Akcja toczy się po wydarzeniach w książce „Wojownicze serca”.

Gdy się obudziła, leżała na lewym boku. Tuż za nią znajdował się Aaron. Ciepły oddech chłopaka muskał jej kark. Wojownik mocno przyciskał ją do siebie prawą ręką. Mimo że spał, nie potrafił jej puścić. Alyson uśmiechnęła się pod nosem. Bardzo często zasypiali w ten sposób.

Powoli obróciła się i zarzuciła na Aarona lewą nogę, a ręką zaczęła drapać go po plecach. Złożyła mu delikatny pocałunek na ustach. Uśmiechnął się, a potem przyciągnął dziewczynę, aby ją przytulić.

– Dzień dobry, kochanie.

– Dzień dobry, gamoniu.

Aaron otworzył oczy.

– Gamoniu? – Posłał jej rozbawione spojrzenie. – To rozumiem, że koniec z czułymi słówkami?

Uśmiechnęła się.

– Lubię, jak mówisz do mnie kotek i kochanie – przyznała. – Ale dzisiaj ja będę menda, a ty gamoń.

Zmrużył oczy.

– Z chęcią się dowiem, skąd taka kolej rzeczy.

– Jestem menda, bo będę marudzić.

– Kontynuuj.

– A ty gamoń, bo o czymś zapomniałeś.

Zamrugał kilka razy.

– Urodziny nie… Rocznica nie… O czym mogłem zapomnieć?

Alyson uniosła się nieco i wyciągnęła spod poduszki czerwony drobiazg.

– Dzisiaj walentynki!

Wojownik zmarszczył brwi, biorąc od Alyson pluszowe serduszko.

– Na Xyn nigdy nie obchodziliśmy tego święta – przyznał. – Ale skoro to nasze pierwsze walentynki, to musimy je jakoś uczcić. – Mocno pocałował Alyson w usta, aż zabrakło jej tchu.

Jak on to robi? Zawsze wtedy zapominam, jak się oddycha…

Gdy się od niej oderwał, Alyson posłała mu rozmarzone spojrzenie. Jego lazurowe oczy błyszczały.

– Tony pewnie też nie pamięta o walentynkach. Blake urwie mu za to głowę…

Alyson parsknęła śmiechem.

– Broń Boże nie mów mu o tym, że dzisiaj są walentynki.

– Dlaczego?

– Blake ich nie cierpi.

Wojownik zaśmiał się.

– Tak, racja, to w stylu Blake.

– Gdyby Tony wiedział, że dzisiaj święto zakochanych…

– Zrobiłby coś spektakularnego – dokończył za nią Aaron.

– A Blake by go za to usmażyła.

Opadł na poduszkę i spojrzał na Alyson. Uniósł dłoń i założył jej kosmyk włosów za ucho, a potem kciukiem pogłaskał ją po policzku.

– Co chciałabyś dzisiaj robić? Nie wiem, co robi się w walentynki.

– Tak naprawdę to tylko pretekst do tego, aby spędzić więcej czasu z ukochaną osobą.

Na twarzy Aarona pojawił się szeroki uśmiech.

– To może jednak usłyszę od ciebie dzisiaj coś miłego?

– Może – odparła i puściła mu oczko, na co chłopak wybuchnął śmiechem. Gdy przestał się śmiać, Alyson położyła dłoń na jego policzku. Kilkudniowy zarost przyjemnie ją drapał. – Nie musimy nigdzie iść i ani nic robić. Wystarczy, że przez cały dzień poleżmy w łóżku.

Aaron nie miał nic przeciwko temu, ale czuł wewnętrzny zgrzyt.

Nawet nie mam dla niej kwiatka. Muszę to zmienić.

– Pasuje mi to – zgodził się. – Ale pozwól, że najpierw zrobię ci śniadanie do łóżka.

W kasztanowych oczach dostrzegł radość.

– Tylko wróć szybko – odparła, po czym pocałowała go w usta i oba policzki.

– Nawet się nie zorientujesz, że mnie nie było. – Złożył pocałunek na jej czole i wstał z łóżka. Ubrał krótkie spodenki i zniknął z pokoju.

