– Dawno, dawno temu żyła sobie księżniczka, która…

– Babciuuuu – przerwało jej dziecko. – Ale ja już znam tę historię!

– Tak? – Babcia zamrugała, udając zaskoczenie. – A to może…

– Tę też!

– Ale nawet nie wiesz, o czym ona miała być.

– Zawsze opowiadasz te same historie. – Dziewczynka dmuchnęła na włosy opadające jej na oczy. – One są dla dzieci. Chcę coś straszniejszego! Mam już 6 lat i niczego się nie boję!

Babcia spojrzała chytrze na wnuczkę.

– Niczego? Nawet ciemności?

Dziecko nieco sposępniało.

– Ciemność to trochę tak… – Gdy tylko to powiedziała, wstąpiła w nią nowa energia. – Ale niczego więcej! To jak? Opowiesz mi coś straaasznego?

Babcia namyślała się przez chwilę.

– Dobrze – postanowiła. – Historia niczym nie różni się od pozostałych, dalej są księżniczki, zamki i bale, ale ta opowieść jest wyjątkowa na swój sposób.

Słowo „wyjątkowa” sprawiło, że dziewczynce zaświeciły się oczy. Poprawiła różową piżamkę i wlepiła wzrok w babcię.

A babcia mówiła dalej.

***

Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami, żyła rodzina królewska. Król i królowa nie byli urodziwi, ale ich córka odziedziczyła po nich to, co było w nich najlepsze. Jej zgrany nosek, pełne usta. Jego błękitne oczy, pociągłą twarz. Kruczoczarne włosy dziewczynki kontrastowy z jej bladą skórą, a żadne z rodziców nie potrafiło wyjść z podziwu, że ich córeczka była taka piękna. Nazwali ją Śnieżka.

Razem uznali, że należy strzec Śnieżki. Takie piękno było niebezpieczne. Kochali córkę, ale mieli świadomość tego, że jej uroda może ściągnąć na nią nieszczęście.

Mijały lata, a Śnieżka stawała się coraz piękniejsza. Rodzice patrzyli na nią z miłością w sercu, ale i też coraz większą obawą.

Śnieżka większość czasu spędzała samotnie. Nie dopuszczano do niej służących ani dworzan. Rodzice bali się, że któreś zrobi krzywdę Śnieżce. Podjęli wszelki środki ostrożności, aby trzymać ją z daleka od reszty. Tak więc dziewczynka wychowała się wśród ciszy, książek i zwierząt. Znaczącą część czasu poświęcała stadninie i koniom.

Podczas jednej z przejażdżek na Piorunie, swoim ulubionym karym ogierze, dostrzegła chatkę. Zaintrygowana, chciała podjechać bliżej, ale w oddali usłyszała zamkowe dzwony, które uruchamiane były tylko w momencie wielkiego nieszczęścia. Zapomniała o chatce i pognała czym prędzej do zamku.

– Bardzo mi przykro, Śnieżko – powiedział ojciec, który miał zaczerwienione oczy. – Twoja matka odeszła. Była bardzo chora.

Śnieżka zaniemówiła. Wiedziała, że jej mama była chora, ale żeby aż tak… Pogrążona w smutku, udała się do pokoju matki, aby się z nią pożegnać. Kilka dni później, podczas ceremonii żałobnej i pogrzebu, Śnieżka miała na głowie kapelusz z czarnym welonem zasłaniającym jej twarz. Ojciec mimo śmierci żony pamiętał, aby wciąż skrywać urodę córki.

Minęło trochę czasu. Śnieżka zaszywała się w swoim pokoju, gdzie to najwięcej uwagi poświęcała śniegu, który padał za oknem. Pogrążona w rozmyślaniach, początkowo nie zauważyła, że ktoś się jej przyglądał. Odkryła to dopiero, gdy pewnego mroźnego wieczoru osoba stojąca pod jej oknem użyła lamy, aby zwrócić na siebie uwagę. Przerażona tym odkryciem, zasłoniła okno ciemną zasłoną i więcej do niego nie podeszła.

– Śnieżko – głos ojca był ostry jak nigdy wcześniej. – Coś ty zrobiła?

– Ale ja…

– Książę z pobliskiego królestwa wychwala twą urodę! – zagrzmiał król, gestykulując. – Przecież tyle razy ostrzegałem cię, abyś nikomu się nie pokazywała!

„A więc to był książę” uświadomiła sobie Śnieżka.

– To był przypadek, przysięgam. Stałam przy oknie, kiedy on zaczął do mnie machać… Od razu uciekłam!

Król westchnął i położył dłoń na ramieniu Śnieżki.

– Wierzę ci. Nie był to też powód, dla którego cię wezwałem.

– Nie?

Król pokręcił głową.

– Na pogrzebie twojej mamy poznałem piękną kobietę. Od tamtego dnia bardzo mnie wspierała i teraz nie wyobrażam sobie życia bez niej. – Uśmiechnął się, choć był to zaledwie cień jego dawnego uśmiechu. – W przyszłym tygodniu bierzemy ślub.

– Ale… ślub? – Śnieżka nie mogła wyjść z podziwu. Przecież jej mama zmarła tak niedawno…

Nie powiedziała tego, a tylko skinęła głową.

– Poznam moją macochę?

Król przestał się uśmiechać, pokręcił przecząco głową.

– Przyszła królowa jest piękna, ale nie tak piękna, jak ty. Nie możemy pozwolić na to, aby odkryła prawdę.

Śnieżka ponownie skinęła głową. Wszak i tak przez większość czasu siedziała samotna, zwłaszcza teraz, gdy jej matka odeszła.

