał rękę o belkę tuż nad jej głową. Potem gdy się śmiał, a ona wyglądała na śmiertelnie obrażoną. Następne, gdy podniosła na niego wzrok i zaczęli się w siebie wpatrywać, a jego twarz zrobiła się poważniejsza. Późniejsze, gdy przestał się opierać o belkę, a prawą dłoń położył na jej policzku, a ostatnie zdjęcie z tej serii było, gdy się pocałowali. Kolejnego, gdy uciekł, już nie było, ale nie było jej potrzebne. Tego nie chciała pamiętać, ale swoją drogą ciekawe było zobaczyć to z perspektywy kogoś stojącego obok. To zupełnie tak, jakby widzieć siebie, jak czasem patrzy się w czasie snu.

Właśnie, snu. Alyson poczuła, że jej powieki zaczynając robić się cięższe. W nocy spała zaledwie 3 godzin, więc taki obrót sytuacji wcale nie był nadzwyczajny.

– Maaaa-młłłaaaa? – usłyszała po swojej prawej stronie.

Z wysiłkiem otwarła lekko oczy, by spojrzeć na swoją biało-burą kotkę, jeszcze oblizującą się po jedzeniu.

– Tak, idziemy spać. Chodź no tutaj. – Gdy przewróciła się na prawy bok, poklepała miejsce obok swojego brzucha.

Kotce nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wskoczyła na łóżko, po czym parę razy trąciłam noskiem o nos dziewczyny, a potem zwinęła się w kłębek, głośno przy tym mrucząc. Alyson poczuła jeszcze, jak drugi kot kładzie się jej na nogach, a potem zasnęła.

 

~*~

 

Idąc ciemnym korytarzem, Alyson miała wrażenie, jakby oczy zaszły jej mgłą. Chwilami widziała ostre kontury przedmiotów dokoła siebie, ale po chwili jej wzrok znowu był rozmazany.

Potarła oczy, ale nic to nie zmieniło. Ostrość po sekundzie znowu była niewyraźna. Czy właśnie tak widziała osoba, która powinna zacząć nosić okulary? Odsunęła od siebie tę myśl. Przecież jej wzrok był doskonały, zwłaszcza teraz. Pewnie dlatego nie obijała się o wszystkie przedmioty, które znajdowały się w tym ciemnym korytarzu – potrafiła widzieć nawet w nocy. Nie jakoś idealnie, tak jak w dzień, ale rozróżniała poszczególne kształty.

A gdy uświadomiła sobie, co też teraz widziała, zrozumiała, że znajdowała się w pałacu Forresterów. Zastanawiałaby się nad tym faktem dłużej, gdyby ktoś przez nią nie przeszedł. Gdy tylko to poczuła, wciągnęła gwałtownie powietrze i wytrzeszczyła oczy, a potem zaczęła dotykać swoje dłonie. Czuła je, choć niewyraźnie. Podniosła wzrok na osobę, która powinna ją staranować, a wtedy się skrzywiła. Różowa bluzka i jasne, praktycznie wyglądające jak tlenione włosy szybko uświadomiły Alyson, że miała przed sobą Blair, a w korytarzu zrobiło się jaśniej.

Jasnowłosa zatrzymała się na chwilę, obejrzała się wkoło, po czym machnęła ręką i zdecydowanym krokiem ruszyła przed siebie, a światło podążało za nią. Alyson wytrzeszczyła teraz oczy, nie z powodu tego, że ktoś przez nią przeniknął, a z tego, że normalny wojownik nie potrafiłby operować w taki sposób światłem, chyba że…

Zaniepokojona tym faktem i swoim przeczuciem, ruszyła za nią. Gdy Blair zniknęła za drzwiami jednego z pokoi i dało się słyszeć zamykanie zamka na klucz, Alyson zaklęła pod nosem.

Wtedy też uświadomiła sobie, że przecież wcześniej ktoś przez nią przeniknął, więc jeśli by się skupiła, mogłaby…

Wyciągnęła lewą rękę przed siebie, a gdy jej dłoń zatopiła się w drewnie jak w wodzie, pewnym krokiem przez nie przeszła. Otrząsnęła się z dziwnego wrażenia, jakie to na niej pozostawiło, i zaczęła rozglądać się po miejscu, w którym się znalazła.

Długo nie musiała. Jej serce zaczęło bić szybciej, gdy tylko dostrzegła ciemnobrązowe włosy postaci stojącej tyłem do niej.

