To opowiadanie ma kilka zakończeń – od Ciebie zależy, jakie będzie. Po każdym rozdziale musisz wybrać jedną z dwóch dróg i kierować się według instrukcji do wyznaczonych rozdziałów.

To jak? Gotowy na przygodę?

 

 

Rozdział 1.

 

I znowu mi nie wyszło.

Była to już piąta rozmowa kwalifikacyjna w tym tygodniu. Kiedy ludzie, od których zależała moja przyszłość, spojrzeli po sobie – wiedziałem, że i tym razem nawaliłem. Co robiłem źle? Za każdym razem, gdy mówili:

– Odezwiemy się do pana.

Czułem, że w ten „łagodny” sposób informują mnie, że nie nadaję się do tego.

A może szukali kobiety? One mają łatwiej w życiu. Gdybym był kobietą, wystarczyłoby założyć bluzkę z dekoltem – wtedy na pewno dostałbym tę robotę.

W zamyśleniu sięgnąłem do kieszeni w poszukiwaniu ostatnich drobnych, po czym wyciągnąłem rękę i otworzyłem ją. Omiotłem wzrokiem swój dobytek: jedna stara miętówka, tabletka na ból głowy, składany nóż, okruszki po jakiś ciastkach, nitka i… raz, dwa, dziesięć… pięć złotych osiemdziesiąt dwa grosze. Moje ostatnie pieniądze. Westchnąłem przeciągle.

Musiałem dostać jakąś robotę.

Wziąłem dwa złote, a resztę schowałem z powrotem do kieszeni. Powolnym krokiem podszedłem do pobliskiego automatu i wrzuciłem pieniądz. Przystępowałem z nogi na nogę, aby nieco pobudzić krążenie – na dworze było już bardzo zimno. Zmarzniętymi rękoma kliknąłem cyfrę 4, a potem literę D. Czekałem, aż energetyczny trunek w puszce spadnie, a ja będę mógł napić się i rozwiązać kwestię zdobycia pieniędzy.

Kiedy zbyt długo nie słyszałem charakterystycznego dźwięku oznaczającego, że mogę odebrać swoją porcję trucizny, podniosłem wzrok. Okazało się, że napój zablokował się za szybką. Moja twarz wykręciła się ze złości.

– No nie! – wrzasnąłem i uderzyłem w automat. – I ty przeciwko mnie?!

Chwyciłem automat po bokach i zacząłem nim potrząsać. Nie obchodziło mnie to, czy ktoś to obserwował. Chciałem odzyskać to, co należało do mnie.

Nie poskutkowało. Wrzasnąłem raz jeszcze i walnąłem w maszynę. Pomimo złości, która kotłowała się we mnie i przyćmiewała mój zdrowy rozsądek, dostrzegłem spadającą na ziemię kartkę. Musiała być przylepiona do bocznej ściany automatu, ale kto wieszałby tam jakieś ogłoszenia…

Kartka zatrzymała się u moich stóp. Marszcząc brwi, schyliłem się i podniosłem ją. Następnie szybko przeczytałem jej treść:

– Lubisz tańczyć? Masz wolny czas? Jeśli twoje odpowiedzi brzmią „tak”, to jesteś właściwą osobą, aby wziąć udział w konkursie tańca! Oferta dotyczy tylko osób, które na stałe lub chwilowo nie posiadają pracy.

 

Co robię?

  1. Ignoruję (idź rozdział 2)
  2. Szukam partnerki (idź rozdział 3)

 

 

Rozdział 2.

 

Zgniotłem plakat w dłoniach.

– Co za idiotyzm! – warknąłem pełny poirytowania.

Czy ktoś naprawdę oczekuje, że ludzie na to pójdą?! Idioci.

Wyrzuciłem zgięty papier za siebie. Posłałem w stronę automatu zniesmaczone spojrzenie, wbiłem ręce w kieszenie znoszonej kurtki.

– Konkurs tańca… – burknąłem pod nosem, kopiąc kamyk. – Też mi coś.

Musiałem skupić się na istotniejszej kwestii. Zostało mi trzy złote osiemdziesiąt dwa grosze. A ja musiałem coś zjeść.

Najlepszą opcją wydała mi się Biedronka. W końcu w niej zawsze było najtaniej.

Już miałem ruszyć przed siebie, kiedy usłyszałem, jak ktoś woła moje imię.

– Szymon, Szymon!

 

Co robię?

  1. Odwracam się (idź rozdział 4)
  2. Ignoruję (idź rozdział 5)

 

 

Rozdział 3.

 

Gwałtownie wciągnąłem powietrze do płuc.

– Genialne! – Ścisnąłem kawałek papieru w rękach, jakby to była moja ostania deska ratunku. Cóż, może faktycznie była. – To jest to!

Przebiegłem wzrokiem po możliwej wygranej. Serce waliło mi z taką intensywnością, że zacząłem obawiać się, iż zaraz wyskoczy. Taka szansa…

Gdy uzmysłowiłem sobie pewną rzecz, moje nadzieje rozwiały się równie szybko, jak się pojawiły. Konkurs był dzisiaj. A ja nie miałem partnerki.

Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk, który dobrze znałem. Podniosłem wzrok i spojrzałem na automat. Mój napój czekał na odbiór. Uśmiechnąłem się szeroko.

– Może ten dzień wcale nie będzie taki zły.

Wyciągnąłem puszkę, otworzyłem ją i upiłem spory łyk. Poczułem, jak pozytywna energia rozprowadza się po moim ciele. Wezmę udział w tym konkursie. I wygram.

Z budynku, przy którym stał automat, wybiegła młoda dziewczyna. Od razu ją poznałem. Ona również czekała na rozmowę kwalifikacyjną, była w kolejce tuż za mną. O ile nie odniosłem mylnego wrażenia, to całkiem dobrze nam się ze sobą rozmawiało.

 

Co robię?

  1. Wołam ją (idź rozdział 6)
  2. Ignoruję (idź rozdział 7)

 

 

Rozdział 4.

 

Początkowo planowałem to zignorować, jednakże ciekawość zwyciężyła.

