Ella doskonale pamiętała dzień, w którym zmarła jej matka. Mimo że owego dnia była jeszcze dzieckiem, nie zapomniała jej ostatnich słów:

– Bądź dobra. Dobroć jest ważna.

Minęły lata.

Ojciec Elli, Phillip, miał warsztat szewski i krawiecki. Tak poznał się ze swoją żoną: ona szyła suknie, on naprawiał buty. Nie byli bogaci, ale dobrze im się wiodło – klientów nigdy nie brakowało. Phillip podejrzewał, że była to zasługa jego żony. Była osobą życzliwą i dobrą, przez co ludzie do niej lgnęli. Po jej śmierci przychodzili zapewne z przyzwyczajenia. Ella w sekrecie nauczyła się, jak szyć, aż gdy wyszło to na jaw, dołączyła do rodzinnego interesu.

Phillip często podróżował w poszukiwaniu najlepszych materiałów. Kiedy wyjeżdżał, prosił o doglądanie swojej córki przez zaprzyjaźnionych właścicieli lokalu znajdującego się naprzeciwko jego warsztatu – państwa La Rose.

Państwo La Rose mieli córkę – Belle. Ojciec Belli posiadał sklepik, który w większości wypełniony był zegarami. Był zegarmistrzem, ale również znał się na kowalstwie. Ozdabiał wszystko symbolem róży. Z racji tego, że sam nie podróżował zbyt często – krzesła, regały, lustra a czasami też i bronie, które można było znaleźć w jego sklepie – dostawał od Phillipa w zamian za opiekę nad Ellą.

Bella wyczekiwała tego z niecierpliwością. Dziewczynki były w podobnym wieku i dogadywały się wyśmienicie. I to ona oraz jej mama pomagały Elli opanować sztukę krawiecką. Bella uwielbiała wcielać się w rolę manekina, ponieważ potem miała przecudne suknie – tak, początkowo mizerne, ale z czasem coraz lepsze.

Tylko że Ella szybko wydoroślała i nie miała już tyle czasu, aby bawić się z przyjaciółką. Wtedy to Bella pokochała książki. Czytała je, kiedy czekała na Ellę, czyli przez większość czasu. W ten oto sposób stały się nieodłącznym elementem każdego jej dnia.

Wszystko układało się dobrze, aż pewnego razu Bella wróciła do domu nieco wcześniej niż zwykle. Właśnie skończyła czytać książkę podarowaną jej przez Phillipa z jednej z jego podróży i chciała zacząć następną, ale zamarła w drzwiach do mieszkania. Było cicho, a przecież zawsze było słychać krzątaninę jej mamy. Powoli otworzyła drzwi i weszła do domu. Przez to, że wróciła wcześniej, niż ojciec, to ona znalazła martwą matkę: cała zakrwawiona leżała na podłodze w kuchni. Bella zapamiętała, że na stole stały dwie filiżanki herbaty, ale reszta… Nie pamiętała czy krzyczała ani czy wołała o pomoc. Po prostu nagle w jej domu zaczęło roić się od ludzi, a ona tylko patrzyła, jak krew jej matki wsiąka w porzuconą na ziemi książkę.

Po tamtym wydarzeniu pan La Rose stracił radość życia. Większość czasu spędzał w sklepie, dłubiąc w zegarach. Bella wielokrotnie próbowała wyciągnąć go do domu, prosiła nawet o pomoc Philipa, ale ten nie chciał wracać do miejsca, w którym zginęła jego żona.

Przez to, że Ella była już starsza, Phillip nie musiał już prosić pana La Rose o opiekę nad nią podczas jego nieobecności. Ale to, że Ella była już na tyle dorosła, aby mogła sama zostawać w domu, nie sprawiało, że martwił się o nią mniej. W końcu: na wolności grasował morderca.

I wtedy, podczas jeden ze swoich wypraw, poznał Amelię. Nie mógł powiedzieć, że się zakochał, bo nie pokochałby nikogo innego poza swoją zmarłą żoną, ale czuł się szczęśliwy. Dlatego, kiedy wracał, poprosił Amelię, aby wróciła wraz z nim. Krótko potem wzięli ślub, a Amelię i jej dwie córki – Anastasia i Claryssa – wprowadziły się. Wyjeżdżając, Philip martwił się o Elle nieco mniej. Wiedział, że pod jego nieobecność miał ktoś na nią oko.

Aż pewnego razu nie wrócił. Amelia otrzymała list, który powiadomił rodzinę Phillipa o jego śmierci wskutek nieszczęśliwego wypadku. Na Elle spadła odpowiedzialność za warsztat – wszak teraz to ona znała się na szyciu.

Z kolei Bella miał mniej czasu na czytanie książek – musiała pomagać w sklepie i zadbać o to, aby ludzie nie uciekali na widok jej zaniedbanego ojca. Ale kiedy wieczorami starczało jej sił, szukała. Cały czas szukała sposobu, by odnaleźć mordercę matki.

Dwie dziewczyny, obie straciły matkę – jedna miała w sercu dobroć, w drugiej kiełkowała złość.

***

– Ella. – Poczekała, aż przyjaciółka na nią spojrzy. – Nie możesz pozwalać, aby tak tobą pomiatano.

Macocha nie była ślepa, szybko dostrzegła łagodny charakter swojej pasierbicy.

Ella spuściła wzrok i wygładziła swoją roboczą suknię, całą w pyle po wyczyszczeniu kominka, który skończyła czyścic, zanim przyszła do sklepu.

– Nie stać nas na służbę – odparła, dalej nie patrząc na Belle. – Ktoś musiał posprzątać.

– Czyli jak zawsze – zauważyła. – Kiedy ostatni raz Anastasia lub Claryssa coś posprzątały?

Nie odpowiedziała. Nie musiała, bo odpowiedź była oczywista. Nigdy. Nigdy nie podniosły nawet papierka. Ella musiała to robić za nie.

Obie podniosły głowę i spojrzały w bok, gdy do ich uszu doleciało szuranie za oknem.

– Nie, ja sprawdzę!

– Ale ty sprawdzałaś ostatnim razem!

– Nie, to byłaś ty!

– Nie, ty!

Ella zamrugała, ale Bella dmuchnęła na swoją brązową grzywkę i założyła ręce na piersi.

– Czy one…

– Codziennie tu są. – Bella przewróciła oczami, opuszczając ręce. – Liczą na to, że zobaczą Gastona.

Ella z przestrachem w swoich błękitnych oczach spojrzała na Bellę.

– Ga… Gaston? – zająknęła się. – To znaczy, on…

Twarz Belli złagodniała. Podeszła do Elli i położyła rękę na jej ramieniu.

– Wiem, co ten drań ci zrobił. Nie musisz się martwić, on…

– On stara się zdobyć twoją rękę.

„Teraz.” Chciała dodać słowo „teraz” – bo wcześniej udawał, że starał się o rękę Elli. Przynosił jej kwiatki, wszędzie za chodził za nią, aż pewnego dnia wylał na Elle pomyje na środku placu i zaczął się z niej śmiać na oczach wszystkich zgromadzonych.

