Zbliżają się święta – nie oszukujmy się, listopad przeleci między palcami, a i już teraz w sklepach pełno jest ozdób świątecznych. Dokładając do tego hity takie jak „Wham! – Last Christmas” czy „Dean Martin – Let it Snow!” oraz zapach mandarynek i herbaty z goździkami, święta w zasadzie są już z nami i w nas. Zostaje jeszcze jeden punkt: prezent pod choinkę. Czy jednak kot to dobry pomysł?

Pierwsze kroki w życiu z kotem

Pierwszy kot

Trzeba mieć na uwadze, że kot to wydatek. Początkowo – większy, a później już unormowany. Mam na myśli to, że gdy w domu pojawia się pierwszy kot, trzeba zadbać o jego potrzeby. Kuweta, miski, drapak, zabawki, akcesoria do pielęgnacji, weterynarz, jedzenie (czasami będzie trzeba wypróbować kilka różnych firm, bo kot może być wybredny).

Owszem, możesz nauczyć kota załatwiać się do toalety (unikniesz wtedy konieczności posiadania kuwety i kupowania piasku), ale początkowo kot musi mieć możliwość załatwiania się do czegoś, co chociaż kuwetę będzie zastępować. Zamiast misek możesz dać talerzyki, z drapaka w ogóle zrezygnować, za zabawkę posłuży papierek po cukierku (tak naprawdę jest to świetna zabawka, zwłaszcza gdy szeleści). Możesz odpuścić sobie obcinanie pazurów oraz nie dbać o czystość uszu czworonoga, wszak sam może je sobie wymyć, a weterynarzy traktować jako zło, które tylko chcę Cię naciągnąć na pieniądze. Co zaś się tyczy jedzenia, to będziesz podsuwać kotu resztki swojego posiłku lub kupować produkty z supermarketów (gdzie jest 4% w 4% z 4% resztek mięsa, czyli ze skóry, kości lub czegoś, co koło mięsa tylko leżało). Owszem, możesz to zrobić, ale wtedy powinieneś zastanowić się dwa razy, czy w ogóle chcesz mieć kota.

Życie z kotem – co warto wiedzieć?

Czysta kuweta zapewni, że Twój kot będzie tam załatwiał swoje potrzeby (wyjątkiem może być moment, gdy zachoruje). Wybór miski może decydować o tym, czy kot będzie chciał jeść – metalowe sprawiają, że jedzenie inaczej pachnie i kot może zrezygnować z posiłku. Drapak i różnego typy maty do drapania ochronią Twoje meble (u mnie to naprawdę skutkuje). Zabawki sprawią, że kot będzie mniej psocił, a ruszał te rzeczy, z którymi się z nim bawiłeś. Obcięte pazurki nie zrobią Ci takiej krzywdy, jak te długi, gdy w czasie zabawy dojdzie z nimi do kontaktu. Wyczesanie kota sprawi, że jego sierść nie będzie się kołtunić (o ile ma długie włosy) oraz zmniejszy ilość zjadanego przez niego futra w czasie mycia, które to potem mogłoby powodować wymioty. Mniej sierści zauważysz też na swoich ubraniach i kanapach, jak i w powietrzu. Chodząc systematycznie na wizyty u weterynarza, będziesz miał pewność, że Twój kotek jest zdrowy, a także będziesz mógł wcześniej wykryć chorobę, którą będzie można leczyć (koty nie pokazują po sobie, gdy coś im jest – kiedy to robią, przeważnie jest już za późno na pomoc). Pełnowartościowa karma (koniecznie bez zbóż i cukru) zapewni Twojemu kotu lepsze zdrowie.

Z kotem jest jak z dzieckiem – psoci, notorycznie chce Twojej uwagi oraz jest wiecznie głodne. Trzeba wiedzieć, co należy pochować przed snem z biurka, żeby nie zostać obudzonym w środku nocy (u mnie są tą wszelkie długopisy, ołówki i flamastry, a także butelki). Jakie kwiatki, zjedzone przez kota w nagłym napadzie jego zainteresowania nim, nie będą dla niego trujące. Różne wstążki, taśmy, folie, metki od poduszek – kot to może zjeść, a potem tym zwymiotować, ale może dojść do sytuacji, że jakiś przedmiot utknie w żołądku, przełyku, co już zagrażał jego życiu.

Hodowla a pseudohodowla – jak rozróżnić?

Pseudohodowla na wolności

Z całego serca jestem za przygarnianiem kotów ze schronisk oraz takich, z którymi w jakiś sposób skrzyżowały się nasze drogi. Sama mam dachową kotkę, której nie wymieniłabym na żadną inną. Jednak kot dachowy to taka loteria – nie wiesz, na jakiego kota trafisz. Gdy zaś chodzi o kota rasowego, wybierając konkretną rasę możesz spodziewać się, że przypisane do wzorca cechy charakteru będę w większym lub mniejszym stopniu właśnie takie. Chcesz kota aktywnego – wybierasz bengalskiego. Chcesz takiego, który będzie obdarzony psim charakterem, który silnie przywiązuje się do człowieka i jest towarzyski – kupujesz Maine Coona. A spokojną i tuląca się do Ciebie kuleczką będzie Ragdoll.