Na ślubie ojca, Śnieżka nosiła kapelusz i welon, tym razem w jasnych barwach. Nie przeszkadzały jej szepty poddanych, którzy zastanawiali się, dlaczego nigdy nie wiedzieli twarzy księżniczki. Zakładali z góry, że musi być tak szpetna, że król oszczędza im tego widoku. Śnieżka nie zaprzeczała.

Dziewczyna musiała przyznać ojcu rację – macocha okazała się piękną kobietą o długich, blond włosach. Tak bardzo nie przypominała matki Śnieżki, jak tylko się dało. Była jej przeciwieństwem, nie tylko z wyglądu, ale i z charakteru. Była kobietą oschłą i zimną.

„Jak ona mogła wspierać ojca?” zastanawiała się Śnieżka.

Unikała jej jak mogła, ale pewnego dnia macocha wparowała do pokoju Śnieżki bez pytania. Dziewczyna opuściła włosy, aby ukryć swoją twarz, ale kobieta podeszła i chwyciła ją mocno za podbródek i uniosła go. Oczy macochy powiększyły się ze zdziwienia, a potem zwęziły, gdy na jej twarzy pojawił się gniew.

– A więc to prawda! – wykrzyczała. – Naprawdę jesteś piękna!

Śnieżka nie wiedziała, co powinna teraz zrobić. Minęła macochę i pobiegła do komnaty ojca.

– Ojcze! – zawołała, wchodząc do środka. – Ona mnie widziała! Ona…

Zatrzymała się, gdy dostrzegła ramię ojca zwisające bezwiednie z wielkiego łóżka, na którym leżał. Kiedy podeszła bliżej odkryła, że był bledszy od niej, a gdy chwyciła go za rękę, okazała się lodowata w dotyku.

– Ojcze… – Łzy popłynęły jej po policzkach, nim rzuciła się do ucieczki.

Najszybciej jak mogła, wybierając skróty, które używała przez całe życie, dobiegła do stadniny. Piorun niespokojnie chodził w swoim boksie.

– Musimy uciekać. – Wyciągnęła rękę, aby pogłaskać go po szyi i uspokoić. – Musimy się stąd szybko wydostać.

Piorun w odpowiedzi zarżnął krótko, a potem pozwolił, aby Śnieżka wdrapała się na jego plecy. Dziewczyna dawno opanowała jazdę bez siodła, a teraz nie było czasu, aby go szukać i zakładać.

Wybiegli ze stadniny w chwili, gdy z zamku wybiegli strażnicy wezwani przez nową królową.

Śnieżka popędziła Pioruna. Chwilę później byli już w zasypanym śniegiem lesie.

***

–  Przykro mi, Wasza Wysokość, ale nie udało nam się jej zatrzymać – oznajmił strażnik.

Królowa machnęła ręką, odprawiając go. Gdy została sama, podeszła do wielkiego lustra wykonanego z czystego złota.

– A jednak miałeś rację co do tej małej – przyznała niechętnie. – Jest piękna.

– Owszem, jest – odpowiedziało jej magiczne zwierciadło. – I co zamierzasz teraz z tym zrobić?

Królowa uniosła dłoń i położyła ją na podbródku. W zamyśleniu stukała palcem wskazującym o usta.

– Mam pewien pomysł. – Opuściła dłoń, aby chwycić leżący na stoliczku dzwoneczek. – Łowco, wzywam cię.

Chwilę później do komnaty wszedł muskularny mężczyzna. Nie wyglądał na zadowolonego z faktu, że się tutaj znalazł.

– Wzywałaś, pani?

– Dzisiaj jest pełnia. Chcę, żebyś zamienił się w wilka i przyniósł mi serce Śnieżki.

– Serce Śnieżki? – Zmarszczył brwi. – A co ta niewinna istota zamknięta w pokoju ci uczyniła, że chcesz jej serce?

– Nie jest niewinna ani nie jest już dłużej zamknięta w pokoju. Masz ją wytropić, jak na prawdziwego łowcę przystało, a potem się z nią rozprawić. – Królowa odwróciła się. – A teraz wyjdź. Wiesz, jakie będą konsekwencje, jeżeli nie wykonasz swojego zadania.

Łowca przełknął ślinę. Wiedział, aż za dobrze.

– Do usług, Wasza Wysokość – ukłonił się, choć ona nie patrzyła na niego, i wyszedł.

***

– … i mówiłam ci, babciu, że tam już nie ma żadnych malin. – Rudowłosa dziewczyna pokręciła głową, wskazując na krzak. – Zużyłaś wszystkie do swojej ostatnie potrawy.

Siwowłosa kobieta przewróciła oczami.

– Liczyłam na to, że jednak jakieś się zachowało.

Dziewczyna zaśmiała się.

– Babciu, z twoim wzrokiem? – Pokręciła głową. – Masz lepszy wzrok niż sokół.

– Co do wzroku… – Babcia wskazała głową na las po lewej stronie chatki, przed którą siedziały. – Ktoś nadciąga. I to szybko.

Rudowłosa podniosła się, jednocześnie wyciągając sztylet, z którym nigdy się nie rozstawała.

– Chatka ma specjalnie zabezpieczanie – zauważyła. – Ktokolwiek to jest, nie uda mu się tu dostać.

Jak na potwierdzenie jej słów, usłyszały głośny „plum”. Bariera zadziałała.

– Pomocy! Halo, jest tam kto?! Pomocy!

Rudowłosa spojrzała pytająco na babcie.

– To może być pułapka – odparła.

Babcia pokręciła głową.

– Pułapkę, to my zastawiałyśmy. – Machnęła ręką. – No na co czekasz? Idź i pomóż tej biednej dziewczynie!

Rudowłosa pokręciła głową, ale schowała sztylet i zerwała się do biegu. Dotarła do brzegu rzeki, która powinna być zamarznięta, lecz za sprawa magii była tutaj pełnia lata. Ciemnowłosa dziewczyna pewnie nie spodziewała się, że gdy wejście na lód, ten okaże się płynącą wodą, przez co teraz ostatkiem sił próbowała trzymać się grzywy swojego konia.