Odwróciłem się i ujrzałem młodą dziewczynę. Gdzie to ja ją widziałem…

Olśnienie.

No tak, rozmowa kwalifikacyjna, czekała w kolejce. Rozmawialiśmy przez chwilę.

Poczekałem, aż do mnie podbiegnie.

– Cześć Monika, coś się stało?

Może jednak postanowili mnie przyjąć, a ona zbiegła, żeby mi to zakomunikować?

Było to zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe.

Poprawiła swój beżowy płaszczyk i się uśmiechnęła.

– Zobacz, co znalazłam – odparła i wyciągnęła w rękę. Automatycznie zerknąłem za siebie, w miejsce, gdzie porzuciłem plakat, ale nie było go tam. Wróciłem wzrokiem do Moniki, przyglądając jej się nieufnie. – Wisiało na automacie – wyjaśniła, dostrzegając moje spojrzenie.

Wziąłem od niej kartkę i obejrzałem z każdej strony. Żadnego zagięcia. Jak to było możliwe…

– Pomyślałam, że może zechciałbyś wziąć w tym ze mną udział?

Uniosłem wzrok. Patrzyła na mnie z wyczekiwaniem, uśmiechając się przy tym przeuroczo. Muszę przyznać, że była całkiem ładna.

Odchrząknąłem.

– Przecież jest zimno – zauważyłem. – A to jest na parkingu.

– Ale to nie trzeba tańczyć w wyszukanych strojach, można być w kurtce. Spójrz! – Wskazała na plakat w moich rękach. – Grzaniec i poczęstunek dla wszystkich uczestników gratis!

 

Co robię?

  1. Zgadzam się (idź rozdział 8)
  2. Nie zgadzam się (idź rozdział 9)

 

 

Rozdział 5.

 

Uznałem, że najlepiej będzie to zignorować. Byłem tak głodny i poirytowany, że nie miałem ochoty na rozmowę z kimkolwiek.

Aczkolwiek ten ktoś miał wielką ochotę porozmawiać ze mną.

Drogę zagrodziła mi drobna osóbka. Podniosłem wzrok i ujrzałem młodą dziewczynę. Gdzie to ja ją widziałem…

Olśnienie.

No tak, rozmowa kwalifikacyjna, czekała w kolejce. Rozmawialiśmy przez chwilę.

– Szymon? – zapytała niepewnie.

– Tak – odparłem, a widząc jej maślane oczy, dodałem: – Wybacz, wołałaś mnie wcześniej? Zamyślony byłem.

Uśmiechnęła się. W głowie pojawiło mi się jej imię: Monika. Muszę przyznać, była całkiem ładna.

– Nic się nie stało. – Poprawiła swój beżowy płaszczyk. – Zobacz, co znalazłam – odparła i wyciągnęła w rękę. Automatycznie zerknąłem za siebie, w miejsce, gdzie porzuciłem plakat, ale nie było go tam. Wróciłem wzrokiem do Moniki, przyglądając jej się nieufnie. – Wisiało na automacie – wyjaśniła, dostrzegając moje spojrzenie.

Wziąłem od niej kartkę i obejrzałem z każdej strony. Żadnego zagięcia. Jak to było możliwe…

– Pomyślałam, że może zechciałbyś wziąć w tym ze mną udział?

Uniosłem wzrok. Patrzyła na mnie z wyczekiwaniem, uśmiechając się przy tym przeuroczo.

Odchrząknąłem.

– Przecież jest zimno – zauważyłem. – A to jest na parkingu.

– Ale to nie trzeba tańczyć w wyszukanych strojach, można być w kurtce. Spójrz! – Wskazała na plakat w moich rękach. – Grzaniec i poczęstunek dla wszystkich uczestników gratis!

 

Co robię?

  1. Zgadzam się (idź rozdział 10)
  2. Nie zgadzam się (idź rozdział 11)

 

 

Rozdział 6.

 

Dostrzegając wyraz jej twarzy, od razu domyśliłem się, że poszło jej równie świetnie, jak mi.

Jak to ona miała na imię? Odgrzebałem w zakamarkach umysłu to, jak się nazywała.

Szybko dopiłem napój i wyrzuciłem pustą puszkę do kosza.

– Monika! – krzyknąłem. Gdy uniosła wzrok w moją stronę, pomachałem do niej. – Zaczekaj!

Posłała w mojej stronę pytające spojrzenie, ale przystanęła. Podbiegłem.

– Spójrz. – Podałem jej plakat. – Chciałem wziąć w tym udział, ale tak się akurat składa, że nie mam z kimś pójść.

Zabrała ode mnie kartkę i ze zmarszczonymi brwiami przeczytała treść ogłoszenie. Po chwili uśmiechnęła się szeroko.

– Uwielbiam tańczyć! – Zmarkotniała, gdy ujrzała datę. – Ale to jest dzisiaj.

 

Co robię?

  1. Namawiam ją (idź rozdział 12)
  2. Rezygnuję z namawiania jej (idź rozdział 13)

 

 

Rozdział 7.

 

Moja pewność siebie nagle zniknęła.

Taka ładna dziewczyna na pewno nie zgodziłaby się, aby tam ze mną pójść. Mogłaby uznać to za obrazę. Co jakby odebrała to jako sugestię, że uważam ją za kogoś niemogącego znaleźć pracy?

Szybko dopiłem napój i wyrzuciłem pustą puszkę do kosza. Zerknąłem jeszcze raz na plakat, po czym zgniotłem go i jego również umieściłem w koszu na śmieci.

Odwróciłem się i zacząłem iść przed siebie, kiedy usłyszałem, jak ktoś mnie woła.

 

Co robię?

  1. Odwracam się (idź rozdział 14)
  2. Ignoruję (idź rozdział 15)

 

 

Rozdział 8.

 

Trudno mi było przyznać to przed sobą samym, ale ten poczęstunek przeważył szalę. Czułem, jak mój brzuch domagał się pożywienia, nawet najmniejszego.

Grzaniec również brzmiał kusząco.

– W sumie, może to być bardzo ciekawe – odparłem, a ona uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

– Tylko wiesz, to jest dzisiaj.

