Wiatr poruszał liście ogromnych drzew rosnących niedaleko opuszczonego domu. Był to jedyny dźwięk, jaki do niej dolatywał, a im dłużej wsłuchiwała się w niego, tym większe ogarniało ją swoiste uczucie, że ktoś ją obserwuje. W szumie drzew doszukiwała się odgłosów kroków, ale poza jej przyspieszonym oddechem nie doszedł żaden inny dźwięk.

Rozejrzała się. Naraz noc wydała się jej znacznie ciemniejsza. Latarnie rzucały cienie na drogę, które wydłużały się i kurczyły w zależności od tego, jak wiatr skierował gałęzie drzew.

Spojrzała w kierunku ogródka, gdzie znajdował się mały cmentarz. Nie widziała go, ale wiedziała, że tam był. Upłynęło już nieco czasu, odkąd zjawiła się na nim po raz ostatni, lecz on wciąż tam tkwił.

„Musiał” pomyślała.

Przełknęła ślinę i zrobiła krok naprzód. Gdy dotarła do schodów, zaskrzypiały, zanim w ogóle postawiła na nich stopę. Skrzywiła się i zganiła w myślach za chęć uniknięcia konfrontacji z tym, który znajdował się w środku. Powroty zawsze były dla niej najtrudniejsze. I pełne niewygodnych pytań.

Zacisnęła dłonie w pięści i ruszyła po kilku stopniach ku górze.

W chwili, kiedy zatrzymała się przed progiem, spróchniałe drzwi powoli otworzyły się, skrzypiąc.

Prostując się, wzięła głębszy wdech. Następnie wypuściła powietrze i z uniesioną głową weszła do środka.

Wiedziała, że dom nie był opuszczony, choć na to wskazywały zabite deskami okna oraz opłakany stan. Był to zabieg celowy – sama o to zadbała. Miała to być przykrywka dla tych, którzy chcieli tu zaglądać. Zaś co się tyczyło wnętrza…

Stopione w połowie świece umieszczone w złotych kandelabrach na ścianach zaczęły zapalać się jedne po drugich, oświetlając korytarz i połamane schody prowadzące na pierwsze piętro.

Westchnęła przeciągle i ruszyła oświetloną drogą prosto do salonu.

Początkowo nic się nie działo. Przytłumione światło padało na kanapy, stoły i regały pokryte pajęczynami i kurzem. Jedynym miejscem wolnym od brudu był kominek.

Pokręciła głową z niezadowolenia.

– Nie ma mnie tylko kilka dekad i już nikt nie potrafi zadbać o porządek w domu?

Szelest, trzepot małych skrzydeł. Przyglądała się, jak z kominka wylatuje nietoperz i siada na oparciu fotela. Jedno uderzenie zegara później pojawił się tam młody mężczyzna z rękoma założonymi na torsie.

– Co tutaj robisz?

– Jak to co? – obruszyła się kobieta i weszła głębiej do pomieszczenia. – Przecież to Halloween! To nasze święto!

– Nasze? – Wampir przyjrzał się uważnie kobiecie, oceniając to, co miał przed swoimi oczami. – A kim ty niby jesteś?

Obnażyła zęby, gdy zapytała:

– Własnej matki nie poznajesz?

– Owszem, poznaję – odpowiedział jej z wyraźnym chłodem. – Tylko nie wiem, czy wciąż mogę tak nazywać kobietę, której nie widziałem tyle czasu.

– Dobrze wiesz, że szukałam odpowiedzi! – warknęła i podeszła do niego. – Od kiedy zrobiłeś się taki cięty?

– Od kiedy zostałem zmuszony pilnować tej rudery! – Odsunął się od fotela, a ręce opuścił wzdłuż ciała. – Gdzie byłaś?

Przewróciła oczami.

– Odpowiem ci tak, jak za każdym razem: to nie jest twój interes, synku.

Warknął głucho, obnażając ostre kły.

– Nie prowokuj mnie.

– Bo co zrobisz? – Uderzyła go w tors, popychając. Górował nad nią o głowę, ale ona nie zwracała na to uwagi. – Hmm? Zniszczysz kolejny stół? A może tym razem rozbijesz wazon?

Złapał ją za nadgarstki. Dalej szczerząc zęby, odparł:

– A może dla odmiany pokuszę się o spalenie tej chałupy.

Uwolniła ręce.

– Naprawdę tak chciałbyś powitać swojego ojca?

Momentalnie spoważniał.

– Co powiedziałaś?

Zignorowała go.

– Służba! – krzyknęła, rozglądając się po salonie. – Trzeba przygotować dom!

Z prawej ściany wyłoniła się szara postać lewitująca nad ziemią.

– Ale do czego przygotować, pani?

Kobieta przeniosła wzrok na ducha.

– Przecież to Halloween – odparła, uśmiechając się. – Niedługo przybędą goście.

Duch zamrugał, wyraźnie skonfundowany, ale po chwili pokiwał głową i zniknął. Po upływie kilku sekund dom wyraźnie rozjaśnił się i dało się usłyszeć odgłosy krzątaniny.

Mężczyzna stanął przed swoją matką.

– Co ty wyprawiasz? – syknął.

Na jej twarzy wciąż gościł uśmiech.

– Odkryłam sposób na wskrzeszenie twojego ojca.

– Tyle lat… – Przejechał ręką po twarzy. – Tyle lat…

– I w końcu będziemy razem, tak.

Opuścił dłoń i przyjrzał się kobiecie, mrużąc oczy.

– Co to za sposób?

– W dniu, kiedy zasłona pomiędzy światami jest najcieńsza, musimy wykonać pełen rytuał. – Widząc jego krzywą minę, dodała: – Nie martw się, wszystko przemyślałam.

Sięgnęła ręką do jego czarnych włosów, takich samych jak jego ojca, po czym ściągnęła z nich pajęczynę.

– Doprowadź się do porządku – rzuciła. Poklepała go po ramieniu, po czym odwróciła się i skierowała w stronę tylnego wyjścia.

Ogród wyglądał jeszcze gorzej, niż go zapamiętała.

Klęknęła przed zniszczonym nagrobkiem. Płyta pokryta była chwastami, które zaczęła starannie wyrywać.

– Nie martw się, ukochany – szepnęła. – Niedługo znowu będziemy razem.

Chwilę później doleciały do niej śmiechy dzieci, które dobijały się do drzwi.

– Cukierek albo psikus!

Uśmiechnęła się pod nosem.

– Psikus, zdecydowanie psikus.