– Hej! – Rudowłosa krzyknęła, aby zwrócić na siebie uwagę. – Tutaj! Podpłyń tutaj! – nakazała, a sama sięgnęła do zawieszonej przy pasie małej torebeczki. Wyciągnęła z niej czerwony proszek i dmuchnęła w stronę strumienia. Woda uspokoiła się i nieco opadła, dzięki czemu koń bez problemu mógł dostać się na drugi brzeg, ciągnąc ze sobą dziewczynę. Nieznajoma puściła się grzywy i nieprzytomna padła na trawę. – No tak, jeszcze tego mi brakowało!

Rudowłosa sprawdziła puls nieznajomej, a potem z wysiłkiem naciągnęła ją na grzbiet konia. Razem udali się do chatki.

***

– Budzi się – usłyszała Śnieżka, gdy pokręciła ociężałą głową. – Żyjesz?

– Ruby – odezwał się starszy głos. – Nie bądź taka natrętna, daj jej czas.

Śnieżka powoli zaczęła otwierać oczy. Początkowo obraz był rozmazany, ale z czasem się wyostrzył. Dostrzegła wtedy starszą kobietę o przyjaznym uśmiechu oraz rudowłosą piękność, która… wyglądał tak samo jak ona.

Rudowłosa wyglądała na tak samo zdziwioną, jak ona, gdy się zorientowała.

– Kim jesteś? – zapytały jednocześnie.

– Nazywam się Śnieżka. – Czarnowłosa skinęła głową na dziewczynę. – A ty?

– Jestem Ruby, ale mówią na mnie Czerwona lub Kapturek. – Pokazała na swoje włosy, które miały piękną, soczystą barwę czerwieni. Potem wskazała na starszą kobietę. – A to moja babcia. Jak się tutaj w ogóle znalazłaś?

Śnieżka zmarszczyła brwi, próbując sobie przypomnieć wydarzenia ostatniego dnia. Gdy zalała ją fala wspomnień, po jej twarzy popłynęły łzy.

– Mój ojciec… On… – Pociągnęła nosem. – Zabiła go moja macocha, czuję to. Uciekłam, zanim i mnie dopadła. Piorun! – Nagle ożywiła się i zaczęła rozglądać po małym pokoiku, w którym się znajdowała. – Mój koń…

– Skubie trawę przed domem. – Starsza kobieta położyła rękę na ramieniu Śnieżki i posłała jej uspokajający uśmiech. – Ruby, przygotuj gorącą wodę na herbatę. A ty, Śnieżko, opowiedz nam wszystko po kolei.

Śnieżka rozejrzała się jeszcze raz, aż ujrzała okno. Słońce chyliło się ku zachodowi, a Piorun nieśpiesznie podjadał zieloną trawę. Odetchnęła z ulgą i wróciła wzrokiem do starszej kobiety i swojego sobowtóra. I zaczęła mówić.

***

– Ale to nie wyjaśnia, dlaczego jesteśmy takie same – zaważyła Ruby.

– Nie licząc włosów – dodała Śnieżka.

– Nie licząc włosów – potwierdziła Ruby.

Podobieństwo było nieprawdopodobne.

– Wychodzi na to, że musicie mieć jakiegoś wspólnego przodka – oznajmiła babcia. – Los chciał, że akurat trafiło na was i…

Najpierw usłyszały rżenie Pioruna, a potem do ich uszu doleciał skowyt wilka.

– Piorun!

Śnieżka rzuciła się do drzwi, ale Ruby była szybsza. Zatrzasnęła drzwi i zasłoniła je swoim ciałem, zanim czarnowłosa je otworzyła.

– Ruby! Ja muszę iść po Pioruna!

– Żaden wilk nie powinien się tutaj przedostać – oznajmiła. – To nie jest zwykłe zwierzę.

– Masz rację, wnuczko. – Babcia wyjrzała przez okno. – Nie jest.

Wilk zawył jeszcze raz, nim przemówił.

– Czuję cię, Śnieżko. – Jego głos był chropowaty i głęboki. – Nie musisz dalej uciekać.

Śnieżka usiadła na najbliższym drewnianym krześle, kiedy to nogi odmówiły jej posłuszeństwa.

– I co teraz? – zapytała, spoglądając na stojącą przy drzwiach Ruby oraz będącą dalej przy oknie babcię.

Ruby wyciągnęła sztylet.

– Umiesz się bronić?

Śnieżka pokręciła głową.

– Nigdy nie musiałam się tego nauczyć. W dłoni trzymałam tylko nóż kuchenny…

– Niedobrze…

– Ruby. – Babcia przyciągnęła jej uwagę. – Ale ty potrafisz się bronić.

Ruby zmarszczyła brwi.

– Tak, ale jest jeden mały problem. – Wskazała na głowę. – Bardzo rzucam się w oczy.

– Być może mogłabym coś na to zaradzić – wyznała po chwili zastanowienia. – Ale czy ty…

– Śnieżkooo! – Głos wilka był coraz bliżej. – Chodź do mnie! Zabiorę Cię do zamku, do twojej rodziny…

– Jaka ukryta wiadomość, że po prostu mnie zabije – mruknęła czarnowłosa, sięgając po kubek z zimną już herbatą. Upiła łyk i spojrzała na Ruby. – Czy… czy możesz mi pomóc?

– Śnieżkooo… – Wilk chodził dookoła chatki. – Śnieżkooo…

Ruby przyjrzała się najpierw bezbronnej Śnieżce, a potem czekającej na odpowiedź babci.

– Dobra – zgodziła się z westchnieniem. – Ale jak babciu chcesz to zrobić?