Bella prychnęła.

– Ten łajdak nie ma co tu szukać.

Za oknem znowu dało się słyszeć szarpaninę. Widocznie przyrodnie siostry Elli dalej spierały się o to, która zaglądnie do środka.

– Najprawdopodobniej zakochały się w nim tylko dlatego, że zachował się, jak się zachował względem ciebie – zauważyła Bella, kierując się w stronę okna.

– Pewnie tak…

Bella załomotała w okno, wzbudzając panikę i przestrach niczego niespodziewających się siostrach.

– Tu go nie ma!

Anastasia wyprostowała się pierwsza.

– Kogo? – zapytała, zaglądając jednocześnie do wnętrza sklepu i rozglądając się.

– Ty już dobrze wiesz, kogo.

Claryssa dołączyła do siostry.

– Nie słyszałyście wieści?

Ella szybko dołączyła do Belli.

– Jakich?

Claryssa zamachała kartką trzymaną w prawej dłoni.

– Bal!

– Książę! – dołączyła się Anastasia, wzdychając i omdlewając.

Bella skrzywiła się.

– Eee, czy nie byłyście zakochane w Gastonie?

Ella sięgnęła przez okno po kartkę.

– Ale to przecież książę! – zauważyła Claryssa.

– Okazja jedna na milion! – dodała Anastasia.

– To się dopiero nazywa trwałość uczuć… – mruknęła Bella, zerkając na Ellę. Przyjaciółka wpatrywała się w podobiznę księcia na trzymanej przez siebie ulotce. – Ella?

– On… On jest…

Claryssa wychyliła się i wyrwała kartę z rąk przyrodniej siostry.

– Niedostępny dla ciebie! – Wygładziła ulotkę. – Widzisz, co zrobiłaś? Pogięłaś go!

Anastasia zaczęła wachlować się dłońmi.

– Słabo mi.

Bella przewróciła oczami i zrobiła gest, jakby je od siebie odpędzała.

– Idźcie mdleć gdzie indziej. – Zatrzasnęła okno i odwróciła się do Elli.

Jasnowłosa wpatrywała się w dal.

– Książę…

Bella złapała przyjaciółkę za ramiona i zaczęła nią potrząsać.

– Tylko nie zakochuj się w jego pięknej buzi! – Spojrzała jej w oczy. – Pamiętasz ostatni raz?

Ella ocknęła się i nieco odsunęła, zawstydzona.

– Pamiętam, tylko…

– Tylko co?

– Zawsze marzyłam o tym, aby pójść na bal. – Odwróciła się do okna i wskazała na warsztat po drugiej stronie. – Suknie, które potrafię uszyć… Teraz będzie tyle zamówień, a na balu mogłabym podsłuchać, jak oceniają moją robotę.

Bella spojrzała na Ellę przepraszająco.

– Ja… Nie widziałam.

Ella pokręciłam głową.

– A ty? Nigdy o tym nie marzyłaś? – Wskazała na stos książek na biurku Belli i na regałach w pokoju, w którym pracowała w sklepie ojca. – Tyle książek przeczytałaś…

– Bal nie jest moim priorytetem – przerwała, ale naraz złagodniała. – Ale mogę się zastanowić, jeżeli będę miała najpiękniejszą suknię…

Ella pisnęła radośnie i rzuciła się Belli na szyję.

– Bal! Pójdziemy na bal!

***

– Nie pójdziesz na żaden bal – oznajmiła macocha.

– Ale dlaczego? – Ella wskazała na przyrodnie siostry. – One idą, wszyscy idą…

– Tylko niezamężne panny oraz kawalerowie i ich opiekunowie. – Macocha wskazała ręką na dom. – To idealny czas dla rabusiów! Ktoś musi zostać i pilnować domu.

– Ale…

– Żadnego ale! – Amelia podeszła do Elli i chwyciła ją za podbródek. – Zostajesz. Zrozumiałaś?

Anastasia i Claryssa zachichotały, unosząc ręce do buzi.

– Tak – cicho potwierdziła Ella. Macocha puściła ją i rozejrzała się po pokoju.

– Nie postarałaś się z tym sprzątaniem. Wytrzyj kurz raz jeszcze, ale żeby mi tym razem żaden pyłek nie został!

– Tak, dobrze. – Ella pokornie skinęła głowę.

Wszak matka prosiła ją, żeby była dobra. Nie mogła nie spełnić ostatniej prośby swojej mamy.

***

– Ona się po prostu o mnie martwi – uznała Ella, kiedy Bella przyszła do niej po zamknięciu sklepu. Właśnie kończyła wycierać lampę, stojąc na chybotliwej drabinie.

– Jakie tam martwi! – Bella przewróciła oczami. – Po prostu nie chce, żebyś zgarnęła księcia prosto sprzed nosa jej córeczek.

– Bella! – zganiła ją, spoglądając na nią z góry. – Nieładnie tak mówić.

Brązowowłosa wzruszyła ramionami.

– Kiedy taka jest prawda.

Ella westchnęła i powoli zeszła na ziemię.

– Nie znam sposobu, jak mogłabym być w dwóch miejscach jednocześnie. – Dmuchnęła na niesforny jasny kosmyk swoich włosów, który wysunął się z koka. – Ani jak zrobić, żeby mnie nie rozpoznały.

Bella wyprostowała się, a jej zielone oczy zabłyszczały.

– Mam pomysł! – oznajmiła i chwyciła Elle za rękę. – Chodź!

Ella pozwoliła się poprowadzić przyjaciółce, ale zmarszczyła brwi, widząc szyld „U La Rose” z czerwoną różą, której to gdzieniegdzie odpadła farba.

– Co robimy w waszym sklepie? Dopiero co byłyśmy tutaj kilka godzin temu…

– Poczekaj, zaraz ci wyjaśnię. – Puściła przyjaciółkę i sięgnęła do kieszeni płaszcza. Wyciągnęła z niej pęk kluczy i otworzyła drzwi. Wchodząc, przywitał je dzwonek.

– Gdzie twój tato? – zapytała szeptem, próbując po ciemku wymacać meble, które jej ojciec przez lata naprzywoził dla pana La Rose.

– Dzisiaj pił – odparła, nie siląc się na zniżenie głosu. – Śpi na zapleczu. Nic go nie obudzi.

Mimo ciemności poruszała się pewnie. Wszak znała to miejsce na pamięć. Mając jednak na uwadze, że nie wszyscy znają dokładny rozstaw mebli, ściągnęła z komody świeczkę i zapaliła ją. Następnie udała się do kufra – to tam chowała najcenniejsze rzeczy.

Wyciągnęła książkę i otworzyła ją.

Ella podeszła bliżej, podsuwając odłożoną przez Belle świeczkę.

– Uważaj – mruknęła, odsuwając książkę. – Bo podpalisz.

Ella pokręciła głową.

– Wiem, jak szybko pali się papier. Uważam.

Bella ponownie przysunęła książkę. Zaczęła ją przekartkowywać, aż znalazła to, co szukała.