Przestrzegam jednak przed pseudohodowcami. Jak ich rozróżnić?

Kociak nie ma rodowodu. Każdy kociak w hodowli ma rodowód – hodowcę kosztuje to zaledwie 40zł. Nawet te koty, które hodowca uznał za niespełniające do końca standardów rasy (zbyt długi pyszczek, za krótki ogon, małe uszy etc.), także posiada rodowód. Jest rasowy, jest po rasowych rodzicach, dziadkach (w rodowodzie jest wykaz pięciu pokoleń), a ten rodowód jest na to dowodem. Każdy hodowlany kociak ma także wszczepiony CHIP, którego numer znajduje się na rodowodzie.

Zwierzęta z pseudohodowli często są chore, ale nie tylko dlatego, że są trzymane w złych warunkach, nieodpowiednio karmione czy nigdy nieodrobaczone ani niezaszczepione – tam po prostu liczy się ilość, nie jakość. Matki łącza się z synami, córki z ojcami. Nikt ich nie pilnuje, liczy się tylko kolejny kociak do sprzedania. Przez to kotki rodzą często, a umierają młodo. Rodzą martwe kociaki lub takie, które zdychają po kilku dniach w męczarniach. A te, które przetrwają, mają wady, których nie widać na pierwszy rzut oka, bo kociaki oddawane są dużo wcześniej, niż powinny (bo nawet 6-8 tygodni), zanim to choroby się ujawnią.

Kupując zwierzęta „po taniości” (cena kociaka z pseudohodowli to 500-1000 zł) zachęca się tych ludzi, aby dalej je rozmnażali. A przecież nie kupuje się kota codziennie. To jest przyjaciel na 15-20 lat.

Dlaczego koty z hodowli tyle kosztują?

Odwieczne pytanie, ale odpowiedź łatwa: ponieważ hodowcy wkładają w to dużo pracy. A przede wszystkim dokładają wszelkich starań, aby te zwierzątka były zdrowe.

Hodowcy również płacili za swoje koty, a kwota kota hodowlanego wynosi 2-3 razy więcej od sprzedawanego „na kolanko” (bez możliwości dalszego rozmnażania). Poświęcali swój czas, aby zadbać o kota: wizyty u weterynarza (odrobaczanie, 2 szczepienia, CHIP), spędzali z nim czas, aby nie bal się człowieka. Hodowcy dbają także o karmienie ciężarnych kotek, karmiących oraz kociaków wysokiej jakości karmą, która zapewni kociakom odpowiednie warunki do prawidłowego rozwijania się najpierw płodom, a potem maluchom.

Owszem, zdarza się, że i dobre hodowle sprzedają kociaki taniej. Powodów może być wiele, jakby chociaż np. nowi właściciele, pół roku po zakupie kota, oddają go hodowcy (narodziny dziecka, wyjazd za granice, uczulenie lub uświadomienie sobie, że kotem trzeba się zajmować, a nie tylko robić sobie z nim zdjęcia). Taki hodowca może oddać kota nawet za przysłowiową złotówkę – gdy jest się hodowcą z prawdziwego zdarzenia, to zależy wtedy przede wszystkim na dobru kota, a nie na dodatkowym zarobieniu na nim. Kot, który wraca do hodowli, musi zmierzyć się z innymi kota, które po takim czasie są dla niego obce. Jest to stres zarówno dla niego, jak i dla reszty. Do tego, gdy był to kocur niekastrowany (jestem zdania, że nie należy kastrować kota w wieku 12 tygodni, gdy to trafia do nowego domu – odpowiadają za to jego przyszli właściciele, kiedy kociak odpowiednio podrośnie do zabiegu), należy go trzymać w odseparowaniu od kotek. Niski koszt sprzedaży takiego kotka wynika też z faktu, że jest on starszy, niż gdy powinien trafić do nowej rodziny – mało ludzi (gdy już decydują się na rasowego kota) wybierają wtedy kilkumiesięcznego kotka, gdy do wyboru mają dużo innych mniejszych kociaków.

Hodowlany, znaleziony czy otrzymany – każdy kot to odpowiedzialność. Jeżeli decydujesz się na kota, upewnij się najpierw, że masz warunki na utrzymanie go oraz pozostań wierny swojej decyzji. Nie zapełniaj schronisk tuż po świętach, gdy okaże się nietrafionym prezentem. Tam jest już wystarczająco dużo zwierząt, które czekają na nowy dom. Nie rób nadziei kolejnemu, jeśli nie jesteś pewien, czy sobie z nim poradzisz.

Dla tych, którzy w ferworze świąt decydują się na kota, powinni zapytać samych siebie, czy robią to wpływem chwili i tego cudownego nastroju kojarzącego się z pysznym jedzonkiem oraz wytchnieniem od pracy. Kot to nie zabawka. Przekonał się o tym każdy, kto kiedykolwiek zdecydował się przygarnąć pod swój dach tego czworonoga.