Tym lepiej dla mojego żołądka.

– To super – oznajmiłem i podałem jej ramie. – Co powie pani na spacer do Biedronki?

Zachichotała i wzięła mnie pod ramię.

– Prowadź.

 

Idź rozdział 16.

 

 

Rozdział 9.

 

Chociaż mój brzuch burczał już od godziny, nie dałem się namówić.

– To jest dzisiaj – zauważyłem. – Raczej nie dam rady.

Przestała się uśmiechać.

– Ou – rzuciła, uciekając wzrokiem w bok. – Szkoda.

Zabrała plakat i się odwróciła. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, jej już nie było.

Skrzywiłem się i skierowałem w stronę najbliższego sklepu. Wciąż musiałem coś kupić.

Zanim się zorientowałem, trafiłem na parking Biedronki.

 

Idź rozdział 17.

 

 

Rozdział 10.

 

Trudno mi było przyznać to przed sobą samym, ale ten poczęstunek przeważył szalę. Czułem, jak mój brzuch domagał się pożywienia, nawet najmniejszego.

Grzaniec również brzmiał kusząco.

– W sumie, może to być bardzo ciekawe – odparłem, a ona uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

– Tylko wiesz, to jest dzisiaj.

Tym lepiej dla mojego żołądka.

– To super – oznajmiłem i podałem jej ramie. – Co powie pani na spacer do Biedronki?

Zachichotała i wzięła mnie pod ramię.

– Prowadź.

 

Idź rozdział 16.

 

 

Rozdział 11.

 

Chociaż mój brzuch burczał już od godziny, nie dałem się namówić.

– To jest dzisiaj – zauważyłem. – Raczej nie dam rady.

Przestała się uśmiechać.

– Ou – rzuciła, uciekając wzrokiem w bok. – Szkoda.

Zabrała plakat i się odwróciła. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, jej już nie było.

Skrzywiłem się i skierowałem w stronę najbliższego sklepu. Wciąż musiałem coś kupić.

Zanim się zorientowałem, trafiłem na parking Biedronki.

 

Idź rozdział 17.

 

 

Rozdział 12.

 

– Tak – potwierdziłem. – Masz czas?

– Sama nie wiem…

Wskazałem palcem na miejsce w prawym rogu plakatu.

– Grzaniec i poczęstunek dla wszystkich uczestników gratis!

Na jej twarzy wypłynął szeroki uśmiech. Musiałem trafić w czuły punkt.

– Zgoda – odparła po chwili namysły. – Chyba warto spróbować.

– To super – oznajmiłem i podałem jej ramie. – Co powie pani na spacer do Biedronki?

Zachichotała i wzięła mnie pod ramię.

– Prowadź.

 

Idź rozdział 16.

 

 

Rozdział 13.

 

– Tak, to jest dzisiaj – potwierdziłem, ale mój entuzjazm zaczął znikać.

Nie umiałem na szybko wymyślić dobrego argumentu.

– Sama nie wiem… – przyglądała się ogłoszeniu, ale nie wyglądała na przekonaną.

Kiedy zaburczało mi w brzuchu, straciłem ochotę, aby kontynuować tę rozmowę.

– Wiesz co? Zapomnij – odparłem i machnąłem ręką. – Pewnie sam nie dam rady.

Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, odwróciłem się i odszedłem. Skierowałem się w stronę najbliższego sklepu. Musiałem kupić coś do jedzenia za pozostałe pieniądze.

Zanim się zorientowałem, dokąd idę, trafiłem na parking Biedronki.

 

Idź rozdział 17.

 

 

Rozdział 14.

 

Odwróciłem się i ujrzałem ją. Uśmiechnąłem się. Może jednak…

Poczekałem, aż do mnie podbiegnie.

– Cześć Monika, coś się stało?

Poprawiła swój beżowy płaszczyk i również się uśmiechnęła.

– Zobacz, co znalazłam – odparła i wyciągnęła w mojej stronę rękę. Automatycznie zerknąłem w stronę kosza na śmieci, ale nie dojrzałem tam plakatu. Wróciłem wzrokiem do Moniki. – Wisiało na automacie – wyjaśniła, dostrzegając moje spojrzenie.

Wziąłem od niej kartkę i obejrzałem z każdej strony. Żadnego zagięcia. Jak to było możliwe…

– Pomyślałam, że może zechciałbyś wziąć w tym ze mną udział?

Uniosłem wzrok. Patrzyła na mnie z wyczekiwaniem, uśmiechając się przy tym przeuroczo.

Już mnie miała. W końcu sam także chciałem ją zaprosić.

Jednakże nie chcąc wyjść na takiego, co tak łatwo ulega kobiecym względom, odchrząknąłem i odparłem:

– Przecież jest zimno. A to jest na parkingu.

– Ale to nie trzeba tańczyć w wyszukanych strojach, można być w kurtce. Spójrz! – Wskazała na plakat w moich rękach. – Grzaniec i poczęstunek dla wszystkich uczestników gratis!

Kiedy mój brzuch zaburczał w odpowiedzi, uznałem, że jednak nie warto tego ciągnąć. Jeszcze bym ją zniechęcił.

Podałem jej swoje ramię.

– Co powie pani na spacer do Biedronki?

Zachichotała i wzięła mnie pod ramię.

– Prowadź.

 

Idź rozdział 16.

 

 

Rozdział 15.

 

Zignorowałem to. Straciłem chęć do czegokolwiek. Nawet do rozmowy z kimkolwiek.

Ale ten ktoś najwidoczniej miał wielką ochotę porozmawiać ze mną.

Drogę zagrodziła mi drobna osóbka. Podniosłem wzrok i ujrzałem ją.

– Szymon? – zapytała niepewnie.

– Tak – odparłem, a widząc jej maślane oczy, dodałem: – Wybacz, wołałaś mnie wcześniej? Zamyślony byłem.

Uśmiechnęła się. W głowie pojawiło mi się jej imię: Monika.