Alyson postanowiła skorzystać z okazji i wziąć kąpiel. Ponieważ wiedziała, że Aaron faktycznie potrafi się ze wszystkim szybko uwinąć, zdecydowała się na prysznic. Gdy była już gotowa, magicznie wysuszyła swoje włosy i ubrała czyste ubrania. Założyła sportowy stanik i krótkie spodenki.

Wychodząc z pokoju, spodziewała się, że Aaron będzie już na nią czekać. Okazało się jednak, że czekała na nią inna niespodzianka.

– Witaj ponownie.

Alyson zatrzymała się w drzwiach łazienki.

– Blair? – Rozejrzała się. – Co ty tutaj robisz? Powinnaś być…

Była czarodziejka o różowych włosach wstała z łóżka.

– W Piekle? – Zaśmiała się głośno i szaleńczo. – Już nie – dodała, po czym wyciągnęła przed siebie ręce i uderzyła w Alyson silnym podmuchem wiatru.

Dziewczyna nie zdążyła chwycić się ościeżnicy i poleciała do wnętrza łazienki. Zatrzymała się dopiero na wannie, w którą uderzyła głową. Skrzywiła się, macając się za obolałe miejsce.

– Jak ty… Przecież nie możesz!

– Ja mogę wszystko! – krzyknęła Blair, idąc w jej kierunku. – A teraz w końcu dokończę to, czego nie udało mi się dokończyć ostatnim razem!

Alyson podniosła się i utworzyła kulę ognia nad ręką, ale powstrzymała się przed jej rzuceniem.

– Jesteś tylko duchem!

Nie mogła rzucić w nią kulą, bo była pewna, że ta przez nią po prostu przeleci i zatrzyma się na czymś w pokoju. Nie zamierzała dewastować sypialni Aarona.

– Czyżby?

Blair ponownie zawładnęła powietrzem i skierowała podmuch wiatru w stronę dziewczyny. Alyson zgasiła ogień i szybko odskoczyła na bok. Zauważyła, że moc Blair miała pewne ograniczenia – mogła skierować atak tylko bezpośrednio na nią, ale powietrze dookoła jej nie słuchało.

Zaryzykowała i podbiegła do byłej czarodziejki, która teraz stała w drzwiach. Liczyła się z tym, że przez nią przeniknie, ale Blair okazała się bardziej materialna. Przewróciła ją i razem zaczęły się tarzać po podłodze.

– Nie możesz tutaj być!

– Ale jestem!

Blair usiadła na Alyson okrakiem i spoliczkowała ją. Kiedy zaatakowana próbowała złapać ją za nadgarstek, ciało byłej czarodziejki przez nią przeniknęło.

– To nie jest zabawne!

– Zabawnie będzie dopiero teraz – odparła dziewczyna o różowych włosach, a wtedy Alyson poczuła, jak z jej płuc uchodzi powietrze. – Fajnie, nie? To była jedna z moich kar. Zabrali mi to, co najcenniejsze. Moje powietrze.

Alyson złapała się za gardło. Choć usilnie starała się brać oddech, nie mogła tego zrobić. Blair wyciągnęła z niej wszystko i nie pozwalała jej na ponowne zaczerpnięcie powietrza. Powoli zaczęło jej się robić ciemno przed oczami, kiedy niespodziewanie płuca zostały uwolnione spod wpływu czarodziejki. Łapiąc łapczywie powietrze, spojrzała na Blair. Okazało się, że jej serce zostało przebite przez miecz.

– Wrócę tu – warknęła, zanim rozpłynęła się w powietrzu.

Wtedy dostrzegła stojącego obok Aarona z mieczem w wyciągniętej prawej dłoni. Wojownik podbiegł do Alyson i kucnął obok niej. Złączyli się czołami i zamknęli oczy. Oboje westchnęli, a potem odsunęli się na kilka centymetrów, aby delikatnie muskać się nosami, ruszając przy tym głową na lewo i prawo. Gdy przestali to robić, cmoknęli się w usta.

– Jesteś cała?

– Tak.

Aaron wysunął w kierunku Alyson rękę. Szybko ją chwyciła i delikatnie ścisnęła, a potem oboje wstali.

– Nie każdy się zmienia.

Wojownik posłał jej pytające spojrzenie.