Przez chwilę w jej głowie pojawiła się myśl, że Blair umówiła się z Aaronem, co spowodowało, że jednocześnie zrobiło jej się głupio, że ich podgląda, a z drugiej poczuła coś na wzór zazdrości. Jednak, gdy tylko skupiła się na przedmiocie, który dostrzegła w dłoni Aarona, od razu uświadomiła sobie, że była w błędzie.

– Kochanie – odezwała się obok niej Blair słodkim tonem, a że Alyson zapomniała, że stała po jej lewej stronie, podskoczyła.

– Co…? – Odwrócił się, a dostrzegając Blair, jego twarz przestała wyrażać cokolwiek. – A, cześć Blair, nie zauważyłem, jak weszłaś – powiedział, odkładając zdjęcie z Alyson do szuflady i zamykając ją. – Coś się stało? – zapytał, podnosząc wzrok na narzeczoną.

Alyson poczuła, że gdyby tylko mogła być kotem, to prawdziwie zjeżyłaby się, gdy tylko dostrzegła uśmiech Blair. W tym momencie nie wyglądała już ani na przesadnie „miłą”, ani też głupkowato, a przypomniała potwora. Wyraz jej twarzy przedstawiał wysoko zaawansowanego szalonego mordercę.

Alyson spojrzała na Aarona i po jego oczach odczytała, że także zauważył coś podobnego.

– Może ty mi powiesz – odezwała się ostrym tonem Blair.

Ramiona Aarona się napięły.

– Zejdź z tonu, Blair – ostrzegł ją. – Jeśli masz jakiś problem, powiedź wprost.

– Czy ja mam problem? JA? – Jej głos podnosił się coraz wyżej. Aaron westchnął, po czym oparł się o mebel za sobą, a ręce skrzyżował na klatce.

– Może tak ciszej? Po co wszyscy mają słyszeć, że masz swoje dni – odparł, lekko się rozluźniając. Alyson zmarszczyła zaniepokojona brwi.

– Oh, tym się nie martw – odparł Blair, prostując się i uśmiechając szeroko, a potem zaczęła przechadzać się po pokoju, nawijając na palec kosmyk swoich bardzo jasnych włosów. – Nikt nie usłyszy, co się tutaj dzieje.

Nie musiała wyjaśniać, dlaczego. W tej chwili Alyson poczuła przypływ magii. Nie potrafiła stwierdzić, skąd to wiedziała, ale naprawdę czuła, że pomieszczenie znalazło się pod wpływem zaklęcia. Jakiego? Najwyraźniej jakiegoś wyciszającego lub blokującego.

Tylko skąd Blair…?

– Blair, czy…

– Nie przerywaj mi! – wrzasnęła. – Nie skończyłam jeszcze!

Aaron podniósł ręce w geście kapitulacji, po czym pokazał, aby kontynuowała. Jego twarz wyrażała obojętność, ale Alyson wiedziała, że tak naprawdę nie był teraz ani obojętny, ani spokojny, na jakiego chce wyglądać. Ona sama też próbowała rozgryźć, o co tutaj chodziło.

Zrobiła kilka kroków i stanęła tuż przy nim. Położyła mu rękę na ramieniu, ale nie potrafiła go wyczuć. Chłopak lekko się wzdrygnął, ale nie spojrzał w jej stronę.

– Pamiętasz Harry’ego Morgana? – zapytała Blair z goryczą w głosie.

Aaron ze zdziwienia podniósł  brwi do góry, a Alyson spojrzała na Blair z podobnym wyrazem twarzy, jaki malował się u chłopaka. Mimowolnie zaczęła szybciej oddychać.

– Pytałam, czy pamiętasz?! – zapytała jasnowłosa raz jeszcze, gdy ten milczał zbyt długo.

– Blair, uspokój się – napomknął ją. – Tak, pamiętam go. Skąd go znasz?

Blair uśmiechnęła się z satysfakcją, co Alyson odebrała jako kolejny syndrom jej szaleństwa.

– Uświadomię ci coś, Aaronie – odezwała się znowu słodkim głosikiem. – Zabijając go, popełniłeś błąd.

Umysł Alyson i Aarona musiał działać na tych samych obrotach, bo zapytali w tym samym czasie, wytrzeszczając oczy:

– To ty byłaś jego dziewczyną? – Alyson zapytała o to nieco głośniej, niż Aaron i z nieco większym niedowierzaniem, ale przecież jej i tak nikt nie słyszał.

