Życie Lilian nie należało do najłatwiejszych. Wszystko zaczęło się od próby sprostania oczekiwaniom rodziców. Skutkowało to tym, że nie miała szczęśliwego dzieciństwa. Zamiast tego w jej głowie utkwiła jedna rzecz: zawiodła ludzi, którzy pokładali w niej nadzieje. Poprzysięgła sobie, że nigdy więcej nie dopuści do tego, aby ktoś się na niej zawiódł.

– Steve, czekaj – powiedziała, trzymając telefon przy uchu. – Ja… To chyba… Oddzwonię – rzuciła i rozłączyła się, po czym głośniej krzyknęła: – Brenda?!

Dziewczyna o kasztanowych włosach odwróciła się, ale przyszło jej to z trudem – ledwo poruszała się o kulach. Dostrzegając, kto ją zawołał, skrzywiła się.

Lilian podbiegła do niej.

– Brenda! – Nie mogła wyjść z szoku, jakim był widok przyjaciółki w takim stanie. – Co się stało?! Dlaczego nic mi nie…

– To twoja wina.

Lilian poczuła się tak, jakby ktoś wylał na nią wiadro lodowatej wody. Momentalnie zesztywniała.

– … co? – wykrztusiła.

– Nie odebrałaś ode mnie telefonu. – Brenda miała wypisaną na twarzy gorycz, która zdawała się permanentna. – Gdybyś odebrała, to nigdy by się nie wydarzyło.

Nie zrozumiała.

– Ale jak to się ma do…

– Wtedy nie doszłoby do wypadku! – Widać było, że chciała machnąć ręką, ale gdyby to zrobiła, wylądowałaby na chodniku, więc ograniczyła się do przewrócenia oczami. – Z resztą, czego ja od ciebie oczekiwałam? Nigdy nie potrafiłaś mi pomóc, bo wiecznie myślisz tylko o sobie.

Każde kolejne słowo było jak nóż wbijany w serce. Nie uważała się za taką osobę, dlaczego więc Brenda…

Nie zdążyła jej o to zapytać. Zanim odzyskała zdolność do jakiekolwiek ruchu, Brendy już nie było.

– Nie słuchaj jej.

Obejrzała się w prawo, a wtedy jej oczom ukazała się dziewczynka ubrana w różową sukienkę.

– Ona nie miała racji.

– Wszystko słyszałaś? – odparła niemrawo Lilian, wzdychając. – Podsłuchiwanie nie jest zbyt…

Mała nie czekała, aż ta skończy mówić.

– W końcu będziesz szczęśliwa – rzuciła, po czym w radosnych podskokach się oddaliła.

– A po co mi szczęście… – zastanawiała się na głos Lilian, zanim ruszyła przed siebie. Trzymając dłonie w kieszeniach bluzy, dotarła do umownego punktu. Nie oddzwaniała, ale nie było takiej potrzeby. Doskonale wiedziała, że on tam będzie. – Ej, Steve, tutaj!

Odwrócił się. Kiedy ją zobaczył, na jego twarzy pojawiła się ulga – zupełnie tak, jakby sądził, że nie przyjdzie.

„Nie pomylił się aż tak bardzo…”

– Lilian! – Szybko zbliżył się do niej i przytulił ją mocno, aby zaraz usiąść na ławce i przyciągnąć ją do siebie, ale kiedy spróbował ją pocałować, dziewczyna odwróciła głowę w drugą stronę. Mimo że stanowczo odsunęła się od niego na szerokość ramion, jeszcze nie potrafiła zejść z jego kolan. Była rozdarta pomiędzy tym, co należało zrobić, a tym, co czuła.

– Nie, Steve, nie możemy. – Paliło ją w gardle, gdy wypowiadała te słowa. – Gwen…

– Gwen to przeszłość, przecież o tym wiesz! – Jego oczy patrzyły na nią błagalnie, ale na to było już za późno. Choć tak przyjemne było w jego ramionach, one nigdy nie należy do niej.

Wstała.

– Musisz z nią porozmawiać, a wtedy wspólnymi siłami wszystko naprawicie. Trzeba rozmawiać, aby wiedzieć, o co chodzi i dlaczego się psuje.

– Dlaczego chcesz ratować coś, co już nie może być uratowane? – On również wstał. Był wyższy od niej, ale w tej chwili wcale nie wyglądało, jakby nad nią górował. – Tobie zależało.

– Dalej zależy – wypaliła, ale naraz odchrząknęła, bo dostrzegła w jego oczach nadzieję i ogień, których nie miała prawa podsycać. – Ale to nic nie zmienia. Dawniej dokonaliśmy takich wyborów, przez które „ty i ja” to tylko przeszłość. Już nigdy nic między nami nie będzie. Już nie.

Nie czekała, aż coś odpowie. Zdecydowanym ruchem odwróciła się i zaczęła odchodzić, kiedy do jej uszu doleciał ten sam dziewczęcy głosik, który słyszała wcześniej.