– Blair – doprecyzowała. – Minęło tyle czasu… A w Piekle czas płynie jeszcze inaczej. Szybciej niż tutaj. Obyła już tyle kar, a mimo to… A mimo to pozostała taka sama.

Dostrzegła w jego oczach zrozumienie.

– Harry się zmienił.

– Tak, on zrozumiał swoje błędy.

Przyciągnął dziewczynę i objął ją, zatapiając jedną rękę w jej włosach, a drugą kładąc jej na plecach.

– Dlatego zasłużył na Arkadię. I tam jest jego miejsce.

– Blair…

– Nie da się zmienić każdego. I nie możesz obwiniać się za to, co jej się przytrafiło – odparł, na co dziewczyna pokiwała lekko głową, którą opierała na jego torsie.

– Jak Blair wydostała się z Piekła?

Mocniej zacisnął szczękę.

– Tiffany.

Piekielny feniks wyłonił się z rogu pokoju, śmiejąc się głośno. Alyson oderwała się od Aarona i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.

– Ja wiem, że nie lubisz święta zakochanych, ale nie musisz go psuć innym – powiedziała, patrząc na Tiffany.

Piekielny feniks machnął ręką.

– Wielkie mi halo! Nic się przecież nie stało.

Alyson poczuła, jak gotuje się w niej ogień. Opuściła ręce wzdłuż ciała i zacisnęła dłonie w pięści.

– Ale mogło się stać!

– A co taka dusza mogła ci zrobić? Przeniknąć przez ciebie?

Wojownik zmarszczył brwi.

– Nie widziałaś?

Teraz to feniks wyglądał na zdziwionego.

– Czego? Dopiero przyszłam sprawdzić, jak sobie radzi…

– Blair potrafiła przywołać wiatr – odparła Alyson.

– To niemożliwe – powiedziała szybko Tiffany. – Ona nie może tego robić. Gdy czarodziej trafia do Piekła, zostaje pozbawiony mocy, jakby nigdy jej nie miał. To jego największa kara. Wyciągając Blair przez wrota, a nie tak bezpośrednio z Piekła, to jedynie sprawiłam, że była widzialna…

– Była materialna wtedy, kiedy tego chciała. – Alyson rozluźniła dłonie i przejechała ręką po twarzy. – Czy wróciła na swoje miejsce?

Tiffany spojrzała na swoje buty.

– Kręci się to tu, to tam…

– Tiffany!

– Ojczulek nie będzie zadowolony – zauważył nowy głos, wchodząc do sypialni Aarona. W ręku niósł tacę, na co Alyson zmarszczyła brwi. Były tam dwie miski pełne mieszanki różnych płatków śniadaniowych, dzbanek z mlekiem oraz czerwone goździki. – A Aaron zapomniał czegoś z kuchni – dodał Alarick, odkładając tacę na łóżko.

Alyson spojrzała na wojownika, ale z jego twarzy nie można było nic wyczytać. Po chwili skinął jedynie głową w stronę upadłego, a potem przysunął do siebie dziewczynę i objął ją w pasie.

Czyżby dalej był zazdrosny o moją wieź z Alarickiem?

Upadły posłał jej szeroki uśmiech, co uznała za jednoznaczną odpowiedź.

– Dziękuję, Alaricku – odparła, kładąc dłoń na torsie Aarona. – A czy teraz możesz pomóc Tiffany w łapaniu zbiegłej duszy?

– Idealny pomysł na walentynki – odparł Alarick, spoglądając na Tiffany. – Prawda, Tiffi?

Piekielny feniks rzucił w Alaricka niebieską kulą zimnego ognia, a gdy ten zgrabnie uniknął ciosu, naburmuszona Tiffany skierowała się w stronę wyjścia z pokoju.

– Nikt nie zna się na żartach – mruknęła, na co Alarick pokręcił głową i ruszył za nią. Tuż przy drzwiach odwrócił się jeszcze w stronę Alyson i Aarona, ale tylko posłał im uśmiech, nie dodając nic więcej.

– Dziękuję – powiedziała Alyson, czym przyciągnęła uwagę Aarona. Chłopak odwrócił ją przodem do siebie. – Za to, że mnie obroniłeś.

– Zawsze – odparł, po czym mocno ją przytulił.