Babcia bez słowa skierowała się w stronę półeczki z kolorowymi proszkami i płynami. Zaczęła je przegląd i odkładać co któryś. Śnieżka uniosła dłoń do ust.

– Czy to…

– Tak – odparła Ruby. – Moja babcia to wiedźma, ale dobra.

Wilk dalej okrążał dom, o czym przypominał co pewien czas, kiedy to babcia zajęła się przygotowaniem magicznej mikstury.

***

– Jesteś pewna? – Ruby skinęła głową na trzymany w ręku kubek. – Wystarczy?

W ręce Śnieżki znajdował się taki sam kubek.

– Zamienicie się kolorami włosów. To wystarczy, abyś zbliżyła się do wilka na tyle, aby go pokonać – potwierdziła babcia.

– Ale to nie rozwiąże problemów z królową.

– Nie. – Babcia pokręciła głową. – Ale nie wszystko od razu. Najpierw zajmijmy się bardziej naglącymi sprawami.

Dziewczyny spojrzały po sobie, a potem równocześnie wypiły magiczny napój.

– Nic nie czuję – zauważyła Śnieżka.

– Ja też – odparła Ruby.

– Ale widać – skomentowała babcia, uśmiechając się pod nosem.

Była to prawda. Ruby stała się czarnowłosa, a Śnieżka rudowłosa.

– Dziwnie patrzy się na kogoś, kto wygląda jak ja. – Śnieżka obejrzała Ruby z góry na dół. – I to w takim nietypowym dla mnie stroju…

Ruby prychnęłam.

– O przepraszam, jaśnie księżniczkę, że nie mam wytwornej sukni, a strój do jazdy konnej.

– To nie jest strój do jazdy konnej…

– Później będziecie się droczyć – przerwała im babcia. – Teraz mamy zadanie do wykonania. – Skinęła na wnuczkę. – Chodź. Ja zajmę się rozpraszaniem jego uwagi.

Ruby położyła rękę na ramieniu babci, aby ją zatrzymać. Kiedy starsza kobieta dołożyła swoją dłoń, nagle znieruchomiała i spoważniała.

– Babciu?

– Przyjdzie ci pokonać wielkie zło, Kapturku. – Babcia starała się uśmiechnąć, ale nie wyszło jej to tak naturalnie, jak wcześniej. – Pamiętaj, że zawsze będę przy tobie, niezależnie od tego, co się wydarzy.

Ruby uśmiechnęła się niepewnie i uścisnęła dłoń babci.

– To tylko wilkołak, damy mu radę. – Zapewniła i otworzyła drzwi. Zerknęła na Śnieżkę. – Zostań i pod żadnym pozorem, nie wychodź. – Nakazała i wyszła, a babcia podążyła tuż za nią.

***

Ruby schowała sztylet za plecami, choć było ciemno i wilk nie powinien tak łatwo dostrzec broni. Jedynym źródłem światła był księżyc w pełni oraz mała lampka przy drzwiach.

– Jestem – oznajmiła, gdy nie mogła dostrzec wilka. – Tak jak tego chciałeś.

Pojawił się sekundę później. Niestety był za daleko, aby mogła go trafić.

– Widzę – odpowiedział, przekrzywiając łeb. – Ale nie jesteś Śnieżką.

Ruby zacisnęła mocniej szczękę.

– Jestem.

– Czuję na tobie jej zapach, ale to nie jesteś ty.

– Co chcesz zrobić ze Śnieżką, wilku? – zapytała babcia, stając obok Ruby. – To dobre dziecko, czemu chcesz ją skrzywdzić?

Wilk wydał z siebie dziwny dźwięk. Podobny był do skomlenia, ale jednocześnie dało się w nim słyszeć złość i rozpacz.

– Nie chcę jej skrzywdzić.

– To dlaczego próbujesz ściągnąć ją do zamku? – Babcia wskazała na Ruby. – Królowa zabiła jej ojca, a teraz ty masz dokończyć robotę, prawda?

Wilk warknął głucho.

– Nie chcę jej skrzywić.

– Nie chcesz. – Ruby się zamyśliła. – Ale musisz. Dlaczego?

Nie odpowiedział, po prostu rzucił się w stronę chatki. Zrobił to tak szybko, że nim się zorientowała, wilk był już obok nich. Babcia zdążyła zasłonić wnuczkę sobą, przez co ten zacisnął szczękę na jej ramieniu.

– Nie! – wrzasnęła Ruby, unosząc dłoń ze sztyletem. – Puszczaj ją!

Wilk poluzował uchwyt, ale przygwoździł kobietę do ziemi.

– Nie mogę wejść do chatki, jest zaczarowana – oznajmił, warcząc. – Śnieżka ma wrócić do zamku o świcie, w przeciwnym razie zabiję tę kobietę.

Chciała wbić sztylet w wilka, ale zawahała się. Gdyby machnęła, a wilk się odsunął, mogłaby trafić w babcię, a tego nie chciała.

– Dobra decyzja – mruknął wilk, zanim chwycił ponownie babcie za ramię, zarzucił ją sobie na plecy i uciekł.

– Nie! – Ruby pobiegła za nim, ale było to bezcelowe. Zniknął w ciągu chwili.

Usłyszała otwieranie drzwi i po chwili obok niej znalazła się rudowłosa Śnieżka.

– I co teraz?

Ruby zacisnęła dłoń na sztylecie, a potem włożyła go do pochwy przy pasku.

– A teraz, to musimy uratować babcię.

Śnieżka skinęła głową, a Ruby dostrzegła w jej oczach coś nowego – była to determinacja.

***

Ruby miała tylko czerwone płaszcze w swojej kolekcji, dlatego Śnieżka nie miała zbyt dużego wyboru, jeżeli chodziło o strój. Poprawiając kaptur na swoich nowych, rudych włosach, przejrzała się w stojącym lustrze.

