Akcja toczy się po wydarzeniach w książce „Wojownicze serca”.

Annabelle wróciła na swoje miejsce.

– Pierwszy raz powstrzymałam oblizywanie ust podczas wystąpienia publicznego – wyznała.

– To chyba jest jakaś choroba – podjęła temat Alyson.

– To jest tak zwana fobia społeczna – rzucił Alarick.

– Nie podsłuchuj – mruknęła Tiffany. – Ciebie nikt tu nie chce.

– Wszyscy mnie chcą, Tiffi.

Alyson parsknęła, a Annabelle uśmiechnęła się pod nosem i sięgnęła po ołówek, aby wrócić do rysowania w zeszycie. Z kolei Tiffany skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.

– Nie mów do mnie Tifii! – wysyczał feniks, a Alyson była pewna, że we włosach dziewczyny ujrzała niebieskie i pomarańczowe płomyki.

Kłótnia nie zaczęła się na dobre tylko dzięki prowadzącemu, który zwrócił na siebie ich uwagę.

– Czego oczekuje się od dziennikarzy?

– Obiektywizmu! – Alyson szybko rzuciła pierwszą myśl, jaka tylko przyszła jej do głowy, aby prześcignąć wyrywającą się do odpowiedzi Tiffany.

– Dążenia do obiektywizmu – poprawił prowadzący, uśmiechając się.

– Racja, bo nigdy nie jesteśmy w 100% obiektywni – zgodziła się Alyson.

– Dobrze. Czego jeszcze?

– Rzetelności – rzuciła znowu Alyson, na co Tiffany wciągnęła głośno powietrze i posłała jej złowrogie spojrzenie.

– A jaka to różnica?

– Eee… Hmm… Inne słowo?

Po sali potoczyła się salwa śmiechu.

– Nieźle kombinujesz – odparł prowadzący, a potem spojrzał po studentach. – To może inne pytanie. Jak dowiedzieć się, jaki jest nakład danej gazety? Nie ma tego zapisanego bezpośrednio w magazynie. Wydawca, do którego się dodzwoniliśmy, nam nie podał, a drukarnia powie, że to umowa handlowa i że nie mogą zdradzać takich informacji bez zgody…

– No to trzeba ich zastraszyć, a potem kulka w łeb i do piachu! – weszła w zdanie Tiffany, po czym wygodnie rozsiadła się na krześle.

– Tiffany!

– No co?

Prowadzący pokręcił głową, zdjął okulary i rozmasował nasadę nosa.

– Do diabła z tymi dziećmi Lucyfera… – mruknął pod nosem i odchrząknął. – 15 minut przerwy – rozporządził, po czym wstał i wyszedł.

– Mnie to pasuje – rzuciła Tiffany, wzruszając ramionami. – Idzie ktoś na papierosa?

Alarick wyglądał, jakby się zastanawiał, ale ostatecznie został na swoim miejscu, podobnie jak Alyson i Annabelle. Tiffany wstała i nie oglądając się za siebie, wyszła z sali, lecz kiedy minęła przerwa, dziewczyna nie wróciła.

– Może coś się stało? – zaniepokoiła się Annabelle, stukając ołówkiem po ławce.

– Wiesz co… Zadzwonię do niej. – Alyson szybko wybrała numer feniksa, a wtedy okazał się, że telefon został pod zeszytem dziewczyny. Alarick wziął go do ręki i zaśmiał się ze zdjęcia, jakie piekielny feniks miał ustawione w kontakcie z Alyson. Dziewczyna rozłączyła się.

– Tu jest jakiś SMS od „Śmierć” – odparł upadły, widząc nadawcę. – Ale nie widać treści. Ma ktoś pomysł, jakie Tiffany może mieć hasło w telefonie?

Alyson nieświadomie zmrużyła oczy i zaczęła się nad tym zastanawiać.

Co takiego lubi Tiffany? Jabłka, Sherlocka Holmesa, zagadki, demony… Och, no tak!

– To proste! – Alyson chwyciła telefon piekielnego feniksa. Kiedy wyskoczyła blokada, wpisała „HELL”.

Zadziałało.

– To jest w sumie niepokojące – oznajmiła i pokazała wiadomość od „Śmierci” Alarickowi i Annabelle.

– „Jestem już blisko”? – Annabelle zamrugała. – Co to może…

– O nie. – Alarick sięgnął po zeszyt Annabelle. – Zdecydowanie nieeee.

Alyson zerknęła do środka.

– No tak. Nasz Rycerz Ołówka znowu przewidział czyjąś śmierć.