– Tutaj. – Wskazała palcem. – Znalazłam informacje o wiedźmie, która mieszka w chatce niedaleko miasta.

– Wiedźma?! – Ella jedną ręką zakryła usta.

Bella uśmiechnęła się tajemniczo.

– Tak, wiedźma – potwierdziła. – Ona jest odpowiedzią na nasze pytania.

Ella opuściła rękę i uważniej przyjrzała się przyjaciółce.

– Nie chodzi tylko o bal, prawda?

Uśmiech Belli zniknął.

– Nie.

Ella uścisnęła ramie przyjaciółki, chcąc w ten sposób dodać jej otuchy.

– Bal mogłam sobie darować, ale to jest ważne. – Skinęła głową, zgadzając się z samą sobą. – Ruszajmy.

Bella zamrugała oczami.

– Pójdziesz tam ze mną? Teraz?

Jasnowłosa wskazała na książkę.

– Tutaj jest napisane, że trafić można do niej tylko nocą. – Pokazała na okno. – Jest noc.

Bella spojrzała na książkę, a potem zamknęła ją i wsunęła do przewieszonej przez ramie skórzanej torby.

– Chodźmy.

***

Aby trafić do chatki wiedźmy, musiały wyjść poza mury miasta i skierować się przez polanę w stronę lasu. Drogę oświetlał im księżyc, a gdy dotarły do dróżki w lesie, okazała się pełna świetlików, zupełnie jakby wskazywały im drogę. Chatka znajdowała się w sercu lasu. Z komina unosił dym, a w domu zapalone były lampki.

– Jesteś tego pewna? – zapytała Ella. – Jeszcze możemy zawrócić.

Zawahała się, ale zaraz pokręciła głową.

– Ona ma odpowiedzi.

Gdy stanęły na wycieraczce i Bella wyciągnęła rękę, aby zapukać, drzwi otworzyły się i pojawiła się w nich stara kobieta w długiej niebieskiej szacie.

– Zastanawiałam się, kiedy do mnie zawitacie. – Uśmiechnęła się przyjaźnie. – Chodźcie, na dworze jest już zimno.

Dziewczyny spojrzały po sobie i niepewnie weszły do środka.

– Spodziewała się nas pani? – zapytała Ella, oglądając wnętrze. Chatka wyglądała… dość zwyczajnie.

Krzyknęła krótko, gdy na stół skoczył czarny kot.

– Ładnie to tak straszyć młode damy? – Starsza kobieta pokręciła głową, spoglądając na kota, który w odpowiedzi głośno zamiauczał.

Bella wyciągnęła rękę i pogłaskała go. Zachęcona tym Ella, zrobiła to samo. Zwierzę wyglądało na zachwycone.

– No i już po was, teraz musicie ją głaskać. – Kobieta zaśmiała się. – Tak łatwo ją przekupić…

– Moja przyjaciółka zadała ciekawe pytanie – zauważyła Bella. – Czy pani się nas spodziewała?

Wiedźma skinęła głową.

– Od dnia, gdy moja siostra rzuciła klątwę na te ziemie.

– Klątwę? – Ella przestała głaskać kota i usiadła na krześle przy stole. – Jaką klątwę?

– Prawda ukryta jest pod maską, która jest prawdziwą twarzą kogoś innego.

– Maska? Twarz? – Bella również przestała głaskać kota i zajęła miejsce obok Elli. Kot miauknął, wskoczył Elli na kolana i zwinął się w kłębek. – Chyba nie do końca rozumiem.

– Nie mogę powiedzieć nic więcej, ponieważ klątwa nałożyła czar również i na mnie. – Westchnęła i podeszła do czajnika umieszczonego w kominku nad ogniem. – Herbaty?

Kiedy nalała wszystkim, usiadła naprzeciwko dziewczyn i złożył ręce na stole.

– Która pierwsza?

Bella delikatnie trąciła ramię Elli, zachęcając ją.

– No to może ja, w takim razie – odparła jasnowłosa, przenosząc wzrok z przyjaciółki na wiedźmę. Od dłużej chwili głaskała śpiącego na jej nogach kota, co nieco ją uspokajało. – Chciałabym udać się na bal, ale…

– Nie masz sukienki? – wtrąciła się wiedźma.

– Nie, sukienka to akurat nie problem, ale…

– Pantofelki?

– Nie, je także mam. – Ella zerknęła na Bellę, a potem znowu na wiedźmę. – Chodzi o coś innego.

– Ella nie może wyglądać jak Ella na balu – wyjaśniła Bella. – Macocha zabrania jej tam iść, więc aby mimo to mogła się tam udać, potrzebuje zaklęcia, aby nikt jej nie rozpoznał.

– Poza księciem – wtrąciła cicho Ella.

Bella uniosła jedną brew, pokręciła głową i dodała:

– Poza księciem.

Wiedźma w zamyśleniu kilka razy pokiwała głową.

– To da się zrobić – oznajmiła w końcu, podnosząc się. Dziewczyny w skupieniu przyglądały się, jak starsza kobieta chodzi z miejsca na miejsce, od szafki ze słoikami do kociołka, który umieściła zamiast czajnika w kominku. W milczeniu mieszała powoli wszystkie dodane składniki. Dziewczyny nie odważyły się odezwać ani słowem.

Wróciła do stołu z małą buteleczką niebieskiego, błyszczącego płynu.

– Wypij w dniu balu. Bez względu na to, o której to wybijesz, zaklęcie i tak będzie trwało do dwunastego uderzenia zegara o północy. Tylko książę będzie widział prawdziwą ciebie.

Ella chwyciła podaną buteleczkę i przyjrzała się zawartości.

– A co chce pani w…

– Teraz twoja kolej – przerwała wiedźma, spoglądając na brązowowłosą. – Co kryje się w twoim sercu?

Bella skrzywiła się.

– Coś ciemnego – odparła. – Będzie tam, dopóki nie otrzymam odpowiedzi na pytanie.

– A więc je zadaj.

– Kto zamordował moją mamę?

Wiedźma przyglądała się Belli, aż dziewczyna dostała gęsiej skórki.

– Spotkasz na swojej drodze coś innego, niż planowałaś.

Brązowowłosa ponownie się skrzywiła.

– To nie brzmi jak odpowiedź na moje pytanie.

– Brzmi złowrogo – zauważyła cicho Ella.

– Jest to powiązane z moją siostrą – dodała wiedźma. – Niestety, więcej zdradzić nie mogę.

– Klątwa. – Bella zmarszczyła brwi. – Tylko…

Czarnowłosy kot obudził się nagle, przeciągnął i wskoczył na blat.

– Koniec wizyty – oznajmiła wiedźma, podnosząc się.

– Czekaj! – Ella wskazała na buteleczkę z miksturą. – Co pani chce w zamian za to?

– Może uda się wam złamać to, czego nie udało się nikomu innemu. To będzie wystarczająca zapłata – powiedziała wiedźma, zanim zamknęła drzwi, a światło w oknach momentalnie przygasło.

Wróciły do miasta, kiedy zaczęło świtać. Milczały przez całą drogę, próbuj poukładać w głowie to, co usłyszały od wiedźmy.