– Nie przypominam siebie.

– I o to chodzi. – Ruby zawiązała swój płaszcz przy szyi. – To mnie mają wziąć za Śnieżkę. Wtedy ty poszukasz babci. Znasz swój zamek, więc zrób z tej wiedzy pożytek.

Wsiadły na Pioruna i udały się do zamku. Tym razem droga wydawała się Śnieżce strasznie krótka. Gdy były już blisko, zeskoczyła z grzbietu konia.

– Zawieź Ruby do zamku – poprosiła, gładząc konia po szyi. – I zachowuj się grzecznie.

Koń zarżnął cicho, po czym pogalopował w stronę bramy. Tymczasem Śnieżka mocniej naciągnęła kaptur na głowę i udała się w stronę tajnego przejścia.

***

Strażnicy nie przeszukali Ruby. Nie zakładali, że Śnieżka będzie miała przy sobie jakąś broń. A może brak ostrożności wynikał z faktu, że nie mogli przestać się jej przyglądać, odkrywając piękno, które przez lata było chronione?

Ruby także chroniła swoją urodę, ale w lesie rzadko trafiała na ludzi. Tutaj, w tym zamku, musiało to być zdecydowanie trudniejsze.

Wylądowała w celi wykonanej z jasnego kamienia, pokrytej zieleniną i zaschniętą krwią. I choć nie uważali jej za groźnej, dostali wytyczne, aby jej ręce zostały wysoko zaczepione do kajdanek wychodzących ze ściany. Przeprosili ją za to, zakuli, a potem udali się do królowej.

Niedługi czas później odwiedził ją przystojny mężczyzna.

– Nie jesteś Śnieżką.

Poznała ten głos.

– Gdzie moja babcia? – warknęła w odpowiedzi. Kajdanki zadźwięczały, gdy rzuciła się w stronę krat.

Wilk w ludzkiej postaci pokręcił głową.

– Obandażowałem jej ramię. – Podszedł do drzwi celi i włożył klucz w zamek. Przekręcił i wszedł do środka. – A teraz przepraszam, ale muszę to zrobić.

Wyciągnął z kieszeni buteleczkę z płynem.

– Co to jest?

– Mikstura królowej. – Spojrzał na nią przepraszająco. – Skoro nie jesteś prawdziwą Śnieżką…

– Może mi nie zaszkodzi? – prychnęła. – Akurat.

Choć wyglądał, jakby wcale nie chciał tego zrobić, chwycił ją za brodę i otworzył buzię. Wyrywała się, ale kajdanki trzymały mocno. Zielona ciecz spłynęła do jej ust. Gdy po chwili puścił ją, nie zamierzała połykać mikstury – plunęła mu nią w prosto twarz. Mężczyzna z niezadowoleniem otarł się, a potem znowu otworzył jej buzię i wlał płyn. Tym razem przytrzymał ją, aż połknęła gorzkawą substancję.

Zamlaskała. Nie, nie była gorzkawa. Wręcz przeciwnie, była smaczna.

– Sok z jabłek?

Wilk powąchał buteleczkę i wzruszył ramionami.

– Miejmy taką nadzieję.

– Dlaczego to robisz? – Ruby skinęła na niego głową. – Nie chcesz, a to robisz. Dlaczego?

Wilk ociągał się odpowiedzią. Była wręcz pewna, że jej nie odpowie, bo wyszedł z celi i zamknął za sobą drzwi, ale przystanął i nie patrząc na nią, odparł:

– Ponieważ królowa ma coś, co należy do mnie.

– Kogoś – zgadła Ruby. – I skrzywdzi tego kogoś, jeśli nie wykonasz jej poleceń.

Nie potwierdził, ale nie musiał. Wyczytała to z jego twarzy, zanim odwrócił się i odszedł.

***

Posmak jabłek towarzyszył jej jeszcze długi czas. Przestała zwracać na niego uwagę, dopiero gdy usłyszała odgłosy dochodzące z korytarza. Chwilę później pod jej celą zatrzymał się czarnowłosy młodzieniec. Dziewczyna wyciągnica powietrze i zamrugała kilka razy. W życiu widziała mało ludzi, ale on… Był zjawiskowy. Jego oczy miał odcień nieba, a usta były…

Potrząsała głową i spojrzała na niego jeszcze raz. Na lewym policzku miał niewielkie rozcięcie, z którego ciekła krew, a klatka unosiła się i opadała szybko.

– A więc to ty jesteś tą niebezpieczną osobą, o której wspominał strażnik na zewnątrz? – zapytał, uśmiechając się zadziornie.

– Rozkuj mnie, to się przekonasz.

– Zapytam inaczej… Ty jesteś tą pięknością w opałach, którą mam uratować?

Ruby prychnęła.

– A ty jesteś tym rycerzem na białym koniu w lśniącej zbroi, który mnie wybawi?

– Coś ci nie pasuje? – zapytał, patrząc na nią z rozbawieniem.

– Mój książę z bajki wygląda inaczej. – Przejechała wzrokiem po jego stroju. – Lepiej.

Niebieskooki uśmiechnął się szeroko.

– Tylko głupcy tu się pojawiają – powiedział, pokazują głową na cele.

– Dlatego ty tu jesteś.

– Jasne. – Zmierzył ją wzrokiem z góry na dół, a potem wrócił do oczu. – Ale ja nie jestem przykuty do ściany.

Już miała coś odpowiedzieć, kiedy usłyszała, że ktoś nadbiega.

– Co tak długo? Nie potrafisz otworzyć drzwi celi? – powiedział mężczyzna, w którym Ruby rozpoznała tutejszego leśniczego. Przeniósł na nią wzrok, przekrzywił lekko głowę i przyjrzał się jej się badawczo. Następnie uderzył czarnowłosego w tył głowy.