– Że ja? O nie… Znowu.

We trójkę wypadli z sali, zanim na horyzoncie pojawił się prowadzący.

– Dobra. Gdzie to może być?

Annabelle krytycznie przyglądała się swojemu dziełu, którego znowu nie pamiętała.

– To wygląda jak drzwi – zauważyła.

Alyson pokiwała głową.

– A tu jest numer sali radiowej. Tylko że tam dalej nic już nie ma…

– Tajne drzwi? Chodźmy to sprawdzić. – Alarick uśmiechnął się od ucha do ucha.

Dotarli do miejsca i porównali je z rysunkiem Annabelle.

– Wygląda, że to tu. – Alarick ze skupioną miną zaczął stukać w ścianę. Wyglądał przy tym na bardzo zaangażowanego.

Naprawdę chciał znaleźć tajne przejście.

Gdy tylko Alyson o tym pomyślała, Alarick posłał jej uśmiech i puścił oczko. Dziewczyna przewróciła oczami.

– Azazel, dajże spokój. Nic nie znajdziemy w ten sposób, zwłaszcza magicznego… – urwała, bo usłyszała „klik”. Kiedy ściana się otworzyła, upadły stracił równowagę i z krzykiem wpadł do przejścia. – Jednak się myliłam – odparła, zerkając na Annabelle.

Rycerz Ołówka westchnął głośno.

– Tiffany na moim rysunku wygląda jak zło wcielone.

– Tylko jej tego nie mów. Weźmie to jako komplement. – W połowie wojowniczka i w połowie czarodziejka zaśmiała się, a potem pokazała głową na przejście. – Chodź. Sprawdzimy, czy przypadkiem to nie Alaricka śmierć wyrysowałaś.

– Nic mi nie jest! – oznajmił upadły, otrzepując się z kurzu.

– Tiffany powiedziałaby: a szkoda.

Annabelle sięgnął po telefon i włączyła lampkę. Tajemny korytarz, który nagle mieścił się pomiędzy salą radiową a końcem budynku był pokryty kurzem i licznymi pajęczynami, które Alyson staranie omijała. Alarick „przypadkiem” szturchnął ją w biodro, przez co o mały włos nie wpadła w jedną z największych pajęczyn. Gdy zaśmiał się pod nosem, Alyson uderzyła go w przedramię.

Wtedy do ich uszu doleciał skrzek.

– Sły… słyszeliście to? – zapytała Annabelle, machając telefonem z latarką we wszystkie strony.

Nie zdążyli jej odpowiedzieć, bo ze ściany wyłoniły się demony. Alyson schowała Annabelle za sobą i wyciągnęła pomniejszonego Excalibura z kieszeni spodni. Stuknęła w niego trzy razy, a gdy się powiększył, poczuła przyjemne ciepło, jakie zawsze rozchodziło się po jej ciele, gdy trzymała go w ręce. Nie zwlekając, wzięła zamach i przecięła na pół kreaturę o niebieskiej skórze. Demon był niski i zadziwiająco gruby, a po przecięciu jego dwie połowy przez chwilę tarzały się po ziemi, bryzgając fioletową posoką na lewo i prawo, zanim ostatecznie wyparowały.

W tym samym czasie Alarick zmaterializował swój długi miecz i unicestwił dwie czerwone bestie, które z kolei były bardzo chude i wysokie. Ich węże języki błysnęły w obślizgłych wargach, zanim stopiły się i rozpłynęły w powietrzu.

– Dlaczego zabiliście moich pupilków?!

Annabelle wychyliła się zza ramienia Alyson.

– Tiff… Tiffany?

– Nie – odparł twardo Azazel. – Śmierć.

– Nie rozumiem – mruknęła Annabelle. – Ona nie może być Śmiercią. Śmierć do niej pisała…

Piekielny feniks zaśmiał się tak głośno, że Alyson aż zabolały uszy.

– Śmierć to ja!

– Chyba twoje alter ego – mruknęła Alyson. – Że też nie zorientowałam się, kiedy ona umarła.

– Nie ty jedna. – Alarick wyglądał na niezadowolonego. – Coraz lepiej się maskuje.

– A więc… to pułapka? – Annabelle przełknęła ślinę, znowu chowając się za Alyson. – Skoro to nie jej śmierć narysowałam…

– Spokojnie – odparła Alyson, poprawiając uchwyt miecza. – Jej.

Tiffany – a raczej jej alter ego piekielny feniks – nie czekała. Rzuciła się na nich. Było widać, że Alarick chciał skorzystać ze swoich karmazynowo-brązowych skrzydeł, ale korytarz był zbyt wąski. O dziwo nie przeszkadzało to Tiffany, która zdawała się znikać w ścianach, gdy tego potrzebowała.