– Szkoda, że nie dowiedziałyśmy się niczego więcej. – Westchnęła Ella. – Mówiła tak zagadkowo…

Bella uśmiechnęła się, ale jej uśmiech był smutny.

– Nie martw się. Przynajmniej jedną rzecz udało się nam załatwić.

Ella mocniej ścisnęła buteleczkę, przykładając ją do serca.

– Taaak…

Rozstały się i udały się do swoich domów. Zapowiadał się pracowity tydzień. Bella obiecała, że pomoże przy szyciu sukien, na które Ella dostała zlecenie. Poszukiwania mordercy będzie musiała odłożyć na ten czas.

***

Nadszedł dzień balu. Kiedy macocha i jej dwie córki odjechały ubrane przez suknie stworzone przez dziewczyny, Ella pobiegła do sklepu Belli.

– Chodź, już czas!

Przeszły na drogą stronę ulicy i weszły do warsztatu krawieckiego.

– Poczekaj tutaj – poprosiła Ella i udała się na zaplecze. Chwilę później wróciła z piękna, złotą suknią. – Ta jest dla ciebie.

– Ella! – Bella zamrugała oczami. – Kiedy ty… Kiedy zrobiłaś taką piękną suknię?

Jasnowłosa podała ją przyjaciółce.

– Od dawna ją projektowałam i udoskonalałam, a bal okazał się idealną okazją, aby ją skończyć. – Mrugnęła lewym okiem. – Chciałaś najpiękniejszą suknię. Oto ona.

Bella pomacała materiał sukni.

– Jak to możliwe, że ani Anastasia, ani Claryssa jej nie zabrały?

– Oh, umiem ukrywać różne rzeczy. – Wskazała na zaplecze. – Idę po swoją.

Ella wykonała dla siebie niebieską suknię – niektóre materiały pobrała z dawnej sukni swojej mamy, wplotła je w całość, aby czuć jej obecność w czasie balu.

– Ta też jest zjawiskowa! – Bella była pod wrażenie. – Nie widziałam jej wcześniej!

– Tą robiłam po godzinach, aby macocha się nie zorientowała.

Dziewczyny pomogły sobie nawzajem zawiązać suknie oraz wykonać fryzury i makijaże. Kiedy to było gotowe, nadszedł czas na eliksir.

– Gotowa?

– Nie – odparła Ella i westchnęła ciężko. – Ale nie mam wyboru.

Przechyliła buteleczkę i wypiła całą miksturę. Nie czuła się inaczej…

Bella głośno wciągnęła powietrze.

– Co? Co się stało? Mam coś na twarzy? Zmieniam się w potwora?

Przyjaciółka intensywnie przyglądała się buzi Elli.

– Wyglądasz zupełnie inaczej – oznajmiła. – Ale jednocześnie jest w tobie coś znajomego… Może to te błękitne oczy…

Ella podeszła do lustra.

– Ja nie widzę się inaczej.

Bella zerknęła do lustra.

– Bo w lustrze jesteś sobą, też widzę prawdziwą ciebie. – Postukała palcem o brodę. – O tym wiedźma nie przestrzegała.

– I co teraz?

– Musisz uważać na lustra i swoje odbicie w szybach. – Wskazała na oczy. – I lepiej nie patrz wprost na macochę, bo te oczy jednak trochę cię zdradzają.

– To chyba nie powinno być takiego trudne…

Kiedy już miały udać się do karocy, która podjechała pod warsztat, Bella zatrzymała przyjaciółkę.

– Chwila. – Podeszła do swojej skórzanej torebki i wyciągnęła z niej sztylet z wygrawerowaną różą. – Twój ojciec przywiózł go podczas jednej z jego ostatnich wypraw przed wypadkiem. – Podała go Elli. – Na pewno chciałby, żebyś go miała. Ja również będę wtedy o ciebie spokojniejsza.

Ella przyglądała się sztyletowi wyciągniętemu z równie ozdobnej pochwy. Pamiętała ten sztylet. Ojciec opowiadał, że znalazł go w opuszczonym zamku, w którym dookoła znajdowały się krzewy uschniętych róż. Miał już wygrawerowany kwiat, taki sam jak na szyldzie sklepu. Uznała wtedy, że idealnie będzie pasował do państwa La Rose.

– Nie mogę go przyjąć – odparła, kręcąc głową. – On był dla ciebie, abyś mogła się obronić, gdyby morderca twojej matki wrócił.

Bella wcisnęła sztylet w dłonie przyjaciółki.

– Umiem się obronić, to o ciebie się martwię, w razie jak znikniesz mi z oczu na balu. – Wskazała sztylet. – Jeśli go nie weźmiesz, to nigdzie nie idę.

Ella podniosła wzrok.

– I tak nie powinnaś iść.

– Co proszę?

Ella wskazała na ziemię.

– Nie w taki butach.

Bella uniosła kilka centymetrów na ziemie swoją złotą suknię i spojrzała na stopy.

– To moje ulubione buty.

Przyjaciółka pokręciła z rozbawieniem głową.

– Wiem – odparła. Schowała sztylet do wewnętrznej kieszeni sukni, po czym udała się do szafki. – Ale na balu musisz mieć coś niezwykłego. – Otworzyła drzwiczki i wyciągnęła błyszczące pantofelki. – Twój rozmiar, jak się domyślam.

Bella uśmiechnęła się pod nosem, a potem włożyła nowe buty. Leżały idealnie.

– Zrobiłaś je specjalnie dla mnie – odparła. – Wiesz, że mam nietypowy rozmiar.

– Wiem – odparła, ściskając przyjaciółkę. – A teraz chodźmy, bo karoca nam odjedzie.

***

Dotarły do pałacu, kiedy pozostali goście znajdowali się już w środku.

– Myślisz, że jeszcze nas wpuszczą?

– W takich sukienkach? – Bella prychnęła. – Spróbowaliby tego nie zrobić!

Stojący obok wartownik zerknął na Bellę i uniósł pytająco brew.

– Ona żartuje – zapewniła szybko Ella, chwytając przyjaciółkę pod ramię i kierując się w stronę wejścia. – Z nimi raczej trzeba być ostrożnym na słowa.

Pomimo początkowych obaw, udało im się dostać do sali balowej. Od gości i ich kolorowych kreacji mogło zakręcić się w głowie.

– I jak książę ma wybrać żonę z tylu dziewczyn?

– Na pewno nie po inteligencji…

– Bella!

– Mówię, co myślę.

– Nie o to chodzi, spójrz tam. – Wskazała środek sali. – Tam jest Gaston! O nie… Zauważył mnie!

Ella próbowała uciec, cofnąć się, zniknąć, zrobić cokolwiek, ale tłum był zbyt duży.

– Ella, spokojnie! – Bella stanęła przed nią. – Zaklęcie, pamiętasz? On cię nie rozpozna.

– Ale domyśli się czegoś, jak zobaczy cię ze mną. – Ella wciąż próbowała się oddalić, ale bezskutecznie, bo wszyscy podążali do przodu. – I co teraz…

– Spróbuję go odciągnąć. – Bella miała kwaśną minę. – A ty poszukaj swojego księcia.