– Nic się nie stało. – Poprawiła swój beżowy płaszczyk. – Zobacz, co znalazłam – odparła i wyciągnęła w mojej stronę rękę. Automatycznie zerknąłem w stronę kosza na śmieci, ale nie dojrzałem tam plakatu. Wróciłem wzrokiem do Moniki. – Wisiało na automacie – wyjaśniła, dostrzegając moje spojrzenie.

Wziąłem od niej kartkę i obejrzałem z każdej strony. Żadnego zagięcia. Jak to było możliwe…

– Pomyślałam, że może zechciałbyś wziąć w tym ze mną udział?

Uniosłem wzrok. Patrzyła na mnie z wyczekiwaniem, uśmiechając się przy tym przeuroczo.

Już mnie miała. W końcu sam także chciałem ją zaprosić.

Jednakże nie chcąc wyjść na takiego, co tak łatwo ulega kobiecym względom, odchrząknąłem i odparłem:

– Przecież jest zimno. A to jest na parkingu.

– Ale to nie trzeba tańczyć w wyszukanych strojach, można być w kurtce. Spójrz! – Wskazała na plakat w moich rękach. – Grzaniec i poczęstunek dla wszystkich uczestników gratis!

Kiedy mój brzuch zaburczał w odpowiedzi, uznałem, że jednak nie warto tego ciągnąć. Jeszcze bym ją zniechęcił.

Podałem jej swoje ramię.

– Co powie pani na spacer do Biedronki?

Zachichotała i wzięła mnie pod ramię.

– Prowadź.

 

Idź rozdział 16.

 

 

Rozdział 16.

 

Szybko dotarliśmy na miejsce. Za szybko jak dla mnie. Okazało się, że z Moniką bardzo dobrze spędzało mi się czas.

– Spójrz! – Pokazała wolną ręką na namiot rozłożony na trawniku przy parkingu sklepu. – To chyba tam prowadzone są zapisy!

Zebrał się całkiem spory tłum. Puściłem Monikę przodem i ruszyłem za nią, aż dotarliśmy do wcześniej wskazanego przez nią miejsca.

– Państwo są parą?

Uniosłem głowę i spojrzałem na grubszą kobietę siedzącą po drugiej stronie stołu.

– Eee… – zacząłem niepewnie.

– Startujemy razem – odpowiedziała za mnie Monika, jednocześnie posyłając w mojej stronę delikatny uśmiech.

– Dobrze – odpowiedziała kobieta. Wróciłem do niej wzrokiem. – Nie musicie martwić się o poziom trudności, w naszym konkursie chodzi przede wszystkim o zabawę.

– To świetna wiadomość! – ucieszyła się Monika, a ja również nieco odetchnąłem z ulgą. Tyle ludzi… – Może pani wyjaśnić nam zasady?

– Ale oczywiście – odparła kobieta, poprawiając się na krześle. Wskazała na parking. – Parking służy nam jako parkiet. Pierwsza runda jest rozgrzewką, nikt nie zostaje podczas niej wyeliminowany. Jest to runda indywidualna, aby każdy uczestnik mógł się wczuć w klimat naszego konkursu. – Teraz wskazała na kobietę i mężczyznę stojących koło samochodu. – To nasi trenerzy, Ewelina i Robert. Prowadzą dwie rundy. Musicie ich naśladować. Dwie pary, które poradzą sobie najlepiej, trafiają do finału.

– A co trzeba wykonać w finale?

– Należy zatańczyć dowolną choreografię jakiegoś tańca. – Starsza kobieta mrugnęła jednym okiem do Moniki. – Wystarczy, że dasz prowadzić się temu przystojnemu młodzieńcowi, a powinniście dać rade.

Nie wiem, kto miał większe rumieńce: ja czy Monika.

– To jak, kochanieńki? Zapisać was?

Mój żołądek desperacko domagał się jedzenia.

Odchrząknąłem.

– Tak, poproszę.

Przeprosiłem Monikę i udałem się w stronę stołu z przekąskami. Okazało się, że było to bardzo strategiczne miejsce – mogłem oglądać wszystko dookoła.

 

Co robię?

  1. Przyglądam się i oceniam konkurencje (idź rozdział 18)
  2. Rozmawiam z przeciwnikami (idź rozdział 19)

 

 

Rozdział 17.

 

To musiało być jakieś zrządzenie losu. Ze wszystkich możliwych Biedronek, trafiłem akurat na tę, przy której został zorganizowany konkurs.

Nie potrzebowałem wiele czasu, aby i ją wypatrzeć.

– A więc przyszła – mruknąłem pod nosem. Zawahałem się. Podejść czy nie podejść? Wyglądało na to, że nie miała partnera.

Chwyciłem się za brzuch, kiedy głośno zaburczał.

– Dobra, dobra.

Głód zwyciężył.

Podszedłem do Moniki, która przyglądała mi się od dłuższego czasu.

– Chyba jednak udało nam się dotrzeć.

– Owszem – odparła, po czym wskazała na namiot znajdujący się na trawniku przy parkingu. – Tam chyba są prowadzone zapisy. – Wróciła do mnie wzrokiem. – Wystartujemy?

I jak ja miałem odmówić tym maślanym oczom?

– Prowadź – rzuciłem, uśmiechając się lekko. Monika podskoczyła radośnie, po czym ruszyła przodem, a ja udałem się za nią, aż dotarliśmy do wskazanego miejsca.

– Państwo są parą?

Uniosłem głowę i spojrzałem na grubszą kobietę siedzącą po drugiej stronie stołu.

– Eee… – zacząłem niepewnie.

– Startujemy razem – odpowiedziała za mnie Monika, jednocześnie posyłając w mojej stronę delikatny uśmiech.

– Dobrze – odpowiedziała kobieta. Wróciłem do niej wzrokiem. – Nie musicie martwić się o poziom trudności, w naszym konkursie chodzi przede wszystkim o zabawę.

– To świetna wiadomość! – ucieszyła się Monika, a ja również nieco odetchnąłem z ulgą. Tyle ludzi… – Może pani wyjaśnić nam zasady?

