Akcja toczy się po wydarzeniach w książce „Wojownicze serca”.

Na szyi Alyson, zawieszony na grubym łańcuszku, lśnił pierścionek przypominający obrączkę. Widniał na nim napis „best friend forever”. Blake miała identyczny. Do czasu…

Po zaliczeniu drugiego semestru przyszedł czas na zasłużony odpoczynek. Rudowłosa uznała, że powrót w rodzinne strony to idealny pomysł na zorganizowanie imprezy. Przez weekend dom miał być pusty, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby zaprosić znajomych z uczelni. Alyson nie miała zbyt dużego wyboru – została wepchnięta do auta i zawieziona do sklepu. Po zrobieniu zakupów dziewczyny zabrały się za przygotowania.

Główną atrakcją imprezy była drewniana altana ogrodowa, w której centrum znajdował się kamienny grill. Alyson rozłożyła na stołach gry planszowe, a Blake rozstawiła alkohol.

Wszystko szło dobrze, dopóki Alyson nie wypiła troszkę za dużo. Dziewczyna nie miała tak mocnej głowy jak Blake, więc narzucone przez rudowłosą tempo nie okazało się dobrym pomysłem. W momencie, w którym zdolność mózgu Alyson do logicznego myślenia przeszła w stan uśpienia, dziewczyna postanowiła się przejść, zapominając, że na świecie grasuje mnóstwo potworów – zarówno ludzi, jak i demonów.

Początkowo Blake nie zauważyła, że jej przyjaciółka zniknęła. Zdała sobie z tego sprawę, gdy przez dłuższą chwilę nie słyszała trajkotania Alyson. Otrzeźwiała momentalnie, chwyciła za telefon i wybrała numer przyjaciółki. Gdy do jej uszu doleciała znajoma melodia, skierowała się w tamtą stronę, jednak zamiast Alyson znalazła sam telefon.

Blake rozpoczęła poszukiwania, mając w głowie najczarniejsze scenariusze. Tymczasem nic nieświadoma Alyson wolnym krokiem wracała do domu przyjaciółki. Będąc na miejscu, od razu dostrzegła panujące tam poruszenie.

– O co chodzi?

Rob, Charlie i Jerry odwrócili się jednocześnie.

– Alyson! Blake cię wszędzie szukała!

– Co? – Rozejrzała się, próbując zlokalizować przyjaciółkę. Okazało się, że stała obok grilla, ale nawet nie patrzyła w jej stronę. – Dlaczego?

– Zniknęłaś na bardzo długo. Z dobrą godzinę…

– Że jak? – przerwała Robowi, kręcąc głową. Zbliżała się do przyjaciółki. – Mnie wcale tak długo nie było! – zaprzeczała, przekonana, że minęło zaledwie piętnaście minut.

Blake była na nią tak zła, że traktowała ją tak, jakby ta nie stała obok.

– Jak to nie było długo?! Półtorej godziny jej nie było!

– Mówię ci, że…

– Półtorej godziny! Głupia – rudowłosa przez dwie sekundy szukała odpowiedniego określenia – pinda!

– Blake, spokojnie, to na pewno da się jakiegoś wyjaśnić… – Sytuację próbował załagodzić Rob, ale na próżno.

– Przecież mogło ją coś przejechać! Albo cokolwiek! Jakiś dem…

– BLAKE! – Alyson zagroziła jej placem.

– …oniczny gwałciciel!

– Kim jest demoniczny gwałciciel? – zaciekawił się Charlie.

Blake w odpowiedzi tylko warknęła, po czym zerwała z szyi naszyjnik i rzuciła go w ogień.

– Co ty zrobiłaś! – krzyknął Jerry i wraz z innym znajomymi próbował uratować symbol przyjaźni pomiędzy dziewczynami, z którym nie rozstawały się od dobrych kilku miesięcy. Jednak płomień był szybszy, a pierścionek z napisem „best friend forever” zaczął się topić.

To, co nastąpiło potem, Alyson początkowo uznała za halucynacje.

Grill zajął się ogniem. Duszącym dym sprawił, że ludzie zaczęli kaszleć i zasłaniać usta koszulkami i bluzami. Gdy jasne stało się, że pożar niedługo ogarnie również drewnianą altanę, goście rudowłosej uciekli. Dziewczyny nie spodziewały się, żeby ci zadzwonili po pomoc. Najpewniej woleli chronić siebie.

Przy grillu zostały tylko Alyson i Blake, więc jako jedyne dowiedziały się, co tak naprawdę było przyczyną tego zdarzenia.

A był nią demon.