– A to za co? – zapytał naburmuszony, masują miejsce, w które został uderzony.

– Dziewczyna jest przykuta do ściany, a ty pytasz, za co?

Szacunek do niego w oczach Ruby urósł w ciągu sekundy. Uśmiechnęła się mimowolnie.

– Sprawdzam, czy jest niebezpieczna. – Spojrzał na leśniczego, zakładając ręce na krzyż. – A może gryzie?

– Ja nie gryzę – odpowiedziała Ruby. – Połykam w całości, więc bez kija nie podchodź.

Leśniczy wytrzeszczył oczy i się roześmiał, za to czarnowłosy młodzieniec tylko pokręcił głową. Wziął do ręki kłódkę i szybko rzucił na nią okiem. Następnie cofnął się i z całej siły w nią kopnął. Opadła z brzękiem na podłogę.

Wtedy leśniczy uniósł do góry rękę, w której trzymał klucze zabrane strażnikowi.

– Nie mogłeś wcześniej? – rzucił czarnowłosy.

Leśniczy wskazał na Ruby.

– Chciałem, żebyś się przed nią popisał. – Rzucił mu klucze. – Ale kajdanki lepiej otwórz tym.

Czarnowłosy westchnął, nie komentując dalej. Wszedł do środka i podszedł do Ruby. Gdy kajdanki upadły na ziemię, dziewczyna zaczęła masować miejsca, w których wcześniej wbijał się metal.

– Idziemy? – zapytał, podając dziewczynie ramię.

Spojrzała na młodzieńca nieufnie, po czym podcięła mu nogi, a on zdziwiony takim obrotem sytuacji, upadł do przodu. Szybko zablokowała mu ręce z tyłu, dodatkowo siadając na niego, a w jego szyję wymierzyła jeden z kluczy, który upuścił w czasie upadku.

– Z bliska jesteś jeszcze piękniejsza.

Nie wiedziała, jak on zareaguje, ale tego się zdecydowanie nie spodziewała.

– Z bliska?

Obrócił głowę tak, że widziała, jak się uśmiecha.

– Przepraszam, jeśli cię przestraszyłem tym machanie do ciebie, ale gdy dostrzegłem cię w oknie, nie mogłem się powstrzymać.

„A więc to był ten książę, który wychwalał urodę Śnieżki przed jej ojcem” odgadła Ruby.

– Skąd wiedziałeś, że tu jestem?

– Ptaszki mi wyśpiewały.

– Że co proszę?

Książę wykorzystał to, że się rozproszyła. Szybkim ruchem odwrócił się o 180 stopni i złapał dziewczynę w objęcia. Przeturlał się po ziemi tak, że teraz ona była na dole i patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami.

– Nigdy nie trać czujności – rzucił. Zaśmiał się, widząc jej minę. – Tutejszy łowca opiekuje się dziećmi z sierocińca. To one przekazały mi informacje o twoim pobycie. Wiedzą znacznie więcej, niż można zakładać.

– Dziećmi? Łowca opiekuje się dziećmi?

„Ten wilk?” – nie mogła w to uwierzyć.

– Chyba było ich siedem, o ile dobrze pamiętam – rzucił leśnicy, zwracając tym samym na siebie uwagę. – Dobra dzieciaki, dość zabawy. Musimy ruszać dalej.

Książę podniósł się i podał rękę Ruby. Tym razem chwyciła ją, aby wstać.

– Gdzie teraz? – zapytała, ale naraz poczuła, jak świat zaczyna wirować. Na ustach znowu poczuła jabłkowy smak. – O nie…

– Co się dzieje? – Książę złapał ją za ramiona.

– Eliksir… Jednak działa… – zdążyła jeszcze powiedzieć, zanim pogrążyła się w ciemnościach.

***

Sprawdziła prawie cały zamek. Został jej loch oraz dawno nieużywana wieża. Tchnięta przeczuciem, udała się do wieży.

– Halo? Babciu? – wolała cicho, zaglądając do każdego pokoju napotkanego na kolejnych poziomach wieży.

– Tutaj.

Śnieżka popędziła do drzwi. Zajrzała do środka przez małe, zakratowane okienko.

– Znalazłam cię!

Babcia położyła dłonie na kratach.

– Tak, ale on znalazł też ciebie – ostrzegła, wskazując drżącym palcem za jej plecami.

Śnieżka odwróciła się i ujrzała strażnika królowej.

– Stać! Kim jesteś?

– Ja… – Śnieżka zamrugała powoli. – Ja jestem…

Nie musiała odpowiadać, ponieważ chwilę później głowa strażnika potoczyła się po kafelkach.

– Oh!

Mężczyzna wytarł krew z miecza o spodnie.

– A więc ty jesteś Śnieżka.

– Wilk – warknęła i zasłoniła sobą drzwi do pokoju babci Ruby.

– Nie zrobię wam krzywdy – zapewnił, chowając miecz.

– O nie, oni zawsze tak najpierw mówią – mruknęła babcia, która trzymała się za bolące ramie.

– Przepraszam za ramię – odparł ze skruchą wilk. – Jeszcze nie do końca panuję nad tym podczas pełni. – Po tych słowach podszedł do drzwi, wyciągnął klucze i poczekał, aż Śnieżka się odsunie. Następnie otworzył pokój i gestem poprosił babcię, aby z niego wyjdzie.

Śnieżka przyglądała mu się przez cały czas.

– Czemu teraz chcesz nam pomóc? Czemu zmieniłeś zdanie?

– Ponieważ spełniłem rozkazy królowej, a żadnych nowych nie otrzymałem. Nie byłem uwiązany, co pozwoliło mi zapewnić bezpieczeństwo podopiecznym, a teraz… – Wskazał na nie. – Mogę naprawić to, co zrobiłem.