Blair skinęła głową, potwierdzając to.

– Domyśliłeś się, brawo.

Zmierzył ją wzrokiem.

– Tak na marginesie, to nie ja go zabiłem – odparł. Alyson spojrzała na jego twarz w momencie, gdy przemknął po niej jakiś cień, a on sam uśmiechnął się gorzko. – A tak naprawdę to powinnaś mieć pretensje do samego Harry’ego. Raczej nie był ci za bardzo wierny. – Widząc, że Blair była coraz bardziej zagotowana, ciągnął dalej: – Poza tym, jesteś zaręczona ze mną.

– A ty to niby święty jesteś? – Prychnęła. – Widziałam, jak ślinisz się do tej wieśniaczki.

Aaron w jednej chwili przestał opierać się o mebel, a ręce spuszczone wzdłuż ciała miał zaciśnięte w pięść. Podszedł do Blair kilka kroków i spojrzał na nią ze złością.

– Panuj nad słowami, kochanie.

Alyson aż zamrugała, widząc go w takim stanie. Nigdy nie widziała go aż tak poirytowanego.

– Bo co? – warknęła. – Zabijesz mnie tak, jak zabiłeś mojego ukochanego?!

Aaron wzniósł ręce do nieba i okręcił się wkoło własnej osi, zatapiając po chwili dłonie w swoich włosach.

– Blair, zrozum, ja mu nic nie zrobiłem! Co ty sobie ubzdurałaś?

– Mniejsza z tym – rzuciła nagle Blair. – To ty poniesiesz tego konsekwencje. – Uśmiech na jej twarzy stał się jadowity. – Alyson musi cierpieć.

– O czym ty mówisz? – zdziwił się Aaron, przystając.

– Nie, nie, nie, nie, nie… – zaczęła Alyson, podbiegając i zasłaniając go swoim ciałem.

Blondynka wymruczała coś pod nosem, po czym machnęła dłonią. Alyson poczuła tylko falę mocy, ale poza tym nic jej się nie stało. Aaron zaś został podniesiony do góry i przygwożdżony do ściany.

– Nie! – krzyknęła Alyson, nie wiedząc, co miała teraz zrobić. – Zostaw go!

– Blair, co ty wyprawiasz?! – krzyknął Aaron, próbując oderwać rękę od ściany. – Jak to możliwe, że ty to w ogóle potrafisz?!

– Każdy ma jakieś sekret, kochanie. – Blondynka zbliżyła się do niego powolnym krokiem, po czym sięgnęła do paska i wydobyła z niego sztylet. Wtedy jej wzrok zatrzymał się na pierścieniu Aarona. – A, zapomniałabym. – Machnęła raz jeszcze, a sygnet zsunął się z jego palca i upadł na ziemię i poturlał się pod łóżko. – Nie będzie ci to już potrzebne.

– Blair… – zaczął, ale urwał, gdy dziewczyna chwyciła jego koszulę i rozerwała ją na nim.

– Wiesz, w innych okolicznościach, moglibyśmy to wykorzystać w zupełnie inny sposób. – Mówiąc to, zaczęła wodzić końcem sztyletu po jego nagim torsie, na tyle mocno, aby rozerwać skórę. Z rany pociekła krew.

Alyson próbowała złapać ten sztylet, ale za każdym razem jej ręka przenikała przez niego. Soczyście przeklęła. Wiązało się to z tym, że czuła narastającą paniką.

Blair poprawiła sztylet w dłoni, po czym szybkim ruchem przebiła go w bok chłopaka z szerokim psychopatycznym uśmiechem na twarzy. Aaron splunął krwią.

– NIEEE! – krzyknęła Alyson na cały głos, budząc się w swoim pokoju. Koty patrzyły na nią z jednoczesnym zdziwieniem i przestrachem, gdy ta próbowała unormować oddech. Czuła, jak jej serce waliło w piersi jak oszalałe, ale…

Nie pamiętała, dlaczego. Cały sen uleciał w jednej chwili, a ją ogarniała jedynie wszechogarniająca pustka.

Opadła ciężko na poduszki, wmawiając samej sobie, że był to tylko zwykły koszmar i nie powinna była się tym przejmować.

 

KONIEC CZĘŚCI I