Alyson odepchnęła Annabelle do tyłu, a potem sama skoczyła do przodu. Liczyła na to, że Alarick odczyta plan, który narodził się w jej głowie i nie pomyliła się. Upadły skierował się za Tiffany, a wtedy piekielny feniks odwrócił się w bok, aby kontrolować zarówno dziewczynę, jak i jego. Alyson pchnęła ogień w miecz i gdy zapłonął, jednym ruchem przecięła skrzydła feniksa. Gdy postać zrobiona z masy opadła na kolana, Alarick odciął jej głowę. Po kilku sekundach z Tiffany pozostał jedynie popiół.

Alyson wchłonęła ogień i pomniejszyła miecz. Annabelle szybko do nich podeszła.

– Nie odcięłam jej skrzydeł na zawsze, prawda? – zapytała Azazela, spoglądając na miniaturkę Excalibura. – Bo wiesz…

– Mam nadzieję, że na zawsze.

– Po moim trupie! – warknęła wkurzona Tiffany, która wróciła do nich szybciej, niż się spodziewali. – Możecie delikatniej na przyszłość?!

– Kiedy zginęłaś? – zapytał wprost Azazel.

W jednej chwili z Tiffany wyparowała cała złość. Dziewczyna uciekła wzrokiem, kopiąc trampkiem w kupkę popiołu, jaka pozostała po jej poprzednim ciele.

– To chyba była moja najgłupsza śmierć…

– Najgłupsza?

– Spadłam ze schodów, rozlałam na siebie kawę, zniszczyłam mój ulubiony kubek termiczny z Batmanem i skręciłam sobie kark!

Alyson wybuchła śmiechem, a Alarick jej wtórował.

– Faktycznie, szkoda tego kubka. Fajny był. – Annabelle szczerze posmutniała.

Upadły poklepał Tiffany po ramieniu, na co to zapaliła niebieski płomień i ugodziła go w dłoń. Azazel potrząsnął nią, choć tak naprawdę go nie zraniła.

– Chciałem powiedzieć, że kupię ci nowy, ale właśnie zmieniłem zdanie.

– Dobra, skoro wszystko jest po staremu, wracajmy na zajęcia – odparła Alyson, dalej śmiejąc się pod nosem.

Rozejrzeli się jeszcze raz po tajemnym korytarzu, ale prócz kurzu, pajęczyn i kupce wciąż ciepłego popiołu nic więcej tam nie było. Gdy wyszli, drzwi same się za nimi zamknęły.

– Pewnie sama je wyczarowałam – mruknęła pod nosem Tiffany.

– Demony? – zaciekawiła się Annabelle.

Tiffany posłała jej oburzone spojrzenie.

– Gdzie demony! Je przywołałam. Mówiłam o korytarzu.

– Cwana się robisz, gdy jesteś zła.

– Co poradzisz? Mój geniusz jest nieskończony.

Alyson uniosła rękę i zamknęła Alarickowi usta, zanim ten zdążył to skomentować. Byli już przed salą, więc kolejne sprzeczki nie były im potrzebne.

– Nie było nas raptem… Pół godziny?

– A liczyłem na to, że opuścimy więcej zajęć…

Ich powrót nie umknął nikomu, a zwłaszcza prowadzącemu, który od razu uśmiechnął się pod nosem.

Oho…

Alarick posłał Alyson pocieszające spojrzenie.

– To raport badawczy na następnych zajęciach przedstawi Alyson Terrwyn.

Dziewczyna załamała ręce i zajęła swoje miejsce

– Ale ja się nawet nie zgłaszałam…

– Nie marudź, Alyson. Zawsze przecież idziesz na pierwszy ogień – rzuciła znajoma z roku, która siedziała za nią.

– Co prawda, to prawda – mruknął Azazel, który zadowolony rozsiadł się na krześle obok dziewczyny.

– A za dwa tygodnie swoją prezentację pokaże nam pan Alarick Angel.

Upadły wyprostował się. Mina mu zeszła.

– Dlaczego ja? Annabelle i Tiffany też wróciły sporo po przerwie.

– Alarick. – Tiffany pokręciła głową. – Ma się te chody w Piekielne Radzie…

– … oraz panienka Tiffany O’Brain – dokończył prowadzący.

Annabelle zachichotała, wracając do rysowania.

– Przedstawię swój projekt wtedy, co Alyson – odparła, wiedząc, że i jej nie ominie kara.