– Ale oczywiście – odparła kobieta, poprawiając się na krześle. Wskazała na parking. – Parking służy nam jako parkiet. Pierwsza runda jest rozgrzewką, nikt nie zostaje podczas niej wyeliminowany. Jest to runda indywidualna, aby każdy uczestnik mógł się wczuć w klimat naszego konkursu. – Teraz wskazała na kobietę i mężczyznę stojących koło samochodu. – To nasi trenerzy, Ewelina i Robert. Prowadzą dwie rundy. Musicie ich naśladować. Dwie pary, które poradzą sobie najlepiej, trafiają do finału.

– A co trzeba wykonać w finale?

– Należy zatańczyć dowolną choreografię jakiegoś tańca. – Starsza kobieta mrugnęła jednym okiem do Moniki. – Wystarczy, że dasz prowadzić się temu przystojnemu młodzieńcowi, a powinniście dać rade.

Nie wiem, kto miał większe rumieńce: ja czy Monika.

– To jak, kochanieńki? Zapisać was?

Mój żołądek desperacko domagał się jedzenia.

Odchrząknąłem.

– Tak, poproszę.

Przeprosiłem Monikę i udałem się w stronę stołu z przekąskami. Okazało się, że było to bardzo strategiczne miejsce – miałem ogląd na wszystko dookoła.

 

Co robię?

  1. Przyglądam się i oceniam konkurencje (idź rozdział 18)
  2. Rozmawiam z przeciwnikami (idź rozdział 19)

 

Rozdział 18.

 

Uznałem, że rozmowa z konkurencją nie była wskazana. Skoro zamierzałem wygrać, lepiej było się z nikim nie zaprzyjaźniać. Nie znaczyło to jednak, że nie mogłem się im poprzyglądać.

Zajadając mini kanapeczki, zapewne wykonane z półproduktów z Biedronki, przyglądałem się otoczeniu. Dostrzegłem osiem potencjalnych par, nie licząc mnie i Moniki. Tych, którzy w szczególności wyglądali na bezdomnych, nie liczyłem.

Domyśliłem się, że sędziami finału byli Ewelina i Robert, trenerzy. Założyłem, że kobieta, która prowadziła zapisy, chyba miała na imię Beata, decydowała, kto się w nim w ogóle znajdzie.

Zwróciłem uwagę na parę, która wyglądała na najbardziej zadbaną. Kobieta, która pomimo zimna nie ubrała kurtki, miała na sobie buty taneczne, podobnie jak jej partner – rozpoznałem je, ponieważ kilka lat temu sam tańczyłem.

Starając się odsunąć wspomnienia z czasów, kiedy cały świat leżał u mych stóp, odszukałem wzrokiem Monikę. Odnalazłem ją koło mężczyzny w średnim wieku, w kurtce z plamą na boku.

 

Co robię?

  1. Odciągam Monikę (idź rozdział 20)
  2. Dołączam do nich (idź rozdział 21)

 

 

Rozdział 19.

 

Uznałem, że możne warto było nawiązać nowe znajomości.

Zajadając mini kanapeczki, zapewne wykonane z półproduktów z Biedronki, przyglądałem się otoczeniu i zastanawiałem się, do kogo podejść. Dostrzegłem osiem potencjalnych par, nie licząc mnie i Moniki. Tych, którzy w szczególności wyglądali na bezdomnych, nie liczyłem.

Zwróciłem uwagę na parę, która wyglądała na najbardziej zadbaną. Kobieta, która pomimo zimna nie ubrała kurtki, miała na sobie buty taneczne, podobnie jak jej partner – rozpoznałem je, ponieważ kilka lat temu sam tańczyłem.

Potrząsnąłem głowę, aby pozbyć się wspomnienia z czasów, kiedy cały świat leżał u mych stóp. Chwyciłem parę kanapek i ruszyłem przed siebie.

Zatrzymałem się przy mężczyźnie w średnim wieku, w kurtce z plamą na boku. Podałem mu jedną kanapkę, na co on z uśmiechem przyjął ją ode mnie.

– Występujesz? – zapytał.

– Tak – potwierdziłem. – A ty?

– Ja również – odparł, po czym wskazał na Ewelinę i Roberta. – Oni sędziują podczas finału.

Pokiwałem głowę. Domyślałem się tego.

– A kto w ogóle decyduje, kto się w nim w ogóle znajdzie?

Mężczyzna kiwnął głowa na namiot.

– Beata. Ona sędziuje podczas dwóch pierwszych konkurencji.

– Tak myślałem – odparłem. Kiedy zapadła między nami cisza, odchrząknąłem. – A więc… Co cię tutaj sprawdza?

Mężczyzna zerknął na mnie, a potem odwrócił się. Podążyłem za nim wzrokiem. Pod daszkiem stała kobieta z dzieckiem na rękach, a obok niej stała dziewczynka, która miała nie więcej niż 10 lat.

– Nie mogę znaleźć pracy, odkąd wróciłem z wojska – wyjaśnił nieśpiesznie. – To moje jedyna szansa, aby uratować moją rodzinę.

Przyznaję, nie byłem typem osoby, którą takie wyznania doprowadzały do łez, ale poczułem coś na wzór współczucia. Rozumiałem, jak trudno było znaleźć pracę. A on miał jeszcze rodzinę do utrzymania. A ja? Ja straciłem wszystkie oszczędności w grach.

Gdy milczałem, wyciągnął w moją stronę dłoń.

– Jestem Michał – przedstawił się. Uścisnąłem jego wyciągniętą rękę.

– Szymon.

Uśmiechnął się.

– A więc, Szymon, życzę Ci powodzenia.

Kiedy się oddalił, jego miejsce zajęła Monika.

– Dowiedziałeś się czegoś ciekawego? – zapytała.

 

Co robię?

  1. Nie przyznaję się i idę na parkiet (idź rozdział 22)
  2. Streszczam historię mężczyzny (idź rozdział 23)

 

 

Rozdział 20.

 

Poczułem przypływ gniewu. Nie mogłem przegrać przez Monikę.

Zostawiłem jedzenie z bólem w sercu (i w żołądku) i żwawym krokiem podszedłem do nich.

– Moniko, mogę cię prosić na moment? – zapytałem, siląc się na spokój.