– Co tak stoisz? Idź za nią i się postaraj!

Steve westchnął tak głośno, że Lilian usłyszała to tak, jakby wciąż była obok.

– Ona już podjęła decyzje.

Nie musiała patrzeć za siebie, aby widzieć, że on również odszedł. Czuła to.

Nie wiedziała, dokąd szła. Idąc, wsłuchiwała się w dźwięk swoich kroków i nie zwracała uwagi na nic, aż dotarło do niej, że trafiła przed czyjś próg.

Drzwi otworzyły się i ujrzała w nich starszą kobietę.

– Chodź, chodź! – Ponaglała ją machnięciami dłoni, ale Lilian się wahała. Czarno-fioletowa szata nie zachęcała, aby wejść do środka. – Na litość Boską, dziewczę, chodź, zanim ktoś zobaczy, że gadasz z powietrzem!

– Z powietrzem?

Rozejrzała się. Domek miał zniszczony ganek, ale reszta wyglądała w miarę przyzwoicie, czego nie można było powiedzieć o ludziach, którzy zebrali się dookoła niego.

– Idiotka!

– Egoistka!

– Niewdzięcznica!

Reszty nie słuchała. Skupiła się na tym, co mówiła kobieta stojąca przed nią.

– Ja nie żyję już w tym świecie. Tylko ty mnie widzisz.

– Dlaczego tylko ja?

– Ponieważ tylko ty chcesz wszystko zmienić. – Swoimi chudymi rękoma wskazała na wnętrze domu. – Przekrocz próg, a wtedy będziesz miała szansę zmienić wszystkie błędy w swoim życiu.

Odwróciła się. Okazało się, że ludzi przybyło, ale nie byli to nieznajomi: wśród nich ujrzała Brendę, Steve’a i Gwen, a także swoich rodziców. Wraz z pozostałymi wykrzykiwali to, czego rzekomo się dopuściła.

Nie wahała się dłużej. Kiedy weszła do mieszkania, tak naprawdę znalazła się gdzie indziej: wpadła w swoje stare życie, które od teraz stawało się nowe. Obserwowała wszystko, jakby była tylko widzem.

Patrzyła na siebie mającą nie więcej niż 4-latka. Ubrana była w kosztowną różową sukieneczkę, stała na środku pokoju i recytowała jakiś wiersz, akcentują odpowiednie sylaby. Jej matka była uśmiechnięta od ucha do ucha z tego powodu.

– Poprawisz jeden z pierwszych błędów: wcześniej nie potrafiłaś wysławiać się, gdy byłaś mała – głos tajemniczej, starej kobiety rozbrzmiał w jej głowie, ale pod koniec w zmienił się w ten już dobrze jej znany, dziecięcy. – Gotowa na następne?

„Wspomnienia” przelatywały jedno za drugim, ale Lilian widziała je po raz pierwszy: uczyła się na pamięć tego, czym się stała. Rodzice byli dumni z córki, która w wieku 8 lat odrzuciła książkę dla dzieci, a zabrała się za czytanie powieści naukowych. Chwalili się nią na wszystkich możliwych imprezach i spotkaniach, a Lilian obserwowała to.

Błąd za błędem…

– Jesteś pewna, że to był błąd?

– Wszystko, co robiłam, było błędem – odparła, wodząc wzrokiem za sceną, podczas której odbierała telefon i odciągała Brendę od pomysłu kierowania samochodem pod wpływem alkoholu. – Wcześniej skupiłam się na sobie, zamiast jej pomóc.

Potem przed jej oczami pojawił się Steve, ale nie patrzył na nią tak samo, jak zapamiętała. Jego spojrzenie było obojętne: takie, jakim obdarza się obcych ludzi spotkanych na ulicy. Dołączyła do niego dziewczyna, a wtedy on momentalnie się ożywił. Jego związek z Gwen nigdy nie był zagrożony, ponieważ Lilian nigdy nie pojawiła się w jego życiu.

Sceny zniknęły, zapanowała cisza. Stała na samym szczycie budynku, a wiatr rozwiewał jej włosy. Zapatrzona w zachód słońca, próbowała poskładać w głowie to wszystko.

– Zmieniłaś wszystkie swoje błędy – oznajmiała dziewczynka. – Więc dlaczego nie jesteś szczęśliwa?

Milczała.

– Ponieważ wiesz, że na tym świecie nic dla ciebie nie zostało. Oddałaś wszystko, a inni nawet tego nie zauważyli. – Dziewczynka stanęła tak, aby Lilian na nią spojrzała. – Było warto przekładać potrzeby innych nad swoje własne?

– Inni są szczęśliwi.

Pokręciła głową.

– Nie rozumiesz. W życiu nie chodzi o to, aby wszystkich zadowalać. – Wskazała na nią dziecięcym paluszkiem. – Musisz żyć dla siebie.

Leniwym wzrokiem Lilian wróciła do zachodu.

Była to ostatnia rzecz, jaką widziała, zanim skoczyła z dachu.