Chwilę później Ella widziała, jak Bella „przypadkowo” wpada na Gastona, którego czarne, długie włosy związane były w ciasny kucyk. Nie wiedziała, jak Bella sprawiła, że w ogóle ją poczuł, był tak wielki i miał tak grube mięśnie.

Postanowiła wmieszać się w tłum. Tylko w ten sposób mogła uciec od Gastona, jego wielkich łap…

Wtedy, gdy już myślała, że oddaliła się na bezpieczną odległość, poczuła dłoń na ramieniu. Ktoś gwałtownie ją odwrócił i…

Spojrzała prosto w czarne oczy Gastona.

– My się chyba nie znamy? – zapytał, uśmiechając się zalotnie. – Jestem Gaston.

Przez chwilę stała jak sparaliżowana.

„Czar. On mnie nie rozpoznał, jestem pod wpływem czaru, nie mam się czego obawiać.”

– Ja… Ja…

– Czy mogę poprosić do tańca?

Oboje spojrzeli w bok. Wtedy im oczom ukazał się nie kto inny jak książę.

– Nie miałem okazji jeszcze z tobą zatańczyć, a pragnę to uczynić – dodał.

Gaston puścił dziewczynę. Ella ukłoniła się najlepiej, jak potrafiła i podała księciu dłoń.

– Oczywiście, Wasza Książęca Wysokość.

Dała się poprowadzić w miejsce, gdzie było nieco więcej wolnej przestrzeni i po chwili zaczęli tańczyć.

– Czy ten mężczyzna ci się narzucał?

– Kto… A, Gaston. – Ella odwróciła wzrok. – Dawne dzieje. Dziękuję za ratunek.

– Przyjemność po mojej stronie. – Poczekał, aż spojrzy mu w oczy. – Masz niesamowicie błękitne oczy.

Ella zarumieniła się mimowolnie.

– Dziękuję.

Nie potrafiła stwierdzić, ja długo tańczyli, ale najprawdopodobniej za długo. Uświadomiła to sobie, gdy większość par oczu skierowane były na nią i księcia oraz gdy do jej uszu dobiegło pierwsze uderzenie zegara. Przybyła z Bellą do pałacu dość późno, ale czy to możliwe, że tańczyli aż do północy?

– Ja… Przepraszam. – Wysunęła się z jego objęć. – Muszę już iść.

– Zaczekaj! – Książę złapał ją za rękę. – Nie znam nawet twojego imienia.

Ella usłyszała kolejne uderzenie i w jej oczach pojawiło się przerażenie. Zerknęła w bok akurat w chwili, gdy pojawiła się tam macocha, przyciągnięta długim tańcem dziewczyny z księciem.

„O nie, nie, nie… I co teraz?”

– Wybacz – rzuciła i odwróciła się.

– Zaczekaj!

Ruszyła do drzwi. Tym razem jakoś łatwiej było przebić się przez tłum. Może powodem było to, że za nią podążał książę i wszyscy przed nim ustępowali miejsca?

– Proszę, tylko chwilę! – krzyczał za nią.

Ale ona słyszała tylko kolejne uderzenia zegara.

Gdy zbiegała po długich, pałacowych schodach, potknęła się. Usłyszała brzęk i spojrzała w bok. Sztylet. Wypadł jej sztylet.

– Co… – słyszała zdziwienie księcia, ale nie mała czasu się zatrzymać.

Zbiegła po ostatnich stopniach, wybiegła z bramy i zniknęła w lesie.

***

Biegła ile sił w nogach. Nie wiedziała, dokąd dobiegnie, ale biegła. Musiała. Bała się, że książę ją znajdzie albo co gorsza, zrobi to Gaston…

Jej wioska nie była położona daleko od pałacu, ale wiodła przez gęsty las. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, jak głupio zrobiła, że wbiegła w niego po ciemku. Rozważała zawrócenie, kiedy jej uwagę przykuła świecąca lampa. Zbliżyła się do niej, a wtedy odkryła, że była tam też brama wejściowa do… opuszczonego zamku.

Ale kto zapalił lampę w opuszczonym zamku?

Nie wiedziała, co zrobić. Nie powinna włóczyć się sama po lesie, zwłaszcza nocą. W tych okolicach grasowały wilki. Ale…

Ruszyła się, dopiero gdy za plecami usłyszała wycie tych czworonogów.

***

– Gdzie ona jest? – zastanawiała się na głos Bella. Widziała, że gdy dzwony zaczęły bić, Ella zaczęła uciekać. Próbowała się do niej dostać, ale była za daleko. Nawoływała też ją w lesie, aż zawróciła, póki jeszcze widziała bramy pałacu. Łudziła się, że przyjaciółka nie wbiegła jednak w las, a pobiegła do domu drogą, a potem polaną. Liczyła na to, ale gdy wzięła karocę i wróciła do miasta, nie zastała Elli ani w domu, ani w warsztacie jej czy swoim sklepie. Nigdzie jej nie było.

Macocha od razu odkryła, że Ella się wymknęła. Przyszła w nad ranem do Belli z zapytaniem, czy wie, co się stało z jej pasierbicą. Odpowiedziała, że nie wie, co było prawdą. Nie miała pojęcia, gdzie jest Ella.

Wiedziała za to, gdzie jest książę.

Zamrugała kilka razy, aby upewnić się, że to właśnie on stoi pod jej sklepem i przygląda się szyldowi nad drzwiami, a potem na coś w swoich dłoniach. Gdy po chwili odchrząknął, wyprostował się i wszedł do środka, Bella wciąż stała przy oknie i mrugała oczami. A stała tam, bo właśnie zamierzała zamknąć sklep i udać się na poszukiwania Elli.

Dostrzegł ją dopiero po chwili. Uśmiechnął się niepewnie, jak na kogoś o jego statusie, i podszedł do niej.

– Witaj. Jestem księciem z pobliskiemu pałacu i…

– Wiem, kim jesteś – przerwała mu, przez co wyglądał na zdziwionego. Teraz to ona odchrząknęła. – W czym mogę pomóc?

Omiótł ją spojrzeniem.

– Czy byłaś wczoraj na balu?

– Tak – potwierdziła. – Ale…

Urwała, dostrzegając przedmiot w jego dłoniach.

– Ten sztylet wypadł dziewczynie, z którą wczoraj tańczyłem.

– Tańczyłeś z wieloma dziewczynami – odparła, po czym dodała, dygając: – Książę.

Coś błysnęło w jego oczach.

– Owszem, ale ona zapadła mi szczególnie w pamięci. – Wskazał na drzwi, ale nieco wyżej, co mogło sugerować szyld. – Na sztylecie widnieje taka sama róża. Czy to twój sztylet?

– I tak i nie – odparła.

– Moi strażnicy obawiali się, że dziewczyna, która go zgubiła, chciała mnie zabić.

– Co?!