Musiała to dojrzeć, bo posłała w mojej stronę zaniepokojone spojrzenie.

– Szymon, to jest Michał… – zaczęła, ale ja jej przerwałem.

– Pozwól na chwilę.

Zmarszczyła brwi, ale pożegnała się z mężczyzną i ruszyła za mną. Kiedy byliśmy w większej odległości od niego, złapałem ją za ramiona.

– Co ty wyrabiasz? – burknąłem.

Spojrzała na mnie niepewnie.

– Ja tylko rozmawiałam z Michałem – wyjaśniła. – Wiesz, on startuje w tej konkurencji, aby móc wyżywić swoją rodzinę i …

– I nie chcę wiedzieć nic więcej. – Zabrałem ręce. – Nie widzisz, że próbował tobą manipulować, żebyś dała mu wygrać?

Zamrugała oczami.

– Ale my nawet jeszcze nie dotarliśmy do finałów…

Ponownie jej przerwałem.

– I nie dotrwamy, jeżeli zaprzyjaźnisz się ze wszystkim.

Jej oczy zrobiły się szkliste.

 

Co robię?

  1. Próbuję załagodzić sytuację (idź rozdział 24)
  2. Udaję się na parkiet (idź rozdział 25)

 

 

Rozdział 21.

 

Westchnąłem ciężko. Monika jednak chciała się zaprzyjaźnić, jak widać.

Chwyciłem trzy małe kanapeczki i udałem się w ich stronę. Kiedy do nich dotarłem, usłyszałem, jak Monika odpowiadała:

– Marzyło mi się dostać pracę w szkole tańca, ale chyba zaprzepaściłam swoją szansę.

A więc myślała tak samo, jak ja.

Odchrząknąłem, aby na mniej spojrzeli. Gdy to zrobili, wręczyłem im po kanapce.

– Występujecie razem? – zapytał.

– Tak – potwierdziłem.

Monika, jedząc kanapkę, zapytała:

– Wiesz może, jak wygląda ocenianie?

Mężczyzna wskazał na Ewelinę i Roberta.

– Oni sędziują podczas finału.

Pokiwałem głowę. Domyślałem się tego.

– A kto w ogóle decyduje, kto się w nim w ogóle znajdzie? – dopytałem.

Mężczyzna kiwnął głowa na namiot.

– Beata. Ona sędziuje podczas dwóch pierwszych konkurencji.

– Ciekawe – odparłem. Kiedy zapadła między nami cisza, odchrząknąłem. – A więc… Co cię tutaj sprawdza?

Mężczyzna zerknął na mnie i Monikę, a potem się odwrócił. Podążyłem za nim wzrokiem. Pod daszkiem stała kobieta z dzieckiem na rękach, a obok niej stała dziewczynka, która miała nie więcej niż 10 lat.

– Nie mogę znaleźć pracy, odkąd wróciłem z wojska – wyjaśnił nieśpiesznie. – To moje jedyna szansa, aby uratować moją rodzinę.

Przyznaję, nie byłem typem osoby, którą takie wyznania doprowadzały do łez, ale poczułem coś na wzór współczucia. Rozumiałem, jak trudno było znaleźć pracę. A on miał jeszcze rodzinę do utrzymania. A ja? Ja straciłem wszystkie oszczędności w grach.

Gdy milczałem, wyciągnął w moją stronę dłoń.

– Jestem Michał – przedstawił się. Uścisnąłem jego wyciągniętą rękę.

– Szymon.

Uśmiechnął się.

– A więc, Szymon i Monika, życzę Wam powodzenia.

Kiedy się oddalił, spojrzałem na Monikę.

 

Co robię?

  1. Komentuję jego historię (idź rozdział 26)
  2. Udaję się na parkiet (idź rozdział 27)

 

 

Rozdział 22.

 

Zastanawiałem się przez chwilę, ale ostatecznie postanowiłem nie opowiadać jej o jego historii. Nie znałem jej na tyle, aby przewidzieć, czy to przesądziłoby o jej chęci wygranej.

– Ewelina i Robert oceniają podczas finału, a Beata – tu wskazałem głową na namiot – ocenia dwie pierwsze konkurencje.

– Aaa – odparła, omiatając wzrokiem teren dookoła. Poczekałem, aż znowu na mnie spojrzała.

Ukłoniłem się i podałem jej rękę.

– Idziemy? – zapytałem.

Monika odpowiedziała mi uśmiechem, dygnęła i podała dłoń. Razem ruszyliśmy na podbój.

 

Idź rozdział 28.

 

 

Rozdział 23.

 

Westchnąłem głęboko, ale postanowiłem streścić jej historię Michała.

– To straszne! – powiedziała, zasłaniając sobie usta. – Jak to możliwe, że nie może znaleźć pracy?

Posłałem w jej stronę łagodne spojrzenie.

– A my? – odparłem.

Opuściła ręce i skinęła głową.

– Racja.

Poczekałem, aż przestanie przyglądać się otoczeniu i ponownie na mnie spojrzała.

Ukłoniłem się i podałem jej rękę.

– Idziemy? – zapytałem.

Monika odpowiedziała mi uśmiechem, dygnęła i podała dłoń. Razem ruszyliśmy na podbój.

 

Idź rozdział 28.

 

 

Rozdział 24.

 

Boże, tylko nie to! Nigdy nie umiałem sobie radzić z kobiecymi łzami!

– Moniko, ja… – szukałem odpowiednich słów. – Przepraszam, nie chciałem wybuchnąć. Po prostu bardzo potrzebuję tej wygranej.

Monika kilka razy zamrugała powiekami. Łzy nie wypłynęły. Odetchnąłem z ulgą.

– Wiem, ja tak samo – mruknęła. Poczekałem, aż przestanie przyglądać się otoczeniu i ponownie na mnie spojrzała.

Ukłoniłem się i podałem jej rękę.

– Idziemy? – zapytałem.

Monika odpowiedziała mi niepewnym uśmiechem, dygnęła i podała dłoń. Razem ruszyliśmy na podbój.

 

Idź rozdział 28.