Śnieżka przekręciła głowę.

– Byłeś do tego przymuszony.

– Tak.

Pokiwała głową, zastanawiając się.

– Musimy odnaleźć Ruby.

– Wiem, gdzie była, ale nie wiem, czy dalej tam jest.

– Zaraz będzie w sali tronowej – oznajmiła babcia. Oboje spojrzeli na nią z zaskoczeniem wypisanym na twarzach. – Bycie wiedźmą ma swoje dobre strony – mrugnęła do nich, po czym wskazała korytarz przed sobą. – Kto prowadzi?

***

– Dlaczego idziemy do sali tronowej? – zapytał książę, który niósł na rękach nieprzytomną Ruby. – Chyba musimy poszukać wyjścia i…

– Tylko królowa może ją wyleczyć – odpowiedział leśnicy, zerkając na dziewczynę. – Tylko ona.

– Tylko kto? – zapytała rudowłosa dziewczyna, która właśnie wbiegła do sali z przeciwnej strony. Tuż za nią wszedł umięśniony mężczyzna oraz starsza kobieta. – Oh! – Kiedy dostrzegła nieprzytomną, uniosła dłonie do ust, a potem szybko do niej podbiegła. – Czy ona żyje?

Książę położył dziewczynę delikatnie na ziemi.

– Kim jesteś? – zapytał, wodząc wzorkiem z jednej dziewczyny do drugiej. – Jesteście identyczne, tylko…

– Też chciałabym to wiedzieć. – Powiedziała królowa, która wyłoniła się z ciemnego kąta. – Łowco, zechcesz to wytłumaczyć?

– Poznałem je zaledwie zeszłej nocy, pani – odpowiedział, kłaniając się. – Albo i przed chwilą, sam nie umiem tego stwierdzić.

Królowa zmrużyła oczy i przyjrzała im się po kolei.

– Zabij staruchę – nakazała.

Rudowłosa dziewczyna z przestrachem spojrzała na mężczyznę, z którym przyszła, ale ten nie wykonał żadnego gestu.

– Nie – odpowiedział.

Królowa zmarszczyła nos.

– Jesteś świadom konsekwencji?

– Nic im nie zrobisz – wyznał. – Są już bezpieczne.

Ledwie skończył to mówić, a powietrze przeszył świst. Z gardła starszej kobiety wydobył się jęk.

– Babciu! – Rudowłosa rzuciła się w stronę kobiety, którą złapał w locie jej towarzysz i ostrożnie położył na ziemi. – Nie, nie, nie…

– Już dobrze – odpowiedziała kobieta, kładąc rękę na jej policzku. Uśmiechnęła się jeszcze lekko, nim skonała.

Książę zaczął się rozglądać, a wtedy uświadomił sobie, że to leśnicy rzucił sztylet, który trafił kobietę.

– Dlaczego? – warknął do niego, wciąż kucają obok nieprzytomnej piękności. – Co…

– Musiałem – przyznał, patrząc na królową. – Wydała rozkaz.

– Oni są związani zaklęciem – oznajmiła rudowłosa, która wstała i otwarła dłońmi łzy z policzków. – Muszą robić to, co im każe, inaczej spotyka ich kara.

Królowa uśmiechnęła się.

– Prawda. W rudych włosach Śnieżka nie wygląda tak pięknie, ale też nie mam pewności… – Przeniosła wzrok na księcia. – Pocałuj Śnieżkę.

– Słucham?

– Pocałuj ją – nakazała, pokazując na nieprzytomną dziewczynę. – Wypiła mój jabłkowy eliksir. Jeżeli to ona, twój pocałunek powinien złamać zaklęcie. Wszak od dawna słyszałam o tym, jak to prawdziwa miłość potrafi wszystko.

– A jeżeli tego nie zrobię?

Królowa skinęła głową na leśniczego. Ten szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał, przypadł do towarzysza rudowłosej i powalił go na ziemię.

– Jeżeli tego nie zrobisz, on zabije łowcę.

– Nie! – Rudowłosa próbowała odepchnąć leśniczego, ale on był zbyt silny. – Zostaw go!

Książę przyjrzał się dziewczynie, a potem przeniósł wzrok na piękność u swoich stóp. Nie chciał, aby zginęła kolejna osoba, a jeżeli pocałunek miał to powstrzymać…

– Dobrze, zrobię to – zgodził się. Pochylił się nad nieprzytomną i delikatnie odgarnął jej włosy z czoła. Powoli zbliżył swoje usta do jej i złożył na nich subtelny pocałunek.

Gdy się odsunął, dostrzegł, że dziewczyna poruszyła oczami. Chwilę później otworzyła je i posłała mu pytające spojrzenie.

– Pocałunek złamał czar – odezwała się druga dziewczyna. – Niesamowite!

Czarnowłosa podniosła się do pozycji siedzącej.

– Co… – urwała, gdy dostrzegła babcię w kałuży krwi. Z jej gardła wydobył się krzyk rozpaczy. – Nie!

***

Siła jej krzyku była tak mocna, że po sali tronowej przetoczyła się fala mocy, która odmieniła dziewczyny.

– Niespodziewane – skomentowała królowa, przyglądająca się całej tej sytuacji.

Ruby czuła, jak przepełnią ją nowa, nieznana do tej pory energia. Miała wrażenie, jakby jej oczy się powiększyły – tak bardzo powiększył się jej zmysł wzroku. Teraz, patrząc na kogoś, potrafiła przejrzeć tę osobę na wylot i stwierdzić, czy jest zła, czy dobra.

Siedzący obok niej książę był dobry. Tak samo jak przetrzymywany łowca, co było dla niej zaskoczeniem. Podobne zdziwienie wywołał fakt, że wyczuła w leśniczym kłamcę.