– Dlatego to dość istotne, czy to twój sztylet, czy…

– To mój sztylet, ale dałam go mojej przyjaciółce. – Założyła ręce na krzyż. – W celach samoobrony, aby miała jakąkolwiek możliwość odparcia ataku. – Pokręciła głową. – Zgubiła go? To jak ona teraz…

„To jak ona sobie teraz poradzi?”

– Jak się nazywasz?

Głos księcia przywołał ją z powrotem. Starała się nie wpatrywać w jego czekoladowe oczy.

– Bella. – Wskazała na sztylet. – A moja przyjaciółka od sztyletu ma na imię Ella.

– Wiesz, gdzie może być?

Już zaczęła kręcić przecząco głową, kiedy usłyszała to.

Krzyki. Głos kogoś, kogo już nigdy miała nie usłyszeć.

– Ludzie, na pomoc! Ludzie!

– Phillip? – Opuściła ręce i szybko wyjrzała przez okno. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. – Phillip!

– Kim jest…

Wyminęła księcia i wybiegła ze sklepu.

– Philipie! – zawołała go i pomachała w jego stronę, aby mógł ją dostrzec. Wyglądał… starzej. Starzej niż go zapamiętała. – To ja, Bella!

– Philip? – odezwał się głos tuż za nią. – Nie, to niemożliwe…

– Tato? – Bella przyglądała się, jak jej wymizerniony ojciec wytacza się ze sklepu. Przed upadkiem ochronił go książę, który złapał go z jednej strony i podtrzymał. – Powinieneś usiąść.

– La Rose! – krzyknął Philip, tłumiąc szloch. – Bella… Ona jest uwięziona!

Bella nie wiedziała, na kogo patrzeć. Na księcia, który podtrzymywał jej ojca, na ojca spoglądającego za starym przyjacielem wielkimi, niedowierzającymi oczami, czy na Philipa, na którego twarzy było widać obłęd.

– Kto jest uwięziony?

– Moja słodka, mała Ella! – Philip w końcu dobiegł do nich i wpadł w ramiona Belli. – Musimy ją uratować.

Pan La Rose pokuśtykał do przyjaciela i objął go.

– Jak dobrze wiedzieć, że żyjesz.

Ale Philip zdawał się go nie słyszeć.

– Wymieniła moje życie za swoje. Tam czas płynie inaczej. Bestia. Trzyma ją bestia. Ile lat upłynęło? Ja… Ja byłem pewien, że co najmniej 5, a może i 7 lat.

– Rok. – Powiedziała Bella, wyswobadzając się z objęć obu mężczyzn. – Minął rok, odkąd usłyszeliśmy o twoim wypadku.

– Gdzie jest Ella? – zapytał książę, na co ożywił się ojciec zaginionej.

– Tam, w opuszczonym zamku w lesie.

– Opuszczony zamek w lesie? – Książę zamyślił się. – Przeszukaliśmy ten las wiele razy, nigdy nie natrafiliśmy na żaden opuszczony zamek.

– On jest! Naprawdę tam jest!

– Wierzę ci, Philipie – oznajmił pan La Rose. – Skoro uważasz, że tam jest, musi tak być. Zaraz wybiorę się na poszukiwania…

– O nie – zaprzeczyła kategorycznie Bella. – Ojcze, nigdzie nie idziesz.

– Bello. – Głos ojca był surowy jak nigdy wcześniej. – Nie możesz mi tego zabronić.

– Nie muszę. – Skinęła głową na niego. – Ledwo stoisz. – Westchnęła. – I tak zamierzałam się wybrać na poszukiwania Elli, więc ja pójdę.

– Absolutnie! – Pan La Rose wyglądał na przerażonego tą wizją. – Jeszcze coś ci się stanie! Twoja matka… – urwał na chwilę. – Nie mogę stracić też i ciebie.

– Pójdę z nią – oznajmił książę, dla którego musiało być dość nietypowe to, że nikt nie zwraca na niego większej uwagi. Bella uśmiechnęła się pod nosem na to spostrzeżenie. – Obiecuję, że zadbam o jej bezpieczeństwo.

– Jej nic nie może się stać!

– Nie stanie – powiedziała równocześnie Bella i książę.

Philip miał łzy w oczach.

– Uważaj, Bella. To Bestia. Uwięził mnie za to, że kiedyś zabrałem zniszczone rzeczy z jego pałacu. One były zniszczone, naprawdę… Ale ja umiałem je naprawić i pomyślałem…

„Sztylet. Zabrał też sztylet. On nie był zniszczony.”

„Co jeżeli chodziło o ten sztylet?”

– Wszystko będzie dobrze – oznajmiła Bella, kładąc rękę na ramieniu starszego mężczyzny. – Odnajdę Ellę.

– Tam czas płynie inaczej! Musiało już upłynąć kilka dni, jak tam jest. – Philip pociągnął nosem. – Moje biedna Ella…

***

Książę jechał na swoim białym ogierze, a Bella na swojej gniadej klaczy.

– Nie potrzebuje opiekunki – powiedziała, gdy jechali przez las. – Możesz wrócić do pałacu, książę.

– Chcę odnaleźć Ellę tak samo, jak ty – odpowiedział, ale usłyszała w jego głosie coś jeszcze. Niepewność?

– Dlaczego? – zapytała, spoglądając mu w oczy. Były takie czekoladowe… – Bo urzekła cię jej uroda i teraz chcesz ją poślubić? Jakie to romantyczne!

Zmrużył oczy, przyglądając się jej.

– Jesteś inna niż pozostałe dziewczyny.

– Masz na myśli to, że nie krzyczę na twój widok? – Udawała, że kaszle. – Ze strachu…

Książę zamrugał, a potem wybuchnął śmiechem.

– Zabawna jesteś – przyznał, w końcu opanowując śmiech. – Chodziło mi o to, że nie wyglądasz na taką, co patrzy tylko na wygląd. – Zmierzył ją z góry na dół. – Choć sama jesteś piękna.

Prychnęła.

– Nawet nie próbuj.

– Dlaczego?

Bella zerknęła na niego.

– Poszłam na bal tylko ze względu na Ellę.

– Rozumiem – oparł, spoglądając w dal.

Dalszą drogę do zamku przejechali w ciszy.

***

Zeskoczyli z koni i przywiązali je do drzew w połowie drogi od bramy do drzwi zamku.

– Panuje tutaj… dziwna atmosfera – zauważyła Bella, rozglądając się uważnie.

– Mroczna? – odparł książę, wyciągając miecz z pochwy przy biodrze. – Jest cicho. Za cicho.

Bella nasłuchiwała, po czym wskazała otwarte drzwi zamku.

– Ale tylko tutaj. Po drugiej stronie zdaje się… tętnić życiem.

Książe zmarszczył brwi i ruszył ku wejściu. Bella podążyła za nim.

Początkowo zamek wydawał się opuszczony. Wszędzie leżał kurz, wisiały pajęczyny, nie paliły się żadne lampy. Ale gdy otworzyli kolejne wielki drzwi, wnętrze zmieniło się o 180 stopni. Nagle wszędzie było jasno, ciepło i kolorowo, panowała atmosfera radości – wręcz czuło się ją w powietrzu.