 

 

Rozdział 25.

 

Nie umiałem radzić sobie z damskimi łzami.

– Uspokój się – mruknąłem, nieco łagodniej. – Musimy skoncentrować się na wygranej.

Spojrzała w bok, mrugając powiekami. Nie czekając na dalszy rozwój sytuacji, udałem się na parkiet. Zerknąłem do tyłu tylko po to, aby upewnić się, że Monika poszła za mną.

Stanęliśmy na środku i czekaliśmy na sygnał do rozpoczęcia.

 

Idź rozdział 28.

 

 

Rozdział 26.

 

Westchnąłem ciężko, kiedy Monika oznajmiała:

– To straszne! Jak to możliwe, że nie może znaleźć pracy?

Posłałem w jej stronę łagodne spojrzenie.

– A my? – odparłem.

Skinęła głową ze smutkiem.

– Racja.

Poczekałem, aż przestanie przyglądać się otoczeniu i ponownie na mnie spojrzała.

Ukłoniłem się i podałem jej rękę.

– Idziemy? – zapytałem.

Monika odpowiedziała mi uśmiechem, dygnęła i podała dłoń. Razem ruszyliśmy na podbój.

 

Idź rozdział 28.

 

 

Rozdział 27.

 

– Co ty wyrabiasz? – burknąłem.

Spojrzała na mnie niepewnie.

– Ja tylko rozmawiałam z Michałem – wyjaśniła.

– Nie widzisz, że próbował tobą manipulować, żebyś dała mu wygrać?

Zamrugała oczami.

– Ale my nawet jeszcze nie dotarliśmy do finałów…

Ponownie jej przerwałem.

– I nie dotrwamy, jeżeli zaprzyjaźnisz się ze wszystkim.

Jej oczy zrobiły się szkliste.

Nie czekając na dalszy rozwój sytuacji, udałem się na parkiet. Zerknąłem do tyłu tylko po to, aby upewnić się, że Monika poszła za mną.

Stanęliśmy na środku i czekaliśmy na sygnał do rozpoczęcia.

 

Idź rozdział 28.

 

 

Rozdział 28.

 

Rozgrzewka faktycznie mnie rozgrzała. Dużo podskoków, ukłonów, wymachów, ale pierwszy raz od dawna czułem się jak ryba w wodzie. Monika również wyglądała, jakby świetnie się tym odnajdywała – co nie było zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt, że była na rozmowie kwalifikacyjnej w szkole tanecznej, tak samo, jak ja.

W rundzie pierwszej odpadły cztery pary, które wcześniej wydawały mi się mdłe. Czułem, że największą konkurencja dla mnie będzie ta elegancko ubrana para.

Jaki wielkie było moje zdziwienie, kiedy pani Beata nie wybrała ich do rundy finałowej.

Zostaliśmy wybrani my oraz Michał ze swoją partnerką.

– A nich to – mruknąłem. Dlaczego akurat on?

Spojrzałem w kierunku małej dziewczynki, która trzymała na rękach dziecko – wpatrywała się w rodziców wielkimi oczami. Potem przeniosłem wzrok na Monikę. Ona również wpatrywała się we mnie. Wiedziała, że to ode mnie zależało, czy zwyciężymy.

 

Co robię?

  1. Wygrywam (idź rozdział 29)
  2. Przegrywam (idź rozdział 30)

 

Rozdział 29.

 

Podjąłem decyzję w ułamku sekundy.

Nie mogłem pozwolić, aby moje lub Moniki współczucie pozbawiło nas nagrody. Mnie nagrody. Potrzebowałem jej. Rozpaczliwie.

Poprowadziłem Monikę bezbłędnie w walcu, a ona całkowicie poddała się temu. Nie potknęła się, nie zrobiła niczego nieoczekiwanego. Może jej pragnienie wygranej było równie silne, jak moje.

Po konkursie podszedł do nas Michał.

– Gratuluję – powiedział, uśmiechając się, zdaje się, szczere. – Mam nadzieje, że życie się do was uśmiechnie.

– I wzajemnie – odparłem, podają mu dłoń.

Poczułem wyrzuty sumienia, kiedy odprowadzałem go wzrokiem do jego rodziny.

– Szymon, Monika – usłyszałem głos pani Beaty. Odwróciłem się w jej stronę. – Czas odebrać waszą nagrodę.

A nagroda był duża: spora kwota pieniężna i koszyk z jedzeniem ufundowany przez Biedronkę.

 

Co robię?

  1. Dzielę się nagrodą (idź rozdział 31)
  2. Zgarniam wszystko dla siebie (idź rozdział 32)

 

 

Rozdział 30.

 

Podjąłem decyzję w ułamku sekundy.

Nie mogłem wygrać. Nie mogłem skazać ich wszystkich na śmierć. Wyrzuty sumienia nigdy by mnie nie opuściły.

Potknąłem się w walcu. Uważałem, żeby nie nadepnąć Moniki, ale straciłem rytm. Kątem oka widziałem, jak Robert z Eweliną pokazują na nas i komentują nasz błąd, mój błąd.

Tak jak założyłem, przegraliśmy. Radosny pisk rodziny Michała ogrzewał moje serce, ale nie potrafiłem spojrzeć na Monikę.

Po konkursie podszedł do nas Michał.

– Gratuluję nagrody – powiedziałem, uśmiechając się. A nagroda był duża: spora kwota pieniężna i koszyk z jedzeniem ufundowany przez Biedronkę. – Mam nadzieje, że życie się do was uśmiechnie.

– I wzajemnie – odparł, podają mi dłoń. – Życzę wam szczęścia.

Kiedy oddalił się od nas do swojej rodziny, przełamałem się i przeniosłem wzrok na Monikę. Od razu dostrzegłem żal w jej oczach – doskonale zdawała sobie sprawę, że przegraliśmy przeze mnie, że zrobiłem to specjalnie.

 

Co robię?

  1. Zapraszam Monikę na spacer (idź rozdział 33)
  2. Odchodzę (idź rozdział 34)

 

 

Rozdział 31.

 

Rozdzieliliśmy z Moniką nagrodę równo po połowie.