– Mogę przywrócić do życia twoja babcie, Czerwona – odparła królowa, machając niedbale ręką. – Nie zależało mi na jej śmierci, a Śnieżki. – Władczyni wskazała w jej stronę. – Ale skoro łowca okazał mi brak szacunku i zlekceważył mój rozkaz, najpierw chcę jego. Zabij go, a przywrócę ci babcię.

Wilk warknął, na co leśnicy ugodził go sztyletem w bok, ale tylko zranił. To nie było jego zadanie.

Ruby wstała powoli, a książę wraz z nią. Ścisnął lekko jej dłoń, którą trzymał przez cały czas.

– Dam radę.

– Ruby, nie. – Śnieżka miała łzy w oczach. – Proszę, nie rób mu krzywdy.

– Ruby – powtórzył książę. – A więc to tak masz na imię.

Królowa machnęła ręką, zniecierpliwiona.

– Zabij go.

Puściła rękę księcia i powoli zbliżyła się do łowcy i leśniczego. Kłamca podał jej sztylet. Wilk miał spuszczoną głowę, ale podniósł ją i spojrzał jej w oczy. Nie wiedziała, co wyrażały jej, ale jego były już całkowicie obojętne. Wyglądał tak, jakby pogodził się z losem.

– Zabij go. Na co czekasz? Zrób to! – Ponaglał ją zimny, twardy głos należący do osoby, z którą nie można się spierać.

– Proszę… – Głos Śnieżki się załamał, dziewczyna opadła na kolana. – Ruby…

– Zrób to!!! – nakazała królowa. – Zabij!

A ona to zrobiła. Tylko że zamiast zabić wilka, zabiła leśniczego. Nie spodziewał się ciosu, a śmierć nadeszła tak szybko, że nawet nie zdążył nic powiedzieć. Śnieżka podniosła się i dopadła do wilka, aby uchronić go przed upadkiem, kiedy uścisk leśniczego zelżał. On może i nie zdążył nic powiedzieć, ale Ruby owszem. Szepnęła w ucho wilka, że potrzebuje naszyjnik królowej.

– Ty… – Królowa zasyczała. – Jak śmiałaś?!

Ruby dostrzegła kłamstwo, gdy królowa obiecała, że przywróci jej babcie. Wiedziała, że nie ma takich czarów, aby było to możliwe. I miała przeciwne przeczucie co do biżuterii królowej. Wiedziała. Po prostu wiedziała.

Wyszarpnęła sztylet z ciała martwego leśniczego i zamachnęła się. Wiedziała, że nie trafi. Chodziło jej tylko o to, aby przyciągnąć uwagę królowej. Kiedy ta była zajęta unikaniem trafienia, podbiegł do niej… książę. Śnieżka musiała usłyszeć, co Ruby przekazała wilkowi, a potem na migi pokazała to księciu.

Czarnowłosy jednym, mocnym pociągnięciem zerwał łańcuszek i rzucił naszyjnik w stronę Śnieżki. Ta przekazała go Ruby. Kapturek sięgnęła po swój ukryty sztylet, który był magiczny. Nie zastanawiając się dłużej, rozbiła nim czarny kamień, który znajdował się w środku.

Królowa krzyknęła, zanim zaczęła się starzeć w zastraszającym tempie, potem wysuszać, a na końcu gnić. Po chwili pozostała po niej jedynie czarna papka.

Ruby kucnęła przy zwłokach babci. Otarła łzę, a potem wyciągnęła rękę i zamknęła oczy swojej krewnej.

Zamek w jednej chwili pojaśniał, jakby czary królowej trzymały go w ciemnościach. Ludzie wyglądali na zdezorientowanych, a łowca zdawał się oddychać z ulgą.

Rudowłosa wstała i rozejrzała się, aż dostrzegła księcia. Podszedł do niej.

– Wiem, że nie jest to odpowiedni moment, ale nasz pocałunek…

– Co?

– Chodzi mi o ten pocałunek, który złamał zaklęcie, co niby oznacza, że to prawdziwa miłość…

– Tak? – rzuciła. – Zaraz się przekonamy!

Wymierzyła mu policzek, ale złapał jej dłoń w locie.

– Nawet nie próbuj.

Zamachnęła się druga. Też złapał, na co ta warknęła.

– Ugh! Ty…

Mocno trzymając ją za nadgarstki, uniósł ręce i posłał jej uwodzicielski uśmiech. Dzieliła ich odległość paru centymetrów. Ruby zamrugała z chwilowego osłupienia i obrotu sytuacji, podczas gdy on zaczął pochylać się w stronę jej ust. Wargi miał delikatnie rozsunięte.

Gdy był już naprawdę blisko, Ruby wymierzyła mu cioć kolanem w brzuch. Zgiął się wpół, puszczając jej ręce. Szybko dodała jeszcze uderzenie łokciem w plecy, przez co powaliła go na ziemie.

– Nigdy nie trać czujności – odparowała, podchodząc do Śnieżki i wilka.

– Chyba cię lubi – zauważył wilk, trzymając się za krwawiący bok. Z drugiej strony podtrzymywała go Śnieżka, ale teraz na chwilę go puściła, aby podnieść się i przytulić do Ruby. Rudowłosa odwzajemniła ten gest.

– Najwyraźniej – odburknął leżący książę. – Najwyraźniej…

***

Babcia naciągnęła kołdrę na ramiona wnuczki. Dziewczynka trzymała się dzielnie, ale zmęczona po całym dniu harców zasnęła już na samym początku opowieści. Starsza kobieta uśmiechnęła się. Powoli wstała i udała się do okna. Gdy patrzyła na księżyc, podszedł do niej jej mąż i zaplótł ramiona na jej brzuchu.

– Pamiętny dzień – westchnął przeciągle. – Pamiętny.