– Jam jest ten, który się obudził z nienawiści. Przyzwałaś mnie, o Pani Dziewięciu Ogonów. Wrzuciłaś w ogień obiekt nienawiści i wyrzekłaś imię demona, którego potrzebujesz na swoich usługach. Oto jestem. – Demon ukłonił się powoli.

Blake zamrugała.

– Przyzwałam?

– Jam jest demoniczny gwałciciel, o którego prosiłaś, o Pani Kitsune. Jestem do twoich usług, o Pani Zwierzchniczko Lisich Demonów…

– Powiedz jeszcze raz „o Pani”, a potraktuję cię pogrzebaczem!

– O Pa… Zwierzchniczko – poprawił się demon. – Słucham twoich rozkazów.

– Ja chyba naprawdę wypiłam za dużo – mruknęła Alyson, przyglądając się stworowi wystającemu z grilla. Cały się dymił. Był postury człowieka, ale jego skóra była czarna i popękana, a przez szpary ulatniał się ciemny dym. Jego oczy były białe i raziły do tego stopnia, że nie mogła w nie spoglądać.

– Wyczuwam, żem to jest kobieta, która wyzwoliła w tobie, o Zwierzchniczko Lisich Demonów, ten gniew. Czy pragniesz, abym ją ukarał?

Blake posłała mu zdziwione spojrzenie.

– A co możesz jej zrobić? Zgwałcić?

– BLAKE!

– To potrafię najlepiej…

– To wcale nie jest zabawne! – Alyson założyła ręce na krzyż. – Odeślij go z powrotem, nim ktoś go zobaczy i dopiero będziemy miały problem.

– Powiemy, że nawdychali się trawy czy czegoś i mieli halucynacje.

– BLAKE! Dlaczego rozważasz zatrzymanie tego demona? – Alyson wskazała na niego palcem. – Przecież on jest niebezpieczny! Chcesz mieć dziecko demona i człowieka na sumieniu?

– Czekaj, a jakie wtedy będzie miało zdolności?

– BLAKE!

– Widzę, o Zwierzchni…

– SKOŃCZ Z TĄ ZWIERZCHNICZKĄ! – warknęła Blake.

Demon odchrząknął.

– Widzę, że ta kobieta cię niepokoi. Może jednak mogę się nią zająć?

– Dość tego! – Alyson wyciągnęła rękę i otworzyła nad nią kulkę czerwonego ognia. – Mam już gdzieś, czy ktoś to zobaczy. To ty, Blake, będziesz się z tego tłumaczyć.

– Ale to nie ja zaczęłam!

– Nie było mnie tylko piętnaście minut!

– Półtorej godziny!

– Śmiem twierdzić…

– ZAMKNIJ SIĘ! – jednocześnie warknęły na demona. Demoniczny gwałciciel opuścił dymiącą się rękę o długich palcach.

Alyson przewróciła oczami.

– Wracaj tam, skąd przyszedłeś, bo inaczej zajmie się tobą piekielny feniks – rzuciła. – A jednak wolałabym, żeby Tiffany nie miała cię w arsenale swoich demonów dostępnych pod ręką w zegarku.

Skończywszy to mówić, uniosła drugą dłoń i tam również utworzyła kulę niespokojnie wirującego ognia. Jednocześnie wysunęła ręce i nakierowała płomienie na demona. Te szybko owinęły się wokół niego i choć stwór szamotał się, ostatecznie czarna materia zrobiła się czerwona. Demon zaczął się sypać, aż pozostał po nim tylko popiół.

Dziewczyna opadła na trawę przed altaną. Szybko omiotła wzrokiem otoczenie. Altanka nie ucierpiała w żadnym stopniu, co przyjęła z ulgą.

– Zadowolona?

Blake podeszła do grilla, który teraz wyglądał tak jak wcześniej.

– Chyba nigdy więcej nic z niego nie zjem – oznajmiła.

Alyson wstała z wysiłkiem. Zbliżyła się do grilla i bez chwili wahania włożyła rękę w popiół. Wygrzebała nieco stopioną zawieszkę i zamknęła ją w dłoniach. Gdy rozsunęła palce, im oczom ukazał się czerwony pierścionek. Wyglądał tak, jakby żył w nim płomień.

– Mam nadzieję, że tego już nie uda ci się zniszczyć ani przywołać nim niebezpiecznej istoty – odparła, podając go przyjaciółce. Jeszcze raz zerknęła na grilla, wzdrygnęła się, a potem ruszyła do domu Blake.

Rudowłosa obróciła pierścionek między palcami.

– A gdyby tak…

Obejrzała się na grill i ostatecznie założyła pierścionek na środkowy palec.

– Jeszcze znajdę okazję, aby go wykorzystać.