Zaprosiłem ją na piwo, ale odmówiła. Patrzyła na mnie wzrokiem, którego nie potrafiłem zrozumieć.

Tydzień później coś podkusiło mnie, aby przejść koło tamtego budynku. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy na bilbordzie reklamującym szkołę tańca widniało zdjęcie Michała ubranego w garnitur – Michała, który był dyrektorem tej szkoły.

Pomimo wygranej w konkursie zrozumiałem, że tak naprawdę przegrałem.

 

KONIEC

 

 

Rozdział 32.

 

Jednakże moim zdaniem, nagroda była za mała jak na dwie osoby.

– Dzielimy po równo, prawda? – zapytała Monika, przyglądając się nagrodzie.

– Tak, tak – zapewniłem. – Ale może zrobimy to w jakimś cieplejszym miejscu?

Pokiwała głową.

– Masz rację. Strasznie tu zimno.

Zimno było także w moim sercu.

Poprowadziłem Monikę do ciemnej alejki, wyjąłem z kieszeni rozkładany nóż i dźgnąłem ją w plecy. Nawet nie zdążyła się zorientować, co się stało, a już odeszła.

Wytarłem krew w jej beżowy płaszczyk, zgarnąłem walizkę z pieniędzmi, koszyk z jedzeniem i uciekłem.

Policja znalazła mnie dwa dni później. Kiedy jechałem w radiowozie, wstałem do zakratowanego okna i wyjrzałem za nie. Właśni mijaliśmy szkołę tańca. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy na bilbordzie reklamującym szkołę widniało zdjęcie Michała ubranego w garnitur – Michała, który był dyrektorem tej szkoły.

 

KONIEC

 

 

Rozdział 33.

 

Musiałem jej to wynagrodzić.

– Wiesz – zacząłem. – Może w ramach przeprosin, dasz się zaprosić na spacer?

Odwróciła się w stronę Michała i jego rodziny. Na jej twarzy powoli wypłynął uśmiech.

– Pewnie – odparła, biorąc mnie pod rękę.

Wróciliśmy do automatu znajdującego się przed budynkiem szkoły tańca. Licząc, że tym razem się nie zatnie, sięgnąłem do kieszeni i wydobyłem z niej ostatnie pieniądze. Za dwa złote kupiłem napój energetyczny, a za resztę batonik. Podałem je Monice, a potem spojrzałem na dwa grosze leżące na mojej, na powrót, zmarzniętej dłoni.

– Trzymaj – odparłem, wręczając jej jeden grosz, ten bardziej błyszczący. – Na szczęście.

Przyjęła go ze śmiechem, chuchnęła i rzuciła za siebie.

– Ten, kto go znajdzie, odnajdzie szczęście – oznajmiła, po czym przełamała batonika i wręczyła mi połowę.

Uśmiechnąłem się i sięgnąłem po niego.

– Ogromne – odparłem. – Dokąd teraz?

Uśmiechnęła się tajemniczo i chwyciła mnie za rękę.

– Znam pewne miejsce.

Zmarszczyłem brwi, ale dałem się poprowadzić do budynku przed nami.

– Co…

– Niniejszym ogłaszam, że jesteś nowy trenerem.

Opadła mi szczęka.

– Ty…

– Nietypowa rekrutacja, wiem. – Uśmiechnęła się, odgryzając kawałek batonika. – Ale nasza szkoła przyjmuje ludzi tylko o dobrym sercu. Chodź – ponagliła mnie. – Ktoś chcę z tobą porozmawiać.

Poprowadziła mnie do pokoju dyrektora i otworzyła drzwi.

W środku siedział Michał, ubrany w czyściutki garnitur.

– Co…

– Witam cię w mojej szkole, Szymonie.

 

KONIEC

 

 

Rozdział 34.

 

Nie potrafiłem dłużej patrzeć w jej oczy. Czułem, że ją zawiodłem.

Sięgnąłem do kieszeni i wydobyłem z niej swoje ostatni oszczędności. Żałosne trzy złote osiemdziesiąt dwa grosze.

– Przepraszam – wyznałem cicho, chwyciłem ją za rękę i oddałem jej pieniądze. – To wszystko, co mam. Przepraszam, że nie udało nam się wygrać.

Otworzyła usta, zdaje się, z zaskoczenia, ale nie czekałem, aż coś powie. Odwróciłem się i odszedłem.

Dogoniła mnie, gdy przechodziłem koło budynku i automatu, przed którym to wszystko się zaczęło.

– Szymon! – Zaszła mi drogę. – Zaczekaj.

Posłałem jej pytające spojrzenie, ale cierpliwie czekałem. Przyglądałem się, jak podchodzi do automatu i za pieniądze, które jej podarowałem, kupuje napój energetyczny i batonika. W ręku pozostały dwa grosze. Uśmiechnęła się i wręczyła jedynego mnie, z kolei na swój dmuchnęła i rzuciła za siebie.

– Ten, kto go znajdzie, spotka go szczęście.

Powiedziała to tak, jakby naprawdę w to wierzyła.

Nie potrafiłem powstrzymać uśmiechu. Po chwili ze swoim groszem zrobiłem to samo. Wtedy Monika odłamała połowę batonika i wręczył mi go.

– Ogromne – odparłem. – Dokąd teraz?

Uśmiechnęła się tajemnica i chwyciła mnie za rękę.

– Znam pewne miejsce.

Zmarszczyłem brwi, ale dałem się poprowadzić do budynku przed nami.

– Co…

– Niniejszym ogłaszam, że jesteś nowy trenerem.

Opadła mi szczęka.

– Ty…

– Nietypowa rekrutacja, wiem. – Uśmiechnęła się, odgryzając kawałek batonika. – Ale nasza szkoła przyjmuje ludzi tylko o dobrym sercu. Chodź – ponagliła mnie. – Ktoś chcę z tobą porozmawiać.

Poprowadziła mnie do pokoju dyrektora i otworzyła drzwi.

W środku siedział Michał, ubrany w czyściutki garnitur.

– Co…

– Witam cię w mojej szkole, Szymonie.

 

KONIEC