– To dość…

– Niepokojące? – dokończył za Belle książę.

– Tak.

Kierując się zapachem, trafili do jadalni. Stół był zastawiony potrawami, które wyglądały przepysznie. Bella dostrzegła, że na dwóch talerzach zostały resztki, więc wyglądało na to, że dwoje ludzi niedawno jadło posiłek.

„Czy aby na pewno: ludzi?”

Wtedy poruszyło się krzesło. W pierwszej chwili uznała, że się jej przywidziało, ale nie, to ono się naprawdę poruszyło, a potem…

A potem wszystko działo się bardzo szybko. Meble ożyły. Co więcej: one mówiły! Bella i książę byli tym tak zaskoczeni, że oboje skamienieli, a potem oboje rzucili się do ucieczki z tego pomieszczenia. Biegli łeb w łeb, ale wtedy wyskoczyła na nich szafa, Bellę zaczął ścigać podnóżek, a księcia wieszak, przez co zostali zmuszeni do rozdzielenia się.

Bella mijała pokój za pokojem, aż trafiła do biblioteki. Tam zamknęła za sobą drzwi i przytrzymała je, dopóki ujadający jak pies podnóżek nie przestał na nie skakać. Opierając się o drzwi, zsunęła się na podłogę. Po części dlatego, że właśnie dotarło do niej, jak wiele książek ma przed sobą, a po części dlatego, że zaczęła się obawiać, że wszystkie te tomy zaraz się na nią rzucą.

Usłyszała śpiew. Znała tę piosenkę, znała też ten głos.

– Ella!

Poderwała się i ruszyła w stronę otwartych drzwi do tarasu. Gdy wbiegła na zewnątrz, słońce już zachodziło, a wszędzie… był śnieg. A była pewna, że to jeszcze nie był jego czas, aby spaść.

„Czas płynie tu inaczej.”

Ile czasu już tu spędzili według obliczeń Philipa? Dzień? Dwa?

– Bella?

Odwróciła się i dostrzegła Ellę. Chciała odetchnąć z ulgą, ale wtedy zza drzewa wyłoniła się Bestia. Już rozumiała strach Philipa. Stwór był wielki na dwa i pół metra, miał rogi i…

„Pazury.”

Wielkie pazury. Widziała już gdzieś ślady po takich.

Obnażyła zęby i wyciągnęła sztylet, który wcześniej zabrała księciu.

– Ella, odsuń się od niego!

– Bella, ale poczekaj…

– To Bestia! – Wskazała na potwora. – To on zabił moją matkę!

Ella z przestrachem w oczach spojrzała na Bestię, ale stwór nie spojrzał na nią. Wpatrywał się w Belle ze wściekłością wypisaną na zarośniętej twarzy.

– To niemożliwe – odparła Ella.

– Miała rozcięcia jak od pazurów, ale żadne zwierzę nie miało tak wielkich. To on!

Początkowo nie pamiętała wszystkiego. Poza krwią. Szczegóły docierały do niej z czasem, ale te ślady szczególnie utkwiły jej w głowie. Od tamtej chwili szukała w książkach jakiejś wzmianki o stworze, który może zostawić takie blizny, bezskutecznie. Aż do teraz…

Bella rzuciła się do biegu. Gdy była już blisko, Ella zasłoniła Bestię własnym ciałem. Nie pozwoliła, aby przyjaciółka przebiła serce potwora sztyletem.

– Musisz zabić też i mnie – oznajmiła, a na jej twarzy dostrzegła zaciętość, jakiej nigdy wcześniej u niej nie widziała.

– Jesteś moją siostrą – odparła, nieco opuszczając sztylet. – Nie mogę cię zabić.

– Więc nie zabijesz też i jego.

– Skąd masz ten sztylet? – zapytała Bestia dziwnym, gardłowym głosem.

– Mój ojciec… – zaczęła Ella. – Przywiózł go z jednej ze swoich wypraw…

– To ten sztylet spowodował, że został tu uwięziony – oznajmiła Bella. – Mam rację, Bestio?

Bestia warknęła.

– Między innymi. – Wskazał głową sztylet. – Ale jego potrzebuję. Tylko nim można zabić to, co jest przeżarte złem.

– Masz na myśli siebie?

– Bella!

– Skoro miałeś go cały czas, czemu z niego nie skorzystałeś?

Bestia patrzyła na sztylet jak na coś, co parzy.

– Ja nie mogę go dotknąć, więc nie mogę zabić tego, którego trzeba.

– Niezłe wytłumaczenie, ale…

Nie dokończyła, bo ogłuszył ją wystrzał z karabinu.

Bestia chwyciła się za bok i upadła kolanami na śnieg.

– Nie! – krzyknęła ze strachem Ella, kucają przy nim. – Nie, nie, nie…!

Bella wyprostowała się i obejrzała w poszukiwaniu strzelca.

Nie jego się spodziewała.

– Gaston – warknęła. – Co ty tutaj robisz?

– Oszalały z rozpaczy Philip chodził po całym mieście i rozpowiadał, że jego córeczka została pojmana przez Bestię. – Położył lufę broni na ramieniu i bezczelnie się do niej uśmiechnął. – Obiecałem, że osobiście się nią zajmę.

– Bestia – warknąła… Bestia.

Wtedy w głowie Belli coś przeskoczyło. Może było to spowodowane tym, że w głosie potwora usłyszała coś więcej, niż złość, a może chodziło o to, że opiekuńczo schował Elle za siebie, mimo że było widać, jak wiele kosztował go ten ruch.

– Prawda ukryta jest pod maską, która jest prawdziwą twarzą kogoś innego – powiedziała cicho, przypominając sobie słowa wiedźmy. Spojrzała najpierw w oczy Bestii, a potem odwrócił się i spojrzała w czarne oczy Gastona. Była pewna, że przez ułamek sekundy dostrzegła w nim stwora, który klęczał za nią.

– To ty – wyszeptała, a potem powiedziała głośniej. – To ty jesteś prawdziwą Bestią.

Gaston zaśmiał się i posłał jej rozbawione spojrzenie.

– Refleksu po mamusi to ty raczej nie odziedziczyłaś. Chociaż i ona połapała się nieco za późno.

Dwie filiżanki. Na stole, gdy została zamordowana jej matka, były dwie filiżanki.

– Przyszedłem z nią porozmawiać o tobie – wyznał. – Chciałem cię poślubić, ale ona powiedziała, że nigdy nie wyda córki za kogoś takiego, jak ja. – Wskazał na siebie i pokręcił głową. – To były jej ostatnie słowa, jakbyś się zastanawiała. – Uniósł rękę i ściągnął rękawiczkę. Dopiero wtedy Bella uświadomiła sobie, że nigdy ich nie zdejmował. Pod nią ukryta była łapa Bestii.

Gdy Ella krzyknęła, Bella spojrzała na nią. Okazało się, że Bestia obok niej ma… ludzkie ręce.

– Ale jak…?

