– Gdzie ja jestem? Gdzie?!
Echo jej głosu otoczyło ją.
Nie mogła stwierdzić, czy znajdowała się w jakimś zaciemnionym pomieszczeniu, czy…
Spojrzała na stopy. Widziała je. Wyciągnęła ręce. Je również dostrzegła bez problemu.
„Znalazłam się w… próżni?”
Nicość nigdzie się nie zaczynała i nigdzie nie kończyła. Powoli podniosła lewą nogę do góry i postawiła ją kawałek dalej. Nie spadła. Wzięła to jako dobry znak i zerwała się do biegu.
Próbowała uciec, choć przecież wiedziała, że z góry była skazana na porażkę. A co jeśli tak naprawdę stała w miejscu, a jej się tylko wydawało, że biegła?
Mimo wszystko przyśpieszyła. Kiedy kłujący ból w klatce piersiowej przybrał na sile, przymknęła oczy. Otworzyła je chwilę później, a wtedy odkryła, że krajobraz się zmienił. Już nie otaczała jej czerń, a biel. Chciała zrobić krok, ale coś ją zablokowało.
Od nadgarstków i szyi, po brzuch i nogi – jej ciało zostało obwiązane pnączami. Plecami dotykała żywopłotu. Znajdowała się nie wyżej niż 20 cm nad ziemią. Mgła, która przybliżyła się do niej, drażniła jej skórę w odsłoniętych miejscach.
Krzyknęła, szamocząc się. Mocniejszym pociągnięciem zerwała pnącza i zeskoczyła na ścieżkę. Spojrzała za siebie. Żywopłot oddalił się o jakieś kilka metrów.
Kolejny raz rzuciła się do biegu. Tym razem starała się uciec przed mgłą, która zaczęła ją gonić. Gdy tylko nadarzyła się okazja, skręciła w lewo, potem w prawo, na skos, w lewo…
„To labirynt!”
Pomimo stopniowego zaniku sił w nogach i coraz większych problemach z oddychaniem, nie poddawała się i parła przed siebie.
„Zbyt wolno…”
Pnącza ożyły na nowo. Zasłoniła twarz, aby nic nie wpadło jej do oczu, ale przez to zwolniła jeszcze bardziej.
– Zostawcie mnie!
Pnącza uniosły ją i przyciągnęły do żywopłotu. Przed oczami zrobiło się jej czarno, myśli gdzieś uciekły. Poczuła jeszcze, jakby przestała oddychać, a potem…
Zaczęła spadać, a na dole czekał na nią szalejący ogień.
– Ocknij się.

#wojowniczeserca 🗡️❤️ #joannakarys