– Pod tym względem jesteśmy połączeni. To całkiem ciekawa historia. – Skinął głową na krwawiącą Bestię. – Widzisz, on był niegdyś władcą na tym zamku, a ja jego wiernym sługą. Tak bardzo mi ufał, że gdy powiedziałem, że to przez niego zginęła pewna młoda i piękna dziewczyna, on w to uwierzył. Wtedy przekonałem jedną z dwóch sióstr-wiedźm mieszkających w lesie, że powinna przekląć jego i jego poddanych za ten haniebny czyn, a ona uczyniła to. Gdy odkryła moje oszustwo, chciała zamienić nas miejscami, ale ja byłem na to przygotowany. – Wskazał na swój kucyk, a raczej to, co trzymało włosy. – Ten magiczny rzemyk chronił przed klątwami, odbijał je. Choć jak się okazało, nie do końca. Wiedźma zamieniła się w czarnego kota, a ja… No cóż. – Schował rękę w rękawiczkę, a wtedy na powrót dłoń Bestii otrzymała pazury. – Nie umiem tego kontrolować, gdy jestem zły. A twoja matka bardzo mnie rozzłościła.

Bella kipiała złością. To on. Morderca jej matki, cały czas miała go przed oczami i nie zorientowała się.

– Dlaczego nam to wszystko mówisz? – odezwała się Ella, wyglądając zza Bestii.

– Ponieważ zaraz wszyscy zginiecie – odparł, wzruszył ramionami i wycelował.

– Nie wydaje mi się – usłyszeli od strony zamku. Bella spojrzała na księcia w chwili, kiedy ten wystrzelił.

Nie pamiętała, żeby miał pistolet, ale równie dobrze mógł go znaleźć w tym zamku.

Gaston oberwał w ramię. Jęknął i złapał się wolną ręką za ranę.

– Ty… – wysyczał. – Już nie żyjesz!

Odrzucił karabin i wyciągnął miecz. Książę uczynił to samo. Starli się ze sobą, gdy był na ostatnim stopniu schodów tarasowych. Ranił Gastona mieczem, ale ten wyglądał, jakby bardzo szybko odzyskiwał siły.

Bella spojrzała na sztylet w swojej dłoni. Przypomniały jej się jeszcze jedne słowa wiedźmy.

„Spotkasz na swojej drodze coś innego, niż planowałaś.”

Spotkała… księcia. To nie ona ma pokonać mordercę matki, teraz to zrozumiała.

– Ella – zwróciła do przyjaciółki. – Musisz odwrócić uwagę Gastona na chwilę od księcia.

– Ja…

– Ja to zrobię – odparła Bestia, podnosząc się ciężko. – Ja. – Posłał Elli proszące spojrzenie, na co to niechętnie skinęła głową. Odwrócił głowę do Gastona, a w jego oczach nie pozostało nic po czułości, jaką miał przed chwilę, gdy patrzył na przyjaciółkę Belli. – Bestio!

Gaston warknął i odwrócił się.

– Co? Jeszcze ci mało? – Zrobił krok w jego stronę. – Śmiało, chodź do mnie! Zabiję was jednocześnie!

– Książę! – krzyknęła Bella, a gdy ten zerknął na nią, szybko rzuciła mu sztylet. Ten zgrabnie go pochwycił, zrobił krok do przodu i w chwili, gdy Gaston odwrócił się do niego i zamachnął mieczem, wbił broń prosto w jego serce.

Gaston upadł, zaskoczony. W tej samej chwili upadła też Bestia, do której od razu podbiegła Ella. Leżał na boku. Bella podbiegła do przyjaciółki i pomogła jej przerzucić Bestię na plecy.

– Proszę, nie umieraj. – Ella była bliska łez. – Nie możesz.

Książę przekręcił jeszcze sztylet w klatce piersiowej Gastona, nim mocnym pociągnięciem wyciągnął go. Krew obficie wypłynęła z rany i po chwili prawdziwa Bestia opadła na schody bez życia. Książę podszedł do Belli i Elli, które kucały przy stworze.

– On nie może… – Ella płakała już rzewnymi łzami. – Nie może odejść…

Bella uniosła wzrok, gdy coś niebieskiego przyciągnęło jej uwagę. Sztylet. Pulsowało w nim niebieskie światło. I to światło pulsowało też przy Gastonie. Wstała i wyciągnęła rękę do księcia, a ten bez słowa oddał jej broń. Szybko podeszła do Gastona i odcięła jego kucyk. Zsunęła rzemyk z włosów, które potem odrzuciła na ciało zmarłego, a sam rzemyk zawinęła na sztylet i przerwała. Sztylet w odpowiedzi zapulsował, a światło na rzemyku zgasło.

Wróciła do Elli i podsunęła jej broń.

– Od początku miał należeć do ciebie. – Gdy zapłakana Ella spojrzała na przyjaciółkę nic nierozumiejącym wzrokiem, ta wskazała głową na leżący na jej dłoniach sztylet. – Spójrz.

Sztylet pulsował coraz bardziej. Ella jak zahipnotyzowana sięgnęła po niego, a potem położyła go na Bestii. Broń świeciła coraz jaśniej, aż zaczęła obejmować tych dwoje. Bella zasłoniła oczy, a stojący obok niej książę przysunął ją do siebie. Gdy otworzyła oczy, nie ujrzała już Bestii. Na ziemi leżał młody mężczyzna z rozpuszczonymi piaskowymi włosach. Po chwili on również uniósł powieki i zamrugał kilka razy. Uniósł dłoń do oczu, a wtedy wszyscy odkryli, że nie był już ranny.

– Oh!

– Ello – powiedział, szukając jej. Gdy ją dostrzegł, na jego twarzy pojawiła się ulga. – Nic ci nie jest?

Dziewczyna, znowu ze łzami w oczach, rzuciła mu się na szyję.

– Przełamaliście klątwę. – Usłyszeli od strony muru, tam więc się odwrócili. Ujrzeli dwie starsze kobiety, podobne do siebie. Bella rozpoznała w jednej wiedźmę, u której były. – Teraz wszystko może wrócić na swoje miejsce.

Wiedźmy klasnęły w dłonie, a potem zniknęły, co zaś się tyczy zamku…

Zamek ożył. Wyschnięte krzewy róż odżyły, meble zamieniły się na powrót w ludzi i zwierzęta, a sztylet… a sztylet przeistoczył się w piękną, czerwoną różę. Książę tego zamku wręczył ją Elli, a potem ją pocałował.

Bella poczuła, że nie powinna tego podglądać, dlatego odwróciła się i ruszyła w stronę zamku. Gdy była przy schodach, plunęła na ciała Gastona.

– Nie sądziłem, że…

– Że co? – przerwała księciu o czekoladowych oczach, odwracając się do niego. – Że twoja wybranka wybierze Bestię?

Pokręcił głową.

– Że moja wybranka będzie taka odważna i mądra – oznajmił, po czym zbliżył się do niej i ją pocałował.

A potem jeszcze kopnął Gastona, na co Bella parsknęła śmiechem.

– Podwójne wesele zapowiada się ciekawie – mruknęła Bella, spoglądając na przyjaciółkę. – Bardzo ciekawie.